tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Zimowe jazdy

Zimowe jazdy

Autor: Lovtza 2005.02.16, 00:39 36 Drukuj

Zimowe latanie, wbrew obiegowym opiniom, może sprawić mnóstwo frajdy. Ktoś, kto w lutym przeciska się na motocyklu między samochodami, niekoniecznie musi być idiotą, co mogłyby sugerować piramidki śniegu usypane na przystankach i pozamarzane kałuże na bocznych uliczkach. Należy jednak do takiej operacji odpowiednio się przygotować.

Jazda motocyklem zimą znacznie rożni się od jazdy latem. Przeciętna zima w Polsce (zwłaszcza w ostatnich latach) to temperatury oscylujące pomiedzy 0C a –5C. Okresów prawdziwego mrozu poniżej –10C i zalegania śniegu na drodze mamy u nas raptem... może dwa tygodnie. W świetle tych informacji, fakt „oficjalnego kończenia sezonu” motocyklowego już we wrześniu i „oficjalnego rozpoczęcia sezonu” dopiero za 6 miesięcy może u zapalonych motocyklistów wywoływać jedynie spazmy śmiechu.

W tym artykule chciałbym podzielić się z wami przemyśleniami, jak przygotować się do jazdy właśnie w temperaturach oscylujących około 0C. Nie będę pisał o jeździe przy ekstremalnie niskich temperaturach, ponieważ ich wpływ zarówno na motocyklistę, jak i motocykl jest już na tyle poważny, że jazda w takich warunkach zarezerwowana jest dla prawdziwych hardcore’owców  i wymaga radykalnych działań.

Warunki do jazdy

Jazdę w kopnym śniegu od razu zostawiamy fanom enduro. Na drodze da się jeździć raczej tylko wtedy, gdy koła mają kontakt z asfaltem. Jazda po ubitym śniegu, a już tym bardziej po lodowej szklance nie jest ani przyjemna, ani bezpieczna. Minimum drogowe jakie jest nam potrzebne, to czarny asfalt, nawet jeśli jest mokry.

Zdecydowanie łatwiej o takie warunki w miastach, gdzie służby miejskie dbają o właściwe odśnieżenie ulic. W mieście, z uwagi na obecność soli, mokra nawierzchnia nie zamarza nawet, jeśli temperatura spada poniżej 0C, co zdecydowanie poprawia bezpieczeństwo jazdy.

Przygotowanie kierowcy

OK, daliście się namówić kumplowi na sobotnia przejażdżkę. Migająca szklanka piaskarki za oknem nie nastraja was hurra-optymistycznie do tego pomysłu, ale raz kozie śmierć (choć najbardziej optymalnym wariantem jest taki, aby naszej kozie nic się nie stało).

Niewiele osób jest świadomych podstawowych procesów fizjologicznych zachodzących w ich organizmach. Dotyczy to także motocyklistów. Każdy stałocieplny organizm zużywa energię na dwa główne cele – utrzymanie temperatury i pozostałą aktywność życiową (np. na jazdę na kole). Utrzymanie właściwej temperatury jest dla organizmu absolutnym priorytetem. Tylko wtedy może sprawnie funkcjonować. Czy zastanawialiście się, dlaczego człowiekowi wrzuconemu do przerębla pozostaje tylko kilka minut życia? Wychłodzenie organizmu prowadzi do zaburzenia wszelkich jego czynności życiowych.

Po co to długie wprowadzenie? Aby zrozumieć podstawową sprawę – kluczem do jazdy motocyklem zimą, jest zabezpieczenie ciała przed utratą ciepła. Zasada jest prosta, albo ubieramy się tak aby było nam komfortowo, albo nie siadamy na motocykl. Wychłodzony kierowca traci  nie tylko wyczucie pojazdu, ale też fizyczną kontrolę nad nim. Chęć jak najszybszego dojechania do domu w celu „rozmrożenia” i to nie tylko zimą, często skłania motocyklistów do zbyt swawolnego posługiwania się prawym nadgarstkiem, co przy obniżonej przyczepności opon jest prostą receptą na niepotrzebną "glebę". Nie mówiąc o tym, ze taki „zmarźlak” jest zagrożeniem na drodze, zarówno dla siebie, jak i innych.

Sprawę komplikuje fakt, iż w czasie jazdy jesteśmy narażeni na bliższe zapoznanie się z podstawowymi prawami fizyki, tutaj w postaci czynnika chłodzenia wiatrem. Jest to funkcja temperatury od prędkości wiatru, a mówiąc po ludzku określa ona, o ile niższa będzie odczuwala przez nas temperatura wraz ze wzrostem prędkości wiatru. I tak, jeśli temperatura powietrza wynosi rozpatrywane przez nas 0C, to przy prędkości 100 km/h będziemy tracili ciepło tak jakby było –21C. Nawet jeśli latem temperatura powietrza wynosi 16C to przy 100 km/h spada ona do 5C. Latem czynnik chłodzenia wiatrem ratuje nas przed zagotowaniem się na słońcu w motocyklowych ciuchach, ale zimą jest potencjalną przyczyną problemów. Warto jest mieć tego świadomość.

Jak zatem się ubrać? Intuicja podpowiada aby ubrać się grubo. Niestety nie jest to dobre rozwiązanie. Należy ubrać się nie za grubo, ale umiejętnie. W dobie lotów kosmicznych i automatów do zwrotu butelek da się bez problemu znaleźć w sklepach odpowiednie gadżety. Oczywiście podstawą ubioru jest dobra kurtka motocyklowa + spodnie motocyklowe, najlepiej z podpinką. Doświadczenie wskazuje, że pod kurtkę wystarczy wrzucić porządny windstopper zatrzymujący ciepło, cienką bluzę, koszulkę z długim rękawem. Pod spodnie z podpinką dobrze jest założyć spodnie z Polaru i ... to wystarczy. Zaskoczeni? Tak naprawdę klucz do odpowiedniego zabezpieczania się prze zimnem nie tkwi w tym, aby wyglądać jak reklama Michelin’a. Najważniejsze jest zabezpieczanie newralgicznych punktów którymi tracimy ciepło. Te punkty to stopy, dłonie i kark/szyja.

Stopy najlepiej zabezpieczyć ciepłymi narciarskimi skarpetami, pod które można cos jeszcze wrzucić. Nie należy jednak przesadzać z ilością tych zabezpieczeń. Jeśli w butach będzie za ciasno naszym stopom (a zazwyczaj obuwie motocyklowe i tak jest z założenia lepiej dopasowane do stopy niż legendarne „Relax’y”), to ograniczymy w nich krążenie, a to już prosta droga do odmrożeń. Czasem na motocyklach można spotkać różnego rodzaju patenty w postaci domowej roboty „spojlerów” odchylających strumień powietrza od stóp. Nawet jeśli wygląda to niezgrabnie to ważne jest, aby spełniało swoje i ograniczało wychłodzenie odnóży motocyklisty.

Dłonie można stosunkowo łatwo zabezpieczyć zaopatrując się w zimowe rękawice specjalnie stworzone do jazdy w zimie. Druga możliwość, choć gorsza, to założenie pod rękawice jesienno-wiosenne wewnętrznych rękawiczek z Polaru.

Wielu użytkowników jeżdżących zimą instaluje w swoich motocyklach podgrzewane rączki kierownicy. Inni wolą zastosować ochraniacze podobne jak te stosowane w motocyklach Enduro. Faktem jest, że oba rozwiązania pomagają w zimowej eksploatacji motocykla, ale mają tyle samo zwolenników co przeciwników.

Bardzo ważne dla komfortu i zdrowia jest zabezpieczenie karku i szyi. Tutaj z pomocą przychodzą kominiarki z Polaru (najlepszy wariant to Polartec Powerstrech z windstopperem) jakiej przykład można zobaczyć na zdjęciu obok. Nie tylko daje nam ona komfort w czasie jazdy, ale zapobiega przeziębieniom czy też zapaleniu zatok. Jeśli mamy możliwość zamocowania w kasku „noska” czy podbródka odchylającego strumień zimnego powietrza, to powinniśmy z tej okazji skwapliwie skorzystać.

Kask. Wszyscy narzekają na parująca szybkę. Wystarczy wkleić dobrą nieparującą wkładkę, albo potraktować wizjer od wewnątrz preparatem przeciw parowaniu szyb samochodowych. Działa, sprawdzone przez Bonda. Przewaga wkładki, czyli tzw. antifog’a jest taka, że nie trzeba jej wymieniać co kilka dni, ale wystarcza na parę miesięcy.

Ostatnią sprawą jest zaopatrzenie się w odblaskową kamizelkę. Wielu uważa to za totalny obciach, ale pozwolę sobie wskazać na kilka zalet takiego rozwiązania. Po pierwsze jesteśmy lepiej widoczni na drodze, co ma kolosalne znacznie w czasie zimowej szarówy, gdy wszyscy maja zapaskudzone szyby lusterka, a niskie ciśnienie, jakie panuje o tej porze roku w tej części Europy, wydłuża czas reakcji przeciętnego kierowcy do pól minuty. Po drugie wielu kierowców uważa gościa w kamizelce za policjanta, co skutecznie zapobiega wszelkim pyskówkom w czasie walki w ruchu miejskim. Ponadto plusem kamizelki jest też to, ze zbiera się na niej większość "syfu", jaki leci na nas spod kół samochodów, co skutecznie wydłuża okres „międzypraniowy” samej kurtki. To z kolei nie jest bez znaczenia w przypadku odzieży wyposażonej w oddychające membrany.

Jak wygląda dobrze przygotowany do jazdy zimą motocyklista, widać na zamieszczonych obok zdjęciach. Szkoda, że nie oddają one szczęśliwego uśmiechu Marcina "Wiśni" wyzierającego spod kasku...

Ostania część przygotowań do jazdy zimą, to przygotowanie mentalne. Jazda na moto w styczniu, to oczywiście nie jest wyzwanie o skali trudności takiej, jak próba zimowego zdobycia Mount Everest, ale mimo wszystko dobrze jest się nastawić pozytywnie. Warunki i tak ograniczają nam margines dopuszczalnego błędu, więc nie warto siadać na sprzęt będąc czymś wkurzonym, zdołowanym, słowem nic na silę, czy też bez przekonania, że to w ogóle ma sens. Bo to od razu przełoży się na frajdę z jazdy czyli jej brak.

Przygotowanie maszyny

Właściciele motocykli z owiewkami, w szczególności z szerokimi owiewkami, są tu zdecydowanie faworyzowani. Odsunięcie strug powietrza opływającego motocyklistę ogranicza radykalnie jego wychładzanie. Sytuację można jeszcze polepszyć montując turystyczne, akcesoryjne szyby. W najgorszej sytuacji są kierowcy naked’ów, streetow czy też chopperomaniacy, którzy na dobrą sprawę niczym nie są osłonięci. Jedynym skutecznym rozwiązaniem wydaje się wtedy zamocowanie szyby. Z uwagi jednak na częste popsucie sylwetki motocykla, generowanie turbulencji wokół głowy kierującego i często znikomą skuteczność, wielu motocyklistów zostaje przy standardowym wyglądzie swego rumaka.

Przy temperaturach oscylujących wokół zera motocykl pracuje trochę inaczej niż latem. Szczególnie silnie mogą się przekonać o tym użytkownicy motocykli, w których silnik jest chłodzony powietrzem lub olejem. W wielu wypadkach silniki mogą zdradzać objawy niedogrzania. Problemy mogą też sprawiać zamarzające gaźniki. O ile oczywiście nie mają one podgrzewania elektrycznego, bądź też jeśli nie są podłączone do sytemu chłodzenia silnika.

W przypadku silników chłodzonych cieczą, gdzie układ chłodzenia jest zaopatrzony w termostat nie ma większych kłopotów z bilansem cieplnym silnika. W przypadku starszych motocykli o wyłącznie powietrznym chłodzeniu niewiele da się zrobić.

Cała rzesza użytkowników motocykli Suzuki wyposażonych w system SACS (Suzuki Advanced Cooling Sysytem – słynne chłodzenie olejowo-powietrzne) może natomiast pokusić się o wprowadzenie prostej modyfikacji na czas zimy. Polega ona na zasłonięciu chłodnicy oleju motocykla za pomocą plastikowego arkusza. Silnik po takiej drobnej modyfikacji szybciej nabiera temperatury w niskich temperaturach otocznia i nie zdradza objawów niedogrzania, szczególnie na trasie. Foto takiego patentu, zainstalowanego w Bandicie "Wiśni", znajdziecie obok.

Wielu producentów na czas zimowej eksploatacji motocykla zaleca wymianę świec zapłonowych na świece o innej wartości cieplnej. Dotyczy to jednak głównie silników chłodzonych powietrzem. Podobnie sprawa wygląda z wymiana oleju. Tutaj znów motocykle chłodzone cieczą są uprzywilejowane i mogą z powodzeniem pracować na letnich „ustawieniach”.

Niska temperatura może wpłynąć na pracę zawieszeń. Zgęstniały olej w widelcu i elementach resorująco-tłumiących sprawia, ze motocykl zachowuje się inaczej niż w czasie wakacji.

Ostatnią, ale nie najmniej ważną sprawą do zapamiętania, jest obniżenie przyczepności opon z jaką należy się liczyć w czasie zimowych przejażdżek. Niestety producenci ogumienia motocyklowego, poza bardzo specyficznymi produktami dla motocykli enduro, nie produkują opon zimowych. Wielu śmiałków, w tym ostatnio także autor tego artykułu, ze zdumieniem odkryło, że można wylecieć „bez powodu” z zakrętu który się „robiło” wcześniej setki razy i do tego znacznie szybciej. Po analizie przyczyn, zazwyczaj okazuje się że „nie dało rady” z powodu właśnie zimna, czy też nierozgrzanych opon.

Technika jazdy

Jak już wcześniej wspomniałem warunki zimowe różnią się od letnich przede wszystkim tym, że pozostawiają motocykliście znacznie mniejszy margines na ewentualne błędy. Dlatego też do tych warunków należy odpowiednio dopasować technikę jazdy. Powinna być ona znacznie „łagodniejsza”. Trochę przypomina to wskazówki do jazdy w deszczu: wszystko robimy wcześniej i łagodniej – hamowanie, operowanie biegami, stosowany zakres obrotów silnika, manewry itd. Na wszystko należy zostawić sobie więcej czasu i miejsca.

Bardzo ważną sprawą jest ograniczenie zaufania do kierowców samochodów. Oni naprawdę mogą się nie spodziewać motocyklisty na drodze. „Panie, o tej porze na motorze!?”. Dodajcie do tego wspomniane wcześniej zaparowane szyby oraz lusterka w których nic nie widać... Jakie są konsekwencje zbytniej poufałości z samochodziarzami każdy motocyklista może sobie wyobrazić doskonale sam.

Kwestią, którą trzeba przemyśleć przed wyjazdem, jest trasa wycieczki. Powinniśmy być pewni że nic nas po drodze, a właściwie na drodze, nie zaskoczy. Można przejechać wiele kilometrów i zaliczyć "glebę" przed samą bramą, bo tam właśnie był kawałek lodu.

I co potem?

Podobno prawdziwego mężczyzna poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy. Parafrazując to powiedzenie, można stwierdzić, ze prawdziwego motocyklistę poznaje się po tym jak starannie myje swój motocykl. Jeśli w czasie zimowej przejażdżki poruszaliście się po mokrym asfalcie, to możecie być pewni, że cały motocykl jest upaskudzony solą i wszystkim tym co drogowcy sypia na nasze dziury, przepraszam... drogi. Zdjęcie obok pokazuje, jak to wygląda w rzeczywistości na kolankach wydechowych motocykla. W rzeczywistości cały spod sfotografowanego sprzętu był biały od soli. Ta zaś, gromadząc się we wszelkich zakamarkach doprowadza do niszczenia powłok lakierniczych, korozji wszystkiego, co jest w stanie skorodować. Zamieszczone obok zdjęcie ukazuje korozję nawet na układzie wydechowym wykonanym teoretycznie z nierdzewnej stali. Właściciele motocykli wykonanych z aluminium i plastiku, też nie mogą spać spokojnie. Ilość metalowych elementów które mogą zardzewieć jest w ich maszynach nie mniejsza, niż w bardziej klasycznych motocyklach.

Jedyną radą na rozwiązanie problemu jest bardzo staranne umycie motocykla po jeździe.

Podsumowanie

Zimowa jazda motocyklem wiąże się z wieloma problemami, które trzeba rozwiązać, aby móc miło i bezpiecznie spędzić czas w siodle. Jednak większość tych wyzwań, z których największym jest odpowiedni ubiór, wystarczy rozwikłać tylko raz, aby później już nie zaprzątać sobie nimi głowy.

Jazda zimą zmusza do większego skupienia się na maszynie, przez co poprawia wyczucie motocykla oraz nie pozwala wypaść z wprawy w czasie zimowego zastoju. Z mojego doświadczenia wynika, iż motocykle użytkowane przez cały rok, nigdy nie wymagają rozpaczliwych zabiegów przywrócenia do życia po śnie zimowym. Nie trzeba na wiosnę wymieniać w nich akumulatorów, nie trzeba dłubać w gaźnikach czy też w kostkach elektrycznych. A takie obrazki niestety często widuje się w przypadku maszyn, które stały na kołkach przez 4-5 miesięcy. Zresztą, jakby mnie ktoś postawił do kąta na 5 miesięcy to tez bym nie chciał z tym kimś gadać. W Wielkiej Brytanii, krajach Beneluksu, północnej Francji, czy też Danii motocyklistów widać na drogach przez okrągły rok, co jest najlepszym dowodem, że można.

Nie możemy też zapomnieć, że to co przychodzi trudniej i wymaga większego wysiłku, sprawia znacznie większą frajdę i przynosi dużo więcej satysfakcji.

Czy biorąc zatem pod uwagę wszystkie „za” i „przeciw” warto bawić się w zimowe latanie? Odpowiedz może być tylko jedna – oczywiście ze tak!

 

Zdjęcia
Komentarze 31
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę