Widmo motocyklowego ryzyka - jak rozmawiaæ z bliskimi?
Obawy i sprzeciw bliskich to obok motywów finansowych główny hamulec rozwoju motocyklowej pasji u wielu jej miłośników. Często wynikają one ze stereotypów, ale mają też jak najbardziej racjonalne podłoże. Najlepszym lekarstwem na domowe spory może być zwykła szczerość.
"Porzuć te motory, bo się w końcu zabijesz" - prawdopodobnie każdy z nas chociaż raz usłyszał te złowieszcze słowa od kogoś ze swojej rodziny. W niemal każdej familii, pielęgnowana jest historia jakiegoś ojca, brata, kuzyna bądź narzeczonego, który zakończył życie na skutek błędu w pilotażu piekielnej maszyny typu WSK. Moja babcia na przykład, z niezrozumiałych dla mnie powodów ma straszną awersję do poczciwej Jawy. "Jawa najgorsza, wywrotna". Dla naszych starszych krewnych tym symbolem zła i nieuchronnej śmierci są maszyny z silnikami o pojemności w porywach ćwierć litra i równie nikczemnej mocy. Jakże nieporównywalne nawet ze współczesnymi motocyklami uchodzącymi za osiołki dla początkujących…
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Oczywiście, to ówczesny poziom wiedzy, wyszkolenia, mentalności czy brak odpowiedniej odzieży skazywał wielu nieszczęsnych motonitów na smutny koniec. Dziś nasze głowy chronione są kaskami z kosmicznych materiałów, mamy ciuchy z ochraniaczami, grube buty i rękawice. Motocykle, choć dużo mocniejsze, cięższe i szybsze, są bardziej przewidywalne w prowadzeniu - także dzięki nowoczesnej elektronice. Wciąż jednak w rozmowie z członkami własnych rodzin argumenty te trafiają w ścianę, nawet poparte opinią o wyjątkowo spokojnym i rozważnym charakterze kierowcy. Panuje przeświadczenie, że niezależnie od okoliczności, poważny wypadek jest tylko kwestią czasu.
Jest niestety w tym lekko zabobonnym podejściu do jednośladów sporo ludowej mądrości. Zakochani w swoich maszynach motocykliści, a przede wszystkim producenci sprzętu i inne osoby zawodowo związane z tematem, zdają się jak ognia unikać jednej prostej kwestii. Niezależnie od powziętych środków zapobiegawczych, jazda na motocyklu jest i zawsze będzie bardzo niebezpiecznym zajęciem. Po prostu nie ma siły, by to zmienić. Żadna elektronika, najlepsze opony czy świetnie wyuczone umiejętności (choć one na pewno nie szkodzą) nie są w stanie zwalczyć dwóch podstawowych rzeczy. Pierwszą jest zerowy poziom bezpieczeństwa biernego, jaki oferuje jednoślad, wynikający wprost z jego natury, którą tak przecież kochamy. Druga to ogromny element loterii w każdym naszym wyjeździe - w ruchu ulicznym, a nawet na zamkniętym torze, zawsze będziemy narażeni na czynniki od nas niezależne, w tym błędy innych kierowców. Połączone razem najczęściej prowadzą do miejsca, do którego nikt się nie śpieszy.
Z motocyklem jest trochę jak z samolotem. Drobna awaria, która takie np. auto po prostu unieruchamia na poboczu, w przypadku motocykla może być dla kierowcy ostatnią. Pamiętam, że swego czasu sporo do myślenia dała mi smutna historia motocyklisty, który dosiadając spokojnego turystyka stracił nad nim panowanie i zakończył życie z powodu uszkodzonego wentyla w przednim kole. Taka mała rzecz, kawałek plastiku! Niestety, kostucha zawsze jeździ na tylnym siedzeniu. Lub na kufrze, jeśli mamy pasażera. Gdyby nie jedyne w swoim rodzaju doznania, jakie oferuje jazda jednośladem, już dawno byłoby to niszowe zajęcie dla nie do końca normalnych.
W rozmowach z bliskimi na ten temat dobrze jest więc unikać postawy małego dziecka, które chowa twarz w dłoniach i mówi "Nie ma mnie!". Zamiast ukrywać, oddalać, inaczej nazywać ryzyko płynące z jazdy motocyklem, mówić o tym otwarcie. Zapewniać o własnej świadomości tego zjawiska i wszelkich wysiłkach, by je zminimalizować. Można oczywiście przyjąć postawę, w której jesteśmy i działamy wyłącznie sami dla siebie. Ignorować uczucia i obawy bliskich. Nie nazwę tego egoizmem, bo tłumienie własnych potrzeb to kolejna droga w przepaść. Trzeba po prostu mieć świadomość, że nasza pasja może być ciężką kulą u nogi naszych bliskich, zafundować im życie w ciągłym stresie. Sam nie byłem tego do końca świadomy, dopóki nie urodził mi się syn. W pełni zgadzam się z powiedzeniem, że dopiero mając dzieci, wiesz co to prawdziwy strach. I wyobrażam sobie własne uczucia, kiedy Młody wsiądzie na skuter, a później na kolejne maszyny. Widząc z jakim upodobaniem ten trzylatek nasiąka moim hobby, jestem niemal pewien, że taki dzień w końcu nadejdzie.
Z drugiej strony z całego serca życzę mu tych samych przeżyć, jakie były i są moim udziałem. Odbieranie świata wszystkimi zmysłami w czasie podróży, pęd powietrza, zapachy… dla mnie to coś, co sprawia, że chce mi się żyć. Coś, co jest warte tego ryzyka. W naszej rozwiniętej, zachodniej cywilizacji nauczyliśmy się kontrolować każdy aspekt życia i z pełną konsekwencją likwidować sytuacje tej kontroli pozbawione. Z jednej strony mamy znakomite rezultaty, chociażby w branży lotniczej. Z drugiej, bez zdrowej dawki nieprzewidywalności robimy się jałowi. Jednoślady to jeden z ostatnich bastionów pierwotnych doznań. Powolutku, z niezawodnej w tym względzie Skandynawii dochodzą pomruki o pomysłach na ograniczenie lub wręcz zakaz ruchu motocykli, niezbędnych do wykonania programu "zero ofiar na drogach". Jeśli kiedyś przyjdzie nam walczyć z urzędnikami, warto najpierw rozbroić miny we własnych domach.







Komentarze 1
Poka¿ wszystkie komentarzeprawdziwy Mix s³u¿ba w stra¿y po¿arnej I dodatkowo ma³a pasja do 2oo Ryzyko, nigdy nie wie siê powrót bêdzie Jak wczoraj dwóch m³odych straci³o ¿ycie Ma³e info ...
Odpowiedz