
dzisiaj 12:24 Wiadomości
BMW K1600GTL - o wiele więcej niż turystyk 1
dzisiaj 11:39 Wiadomości
World Superbike przenosi się do USA
dzisiaj 11:05 WSBK
|
To motocykl dobrze zaprojektowany, dobrze wykonany, z potężnym zestawem zalet i symboliczną ilością wad, które i tak są mało istotne Na pytanie, czego nie robi Suzuki DL650, odpowiedział bym z wyjątkową łatwością. Na przykład nie rozlicza podatków. I zdecydowanie nie sprawdza się jako pralka. Kiepsko także radzi sobie z czytaniem nut, rozwiązywaniem krzyżówek i macierzy. Poza tymi istotnymi sprawami, robi wszystko. Na stronie producenta znajdujemy informację, że jest to Sports Enduro Tourer. Za tą wykręcającą język nazwą kryje się tylko część prawdy, bowiem V-Strom to coś o wiele więcej. Przez sześć lat obecności na rynku zarzucano mu wiele różnych rzeczy. Brak charakteru, za dużą masę, za małą moc (co jest absolutną głupotą), czy niedostatki w zawieszeniu. Po tygodniowym użytkowaniu tego motocykla mogę stwierdzić, że te zarzuty można śmiało wsadzić między bajki dla przedszkolaków, a reportaże „Super Expressu”. Owszem, V-Strom nie zapiera tchu w żaden sposób, ale pytanie, czy powinien? Powinien sprawdzać się w każdej sytuacji dnia codziennego i każdym innym zadaniu, które zostanie mu zlecone. I sprawdza się. Pierwsze wrażenie jest najważniejsze Pozycja za sterami jest perfekcyjna. Nie prawie idealna, nie dobra, ale perfekcyjna. Ma się wrażenie siedzenia w motocyklu, a dzieje się tak dzięki mocno wyprofilowanej kanapie. Jest ona wygodna, nie za twarda, nie za miękka, po prostu odpowiednia. Wiele osób sądzi, że turystyczne enduraki mają kierownice o szerokości 20 metrów. Stery w DLu są komfortowe w trzymaniu, nie powodują bólu kręgosłupa, dłoni czy ramion, są odpowiednio wąskie, aby walczyć z korkami. Motocykl jest duży. Jego gabaryty w żaden sposób nie zwiastują tego, jak sprawnie będzie jeździł po zakrętach. Wrażenie ogromności potęguje zbiornik paliwa (22 litry) opatulony z boków owiewką. Kokpit jest schludny, miło się na niego patrzy, ale nie jest przesadnie nowoczesny. Można się przyczepić do wskaźnika paliwa, który informuje o jego poziomie w postaci sześciu „cegiełek”. Jest on równie precyzyjny, jak wałek malarski przy malowaniu ceramicznych lalek. Przez 150 km nie dzieje się z nim nic, aby nagle z 6 zrobiło się 2, a po kolejnych 20 km zapaliła się rezerwa, przy czym faktyczna ilość paliwa wystarczy na co najmniej 100 km. Swoją drogą 22 litrowy zbiornik to przydatny patent. Można się nawet pokusić o uzyskanie zasięgu 400 km. DL = Daleki Ląd Nie sposób nie zahaczyć o temat turystyki, zwłaszcza, że nasz testowy egzemplarz to wersja Traveler. Główną jej cechą są wielkie, aluminiowe kufry. Są naprawdę ogromne. W jednym z nich można spać, w drugim zaparkować inny motocykl, a do trzeciego wsadzić dwa pingwiny królewskie. Co więcej, ich demontaż odbywający się za pomocą klamrowych zaczepów trwa dosłownie 20 sekund. Szyba z 3 stopniową regulacją jest ok., odpiera strumień wiatru z klatki piersiowej, ale wyżsi jeźdźcy doświadczą sporych turbulencji wokół kasku. Deflektor rozwiąże ten problem. Ze „Sports Enduro Tourer” DL jest najbardziej Tourer, to nie ulega dyskusji. Długa trasa nie męczy, silnik, o którym za chwilę, daje radę, zużycie paliwa jest niskie. W niewiele sposobów można ten motocykl ulepszyć do podróżowania. Opony są na tyle szosowe, że nie hałasują i dobrze sprawdzają się w trasie, ale też na tyle terenowe, że można na nich spokojnie zjechać w lekki teren. Leśne ścieżki, pola, szutry to miejsca, w których DL sobie poradzi. Spory prześwit i osłona silnika będąca wyposażeniem wersji Traveler pozwala pokonać trochę bardziej hardkorowe odcinki offroadowe, ale bez przesady, to nadal jest turystyk z umiejętnością terenową. Takie właściwości motocykli tego typu często są całkowicie przekreślane przez wysoką masę. Ta z płynami wynosi 220 kg. Teoretycznie to niemało, ale w czasie jazdy, nawet poza nawierzchnią utwardzoną wydaje się, że sprzęt waży co najmniej 30 kilogramów mniej. Moje miasto, a w nim… Niestety, aby dostać się gdziekolwiek, niezależnie, czy jest to polana, czy autostrada, trzeba przejechać parę kilometrów w mieście. Ktoś mógłby powiedzieć, że tam turystyczne enduro sprawdzają się fatalnie. I owszem, miałby rację, jeśli jechałby BMW R1200GS obładowanym telewizorami. V-Strom (oczywiście mówimy o ściągnięciu kufrów) jako motocykl niezbyt szeroki, z lusterkami wysoko w górze, w gąszczu samochodów ciasno upchniętych w korek jest w swoim drugim żywiole. Relatywnie wąska kierownica znacznie zwiększa pewność siebie w przeciskaniu się pomiędzy samochodami, a wysoki środek ciężkości pozwala manewrować między nimi sprawnie i szybko. No właśnie, szybko. Warto w tym momencie poświęcić chwilę silnikowi. To stara, dobra sprawdzona jednostka napędowa z poczciwego i niezawodnego SV650. Podobno na potrzeby DLa została trochę ugładzona, ale przyznam się szczerze, że nie zauważyłem nawet śladów tego zabiegu. Widlak wkręca się na obroty w tempie ekspresowym i jak na swoją niewielką przecież pojemność jest zaskakująco elastyczny. Maksymalna wartość momentu obrotowego, który wynosi 60 Nm osiągana jest przy 6400 obr/min. Aby z silnika wykrzesać to, co ma do zaoferowanie najlepsze, warto trzymać wskazówkę obrotomierza w okolicach szóstki. Nazwanie DL650 wolnym jest jak nazwanie Adriany Limy brzydką – nieprawdziwe i bez sensu. Potwierdzeniem tej tezy niech będzie fakt, że prędkościomierz można zamknąć i to dość szybko. Druga tożsamość Sprawę turystycznego przeznaczenia mamy zamkniętą – ten motocykl świetnie nadaje się do podróżowania. Ściągnij jednak z niego kufry i odkryj jego drugą tożsamość – sportowy funbike. Jest na świecie wiele rzeczy, które zakręty pokonują sprawniej i szybciej. Triumph Street Triple, Honda CBR600RR, KTM 690 Duke R, mucha domowa. Przejeżdżanie zakrętów DLem to czysta przyjemność, nieskażona żadną niedoróbką techniczną motocykla. Wspomniany wcześniej wysoki środek ciężkości sprawia, że dynamiczna zmiana kierunku i złożenie się w zakręt, a potem przejechanie go odbywa się bez najmniejszej trudności. Zaskoczeniem są opony, które mają raczej off-roadową fakturę. Trzymają jak przyklejone, nawet w deszczu. Deszcz sprowadza nas do bardzo ważnej kwestii. Silnik Suzuki SV650, który w DL się znajduje, ma ogromny moment hamujący. To rodzi dwa problemy. Po pierwsze, popularne „hamowanie silnikiem” jest tak naprawdę hamowaniem tylnym kołem. W DL jest ono na tyle mocne, że motocykl po odpuszczeniu gazu w zakręcie po prostu wstaje do pionu. Owszem, nie robi tego nagle, ale wyraźnie, a wstanie do pionu to ostatnia rzecz, której chcemy w zakręcie. Po drugie, skoro hamowanie silnikiem jest hamowaniem tylnym kołem, to nikt o zdrowych zmysłach nie będzie hamował w mokrym zakręcie, bo obudzi się na świerku. Przegazówka przy redukcji biegów jest nieodzowna. Zawieszenie jest tak uniwersalne, jak tylko się da. Działa dobrze dosłownie wszędzie, mimo, że jest dosyć skromne i regulację posiada jedynie z tyłu. Genialnie wybiera nierówności w stylu studzienek, torów, zerwanego asfaltu i innych ulicznych niespodzianek. Coś w DLu musi być kiepskie. Może hamulce? Niestety, są bardzo dobre. Przewody są w gumowych oplotach, ale biorąc pod uwagę działanie hebli, dałbym sobie uciąć prawe ucho, że zamiast gumy jest stal. Delikatne naciśnięcie klamki powoduje spokojne wytracanie prędkości, co więcej, siłę hamowania możemy dozować wyjątkowo precyzyjnie. Obecny na pokładzie ABS działa tak, jak ABS działać powinien. Natychmiast, zauważalnie i skutecznie. Nie bez powodu nie wspominam o tylnym hamulcu. W DL650 się go nie używa. Po pierwsze dlatego, że do wytracania prędkości przed światłami wystarczy odpuszczenie gazu, a po drugie dlatego, że jego dźwignia jest ulokowana w zupełnie nieergonomiczny sposób, zmuszający jeźdźca do ekstremalnego wygięcia stopy. MacGyver by go polubił Suzuki DL650 V-Strom zdaje się być poprawną odpowiedzią na pytanie, czy można kupić motocykl, który umie wszystko. Niektórzy stwierdzą, że oczywiście, że można i takie coś nazywa się Ducati Multistrada 1200. Problem z nią polega jednak na tym, że za jej cenę można kupić dwa V-Stromy. Konkurencja jest, i to jaka. BMW ma swoje GSy – F650 i F800, które mają dokładnie taki sam zestaw zalet, ale są katastrofalnie brzydkie. Kawasaki Versys to najlepiej dopasowany rywal, choć o nieco gorszych właściwościach turystycznych i nieco mniejszych gabarytach (wada/zaleta – w zależności od odbiorcy). Oczywiście nie można zapomnieć o Hondzie Transalp, motocyklu chyba z największą tradycją i najdłuższą historią, jeśli chodzi o turystyczne enduro. Chciałoby się powiedzieć, że V-Strom na tle rywali wypada dobrze, ale o medalu może zapomnieć. W rzeczywistości jest to motocykl dobrze zaprojektowany, dobrze wykonany, z potężnym zestawem zalet i symboliczną ilością wad, które i tak są mało istotne. Niemcy, którzy z natury są bardzo wnikliwi i pedantyczni nie bez powodu uznali, że V-Strom powinien dwa razy z rzędu wygrać Alpen Masters. Szczerze mówiąc, nie dziwię się im ani trochę. Ten sprzęt nie tylko odnajdzie się w każdej sytuacji, ale każdemu da frajdę na innym poziomie i w inny sposób. Atak na miasto, na zakręty poza nim, na pobliskie pola i leśne dukty, na oddaloną o 500 km plażę. W tych sytuacjach Suzuki DL650 będzie jak szwajcarski scyzoryk, z tym, że wyprodukowany w Japonii.
Dane Techniczne
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
KOMENTARZE (29) Pokaż wszystkie komentarze » Podyskutuj na forum Powiadomienia mailowe o nowych komentarzach
Suzuki Dl650 V-Storm to bardzo wygodny motocykl. Obecnie posiadam Fazera Fzs 1000. Silnik może nie poraża mocą, ale do normalnej jazdy wystarcza. Nawet obuty w trzy kufry i z pasażerem. Jeżeli komuś brakuje mocy to polecam Dl ... » czytaj dalej
odpowiedzGÓWNO, 9200 km i zatarty silnik.
odpowiedzchłopie w HD szpila katowice ,sprzet przebieg 1500 start i skrzynia wypadła na jezdnię .To jest wynik -do wszystkiego trzba mieć trochę pojęcia albo pracować w rzeźni.
odpowiedzDL mój pierwszy motocykl, fajny oraz bardzo poręczny, co do stabilności w łukach to trzeba uważać, polecam fajny turystyk z wyprostowaną zrelaksowaną pozycją.
odpowiedzPierwszego dl-a widziałem w austri w 2010 roku - jestem kierowcą zawodowym zakochałem się od pierwszego wejrzenia dzisiaj? mam własnego perfekcja!!
odpowiedzPierwszy raz zobaczyłem dl -a 2007 r będąc z rodziną w czechah zachwyciłem się jego wyglądem Motorem niejeżdziłem już od dwunastu lat . Moja małżonka widząc że od tamtego momentu interesuje się motocyklem który mnie zauroczył ... » czytaj dalej
odpowiedzCzy jest ktoś kto przejechał małym V-stormem np. 40000km i mógłby się wypowiedzieć na temat trwałości, zwłaszcza silnika?
odpowiedzCześć! Przejechałem DL-650 33 tyś., w różnych warunkach m.in. na dalekiej północy. Silnik nigdy nie nawalił i myślę że jeszcze sporo pojeździ....bo na co tu zamienić? Jedynie oponki zmieniłem na Metzelery EXP. Większy komfort,... » czytaj dalej
odpowiedzpomyliłem sprzęty i kupiłem sztormiaka, dopielany bez miłosierdzia-jara mi 9 l, ma juz 10 000 i działa pięknie, więc jak kupisz od spokojnego wąsa, będzie ekstra
odpowiedzV-Strom to jakaś kpina, kupiłem, z oryginalnymi kuframi- Summer edition- kufry sie otwierają. Nie ma do nich jedego kluczyka, tylko 2 osobne na boki i górę. Jakiś miesiąc temu odkręciłą sie śruba mocująca tyłmotocykla do... » czytaj dalej
odpowiedzwszystko niby w tym v-stromie fajne etc, ale nie dotrzymuje juz niestety pod wzgledem technologicznym/funkcjonalnym pola kawasaki versys. jezdzilem 2 lata na v-stromie, teraz od 3 lat Versys. lepsze przyspieszenie, bardziej... » czytaj dalej
odpowiedzA ile km nawinąłeś tym Versysem jeśli wolno wiedzieć??? I czy są jakieś problemy, niedoróbki. Czy bywasz po za asfaltem, a jeśli tak to jak się spisuje na szutrach?
odpowiedzw versysie mi sie podoba kompaktowowsc minimalizm i wygoda vstrom napewno tez dobry moto w tym segmencie ale jakos dziwnie mi sie kojarzy z takim dłuigim czyms wielkim co niepasuje do parametrów silnika wkoncu ta sama... » czytaj dalej
odpowiedzPrzejechałem małym Vstromem 36000 km, 40000 będzie do końca sezonu i potwierdzam, że nic się w nim nie psuje. Po 30 000 nie trzeba było nawet luzów zaworowych regulować, wszsytko trzyma parametry.
odpowiedzw wiekszosci zgadzam sie z autorem. moto super uniwersalne, bez wiekszych wad za to kilka powaznych zalet. no moze z wyjatakiem jednego 'ale': totalnie bez 'seksu'... ale to ma byc sprzet na co dzien, a nie do lansu, tym ... » czytaj dalej
odpowiedzMam DL'a od kilku miesięcy, ale "litra". Powiem szczerze, że żałuję że nie wziąłem 650'tki. A tak, to już myślę o zmianie na... Tenere ;)
odpowiedzOczka ma strasznie brzydkie, ogólnie czasza do przebudowy. Reszta OK :)
odpowiedzŚwietnie napisane o bardzo dobrym motocyklu . Miałem takiego ale zły kierowca auta mi go popsuł . Jedyna rzecz do jakiej można się przyczepić to brak emocji i adrenalina jaką dają mniej uniwersalne motocykle.
odpowiedza idac dalej, to chcialbym zauwac ze prekursorem turystycznych enduro z najdluzsza tradycja tez jest inny producent niz honda. nie 'Boczo' ogarnij sie chlopie!
odpowiedzPewnie, dlatego zapobiegawczo użyłem słowa "chyba" :) Oczywiście, że dziadkiem wszystkiego była Beemka R80 G/S, ale po pierwsze, mało ludzie wie, że istniała, a po drugie nie powiesz, że Trampek ma mało fanów, użytkowników,... » czytaj dalej
odpowiedznie no transalp jest git, nic zlego o nim nie powiem i fanow tez na opor, ja bym po prostu to inaczej sformulowal. np moto z wielkim wkladem i rzesza fanow w turystyke enduro ale na bank nie najdluzasza i najwiekszym wkladem.
odpowiedzPewnie masz na mysli samobieżną bryłę żeliwa germańskiej produkcji? Przecież to były sprzety dla masochistów ;)
odpowiedzNie bede sie wypowiadac na temat gustu autora ale uwazam ze f800gs jest o niebo ladniejszy od tego suzuki!!!
odpowiedzco kto lubi kolego, dla mnie beemki wyglądają jak kowadła przy "v sztormie", co nie zmienia tego że mają więcej charakteru od tego suzuki, mnie artykuł tylko utwierdza w tym że chciałbym mieć to suzuki.
odpowiedzwidzisz kolego ty masz swoje zdanie i ja tez. Szacun. Ale zastanawia mnie dlaczego autor artykulu ktory powinnien miec tutaj pasywna postawe rozpisuje sie jekie to BMW brzydkie. To zakrawa na ksztalotwanie obiegowej opini o... » czytaj dalej
odpowiedzA dlaczego autor ma być obiektywny? Nie istnieje obiektywność. Poza tym wielu jej celowo unika, np. Clarckson z Top Gear jest obiektywny? Najlepsze dziennikarstwo jest subiektywne.
odpowiedzpasywna postawe apropos wygladu ktory w niejednego opini jest duzo ladniejszy niz Suzuki. Subiektywnosc jak najbardziej ale np. silnik, zawiszenie, cena/jakosc itp, spox ale naprawde jak mozna nie skomentowac faktu ze... » czytaj dalej
odpowiedzDobrze, może zatem wyjaśnijmy pojęcie brzydoty w przypadku GS'a i pozwolę sobie wpleść osobiste zdanie do tych rozważań. GS jest paskudny. Pękaty, niesymetryczny, trochę jakby zdeformowany, wizualnie dziwny. To nie tylko moja... » czytaj dalej
odpowiedzza to Suzuki poprzez wygladzenie, wychuchanie, dopieszczenie lini, swiatelek, owiewek tworzy calosc absolutnie nudna bez jakiegokolwiek chrakteru swiadczacego o jego przynaleznosci do grupy motorow to ktorej... » czytaj dalej
odpowiedz