Nowe motocykle Harley-Davidson na rok 2026 - pierwsze wrażenia. Wielka amerykańska turystyka w małej Europie
Na 2026 r. Harley-Davidson przygotował sporą paczkę nowości, ale na prezentację prasową w Maladze wybrał modele z serii Grand American Touring i Grand American Adventure. Miałem okazję wypróbować Road Glide Limited, Street Glide Limited i Pan America Limited. Czy są limitowane? Który z nich najlepiej nadaje się na nasze warunki? Który najbardziej przypadł mi do gustu?
Stany Zjednoczone kontra Europa
Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że Stany Zjednoczone mocno różnią się od Europy. Na podstawie danych statystycznych, w połowie 2025 r. gęstość zaludnienia w USA wynosiła 37,96 osób na metr kwadratowy, podczas gdy w Unii Europejskiej było to ok. 110 osób na metr kwadratowy. Odległości między miastami w USA są znacznie większe, a sieć autostrad i dróg szybkiego ruchu zbudowana tak, by wsiąść, jechać i o nic się nie martwić. Nawet miasta są usłane szerokimi, wielopasmowymi drogami.
Tymczasem Europa budowała się przez wiele wieków i był to długotrwały proces. Wiele miast ewoluowało jeszcze od czasów starożytnych. Do tego mamy sporo terenów górzystych, dużo wsi i małych miejscowości połączonych jednopasmowymi drogami. Nie wspominając o wybrzeżach takich, jak np. włoskie Amalfi, gdzie na malowniczej drodze nawet auta osobowe miewają problemy, żeby się wyminąć, a pojawienie się autobusu lub ciężarówki prowadzi do całkowitego paraliżu.
Na bazie tych doświadczeń oraz faktu, że Amerykanie mają tanią benzynę, trudno się dziwić, że w USA królują samochody z dużymi silnikami V6 i V8, a Europa stawia raczej na małe pojemności. Temu trendowi sprzyjała sytuacja po II wojnie światowej, kiedy odradzająca się europejska motoryzacja stawiała na małe i tanie samochody dla ludu. W tym samym czasie Stany Zjednoczone przeżywały rozkwit gospodarczy, ekonomiczny i technologiczny, bo przecież były dumnie ogłoszone zwycięzcami.
To wszystko sprawiło, że w złotych latach rozwoju w USA niemal każdy robotnik mógł sobie pozwolić na piękny, mały domek na przedmieściach i ogromny samochód z silnikiem V8 o pojemności przekraczającej 6 litrów. Ważne, żeby miał automatyczną skrzynię biegów, osiągał maksymalną moc i moment obrotowy w niskim zakresie obrotów oraz zapewniał maksymalny poziom komfortu.
Podobny przepis zastosował Harley-Davidson, który w 1949 r. wypuścił model Hydra-Glide, który wyposażono w teleskopowy widelec. Z kolei w 1958 r. na rynek trafił model Duo-Glide z wahaczem z podwójnymi amortyzatorami. Seria FL jest uważana za fundament tego, co znamy dzisiaj jako Grand American Touring.
Amerykański sen w Europie
Od kilku lat Harley-Davidson coraz mocniej puszcza oczko w kierunku europejskich turystów. Zaczęło się od modelu Pan America, który okazał się nie tylko odważnym, ale również ciepło przyjętym ruchem. Potem producent zaczął ugładzać i odchudzać swoje baggery, a także nieco zmieniać charakterystykę ich zawieszeń i wreszcie sprawił, że motocykle stały się gładkie i nawet da się nimi pokonywać zakręty. Do tego pojawiła się również zaawansowana elektronika, która ma w tym wszystkim pomóc.
Tak oto docieramy do roku 2026, kiedy Harley prezentuje m.in. modele Road Glide Limited, Street Glide Limited i Pan America Limited. Dwa pierwsze zostały odchudzone odpowiednio o ok. 10 i 5 kg i bogato wyposażone m.in. w nowy kufer centralny z głośnikami i listwą LED, dodatkowe oświetlenie z przodu, kanapę z dwustrefową regulacją podgrzewania, podgrzewane manetki itp. Dokonano też modyfikacji silnika. W Milwaukee-Eight 117 pojawiły się nowy układ chłodzenia i zmienne fazy rozrządu, dzięki czemu motor odznacza się wysoką wydajnością, ale jednocześnie powinien być względnie ekonomiczny. Wprowadzono również zmiany w zawieszeniu, ale bez rewolucji.
Z kolei w przypadku Pan America wersja Limited to po prostu pełen wypas i łatwiej wymienić, czego tutaj nie ma. Producent wyposażył motocykl w quick shifter, podgrzewane manetki, dodatkowe osłony przed wiatrem, składaną i regulowaną dźwignię zmiany biegów, regulowaną dźwignię tylnego hamulca, osłonę tłumika, osłonę pod silnik, osłonę chłodnicy, dodatkowe oświetlenie LED, stomp gripy i pełen zestaw kufrów aluminiowych SW Motech.
Limited wcale nie znaczy limitowany
Skąd wziął się przydomek limited? Producenci samochodów w USA używają zbliżonego do siebie nazewnictwa wersji wyposażenia. Jeżeli w nazwie pojawia się ST, jak np. w Harley-Davidson Street Glide ST, to znaczy, że mamy do czynienia z produktem wyposażonym w dodatki o sportowym charakterze i nierzadko korespondują z tym zmiany w zawieszeniu i silniku. Jeżeli w nazwie pojawia się "Limited", to znaczy, że pojazd jest grubo doposażony. Harley częściowo przyjął samochodową nomenklaturę. Można się tylko domyślać, że pewnie producent chciał, by klienci z USA mogli łatwiej wybrać interesujący ich wariant motocykla. Pozwala to również uporządkować ofertę.
Niebo tylko z pozoru jest limitem
W tym wszystkim pojawia się dla mnie pewien zgrzyt. Dlaczego? Otóż w modelu Pan America Harley stosuje półaktywne zawieszenie. Do tego producent współpracuje z marką Showa, która ma świetne półaktywne zawiesznie Skyhook. To wszystko prowadzi do prostego wniosku, że można takie coś zastosować w baggerach i turystykach, ale jest jeden problem - portfele klientów.
Okazuje się, że Harley co jakiś czas przeprowadza badania dotyczące tego, jakie powinny być ceny motocykli z Milwaukee, by ludzie je kupowali. Wychodzi na to, że bogaci stali klienci są jednocześnie za mało zamożni, żeby Harley wprowadził półaktywne zawieszenie, kufry z centralnym zamkiem z dostępem bezkluczykowym i wiele innych udogodnień, które mamy w motocyklach z Europy i Japonii.
The good, the bad and the ugly
Z oddanych nam do dyspozycji motocykli tylko Pan America Limited wydawała się sensownym i logicznym wyborem, jeżeli ktoś chce mieć Harleya i jednocześnie wybrać się nim na kręte, górskie drogi. Choć doceniam jej dynamikę, prowadzenie i komfort, to sam motocykl nie jest moim typem, dlatego w mojej głowie pojedynek ograniczył się do Grand American Touring.
Świat dzieli się na tych, którzy lubią Street Glide i Road Glide. Różnica pomiędzy tymi motocyklami jest taka, że Street Glide ma czachę przytwierdzoną do widelca, a Road Glide - do ramy. Oczywiście to duże uproszczenie, bo w ślad za tym idą różnice w pozycji - Road Glide ma bliższy "reach" kierownicy, bardziej wyprostowaną pozycję i dłuższą czachę. W ogólnym rozrachunku wydaje się bardziej zabudowany.
Ja jestem zdecydowanie team Street Glide, ponieważ wydaje mi się bardziej poręczny, zwłaszcza w ruchu miejskim, podczas jazdy w korkach. To przekłada się również na jazdę po krętych drogach, choć Road Glide Limited poczynił pewien postęp. Pamiętam, jak wziąłem Road Glide na przejażdżkę, będąc na urodzinach Harleya na Węgrzech. Motocykl był bardzo podsterowny i wynosiło go na zewnątrz zakrętu. Harley odrobił zadanie domowe i teraz Road Glide prowadzi się jak po sznurku, nawet w wersji Limited. Przez moment nawet zastanawiałem się, czy nie odszczekać tego, że jestem "Team Street-Glide".
Jeszcze w ramach ciekawostki nie mogę nie wspomnieć o tym, że na testach był Street Glide Limited z zawieszeniem Ohlins Screamin' Eagle. Miałem okazję się nim przejechać i muszę przyznać, że robi sporą różnicę. Motocykl jest sztywniejszy i z jeszcze większym zapałem połyka zakręty. Zawieszenie całkowicie zlikwidowało m.in. problem nurkowania przy mocniejszym hamowaniu.
Jeżeli chodzi o silnik, komfort, ochronę przed wiatrem i deszczem, to nie mam żadnych zastrzeżeń. Wyjątkiem był silny boczny wiatr, ponieważ z racji gabarytów jazda wymagała wtedy większego skupienia. Elektronika doskonale radziła sobie na mokrej nawierzchni. Kilka razy tył próbował zatańczyć, ale od razu został przywołany do porządku w łagodny sposób.
Serce kontra rozum
Teraz pojawia się kwestia tego, co bym wybrał. Rozum podpowiada, że Harley-Davidson Pan America Limited to najbardziej logiczny wybór na europejskie drogi. Motocykl w niczym nie ustępuje maszynom adventure produkowanym przez Ducati, Triumpha, Hondę, BMW i innych. Według informacji uzyskanych podczas prezentacji, model ten wybierają klienci, którzy mają w swoim garażu baggera albo dużego turystyka i chcą mieć coś, co można z dużą prędkością przegonić po zakrętach.
Serce z kolei kieruje się w kierunku Grand American Touring, zwłaszcza Street Glide Limited. Choć przez cały czas zastanawiałem się, co my u licha robimy tymi motocyklami w górach, to jednocześnie z każdym kolejnym zakrętem miałem coraz szerszy uśmiech na twarzy i nawet deszcz nie zepsuł mi dobrej zabawy. Choć na filmach z GoPro możecie zobaczyć, że prędkości nie były zawrotne, to nawet takie momentami wydawały się przesadą dla tych maszyn. Jednak ostatecznie Street Glide Limited i Road Glide Limited wykazały się dużym opanowaniem i ze spokojem mogę je polecić "niemieckim turystom", którzy lubią wyzwania.












































































































































Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze