MotoGP wprowadzi minimalną pensję. Koniec "tanich" kontraktów
Czy najwyższa liga motocyklowa to również świat wielkich pieniędzy, prywatnych odrzutowców i kontraktów liczonych w milionach? I tak, i nie, albo może… nie dla wszystkich.
W padoku MotoGP rzeczywistość bywa znacznie bardziej przyziemna. Wkrótce może się to jednak zmienić, bo właściciel praw komercyjnych cyklu, MotoGP Sports Entertainment, jest blisko wprowadzenia minimalnego wynagrodzenia dla wszystkich zawodników startujących w mistrzostwach świata.
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Według informacji branżowych trwają prace nad zapisaniem w nowej, pięcioletniej umowie komercyjnej z zespołami gwarantowanej stawki na poziomie 500 000 euro (około 2 108 000 zł) i 588 000 dol. (około 2 104 000 zł) rocznie. Jeśli projekt zostanie przyjęty w obecnym kształcie, przepisy mogłyby wejść w życie już od sezonu 2027. Co ważne, kwota ta nie obejmowałaby premii za wyniki, które w wielu kontraktach stanowią istotny składnik wynagrodzenia.
Temat nie wziął się znikąd. Kilka lat temu napięcie między zawodnikami a zarządzającymi serią osiągnęło punkt krytyczny. W sezonie 2023 kalendarz rozszerzono o wyścigi sprinterskie rozgrywane podczas każdej rundy. W praktyce liczba startów w weekend wyścigowy wzrosła dwukrotnie z dnia na dzień, natomiast pensje pozostały na tym samym poziomie. Zawodnicy mieli poczucie, że decyzję podjęto bez realnych konsultacji, mimo że funkcjonowała Komisja Bezpieczeństwa. Wielu zawodników zaczęło bojkotować spotkania, uznając, że ich głos nie ma przełożenia na decyzje promotora.
W tamtym okresie realnie rozważano powołanie niezależnej organizacji reprezentującej interesy zawodników, na wzór tej, która od dekad działa w Formule 1. Na jej czele miał stanąć były zawodnik MotoGP i obecny ekspert telewizyjny Sylvain Guintoli. Projekt jednak utknął w martwym punkcie, między innymi z powodu braku porozumienia w sprawie finansowania takiej struktury.
Dyskusja o minimalnej pensji nabrała dodatkowego znaczenia, gdy ujawniono, że część debiutantów otrzymuje kontrakty opiewające na zaledwie 36 000 dol. (około 129 000 zł) rocznie. Informację tę podał zawodnik zespołu Pramac Yamaha, Jack Miller, który publicznie apelował o wprowadzenie obowiązkowego minimum. Oczywiście nam, czyli zwykłym zjadaczom chleba, taka kwota może wydawać się godziwym zarobkiem, ale w kontekście mistrzostw świata to pieniądze, które są bliższe wynagrodzeniom z niższej ligi, a nie z absolutnego szczytu wyścigów motocyklowych .
Kwota 588 000 dol. (około 2 104 000 zł) może wydawać się wysoka dla przeciętnego kibica, ale w realiach globalnego sportu zawodowego nie jest to poziom, który automatycznie kojarzy się z elitą światową. Dla porównania minimalna pensja debiutanta w NFL wynosi 840 000 dol. (około 3 000 000 zł). Tymczasem mistrzostwa MotoGP zostały w ubiegłym roku sprzedane za ponad 4 mld dol. (około 15 mld zł). Dysproporcja między skalą biznesu a minimalnymi zarobkami części zawodników stała się trudna do obrony.
Jeżeli propozycja zostanie przegłosowana przez zespoły i producentów zrzeszonych w Motorcycle Sports Manufacturers Association, MotoGP stanie się pierwszym międzynarodowym czempionatem wyścigowym z formalnie ustalonym minimalnym wynagrodzeniem dla zawodników. To może być milowy krok nie tylko dla finansowej stabilności zawodników, ale również dla ich pozycji negocjacyjnej wobec promotorów i zespołów.
Wyścigi Grand Prix to sport ekstremalnego ryzyka, w którym zawodnicy co weekend balansują na granicy przyczepności i zdrowego rozsądku. Wprowadzenie jasnych zasad wynagradzania byłoby sygnałem, że wraz z rosnącą skala biznesu rośnie także odpowiedzialność za tych, którzy tworzą to widowisko.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze