tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Zakup motocykla używanego: na co zwrócić uwagę, co sprawdzić przed kupnem

Zakup motocykla używanego: na co zwrócić uwagę, co sprawdzić przed kupnem

Autor: Adam Luranc 2017.02.27, 13:05 11 Drukuj

Oszustwa przy sprzedaży pojazdów używanych zdarzają się nagminnie. Zakup motocykla używanego, da się porównać do spaceru po polu minowym - albo się uda, albo nie. Na co więc zwrócić uwagę, co sprawdzić przed kupnem, by nie wdepnąć w przysłowiową minę.

O ile niewielkie zatajenie przebiegu, czy zużycia elementów eksploatacyjnych może nie wpłynąć negatywnie na bezpieczeństwo podczas eksploatacji motocykla, to już jazda niedbale naprawionym jednośladem po poważnym wypadku niesie za sobą spore niebezpieczeństwo.

Kupiłeś dwudziestoletniego choppera od kolegi swojego ojca, który rzadko nim jeździł, dlatego licznik przebiegu wskazuje 19 tys. km? Znajomy handlarz sprowadził dla ciebie sportowa sześćsetkę z 2000-go roku, po starszym gościu z Włoch, któremu choroba uniemożliwiała jazdę, więc nakręcił zaledwie 15 tys. km? Znalazłeś na aukcji kilkuletnie turystyczne enduro oklejone naklejkami z całego świata, ale z przebiegiem 30 tys. km? Ja nie wierzę i nie chcę wierzyć w takie przypadki, mimo zdarzających się czasami wyjątków, które tylko potwierdzają regułę, że okazji praktycznie nie ma…

Poza sezonem, w okresie zimowym ofert sprzedaży motocykli na portalach ogłoszeniowych jest znacznie mniej. Wielu kupujących przegląda ogłoszenia w tym szczególnym okresie licząc na zakup używanego sprzęta w atrakcyjniejszej cenie. Zimą zwykle większość ofert należy do handlarzy i dotyczy zwykle motocykli sprowadzonych z zagranicy.

O ile rzeczywiście może się zdarzyć zadbany, kilkunastoletni egzemplarz z importu, to używane 3-5 latki w świetnym stanie i dobrej cenie, po dbającym, pierwszym właścicielu są rzadkością. Motocykliści zza zachodniej granicy dbają o swoje maszyny i dłużej serwisują je w autoryzowanych serwisach. Na stacjach diagnostycznych otrzymują dodatkowo wydruk z opisem czynności serwisowych w czasie przeglądu, namierzonymi usterkami i potwierdzeniem przebiegu. Zadbana maszyna z takim kompletem dokumentów kosztuje nieraz więcej niż u nas i na pewno nieprędko znajdzie się na naszym rynku w atrakcyjnej cenie.

Co zatem głównie trafia na nasz rodzimy grunt? Motocykle rozbite w mniejszym lub większym stopniu, naprawione mniej lub bardziej dokładnie. Zauważcie, że zwykle mają bardzo niskie przebiegi i przeważnie brak do nich książki serwisowej, która ‘’gdzieś zaginęła’’. Jeżeli już książka jest, to zwykle nie ma faktur potwierdzających wykonanie serwisu, nie wspominając o wydrukach z badań diagnostycznych. Musimy mieć też świadomość, że podrobienie samej książeczki serwisowej nie jest dla nieuczciwych sprzedawców szczególnym wyzwaniem.

Zakup takiego motocykla, w przypadku gdy mamy chociaż cień wątpliwości co do zgodności jego stanu faktycznego z deklaracjami sprzedającego, jest przeważnie złym pomysłem. Jeżeli jednak napaliłeś się wyjątkowo i koniecznie musisz przynajmniej spróbować dokonać zakupu, to zanim zaangażujesz znajomego, bądź mechanika w podróż do odległych zakątków kraju, możesz sprawdzić kilka podstawowych informacji.

Przede wszystkim zdobądź nr VIN pojazdu i zadzwoń do autoryzowanego serwisu danej marki. Salony na terenie Europy są w stanie wymienić się informacjami, chociaż w takich przypadkach zwykle okazuje się, że historia motocykla i jego przebiegu urywa się na ostatnim serwisie w ASO. Nawet gdy był on wykonany dosyć dawno, zwykle tamten odnotowany przebieg zbliżony jest do obecnego, bowiem nieuczciwi  handlarze przed korektą również sprawdzają dane w podobny sposób. Możesz też spróbować dotrzeć do informacji diagnostycznych na stronach danego kraju, podobnie jak działa to u nas na bezpłatnej stronie historia.pojazdu.gov.pl., gdzie do uzyskania informacji potrzebne są trzy rodzaje danych: VIN, numer rejestracyjny oraz data pierwszej rejestracji. Działa też wiele płatnych stron, na których dodatkowo dowiesz się czy motocykl nie znajduje się w policyjnych bazach pojazdów skradzionych kilku, czy nawet kilkunastu krajów.

Jeżeli nie uda ci się dotrzeć do żadnej ukrytej historii wybranego pojazdu, a jedyne co odkryjesz to bardzo skąpa ilość danych, nie wybieraj się w dalekie podróże. Być może przyjedziesz na miejsce z mikrometrem i okaże się, że wcześniej bezwypadkowy motocykl miał delikatną, niegroźną parkingówkę, stąd na przykład grubość warstwy lakieru z obu stron zbiornika paliwa różni się zdecydowanie. Dlatego powtórzę do znudzenia starą, złotą zasadę - nie jedź na oględziny motocykla dalej niż sto kilometrów od swojego miejsca zamieszkania. Jeżeli masz kogoś, kto mieszka w okolicy - możliwe, że jest to jakiś motocyklista, poznany w wakacje, z którym masz tylko kontakt przez fb - poproś go o oględziny. Jeżeli jemu się spodoba motocykl i nie namierzy jakichś wielkich problemów ze sprzętem - wtedy może warto pojechać te 300 km i zobaczyć motocykl na własne oczy.

Powiecie, że na ten temat napisano już prawie wszystko. Mimo tego handlarze nadal sprowadzają naprawiane motocykle, a my dalej je kupujemy. I to nie do końca prawda, że tylko polscy handlowcy cofają przebiegi i ukrywają wady, bo mimo, że na zachodzie proceder ten jest karalny, tam także ma miejsce. Sugerowanie się głównie przebiegiem, który w każdej chwili może zostać poddany manipulacjom, gdy na dodatek występują poważne braki w dokumentacji, nie ma sensu. Najważniejszy jest ogólny stan pojazdu, bowiem jak to mówią ‘’na przebiegu się nie jeździ… tylko na motocyklu’’

A jak to ma się do motocykli pochodzących z polskich salonów? Cóż, prawda jest taka, że my sami nie lubimy kupować pojazdów z dużymi przebiegami, przez co również trudniej jest nam je sprzedać. Korekta licznika kosztuje około 100 złotych i raczej nie ma problemów z dostępem do takiej usługi.  Chlubnym wyjątkiem na rodzimych portalach ogłoszeniowych są oferty dotyczące motocykli BMW z rodziny GS, zwłaszcza modelu R1200GS, gdzie właściciele paroletnich egzemplarzy, niejako z dumą, deklarują przebiegi rzędu 50 - 80 tys. km, a jeden z odnotowanych przeze mnie rekordzistów nawinął 180 tys. km w dziesięć lat.

Na koniec jeszcze sytuacja przerobiona przez znajomego, który kupił motocykl od mojego przyjaciela. W wydziale komunikacji odmówiono zarejestrowania jednośladu, z powodu nałożonego na motocykl zajęcia komorniczego. W tej akurat konkretnej sytuacji poszło o jakąś drobną niedopłatę w spółdzielni mieszkaniowej, a sprzedający nie miał nawet świadomości, że zajęcie nadal ciąży na pojeździe. Po paru telefonach komornik anulował proces, ale wystarczy sobie tylko wyobrazić, że kupujemy motocykl za parędziesiąt tysięcy i stajemy w obliczu podobnej sytuacji. Jedyne co nam pozostaje to wstąpić ze sprzedawcą na długą i wątpliwą w skutkach drogę sądową. Warto więc udać się również do urzędu miejskiego z numerami upatrzonego motocykla i sprawdzić jego status.

Reasumując - apeluję po raz setny, bądźmy czujni i nieufni, analizujmy dokładnie deklaracje sprzedających, prześwietlajmy papiery na chłodno, bowiem pośpiech i emocje nie są wskazane podczas żadnego zakupu.

Zdjęcia
Komentarze 4
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę