Mieszkańcy walczą o… pozostawienie fotoradaru. Sprawa ma drugie dno?
Sprawa z Tarnowskiej Woli wywołała w ostatnich dniach spore poruszenie, bo lokalna społeczność nie zamierza bezczynnie patrzeć na decyzję o przeniesieniu fotoradaru stojącego przy drodze krajowej nr 9. Dobrze przeczytaliście. Oni tego urządzenia chcą.
Skąd ta sympatia do fotopułapki na kierowców? Warto wpierw wyjaśnić, że zanim urządzenie pojawiło się w 2012 roku na wspomnianym fragmencie drogi, regularnie dochodziło w tym miejscu do groźnych wypadków. Po instalacji fotoradaru liczba zdarzeń gwałtownie spadła, a kierowcy zaczęli wreszcie zwracać uwagę na prędkościomierz. Lokalni mieszkańcy nie kryją obaw, że jeśli radar zniknie, to powrócą dawne problemy, dlatego od momentu ogłoszenia planów przeniesienia sprzętu wyrażają sprzeciw, organizują protesty i apelują o pozostawienie go tam, gdzie spełnia swoją funkcję.
Teraz do protestujących dołączył również burmistrz Nowej Dęby Wiesław Ordon, który postanowił zrobić coś więcej niż tylko napisać pismo do Głównego Inspektora Transportu Drogowego. Usłyszał bowiem, że powodem przeniesienia urządzenia miały być rzekome zakłócenia sygnału spowodowane pobliskim poligonem wojskowym.
Wątpliwe tłumaczenia urzędników wzbudziły wątpliwości burmistrza, które postanowił rozwiać w sposób, który trudno nazwać typowym dla samorządowca. Otóż pan Ordon przejechał przed fotoradarem z prędkością wyższą o jedenaście kilometrów na godzinę, po czym spokojnie czekał na rezultat. Tydzień później w skrzynce zobaczył dokumenty dotyczące wykroczenia i potwierdzenie, że urządzenie działa bez najmniejszych problemów.
Burmistrz Nowej Dęby zapowiedział, że mandat ureguluje. Jednocześnie dzięki temu eksperymentowi zyskał pewność, że prawdziwym tematem nie są żadne zakłócenia. Zdaniem Wiesława Ordona chodzi po prostu o opłacalność działania fotoradaru.
Mieszkańcy Tarnowskiej Woli uważają, że urządzenie w obecnym miejscu po prostu przestało rejestrować wystarczającą liczbę wykroczeń, bo kierowcy zdążyli się do niego przyzwyczaić. Jaki będzie finał tej sprawy? Jeśli rzeczywiście powodem zmian jest malejąca liczba zdjęć, a nie troska o bezpieczeństwo, mieszkańcy mają pełne prawo do złości. W ich przekonaniu radar stoi tam, gdzie powinien, bo realnie wpływa na zachowania kierowców i poprawia bezpieczeństwo na odcinku, który przez lata uchodził za wyjątkowo niebezpieczny. Dlatego lokalna społeczność liczy, że apel burmistrza i ich własny sprzeciw powstrzymają przenosiny fotoradaru zanim dojdzie do sytuacji, w której statystyki znowu zaczną przypominać te sprzed 2012 roku.


Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze