Drift na parkingu kosztuje 2500 zł. Nowe przepisy już działaj±
Czasy, gdy kręcenie bączków na parkingu uchodziło za nieszkodliwą zabawę, właśnie się skończyły.
Nowe regulacje weszły w życie i policja nie zwleka z ich stosowaniem. Celowe zrywanie przyczepności w miejscu publicznym może dziś bardzo szybko przełożyć się na poważne konsekwencje finansowe i punktowe.
Przekonał się o tym kierowca zatrzymany w Jarocinie. Co prawda sytuacja nie dotyczy motocyklisty, ale możemy być pewni, że policja będzie teraz stosować nowe przepisy również w przypadku właścicieli dwóch kółek. W przypadku sprawy z Jarocina, patrol zwrócił uwagę na kierowcę Volkswagena, który na parkingu jednego z marketów wprowadzał auto w kontrolowany poślizg jeżdżąc po całej płycie obiektu. Problem w tym, że nie był sam. W pobliżu znajdowali się inni kierowcy oraz piesi. Dwudziestoletni mieszkaniec gminy Jaraczewo kontynuował swoje popisy do czasu, gdy funkcjonariusze zatrzymali pojazd do kontroli.
Mężczyzna posiadał prawo jazdy od niedawna. Policjanci uznali, że jego zachowanie stanowiło realne zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi oraz mienia. Zastosowano przepisy obowiązujące od 29 stycznia 2026 roku. Efekt to mandat w wysokości 2500 zł oraz 12 punktów karnych. To pierwszy medialny przypadek ukarania kierowcy na podstawie nowych regulacji dotyczących driftu.
Zmiana prawa wprowadziła do przepisów wprost pojęcie celowego wprowadzania pojazdu w poślizg jako wykroczenia. Chodzi o sytuacje, w których kierujący świadomie doprowadza do utraty przyczepności kół w miejscu ogólnodostępnym, a więc na drodze publicznej, parkingu czy innym terenie dostępnym dla uczestników ruchu. Nowelizacja uporządkowała kwestie, które wcześniej były rozstrzygane w oparciu o ogólne zapisy dotyczące zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.
Obecnie za drift w przestrzeni publicznej grozi mandat od 1 500 zł do 5 000 zł oraz zatrzymanie prawa jazdy na 3 miesiące. Wysokość kary zależy od oceny stopnia zagrożenia. W Jarocinie policja zdecydowała się na 2 500 zł. Nie podano informacji o czasowym odebraniu uprawnień, choć przepisy przewidują taką możliwość.
Warto jeszcze przypomnieć, że wcześniej z driftem bywało różnie. Funkcjonariusze również reagowali na takie zachowania, jednak brakowało jednoznacznej podstawy prawnej odnoszącej się wprost do takich manewrów. Stosowano przepis o stwarzaniu zagrożenia w ruchu drogowym, a wysokość sankcji zależała w dużej mierze od oceny konkretnej sytuacji. W skrajnych przypadkach mandaty sięgały nawet 5 000 zł. Powodowało to paradoksalne sytuacje, w których za ślizganie się na pustym parkingu można było zapłacić więcej niż za przejazd na czerwonym świetle czy wymuszenie pierwszeństwa pieszemu. Nowe regulacje wprowadzają bardziej przejrzyste ramy odpowiedzialności, chociaż mogą też budzić obawy, że policja będzie nadużywać tych narzędzi do walki ze zmotoryzowanymi, w tym motocyklistami.
Oczywiście kontrolowany poślizg, trening panowania nad maszyną czy nauka jazdy w trudnych warunkach są jak najbardziej uzasadnione. Jednocześnie trudno się nie zgodzić, że powinny być trenowane wyłącznie w odpowiednich miejscach. Legalnie można ćwiczyć na zamkniętych torach, płytach poślizgowych oraz w certyfikowanych ośrodkach szkoleniowych. Parking pod marketem, osiedlowy plac czy droga dojazdowa, nawet jeśli chwilowo puste, pozostają przestrzenią publiczną.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze