tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Racja najmojsza redaktora Krasnodębskiego - okiem motocyklisty NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Racja najmojsza redaktora Krasnodębskiego - okiem motocyklisty

Autor: Konrad Bartnik 2018.07.05, 10:13 3 Drukuj

Mijają właśnie dwa miesiące bezwypadkowej jazdy warszawskich motocyklistów po dwóch testowych buspasach. Zadowolenia samych motonitów, policji i władz miasta nie podzielają jednak niektórzy kierowcy aut, w tym redaktor "Auto Świata", który postanowił podzielić się swoimi przemyśleniami i wielokrotnie przedłożył własną wizję ponad rzeczywistość.

To, co od dłuższego czasu jest chlebem powszednim motocyklistów w Łodzi, Gdańska czy Krakowa, czyli legalna jazda buspasami, w Warszawie wchodzi w wielkich bólach. Od początku maja możemy testowo jeździć dwoma stołecznymi pasami dla autobusów: w ciągu Trasy Łazienkowskiej oraz na ulicy Radzymińskiej we wschodniej części miasta. Jak informowaliśmy wcześniej, po dwóch miesiącach statystyki są zdecydowanie korzystne, nie doszło bowiem w tych miejscach do ani jednego wypadku z udziałem jednośladów.

Okres testowy podsumowały również inne media, w tym samochodowe. W poczytnym "Auto Świecie" ukazał się tekst redaktora Michała Krasnodębskiego, w którym kreśli on wyjątkowo ponury wizerunek warszawskiego motonity, który z uśmiechem wariata pędzi buspasem wprost w objęcia śmierci. Jest to oczywiście prywatna opinia Redaktora, a prawa do jej wygłaszania będziemy jako koledzy z innej redakcji bronić jak niepodległości. Nie możemy przy tym nie odnieść się do kilku postawionych tam tez, ponieważ kolejny raz wychodzi brak zrozumienia pewnych tematów, okraszony szczyptą złej woli.

W tym momencie przechodzę z redakcyjnego "my" na osobistego "ja". Nazywam się Konrad Bartnik, motocykle kocham od dziecka, a od kilku lat nie tylko pokonuję na nich kilkadziesiąt tysięcy kilometrów rocznie (zupełnie bez przygód, odpukać), ale też piszę o nich. Dodatkowo, opisywany buspas na Łazienkowskiej to część mojej codziennej drogi do pracy. Cały artykuł redaktora Krasnodębskiego (do łatwego znalezienia w wyszukiwarce) zaczyna się od typowej manipulacji:

Każdy wie, z jaką prędkością jedzie motocykl, kiedy ma pustą drogę.

Byłem przekonany, że takie ogólnikowe stwierdzenia na zawsze zniknęły z materiałów prasowych. Owszem, każdy wie, że po nocy przychodzi dzień, po burzy spokój, a kto umarł, ten nie żyje. Redaktor poszedł jednak drogą, którą idą ci, dla których "każdy wie", że wszyscy imigranci to pasożyty i gwałciciele, czy z drugiej strony, wszyscy kibice piłkarscy demolują stadiony i okoliczną ludność. Otóż nie, Panie Redaktorze, nie każdy wie z jaką prędkością jedzie motocykl, jak również nie każdy motocykl, a nawet nie większość, jedzie według Pana wyobrażeń. Jestem przekonany, że opinia ta bierze się stąd, że jeden rodzynek zasuwający przez miasto na jednym kole zostaje w pamięci na dłużej, niż kilkudziesięciu innych, chcących po prostu dojechać z miejsca na miejsce.

Problem okazał się prozaiczny - część motocyklistów gardzi przepisami nawet na pasach dla autobusów.

To akurat jest prawda, ale wypadałoby pokazać problem szerzej. Przepisami gardzi na co dzień nie tylko część motocyklistów, ale również część kierowców aut oraz ogólnie część społeczeństwa. Na każde wprowadzone prawo, nieważne, czy drogowe, czy w innej dziedzinie życia, znajdzie się grupa, która ma je gdzieś i nie jest to problem tylko motocyklistów, ale nas wszystkich. Podobnie arogancko na buspasach zachowuje się część kierowców aut, których zresztą nie powinno tam być. Stosunek do przepisów nie bierze się z samego faktu bycia motocyklistą. Nie trzeba było być Wróżbitą Maciejem, żeby przewidzieć, że pewna grupa nie dostosuje się do ustaleń. Ważna jest ta większość, która póki co bezkolizyjnie jeździ buspasami.

Najwyraźniej nie uważają się też za składnik ekosystemu miejskiego ruchu, skoro nie respektują praw, jakim z własnej woli, z rozsądku, poddają się kierowcy pojazdów wielośladowych.

Kierowcy aut nie stoją w korku z własnej woli, tylko dlatego, że muszą. Wielu z nich porzuca w sezonie samochody na rzecz motocykli i skuterów właśnie po to, żeby nie być "składnikiem ekosystemu miejskiego ruchu", którego główną cechą jest bezruch. Niektóre manewry, wykonywane przez motocyklistów, mogą być okiem kogoś,kto nigdy nie jeździł na dwóch kołach z silnikiem, egzotyczne czy niebezpieczne. Tymczasem większość z nich to po prostu wykorzystanie gabarytów i możliwości pojazdu w celu płynnej jazdy tam, gdzie inni stoją. I choć trafiają się oczywiście jednostki bezmyślne, to większość z nas nie ma zapędów samobójczych i chce dojechać do celu w jednym kawałku.

Dzieje się za to coś innego - śmigające jednoślady na warszawskich trasach wyprzedzają jadące po buspasach autobusy. Że dzieli je od sąsiednich pasów ciągła linia? Nic to - jednoślad przekracza tę linię przecież tylko dwoma kołami, więc przewinienie jest o połowę mniejsze, niż w przypadku samochodu.

Samo słowo "śmigające" sugeruje, że zasuwamy tam jak eskadra myśliwców z filmu "Top Gun". Owszem, takich orłów, którzy wyprzedzają jadący nawet 80 km/h autobus, mając tuż obok lewego lusterka nieruchomą kolumnę aut, nie brakuje. Ale jeszcze raz powtarzam - ich nie powstrzyma ani pozwolenie jazdy buspasem, ani zakaz, ani żadne inne prawo - robili to już przed wprowadzeniem nowych przepisów. I znów - głupota nie dotyczy tylko motocyklistów. Z moich obserwacji wynika, że większość tego słynnego wyprzedzania autobusów, ma miejsce, kiedy one po prostu stoją, lub poruszają się z minimalną prędkością, np. z powodu zajęcia buspasa przez nieuprawnione do tego auta, ewentualnie w okolicach zjazdów.

Ba, to właściwie nie jest przewinienie - to po prostu taki styl jazdy. Sygnatura motocyklisty. Portret jego ego, awatar jego psychiki. Po co szanować przepisy? Po co szanować innych kierowców, nie przekraczających linii ciągłej?

Uff, tu jest grubo. Od początku - styl jazdy. Tak, ten motocyklowy zdecydowanie różni się od stylu jazdy autem. Motocykle w ruchu miejskim są jak woda - po prostu jadą, tam, gdzie inni stoją i wciskają się w każdą szczelinę. Jadąc autem godzę się z faktem, że stoję w korku i potrzebuję wolnej całej szerokości pasa, by wykonać jakiś większy manewr. Na motocyklu staram się w bezpieczny sposób wykorzystać dostępną przestrzeń. Ku obopólnej korzyści - mogłem przecież pojechać autem i powiększyć korek. Pisząc o bezpiecznym sposobie, nie mam na myśli słynnego polskiego "szybko, ale bezpiecznie". To manewry w korku, w godzinach szczytu, przy niskich prędkościach. Poza tymi godzinami nie ma nawet potrzeby korzystania z buspasa.

"Portret ego i awatar psychiki" - mówiąc krótko, armata na wróbla. Wielkie słowa użyte, by opisać rzecz zupełnie prozaiczną. Znakomita większość motocyklistów ma ustabilizowany system emocjonalny i nie potrzebuje niczego udowadniać. To, co jest brane za ekspresję ego, to po prostu chęć sprawnego dotarcia na miejsce. To samo mają w głowie kierowcy aut, tylko przez gabaryty swoich pojazdów muszą stać i czekać.

Ostatnie pytanie dotyczy wszystkich kierowców, nie tylko motocyklistów. Dla mnie szacunek do innych kierowców to przede wszystkim nie utrudnianie im jazdy, przewidywalność manewrów i nie powodowanie zagrożenia bezpieczeństwa. Przekroczenie linii ciągłej jest oczywiście złamaniem przepisów i jeśli dostaję za to mandat, to go bez szemrania przyjmuję. Nie zgodzę się jednak z tym, że jej okazjonalne przekroczenie wobec braku miejsca na pasie obok stojących pojazdów jest brakiem szacunku czy stworzeniem zagrożenia. Zresztą, auta robią dokładnie to samo - zmieniają pasy znacznie wcześniej, niż linia ciągła zmieni się w przerywaną, wyprzedzają po pasie wyłączonym itp. Przez swoje rozmiary są przy tym dużo bardziej niebezpieczne.

Przecież nikt nie złapie motocyklisty. Nie ma kary - nie ma winy.

Owszem, złapie, jeśli tylko pojawi się na posterunku. Przez ostatnie dwa miesiące praktycznie nie widziałem na Trasie Łazienkowskiej patroli policji, które wyłapywałyby niewłaściwe zachowania zarówno kierowców aut, jak i motocyklistów. Uciekający motocyklista to mit - nikt przy zdrowych zmysłach nie ryzykuje utraty prawa jazdy i sprawy karnej.

Tylko czy tej twardości wystarczy, kiedy np. wyprzedzany autobus będzie coś omijał i zahaczy motocyklistę? Kiedy ginie człowiek, to jego "twardość" nie ratuje ani jego, ani jego bliskich.

Ta kwestia jest wałkowana na każdym kursie na prawo jazdy kat. A, w każdym artykule w mediach motocyklowych i na każdym szkoleniu z zakresu techniki i bezpieczeństwa jazdy. Każdy motocyklista posiadający uprawnienia i trochę oleju w głowie jest tego świadomy. Wiemy, czym jeździmy, jakie są zagrożenia. Tak samo z poruszonym dalej problemem aut przecinających buspas, po którym jedzie motocykl. To nie pojawiło się w maju, w momencie otwarcia buspasów dla jednośladów. Jeśli ktoś świadomie ryzykuje własne i cudze życie, to jest kwestia jego psychiki, a nie przepisów.

Żeby wpasować się w "flow" ruchu na tym pasie, trzeba by było mieć dynamikę przyzwoitego motocykla, to znaczy… Prowadzić auto o mocy 400-700 KM. Macie takie?

Zacznijmy od tego, że ogromna część, być może większość, jednośladów poruszających się po mieście to niewielkie pojazdy, często z silnikami 125 cm3, których mogą używać kierowcy posiadający tylko prawo jazdy kat. B. Ich możliwości w zakresie przyspieszeń są porównywalne ze statystycznymi autami.

Ponadto błędne wrażenie, że motocykle to demony prędkości bierze się stąd, że one po prostu przyśpieszają inaczej. To, że obowiązujące na miejskich trasach przelotowych 50-80 km/h osiągają po 2-3 sekundach, zanim wielu innych kierowców zdąży wrzucić bieg, nie oznacza, że finalnie jeżdżą szybciej i będą rozpędzać się w nieskończoność.

Trzecia rzecz - rynek motocykli sportowych, dopuszczonych do ruchu drogowego, które rzeczywiście można porównać z 400-700-konnymi superautami, z roku na rok gwałtownie maleje. Oznacza to, że środowisko motocyklistów się zmienia i  coraz więcej z nich zauważa, że 200-konna szlifierka poza torem wyścigowym, a zwłaszcza w mieście, jest bez sensu. Legalnie nie wykorzystasz ułamka jej możliwości, a nielegalnie prędzej czy później zrobisz sobie (oby tylko sobie) krzywdę. Osiągi większości sprzedawanych obecnie motocykli nie robią już większego wrażenia - klienci, a za nimi producenci, stawiają raczej na styl, technologię i wygodę.

Drodzy motocykliści, "rządzący" na buspasach. Spróbujcie postawić się w roli młodych kierowców, dla których jesteście przykładem. Imponują im Wasze przyspieszenia, jazda na tylnym kole, trzykrotne przekroczenia prędkości na osiedlowych uliczkach. Oni chcą być tacy, jak Wy. Też będą kiedyś tak ryzykować. Naprawdę chcecie mieć ich na sumieniu, kiedy coś im się stanie?

Części młodzieży imponuje również "Frog" i inne Sebixy w starych beemkach, raper Popek lub piosenkarz Sławomir, czy patologiczni Jutuberzy. Środowisko motocyklistów robi dużo by być pozytywnym wzorem - zloty, edukacja, akcje charytatywne, a najlepsi kierowcy wyścigowi przy każdej okazji powtarzają, że miejsce wyczynu jest na torze. Pojedynczych jednostek nie upilnujesz. Jak wszędzie.

Podsumowując

Szanowny Redaktorze! Nie zgadzamy się w wielu aspektach, prawdopodobnie dlatego, że Pan jeździ tylko autem, a ja i większość motocyklistów, zarówno autem, jak i jednośladem. Widzi Pan więc problem tylko z jednej strony. Oczywiście, że obecność motocykli w ruchu drogowym jest wyzwaniem. Nie tylko dla kierowców aut, którzy muszą ją uwzględniać, ale też dla samych motocyklistów, którzy muszą często pilnować wyłącznika trybu nieśmiertelności. Tu już nie chodzi o samą przyjemność z jazdy, miasta są tak zakorkowane, że jednoślad pozostaje często jednym rozsądnym środkiem transportu indywidualnego (obok roweru). W zatłoczonej przestrzeni powinniśmy wspólnie dbać o jej maksymalne wykorzystanie. Piętnować ewidentną głupotę na drodze, ale jednocześnie wspierać rozwiązania, które usprawnią miejski ruch, a do takich moim zdaniem zdecydowanie należy zezwolenie motocyklom na jazdę po buspasie. I przede wszystkim, oprócz przepisów - zdrowy rozsądek, uprzejmość i brak zawiści. Przecież wybierając motocykl zyskujemy czas, ale jednocześnie rezygnujemy z części bezpieczeństwa, wygody, klimatyzacji, suchych ciuchów i muzyki z radia, jakie oferują auta. Zawsze coś za coś. Szerokiej drogi!

  NAS Analytics TAG

Zdjęcia
NAS Analytics TAG
Komentarze 3
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę