EICMA 2025. Przemyślenia, przerażenia, nadzieje, obawy i zachwyty Gamoni
Kolejny rok za nami i kolejne targi EICMA, które dają nam odpowiedzi, czym będziemy się zachwycać i na co czekać w sezonie 2026. Oczywiście, zatrważająca jest ekspansja chińskich marek. O ile było o niej wiadomo nie od dziś i pamiętamy lata, w których chińscy producenci zajmowali przynajmniej połowę hal wystawienniczych Fiera Milano (a było ich zagospodarowanych o wiele więcej ,niż dzisiaj), ale chińskie motocykle nigdy tak zuchwale nie sięgały po klientów "prestiżowych", okrzepłych już marek.
Na początku może jednak kilak słów o samych targach. Jak wspomniałem, dziś obłożenie hal wystawienniczych mediolańskich targów jest mniejsze, niż na początku XXI wieku, ale nieuczciwie byłoby narzekać, bo ekspozycje mogliśmy podziwiać na dziewięciu z dwunastu hal. Po kilkuletniej posusze wyglądają naprawdę godnie i większość liczących się marek (wszystkie?) były obecne na tej imprezie. Owszem, największym nieobecnym jest KTM, ale nie powinniśmy mu mieć tego za złe w obliczu problemów w które wpakował się, co prawda trochę na własne życzenie, ale lepiej, aby odpuścili tę imprezę, niż mieliby się wpisowym dodatkowo pogrążyć. Wierzymy, że za rok KTM będzie reprezentowany równie godnie, co w 2024 roku.
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Co nas cieszy? Przede wszystkim nieco większa elastyczność europejskich, a przede wszystkim japońskich producentów. Honda nadal wiedzie prym w odrabianiu pracy domowej i sprawia wrażenie, że naprawdę chce dostarczać motocykle w rozsądnych cenach. Reszta Japonii stara się przyjąć to do wiadomości, ale ich reakcje są niespieszne. Liczymy na znaczne obniżki w Yamasze. Informacje pozyskane od Suzuki napawają optymizmem. Skoro jesteśmy już przy koncernie z Hamamatsu. Dla nas najciekawszą propozycją od nich jest nowy GSX-R1000, którego cena może być bardzo pozytywnym zaskoczeniem. To sprawdzony motocykl, który nadal nie trąci myszką, choć na papierze przez konieczność dostosowania do normy Euro5+ nie wygląda spektakularnie. Jesteśmy pewnie, że kilka prostych ruchów wystarczy, aby uzyskać (a właściwie - odzyskać) pełen potencjał tej maszyny.
W europejskich producentach nadal można wyczuć najwięcej buty - z jednej strony mają do tego prawo, ale oprócz produktu "premium" powinni otworzyć się też na sprzedaż wolumenową, aby móc oprzeć się coraz mocniejszej konkurencji z Chin. Ciekawostką może być nowy BMW GS450, którego zapowiedź mieliśmy już na poprzednich targach. Znamy już jego oficjalną, polską cenę. To 30 490 zł, ale kilka klików myszką i bez najmniejszego problemu przekroczymy 50 000 zł.
Chiny przerażają. Jakością i designem i to w pozytywnym znaczeniu. Oczywiście - przyjdzie czas na weryfikację, ale nie wygląda to wesoło dla europejskich i japońskich producentów. To, czym Chińczycy imponują to także szybkość reakcji i proklienckie podejście. Wiem, że to trochę śmieszne, że wracam do tego po raz chyba setny, ale brak tempomatu w Yamasze Tenere jest absurdalnie niezrozumiały. Tak. Pojawił się on (czyli można), ale tylko w wersji World Raid. Bo ktoś stwierdził, że wie lepiej, że klienci jego nie chcą w pozostałych wersjach. Umysł w tym momencie wybucha.
Więcej w naszej relacji z Mediolanu.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze