tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Powiedzieli po pikniku w Modlinie Triumph Tlo premium Tiger prawdziwa przygoda 08-03
NAS Analytics TAG

Powiedzieli po pikniku w Modlinie

Autor: Łukasz Świderek 2010.05.04, 11:47 49 Drukuj

Mówią po rundzie w Modlinie

Paweł Szkopek, Superbike, główny organizator (wypowiedź z komunikatu organizatora):

„Weekend zapowiadał się wnaprawdę fajnie, bardzo dużo teamów przyjechało pokazać jak dobrze są przygotowani do sezonu. Piękne ciężarówki, piękne motocykle, niestety po czwartkowym wyjeździe zawodników, którzy jeszcze niekoniecznie znali tor, nie mieli prawa go znać, bo wcześniej tutaj nie jeździli, od razu stwierdzili, że tor jest nieczytelny, że tak naprawdę nie wiedzą, w którą stronę jechać. Od tego momentu zaczęły się schody. Część zawodników była za odwołaniem zawodów, bo tor jest nieczytelny i niebezpieczny. Zrobiliśmy bardzo wiele, aby to poprawić, sugerowałem, że nie można poznać toru po przejechaniu trzech okrążeń, sugerowałem, aby zrobić więcej sesji treningowych, tak, aby każdy mógł się zapoznać z drogą, niestety zawodnicy byli przeciw. Jury zawodów podjęło decyzję, że jedziemy bez punktów W tym momencie ¾ zawodników pojechało do domu. Zostali Ci najbardziej zagorzali, za co im bardzo dziękuję. Uważam, że organizacja sama w sobie nie była bardzo zła, problemem był fakt, że wystąpiły tutaj konflikty interesów i niektórzy pojechali do domu. Wyciągniemy z tego na pewno bardzo dużo wniosków. Zebraliśmy sporo informacji, na podstawie tego, co się działo przez weekend, mamy nadzieje, że ludzie nas nie znienawidzą i będziemy w stanie zrobić jeszcze kiedyś coś naprawdę fajnego dla tego sportu. Rozlany na koniec olej i fakt, że kibice nie mogli sobie pooglądać wyścigów był gwoździem do trumny. No, ale trudno, co nas nie zabije to nas wzmocni. Popełnionych błędów staram się nie powtarzać w przyszłości, mam nadzieję, że uda mi się to również wtedy, jak będę miał okazję organizować te wyścigi. A myślę, że ochotę będę miał, bo chcę pokazać, że niekoniecznie jestem nieudacznikiem, tak jak wielu mnie określało. Tym bardziej chciałbym podziękować wszystkim ludziom dobrej woli, naszym partnerom oraz patronom medialnym, oraz wszystkim tym, którzy pomagali w organizacji tego ogromnego przesięwzięcia, tym którzy potrafili konstruktywnie działać. Dziękujemy za głosy krytyki, gdyż dzięki nim możemy się rozwijać. Do zobaczenia za rok w tym samym miejscu."

Jacek Grandys, promotor Suzuki Cup i właściciel zespołu Suzuki GRANDys Duo:

„Zasadniczo chciałem powstrzymać się od publicznej wypowiedzi na temat tego, co się wydarzyło w miniony weekend w Modlinie. Tym co wpłynęło na zmianę mojej decyzji, był poniedziałkowy (wieczorny) oficjalny komunikat prasowy wysłany przez G. Jędrzejewskiego - współorganizatora i zastępcę dyrektora zawodów w jednej osobie. Nie otrzymałem go co prawda osobiście, ale od zaprzyjaźnionej osoby i bynajmniej nie Łukasza Świderka, gdyż on też „został usunięty" z listy mailingowej "Modlin2010".

1. Aspekt regulaminowy. Była to pierwsza impreza w jakiej uczestniczyłem, w której były od samego początku łamane wszelkie regulaminy obowiązujące na rok 2010. Pierwszym naruszeniem była magiczna data 01/03/2010, gdzie miała zapaść ostateczna decyzja czy runda w Modlinie się odbędzie, czy też alternatywnie tydzień później w Poznaniu. Organizatorzy prosili wtedy najpierw o dzień, później trzy, następnie tydzień zwłoki itd. W końcu blisko trzy tygodnie po przekroczeniu wyznaczonego terminu tj. 20/03 ukazała się oficjalna informacja na stronie PZM z datą wsteczną 19/03 o potwierdzeniu rundy w Modlinie. Regulamin uzupełniający zawodów ukazał się z miesięcznym opóźnieniem, co już było podstawą do nałożenia kary finansowej na organizatora, czy została nałożona, niestety nie wiadomo. Wiadomo jednak, że 15/03 na podstawie komunikatu nr 2 GKSM, zostały zmienione wysokości kar finansowych nakładanych na organizatorów poszczególnych rund z centralnego kalendarza rozgrywek na rok 2010.  

Czwartek 29/04 - pierwszy dzień zawodów. Przez całą noc trwało ustawianie fragmentów toru. Planowane od godziny 8 rano treningi wolne nie zostały rozpoczęte - brak oficjalnego komunikatu o zmianie harmonogramu. Trwa natomiast budowa przy użyciu „ciężkiego" sprzętu stanowisk startera przy prostej start-meta. Po godzinie 10-ej wyjeżdża grupa zawodników na rekonesans. Sugerują zmiany najbardziej niebezpiecznych fragmentów. Dalej brak oficjalnych komunikatów. Godzina 13-ta, kolejne spotkanie i kolejne prośby o zmiany. Godzina 15-ta, słowny komunikat „organizatora", o kontynuowaniu zawodów rangi Międzynarodowych Mistrzostw Polski, jednakże bez przyznawania punktów za zajęte miejsca. W tym momencie zwróciłem się do „Organizatora" o pisemne potwierdzenie tej decyzji. Obiecano ją mi przekazać dwie godziny później, tj. o godz. 17:30. O umówionej godzinie w iście angielskim stylu „organizatorzy się ulotnili i dopiero godzinę później otrzymałem informację telefoniczną, że dziś są tylko treningi i oficjalne zawody zaczynają się jutro, tak więc niczego nie dostanę na piśmie." Wieczorem tego samego dnia na kolejnym zebraniu kazano zawodnikom podpisać Komunikat nr 1 o następującej treści: "Zawodnicy przyjmują do akceptującej wiadomości, że za rozgrywane zawody Mistrzostw Polski i Pucharu Polski (I Runda) w Modlinie nie będą przyznawane punkty do klasyfikacji sezonu 2010". Następnego dnia rano rozpocząłem od nacisku na „Organizatora" o wydanie pisemnej decyzji o nie przyznawaniu punktów. Około godziny 10-ej wreszcie uzyskałem takowy dokument, co ciekawe był to kolejny Komunikat nr 1, o treści "Zgodnie z ustaleniami dokonanymi z zawodnikami, za I Rundę WMMP i Pucharu Polski nie będą przyznawane punkty do klasyfikacji sezonu 2010". Z przekazanego komunikatu prasowego, dowiedziałem się o Komunikacie nr 2 o przerwaniu w sobotę zawodów. W/g Regulaminu Ramowego, w wyjątkowych wypadkach do harmonogramu zawodów i regulaminu uzupełniającego, sędzia zawodów może wprowadzić zmiany zatwierdzone na posiedzeniu JURY. Wszystkie zmiany i dodatkowe ustalenia muszą być niezwłocznie podane do wiadomości uczestników w formie komunikatów, odczytanych przez spikera i wywieszonych na tablicy informacyjnej. Ci co byli widzieli, że innych komunikatów pisemnych, niestety nie było.

Jak można mówić o zwycięzcach klas Superstock 600, Supersport 600, czy Superstock 1000, gdzie podaje się, że na starcie czterech połączonych klas stanęło łącznie pięciu zawodników? Czyżby wymagana regulaminowo ilość, minimum sześciu zawodników w tym dniu nie obowiązywała?

2. Aspekt bezpieczeństwa. Na spotkaniu założycielskim SWM „Organizator" zapewniał Nas o woli współpracy odnośnie bezpieczeństwa planowanego Toru. Potwierdził także dostęp do zapoznania się z „ułożoną nitką toru" na 2 dni wcześniej. Plan, który nam wtedy pokazano był sprzed 11 lat i jak się później okazało nie był tym docelowym. Niektóre fragmenty „toru" powstawały dopiero w nocy z 28 na 29 marca. Grupa zawodników z klas mistrzowskich, po zaznajomieniu się z „torem" zwróciła uwagę na jego niebezpieczne aspekty, z prośbą o ich zmianę. W międzyczasie, na prośbę paru zawodników, aby wydać swoją opinię, wyjechali na „tor" na skuterach, aktualny Mistrz Świata Endurance Gwen Giabbani oraz były zawodnik Grand Prix i WSBK Andy Meklau. Wyjechali i zaraz wrócili, gdyż nie zostali wpuszczeni na tor. Giabbani po wcześniejszej rundzie autem, przekazał co należy zrobić, aby można było startować. Obaj zawodnicy jednogłośnie stwierdzili, że każdy upadek spowodowany najechaniem na „wyznaczniki toru" lub trafieniem w bramę na start-meta, może zakończyć się poważnymi złamaniami. Jednakże jeden z organizatorów - zawodnik światowego formatu i najbardziej doświadczony ze wszystkich (za takiego się publicznie podawał), stwierdził, że „tor" jest bezpieczny i proponowanych zmian nie dokona.

3. Aspekt organizacyjny. Jako promotor Pucharu Suzuki GSX-R, począwszy od 02/03/2010, starałem się dowiedzieć od „organizatora", czy runda odbędzie się w planowanym miejscu i terminie, oraz o przewidywanych warunkach bytowo-sanitarnych, średnio raz w tygodniu. Powodem były liczne telefony od zainteresowanych uczestników spowodowane m.in. planowaniem urlopów. Odpowiedzi były twierdzące i uspokajające, potwierdzono mi również przyłącze do bieżącej wody. To co zastałem na miejscu, można było tylko nazwać improwizacją i porównać do obozu harcerskiego sprzed 30-tu lat, no może tylko z tą różnicą, że latryn nie trzeba było kopać, bo pola było dość. Medialnie (oprócz prasy branżowej), impreza wystartowała na parę dni przed i nawet okoliczni mieszkańcy nie wiedzieli, że coś się będzie działo.

4. Aspekt ludzki. Przyznam się, że pomimo wątpliwości wierzyłem, że runda dojdzie do skutku. Zdawałem sobie sprawę, że będzie ciężko, dlatego ze swojej strony, do pomocy zaangażowaliśmy specjalistów od zawieszeń i elektroniki z Holandii. Przyjechaliśmy z całym naszym zapleczem w postaci dwóch TIR-ów i jednej ciężarówki. Ogółem, dla potrzeb naszego zespołu były zaangażowane 22 osoby (z czego 8 z zagranicy). Wszystko na nic przez upartość „Organizatora". Szczytem wszystkiego była odmowa zwrotu opłat za treningi oraz wpisowego. Paru ludzi przypłaciło to zdrowiem, wychodząc z założenia, że skoro nie chcą „mi oddać to sobie pojeżdżę". Jedną z tych „ofiar" jest Tomek Grabowski, zwycięzca Pucharu klasy 1000 z roku 2009. Chłopak utalentowany, z pasją i sercem do walki, jednakże najbliższy sezon spędzi w łóżku.

5. Aspekt arogancji. Czytając komunikat, o którym wspomniałem na początku, odnoszę wrażenie, że byliśmy na dwóch różnych imprezach w dwóch różnych miejscach. W czasach głębokiego komunizmu i propagandy sukcesu, może i ten numer by przeszedł. Jednakże mamy XXI wiek, czas Internetu i szybkich przekazów. Rozumiem, że organizacja imprezy przerosła „Organizatora". Można ją było jednakże ratować, uwzględniając prośby zawodników, bo to oni są „aktorami" i to dzięki nim się odbywa. Można ją było także odwołać, powołując się na przepisy bezpieczeństwa lub inne nieprzewidziane okoliczności. Jednakże twierdzenie przez „głównego organizatora", że organizacja sama w sobie nie była bardzo zła, że ma nadzieję na organizację wyścigów w przyszłości i to w tym samym miejscu. Jeszcze „żar" się nie wypalił, a Ty już planujesz kolejną imprezę. Czy pisząc o konfliktach interesów, masz na uwadze koszty logistyczne, które ponieśli zawodnicy i ich ekipy, aby tylko się przejechać i zbojkotować imprezę? Czy gdzieś się pojawiło proste - przepraszam?

6. Epitafium. Żal mi Sędziego Zawodów, który powrócił na ciemną stronę „mocy", i zaprzepaścił to co wspólnie zostało wypracowane w ostatnich latach, żal mi Dyrektora Zawodów, który ulegał naciskom „organizatora". Żal mi „Organizatora", który popadł w paranoję. Współczuję zawodnikom i ich rodzinom, którzy ucierpieli w wypadkach. To już jest za nami i się nie zmieni.

Mamy natomiast wpływ na przyszłość i nie dopuśćmy, aby podobne wydarzenie miało miejsce!

Janusz Oskaldowicz, Superbike:

„Zastanawiam się, czy istnieje jeszcze różnica między głupotą, a odwagą. Mnie się zawsze wydawało, a jeżdżę już 35 lat, że potrafię te dwie rzeczy odróżniać. Większość moich kontuzji spowodowanych było głupotą, ale niestety taka jest młodość, człowiek uczy się na własnych błędach. Ale teraz po powrocie z tej imprezy zastanawiam się raczej czy jestem tchórzem czy idiotą? To, co mnie tam spotkało wywołało we mnie ogromny szok, szok, którego jeszcze nigdy nie zaznałem na żadnej imprezie motocyklowej. Zostałem wsadzony na motocykl, kazano mi przejechać cztery kółka, żeby sprawdzić tor. W drugim kółku powiedziałem sobie, że tu nie wystartuję. Po zjechaniu i wypowiedzeniu się, że tor się nie nadaje, że jest niebezpieczny i ktoś musi zginąć, bo inaczej się nie da, zostałem zapytany czy pojadę. W tym momencie objawiła się moja bezmyślność, bo powiedziałem, że jeśli będzie trzeba i wszyscy pojadą to ja też. Nie wiem, czemu to zrobiłem, do czego to miało prowadzić. Dopiero gdy zjechał Irek Sikora, zdjął kask i powiedział, że ani on, ani puchar BMW tutaj nie wystartuje doszedłem do wniosku, że chyba jestem tchórzem, bo zabrakło mi odwagi, żeby powiedzieć NIE. Bo, o co chodzi w tym sporcie, czy zatracił już wszystkie wartości? Przecież musimy sobie zdawać sprawę, po co my tam jeździmy? Jeździmy po to, żeby się ścigać. Nie po to, żeby udowadniać, kto odważny, a kto głupi, tylko po to, żeby wyzwolić swoje emocje, żebyśmy mogli być normalnymi ludźmi jadąc do pracy, na ulicy. Organizujemy wyścigi właśnie po to, żeby młodzi ludzie nie zabijali się na ulicach, ale to nie oznacza, że mają zabijać się na torach. W trakcie burzliwych dyskusji z organizatorem miały miejsce dwa zdarzenia, które szczególnie wyprowadziły mnie z równowagi. Pierwsze to, gdy „kolega" Szkopek stojąc na schodach krzyczał, że Rijeka też jest niebezpieczna i tam giną ludzie! I co? Ręce opadły, bo on się jeszcze chwalił, że tu jeszcze nikt nie zginął. W takim razie mam pytanie czy jak zginie pięciu to i tak mniej, niż na Rijece i można dalej startować? To był strzał w kolano, który Szkopek sobie sam zrobił. Młodzi, jak i starzy niech sami wyciągają sobie wnioski. Druga sytuacja miała miejsce na spotkaniu zawodników, kiedy organizatorzy doszli do wniosku, że zawodnicy i tak nie mają nic do powiedzenia. Wtedy zupełnie opadły mi ręce! Wszyscy chcieliśmy, żeby ta impreza się odbyła, wszyscy byliśmy za tym. Ja w Internecie awanturowałem się, że wyścigi „wokół trzepaka", mając oczywiście na myśli po jednym torze w Poznaniu nie mają sensu, że trzeba się rozwijać, z odwagą zmieniać obiekty. Niestety to, co zobaczyłem w Modlinie przerosło moje najgorsze obawy, a do tego to stwierdzenie, że jako zawodnicy nie mamy nic do powiedzenia - to był gwóźdź do trumny. To znaczy, że ja zabłądziłem w swoim życiu, że to, co darzyłem szacunkiem i miłością, czyli motocykle i ludzie z tym związani to był mój wielki błąd. W tym środowisku nastąpi teraz wielki rozłam, ale wydaje mi się to konieczne, bo nie możemy tolerować głupoty. Jako zawodnicy daliśmy się wszyscy oszukać, bo uwierzyliśmy w zapewnienia Szkopka, że runda w Modlinie będzie zorganizowana perfekcyjnie i ze wszystko jest dograne. Wszyscy cieszyliśmy się, że będzie można pościgać się na innym obiekcie niż Poznań, że w końcu zaczyna się dziać coś pozytywnego, że będzie telewizja, imprezy towarzyszące, że w wyścigi motocyklowe zaczną być postrzegane przez społeczeństwo polskie jako ciekawy, widowiskowy sport. Kiedy na miejscu okazało się, że obietnice Szkopka nijak się mają do rzeczywistości, nikt się od niego nie odwrócił, wszyscy łącznie z zawodnikami z zagranicy chcieli pomóc. Bo wszyscy chcieliśmy wystartować. Każdy podpowiadał, co można poprawić, żeby było dobrze, ale nikt nie chciał nas słuchać! Teraz my, zawodnicy jesteśmy postrzegani, jako awanturnicy, pazerni i zawistni ludzie, którzy chcą zniszczyć jego doskonałą pozycję. Doskonałą w czym? W mani wielkości i kompleksach? To jest przerażające, przerażające jest też, że zawodnicy tacy jak Meklau czy Giabbani, którzy zwracali swoje uwagi nie zostali po „zmianach" nawet na tor wpuszczeni. Organizatorzy wiedzą lepiej! Szkopek, Kuleczka wiedzą lepiej, a my jesteśmy nieudacznikami i nie potrafimy jeździć. Zastanawiam się czy facet, który podpisuje homologację, wie jak wyścigowe motocykle jeżdżą, czy wie, jak bolą połamane kości. Jestem ciekaw, mamy teraz kilku połamanych chłopaków, którzy jeździli bez żadnego napięcia i było ich pięć procent tego, co powinno startować. Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić, co by się stało gdyby wszyscy ruszyli? Na starcie po trzydzieści motocykli i w pierwszym kółku od razu dziesięciu jest znokautowanych! Jak by to wyglądało? Pojechałem na trasę, a wszyscy mi udowadniali, że jest w porządku. Ja swoje, oni swoje. Sytuacja z szykaną na wyjście przed metą. Nie pozwolę przy tym zamieszaniu powiedzieć złego słowa na Artura Wajdę. Chociaż wszyscy wiedzą, że nie darzyliśmy się nigdy sympatią, nie został dopuszczony do głosu i po którymś razie mówi mi na ucho, żebym zobaczył jaka tam jest dziura! No nie wierzyłem! Odsunąłem separator, a na wyjściu dziura pół metrowa o głębokości ponad dwudziestu centymetrów przykryta tym gównem plastikowym. Przecież to było ruchome i się przesuwało, wyobraźcie sobie motocykl, który przy prędkości sto pięćdziesiąt km/h wpada w to. Przecież to jest śmierć, albo kalectwo! Ale nie! Ta dziura jest przykryta, o tej dziurze się nie mówi. Czy komuś było szkoda dwadzieścia złotych na zaprawę murarską, żeby to załatać? Jedna wielka paranoja. Według mnie coś takiego nie powinno mieć miejsca. Zastanawiałem się jadąc do domu czy przypadkiem nie zorganizować takiego lokalnego cross country, bo przecież wystarczy wyjąć drzwi wejściowe z kamienicy i barierkę z pierwszego piętra z balkonu i wszyscy jeździmy, kto przeżyje ten wygrywa! Czy na tej zasadzie mają się odbywać wyścigi? Czy mamy być postrzegani, jako nienormalni ludzie? To jest najbardziej przykre, a czuję się do tego wszystkiego jeszcze tchórzem, bo nie walnąłem pięścią w stół i nie oplułem, kogo trzeba tam na miejscu. Straciliśmy sponsorów, własny honor i własne zdanie. Ja jeżdżąc po sponsorach, tłumaczę, jakie to wyścigi są wspaniałe, jacy to odpowiedzialni ludzie, bo takie imprezy organizujemy, aby młodzi chłopcy nie zabijali się na ulicach, tylko tu będziemy się bezpiecznie ścigać. A raptem się okazuje, że to wszystko jest kłamstwem, jak tak można robić, jak można niszczyć coś, co budujemy tyle lat wspólnie. Jeden zapatrzony w siebie człowiek rozpieprza cały nasz świat i podwaliny mojego życia, którym są wyścigi. To jest dla mnie niepojęte. W zeszłym sezonie wśród zawodników była zbiórka funduszy na leczenie Szkopka, jestem ciekaw czy Paweł z Marianem będą zbierać pieniądze na leczenie ofiar swojej bezmyślności."

Gwen Giabbani, Superbike, Mistrz Świata Endurance:

„Bardzo chciałem wystartować w tym wyścigu, ponieważ tracę jeden wyścig w Moście i walka o tytuł będzie utrudniona. Dodatkowo z Jackiem całą zimę ciężko pracowaliśmy, żebym w ogóle mógł się w Polsce pojawić, to nie było proste, a zmiany podróży też kosztują spore pieniądze. Gdy pierwszy raz zobaczyłem tor, byłem załamany i swoje spostrzeżenia przekazywałem organizatorom, tłumaczyłem i chciałem jechać w wyścigu gdyby uwzględniono poprawki. Nic nie zrobiono, tylko trzymano nas w niepewności na tym betonie w słońcu. Ja mieszkam nad morzem i u mnie też była tak piękna pogoda i mogłem spędzić ten czas z dziećmi. Bardzo lubię przyjeżdżać do Polski, ale to było jakieś nieporozumienie. Na szczęście teraz mamy Brno, a tam czuję się świetnie."

Bartek Wiczyński, Superbike:

„Na torze w Modlinie jak to ktoś powiedział „dało się jechać", ale na pewno pewne zasady bezpieczeństwa nie były zachowane. Mi osobiście jest bardzo szkoda tej rundy, bardzo chciałem pokazać się podczas tego weekendu z jak najlepszej strony. Niestety, wyścigi się nie odbyły. Sama konfiguracja toru była ciekawa i techniczna, ale dosyć wysokie krawężniki nie pozwalały na popełnienie błędu podczas jazdy. Przede mną na jednej z szykan przewrócił się Tomek Grabowski, uderzając właśnie w taki krawężnik. Tomek ma złamaną kość w udzie. Życzę Tomkowi i wszystkim innym, którzy ucierpieli podczas tego weekendu szybkiego powrotu do zdrowia. Na ulicy też da się jechać, ale ściganie na niej nie jest bezpieczne."

Bartek Ostrowski, Supersport 600:

Mimo, że mój motocykl tam był, ja na rundę nie dotarłem, w porę ostrzeżony przez przyjaciół, za co serdecznie im dziękuje. W sumie kolej rzeczy mnie nie zdziwiła, spodziewałem się takiego rozwoju wypadków, dlatego też wyjazd odkładałem do ostatniej chwili i z czego bardzo się cieszę, nie musiałem tam jednak jechać. Bardzo chciałem wreszcie zacząć ściganie w klasie mistrzowskiej, ale niekoniecznie na tym obiekcie. Nie ukrywam, że po wiosennych treningach we Włoszech, Niemczech i Czechach jestem trochę „rozpieszczony", ale uważam, że dobrze mi z tym i cieszę się, że nie musiałem się „karać" tym absurdalnym modlińskim obiektem. Nie mam aspiracji mistrzowskich, nie kitram sprzęta, silnik to seria, stawiam na szlifowanie techniki i pewnie nie będę jechał w czubie klasy Supersport, ale chcę w tym sezonie uczyć się od lepszych na porządnych obiektach i mieć z tego radość (na Modlinie by jej brakowało), więc uważam, że skoro płacę, należy mi choć minimum jakości, jak psu zupa. Na Modlinie organizatorzy wyznawali jednak zasadę "zapłać i spier..j", a ja, skoro generalnie sam sobie za wszystko płace wolę zasadę „płacę i wymagam", którą w całej Europie ma szerokie zastosowanie. Z powodu naruszenia właśnie tej zasady, Modlin okazał się farsą. Nie mam z tego powodu żadnego żalu, a raczej radość, że miałem wolny weekend, posprzątałem chatę i nadrobiłem inne zaległości życiowe. I nie boli mnie porażka organizatorów Modlina. Jestem poznaniakiem i raduje mnie obecność tu jedynego porządnego obiektu w Polsce. Jedynego bezpiecznego i profesjonalnego, dającego po prostu fun z jazdy. Teraz czekam na Brno, po którym jazda daje mi ogromną radość, a nauczony doświadczeniem wiem, że ACCR wywiązuje się z organizacji doskonale, dlatego cieszę się, że tam "rozdziewiczę" się w klasie mistrzowskiej."

Tomasz Wilczyński, Superbike:

„Trudno coś powiedzieć... Na pierwszy rzut oka organizacyjnie Modlin według mojej oceny był nieźle przygotowany. Mam tu na myśli warunki techniczne, jakie były na miejscu i krótki czas na samo rozstawienie wszystkich elementów na terenie (catering, biura i nitka toru). Jednak w tym wszystkim za mało uwagi poświęcono przygotowaniu samego toru. O ile sama nitka toru była ciekawa i bardzo techniczna, o tyle narzędzia użyte do jej przygotowania (mam na myśli te nieszczęsne krawężniki) stwarzały duże niebezpieczeństwo czego skutkiem było kilka złamań, jakie miały miejsce przy upadkach, które na torze bez podobnych krawężników najprawdopodobniej zakończyłyby się tylko siniakiem. Na pewno trzeba zauważyć ogrom pracy i starań włożonych w przygotowanie całości, ale niestety według mnie zabrakło doświadczenia w organizacji tego typu imprezy i przygotowaniu toru. Bardzo mnie dziwi fakt, że tak „lekko" organizatorzy podeszli do kwestii bezpieczeństwa na torze po zeszłorocznym sezonie, w którym miały miejsce tragiczne w skutkach wypadki, o których wszyscy pamiętają. Tym samym argumentacja, że istnieją tory bardziej niebezpieczne nie powinna mieć miejsca i szkoda, że zabrakło chęci i pomysłu jak można by rozwiązać ten problem, zanim emocje nas wszystkich wzięły górę. Szkoda, że ta runda nie wypaliła tak jak każdy z nas by sobie tego życzył. Już za półtora tygodnia Brno, wszystkim życzę powodzenia."

Kuba Wróblewski, Superstock 600:

„Moje zdanie przed zawodami większość z Was znała po tym jak wypowiedziałem się pod jednym z felietonów Łukasza. Zostałem tam na wstępie wyśmiany, po czym zapewniony, że wszystko będzie w 100% super i rewelacyjne. W rozmowie z Pawłem Szkopkiem na spotkaniu SWM, które odbyło się w Warszawie około trzech tygodni przed rundą w Modlinie Paweł Szkopek dałby sobie wręcz rękę odciąć, że będzie wszystko dopracowane i co najważniejsze bezpieczne. I teraz nie miałby ręki. Wracając do samej rundy w Modlinie dziwi mnie jeden fakt, kto i w jaki sposób mógł odebrać ten tor pod kątem bezpieczeństwa? Kto się pod tym podpisał i czy ten ktoś zdawał sobie sprawę z faktu, że gdyby ktokolwiek zrobił by sobie naprawdę krzywdę to odpowiedzialność ponosi nie organizator, a osoba odbierająca tor. Dla mnie runda to kompletna kompromitacja Szkopek Team i AP. Paweł jest oczywiście dobrym zawodnikiem, jednak, jeżeli chodzi o organizację to powinien unikać tego typu przedsięwzięć dla swojego i innych dobra. Na początku żałowałem, że „tor" nie spełnia wymogów naszych - zawodników pod kątem bezpieczeństwa, bo szkoda zawalić taką ponoć medialną i rozpowszechnioną imprezę. Jednak po wystąpieniu Pawła Szkopka nie żałuję. Osoba organizująca tego typu zawody rangi międzynarodowej, bo takie miano mają WMMP, powinna reprezentować sobą między innymi zaufanie, konsekwencję, odpowiedzialność i potrafić w szybkim czasie podejmować trafne decyzję. Niestety organizator sam nie wiedział nic, unikał zawodników, rozmów i do samego końca chciał uniknąć podjęcia jakiejkolwiek decyzji, ciekawe dlaczego? W moim odczuciu organizator na ten moment oszukał zawodników, którzy wpłacili wpisowe na zawody, gdyż 99% zawodników wiedząc przed rundą, że nie będą przyznawane punkty, wolałaby odpocząć przed rundą w Brnie, niż narażać się na duże niebezpieczeństwo tylko po to, by organizator nie stracił. Tłumaczenie Pawła Szkopka, że on już pieniędzy nie ma, bo musiał zapłacić za „coś tam" jest niedopuszczalne i nas, jako zawodników bardzo mało interesuje. Organizując zawody sportowe, mecze, koncerty i inne imprezy masowe można wykupić ubezpieczenie od ewentualnego odwołania imprezy, jednak Szkopek Team nie wykupił takiego ubezpieczenia, gdyż chciał zebrać pieniądze dużą łyżką zamiast małą łyżeczką. Powiedzenie mówi „chytry dwa razy traci" i tak tutaj jest. Mógłbym o niedociągnięciach tej imprezy pisać wiele, jednak najważniejsze jest jedno. Dobrze, że punktów nie ma, bo dzięki temu większość z nas odpuściła i w pełni zdrowi przygotowują się do kolejnej rundy. Natomiast zawodnikom, którzy wpłacili wpisowe chciałbym dać do przemyślenia fakt, że ktoś nas kompletnie zignorował i próbuje oszukać tłumaczeniem, że zawody są, nie dajmy się dla samego faktu."

Adam Badziak, Superstock 1000:

„Stało się bardzo źle dla polskich wyścigów motocyklowych, ponieważ niektórzy, którzy karmią się niepowodzeniami mogą mieć teraz sporo argumentów, dlatego, że wyścigi motocyklowe mogą się odbywać tylko i wyłącznie w Poznaniu, co jest nieprawdą. Runda w Modlinie, która niestety nie była przygotowana w profesjonalny, bądź odpowiedni po prostu sposób może spowodować, że będą osoby takie, które powiedzą, że tylko Poznań nadaje się w Polsce, co jest nieprawdą. Lotniska nadają się do organizowania Mistrzostw Polski, co widać za granicami, gdzie znacznie większe imprezy się odbywają, tylko trzeba przygotować to profesjonalnie. Zabrakło tego w Modlinie, już pół roku temu kilku zawodników powinno pojechać obejrzeć trasę, stwierdzić czy teren w ogóle się nadaje, a jeśli tak, to jak przygotować trasę. Zabrakło współpracy między organizatorem, a resztą środowiska i przyniosło to fatalny skutek nie tylko dla imprezy, ale i zespołów, sponsorów i mogło zahamować rozwój dyscypliny. Jednak myślę, że nie zahamuje. Jako zespół POLand Position postanowiliśmy tam zostać jak najdłużej, ponieważ wydaliśmy na tę rundę dużo pieniędzy, chcieliśmy spotkać się ze sponsorami. Postanowiliśmy też, że w trudnych warunkach nie będziemy wyjeżdżać na tor, a treningi przeznaczyliśmy na dostrojenie motocykli, ponieważ nie mieliśmy w tym roku dużo okazji ku temu. Nie były to całkowicie stracone trzy dni, ale pod względem sportowym można powiedzieć, że była to wielka klapa, jeśli nie kompromitacja. Liczę, że nasi sponsorzy nie odwrócą się od wyścigów i uda nam się wytłumaczyć, że WMMP tak nie wygląda. To, że zobaczyli cztery namioty na krzyż w sobotę, to nie jest prawdziwy obraz naszej dyscypliny. Mam też nadzieję, że inne zespoły i ich sponsorzy nie stracą zapału do rozwijania wyścigów w Polsce. Jestem przekonany, że WMMP mogą jeszcze wrócić na lotniska i polscy zawodnicy będą mogli jeździć po różnych obiektach, niekoniecznie wyjeżdżając za granicę."

Adam Kropiwnicki, Superbike:

„Wielka szkoda, że tak to się skończyło. Bardzo liczyłem, że wyścigi jednak się odbędą. Miały one być promocją sportu motocyklowego w Polsce, niestety nie udało się. Co nawaliło nie wiem sam. Być może brak porozumienia pomiędzy pewnymi osobami. Zdaję sobie sprawę, że organizacja zawodów to trudna rzecz i podjęcie się tego to duża odpowiedzialność i wyzwanie. Trzeba brać pod uwagę wiele aspektów np.: higienę zawodników, bo niestety brak toalet i pryszniców, jak widać może być ogromnym problemem. Nie wspominając o bezpieczeństwie zawodników, co według mnie nie podlega nawet dyskusji, to rzecz najważniejsza. Ktoś jednak podpisał zgodę, uznając, że tor jest ok. Trudno było mi wytłumaczyć wszystkim znajomym, że wyścigi są odwołane. Po raz pierwszy zebrała się spora ekipa, która dzięki temu, że zawody miały odbyć się blisko Białegostoku, miałaby okazję je zobaczyć. Pomysł był fajny, lecz najwidoczniej przerósł organizatorów. Uczmy się na błędach."

Michał Stróżycki, Superstock 600:

„Do Modlina nie pojechałem i nie startowałem ze względów finansowych, niestety nie uzbierałem takiej kwoty, aby móc startować przez cały sezon w każdej rundzie. Jednak po tym, co tam się działo chyba mogę mówić w pewnym sensie o szczęściu w nieszczęściu. Oby kolejne rundy były już normalne."

Michał Pernach, Supersport:

„Mimo zamieszania, jakie można było obserwować od samego początku, przynajmniej w czwartek można było zobaczyć jak wielka jest to dyscyplina. Jak wielu zawodników przyjeżdża, jak wielu zainteresowanych jest zawodami. Od strony piknikowej zapowiadało się na największy event motocyklowy, jaki kiedykolwiek był. Niestety bardzo poważne błędy zostały poczynione w trakcie przygotowania imprezy, przerosła ona Pawła i Grześka. Tu nawet nie chodzi o kwestię toru czy bezpieczeństwa, widać było, że na tą imprezę potrzeba było sztabu ludzi i dużo większych pieniędzy. Pieniędzy do dyspozycji, a nie zebrania. Po prostu dużej firmy, która by to przygotowała, a Paweł mógł to koordynować od strony sportowej. Oni porwali się we dwóch nie mając w dodatku doświadczenia w organizacji takich imprez. Wcześniej byłem przekonany, że większe zaplecze stało za nimi, teraz wiemy, że robili to we dwóch i się na tym bardzo mocno przejechali. Porażka gigantyczna, jeśli chodzi o naszą dyscyplinę. Ja osobiście boleję najbardziej, ponieważ wszyscy walczą żeby wyścigi motocyklowe zostały zauważone, chcą zapraszać sponsorów i media, a taka porażka trafia nie tylko w zawodników, ale w całe środowisko. To jest podcięcie gałęzi, na której siedzimy, wszyscy z pewnością ponieśli straty nie tylko sportowe, ale i finansowe. Decyzja, że jest niebezpiecznie była słuszna, ale mam żal do środowiska, że można było się powstrzymać z tymi wyjazdami, poczekać i zastanowić się, co zrobić. Może udałoby się jakiś piknik z tego zrobić, a tak naprawdę nerwy poniosły wszystkich. Mam wrażenie, że były też osoby, którym zależało żeby to rozłożyć, więc do tego wszystkiego doszli jeszcze ludzie nieprzychylni temu wszystkiemu. Można było z tego zrobić piknik WMMP, pokazać to sponsorom i każdy wyciągnąłby z tego, co się da. Skończyło się to jednak wielką porażką, a Paweł z Grześkiem są spaleni, jako ludzie, którzy mogą cokolwiek organizować."

Piotr Pasik, Computex Racing Team:

„Z rundą w Modlinie wiązaliśmy duże nadzieje i dlatego, pomimo, że mieszkamy trzydzieści kilometrów od tego obiektu, byliśmy już na miejscu w środę o czternastej. Chcieliśmy jak najszybciej się urządzić na miejscu, żeby wziąć udział we wszystkich wolnych treningach. Czwartkowe treningi zaczęły się z dużym opóźnieniem, w efekcie, którego odbył się tylko jeden trening dla każdej z klas. Większość zawodników zrezygnowała z jazd ze względu na to, że tor był bardzo niebezpieczny, a atmosfera stała się z winy niektórych, co bardziej nerwowych ojców młodszych zawodników, bardzo napięta. Zakręty zostały wytyczone ciężkimi podstawami znaków, z którymi spotkanie nie należało do przyjemności. Dodatkowym zagrożeniem były plastikowe separatory ustawione po zewnętrznych stronach zakrętów. Po naradzie całego teamu przed treningami zadecydowaliśmy, że mimo wszystko zostajemy i potraktujemy te jazdy, jako trening przed następną rundą. Ciężko teraz mówić czy ta decyzja była doba czy zła. Ja swoje jazdy zakończyłem podczas pierwszego treningu zerwaniem łańcucha i uszkodzeniem silnika. Junior (Grzegorz Pasik) z okrążenia na okrążenie robił coraz lepsze czasy. Jego też nie ominął pech, zakończył jazdy w piątek po spotkaniu z plastikowym separatorem. Spotkanie to skończyło się wizytą w szpitalu. Na szczęście okazało się, że to tylko potłuczenia i otarcie prawego przedramienia. Grzegorz (Grzegorz Śmietanko) jako jedyny z nas wystartował w piątkowym wyścigu i zdołał go ukończyć. Niestety na dalekim czternastym miejscu, ale dobre i to. Nasz team poniósł dotkliwe straty. Najlepszy zawodnik ma uszkodzoną rękę, co może go wyeliminować na dłużej z zawodów. Silnik w moim motocyklu nadaje się tylko do wymiany, co wiąże się z bardzo poważnymi kosztami. Wszystko to powoduje, że nasz start w najbliższej rundzie WMMP odbywającej się w czeskim Brnie, stoi pod wielkim znakiem zapytania."

Marek Piechuła, Rookie 600:

„Właściwie nie wiem, o czym tu powiedzieć. Modlin miał być wielkim wydarzeniem, a był wielkim skandalem, o którym można pisać długie wypracowania. Zarówno na forach, jak i na Ścigaczu wszystko zostało już opisane, dlatego też nie będę tego ponownie roztrząsał. Powiem zatem co innego. Po czwartkowym wypadku czeka mnie teraz rehabilitacja. Nie byłoby kraksy, gdyby nie te krawężniki, które zostały umieszczone przez tępych organizatorów. Mam złamany obojczyk oraz motocykl, podobnie jak ja wymagający rehabilitacji. Modlina nie będę wspominał pozytywnie. Od początku byłem wrogiem tego pomysłu, za co byłem oskarżany „o bicie piany", ale okazało się, że to ja miałem rację. A tych wszystkich palantów, którzy na siłę chcieli przeprowadzić zawody, powinno pociągnąć się do odpowiedzialności. To, co zrobili to była kpina i to oni są winni ewentualnego pogorszenia wizerunku wyścigów w Polsce, a nie rozumni zawodnicy, którzy postanowili spakować sprzęt i wrócić do domu."

Piotr Betlej, Superstock 1000:

„Pomysł rundy w Modlinie mimo wielu kontrowersji bardzo mi się podobał. Nowy tor, na którym jeszcze nikt nie jeździł, długi weekend majowy, bliskość Warszawy, wiele atrakcji przygotowanych przez organizatorów, to mocne argumenty. Miał być super event, a wyszła mega klapa. Po części wina organizatora, po części wina pogody, ale po części wina nas samych, zawodników. Długo by polemizować nad tym co było nie tak, a, że ryfle nie takie, a, że asfalt mało przyczepny, a że linie, a że chociażby kible pozamykane. Mimo najlepszych chęci organizatorów kilka rzeczy można było zrobić lepiej. Mnie osobiście trapią dwie kwestie. Po pierwsze, to dlaczego nagle w czwartek tor okazał się zbyt niebezpieczny, kiedy już we wtorek i środę ludzie (zawodnicy) widzieli tor i mogli wtedy zgłosić swoje obiekcje i wprowadzić konieczne zmiany? Po drugie, miała być super runda, która będzie promować WMMP, ściągać potencjalnych inwestorów i wzmacniać nasz sport, a wyszła mega klapa której „smród" będzie się ciągnął za nami jeszcze długo, chociażby przy następnych rozmowach ze sponsorami i co najgorsze zamiast konsolidować nasze wąskie grono, to wprowadziła kolejne podziały, spory i waśnie wśród całego towarzystwa WMMP. Nie szybko ktoś zdecyduje się na zorganizowanie imprezy gdzieś indziej niż na torze w Poznaniu, co jest niewątpliwym krokiem wstecz, bo raczej nieprędko doczekamy się kolejnego obiektu wyścigowego w Polsce. Mam nadzieję, że „Pejser" wkrótce upora się z całą biurokracją i będziemy mieli kolejny SPRAWDZONY obiekt, na którym będzie można się pościgać bez tych wszystkich problemów których byliśmy świadkami w ten weekend.

Cezary Chrobot, Rookie 600:

„Wrażenia po Modlinie są bardzo pozytywne ze względu na zdobycie pierwszego podium w życiu, jednak jest pewien niesmak po tych zawodach, bo jednak nie do końca było jak być powinno. Według mnie tor był bardzo dobry pod względem możliwości nauki, był też „świeży" w porównaniu z Poznaniem, świetny układ zakrętów i charakterystyka toru , jak ktoś powiedział Phillip Island w Polsce. Jednak awantura poszła o bezpieczeństwo, które powinno być najważniejsze. Tor był hardcorowy, to nie ulega wątpliwości, wyścigi same w sobie już są ekstremalne. Krawężniki, o które chodziło mogły być zastąpione czymś innym, jednak taka kwestia powinna być przemyślana dużo wcześniej, a nie w dniu rozpoczęcia zawodów. Modlin był zapowiadany jako rewolucja, coś świeżego i nowego w naszych rodzimych wyścigach i z takim nastawieniem jechaliśmy do Nowego Dworu Mazowieckiego. Szkopek Team starał się o stworzenie prawdziwego wydarzenia i niewiele brakowało, aby profesjonalny event (nie tylko zawody) odbyły się w pełni i żebyśmy wszyscy na tym skorzystali. Przez te awantury na pewno nie zyskamy jako sportowcy, a nasza wyścigowa rodzina mocno się podzieliła, do tego nie powinno nigdy dojść."

Igor Piasecki, szef Bogdanka Racing:

„No cóż, punktowana runda mistrzostw nie odbyła się, z tego, co wiem to obiekt został zamknięty przed planowanym końcem zawodów, ze względu na olej, który nie mógł być usunięty z toru. W piątek, po wprowadzeniu poprawek toru, uznaliśmy, że po zapoznaniu się z nimi, zawodnicy zespołu powinni wypowiedzieć się odnośnie startu w Modlinie. Tak też zrobili. Decyzja odnośnie naszego startu, chociaż w okrojonym składzie, była odkładana w czasie. Ostatecznie w piątek wieczorem, po tym jak kilku zawodników innych zespołów doznało kontuzji i prognoza na sobotę jednoznacznie wskazywała na deszcz, zespół podjął ostateczną decyzję o nie braniu udziału w wyścigach. Widać było, że organizatorzy włożyli dużo pracy w to przedsięwzięcie, szczególnie imponowało, że udało im się zaangażować media ogólnopolskie, szkoda, że okoliczności nie pozwoliły na odbycie się normalnej punktowanej rundy WMMP."

Tomek Kędzior:

„Jestem mocno zawiedziony tym, co zobaczyliśmy na miejscu. Organizacja i zabezpieczenia toru były niewystarczające. Wielu zawodników zgłosiło protest i nie chcieli wystartować na torze, gdzie wywrotka mogła skończyć się kontuzją lub zniszczeniem motocykla. W 1999 roku wyścig zorganizowany przez Polonię Cup przyciągnął wielu kibiców i media, szkoda, że po wielu latach próba organizacji zawodów na lotnisku tak się skończyła, myślę, że gdyby organizator przyłożył się bardziej do lepszego wytyczenia trasy zawody mogłyby przyciągnąć wielu kibiców. Organizator przygotował atrakcje dla publiczności takie jak koncerty, jazdy testowe czy plac zabaw dla dzieci. Niestety główna atrakcja, czyli wyścigi, gdy wielu zawodników zrezygnowało ze startu wyglądały mizernie. Informacje, jakie ukazywały się na portalach i forach internetowych oraz deszczowa pogoda w sobotę zniweczyła cały trud organizatora. Mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze znajdzie się ktoś odważny, aby zorganizować zawody na lotnisku. Takie zawody mogą być alternatywą dla wyścigów na torach, ale należy przyłożyć jak największe starania, aby trasa była wytyczona czytelnie i odpowiednio zabezpieczona pod względem bezpieczeństwa zawodników."

Artur Wajda, Prezes SWM:

„Nie rozumiem zaskoczenia i głosów rozpaczy. Przygotowanie imprezy o randze międzynarodowej już ze swojej definicji wymaga wzmożonych nakładów organizacyjnych. Od momentu, kiedy zostałem zaproszony, a raczej dopuszczony na kilkukrotną prośbę SWM względem organizatora, interesowało mnie, jak będzie technicznie przygotowane podłoże do rozegrania Mistrzostw. Działania związane z promocją są sprawą drugorzędną zaraz po zapewnieniu bezpieczeństwa zawodników. Jak zawodnicy będą mieli warunki do rozegrania rywalizacji, to tym samym będą częścią ekscytującego widowiska, które samo się obroni przed kibicami. Wszystkie konsultacje z zawodnikami były przeprowadzane pod presją, że organizator już zainwestował w promocje i media. Nie przypominam sobie, aby przed zawodami organizator zorganizował konferencję prasową, co jest w takich sytuacjach zabiegiem standardowym. W 1999 roku, kiedy startowałem na tym obiekcie na taką konferencję byłem zaproszony, jako jeden z pretendentów do tytułu. Nikt się nie zastanawiał czy ktoś z kimś się lubi czy nie. Podkreślono w ten sposób rangę imprezy i profesjonalizm przygotowania. W czwartek rano zamiast treningów według harmonogramu, na obiekcie trwało ustawianie toru. Przybyli wirażowi z Poznania poprosili mnie, abym spojrzał na miejsca ich rozstawienia, mieli wątpliwości czy jest wystarczająca ilość punktów sędziowskich i czy ich punkty postoju są usytuowane bezpiecznie względem toru przejazdu motocykli. Opóźnienie w rozpoczęciu treningów było spowodowane ciągłymi poprawkami. Sam prosiłem o to, aby poprawić kilka punktów na torze, ale z dziurą w nawierzchni na prostej startowej zakrytą jednym z plastikowych separatorów nie mogłem się zgodzić. Poproszono kilku zawodników z klas mistrzowskich o ocenę przygotowania obiektu pod kątem bezpieczeństwa. Po próbnym przejeździe ich ocena była jednoznacznie negatywna. Nadmienię, że nie uwzględniono opinii zawodników, którzy zechcieli bądź, co bądź zaszczycić swoja obecnością Modlin. To jest nawet nie skandal, tylko daleko posunięta impertynencja, aby zlekceważyć zdanie Meklaua i Giabbaniego. Z tego miejsca chciałem przeprosić w imieniu Automobilklubu Polski wszystkich zawodników, którzy poczuli się dotknięci wypowiedziami organizatora dalekimi od przyjętych standardów obyczajowych.

Pragnę też wyjaśnić, że Automobilklub Polski zlecił całość organizacji rundy WMMP w Modlinie Firmie Szkopek Team na jej prośbę. Odpowiedzialność Szkopek Team za zaistniałą sytuację reguluje stosowna umowa. Liczę na to, że niesmak i rozczarowanie z niedotrzymanych standardów Szkopek Team częściowo zatrze honorowo zwracając wpisowe tym zawodnikom, którzy w tej niejasnej sytuacji zrezygnowali ze startu.

Łukasz Bończak, organizator pucharów Hondy:

„Niestety tej rundy nie będę zaliczał do tych pozytywnie zapamiętanych. W zasadzie, decyzja o nie klasyfikowaniu tej rundy w generalce zadecydowała o rychłym końcu tej imprezy. Wszystko się tak pięknie zapowiadało, każdy łączył jakieś większe nadzieje z tą inauguracyjną rundą nieopodal stolicy. Niestety po czwartkowej decyzji, większość czołowych zawodników zrezygnowała ze startów, tłumacząc dużym ryzykiem kontuzji no i też trochę brakiem motywacji. Skutek był taki, że część się przestraszyła i nawet nie przejechała się po torze. Puchary BMW i Suzuki w ogóle nie wystartowały i ta informacja była już podana w czwartek rano. Nie chciałem, aby decyzja odnośnie pucharów Hondy wyglądała podobnie, chciałem przedtem poznać zdanie zawodników (Hornet Cup i CBR125R Cup) po obu sesjach treningowych, aby każdy z nich miał szansę wyrobienia własnego zdania. Decyzję podjęliśmy wspólnie (praktycznie wszyscy zawodnicy byli na "nie") w piątek około dwunastej i spakowaliśmy nasze miasteczko. Mamy na uwadze to, że w naszych pucharach startują najmłodsi zawodnicy WMMP i a naszym zadaniem, jako organizatora jest, aby ewentualne ryzyko maksymalnie zminimalizować. Sama nitka toru była naprawdę ciekawa, ale kilka punktów toru (m.in. gumowe krawężniki, biała szeroka malowana krecha i te nieszczęsne plastikowe murki na szykanach) nie dodawały odwagi. Szkoda, że tyle pracy i pieniędzy poszło w gwizdek. Organizatorzy bardzo odważnie podeszli do organizacji tej rundy w myśl „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana", ale niestety taki ogrom pracy chyba ich nieco przerósł. Ale mam nadzieję, że ta runda nie zniechęci innych przed kolejnymi próbami organizacji rund WMMP i ich promocji w mediach. Wszystkim kontuzjowanym życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

Hubert Tomaszewski, Superbike:

Niestety ja już w środę podjąłem decyzję, że nie startuję ze względu na moją chorą mamę. Ale to co spotkało wszystkich zawodników to jest wręcz kompromitacja na skalę dotąd niespotykaną w sporcie motorowym! A miało być tak pięknie! Te słowa mówią same za siebie. Miałby wspaniały weekend wyścigowy, zespół GRANDys duo był w pełni przygotowany jak i pozostałe teamy. Wszyscy omamieni wizją Telewizji i innych mediów jak i reklam, zostali bezczelnie oszukani przez organizatorów I rundy WMMP, bo jak inaczej nazwać brak reklam billboardowych (widziałem 1 billboard i dwie płachty na ogrodzeniu lotniska...) oraz szumnie zapowiadaną relację w TVP INFO, której oczywiście miało nie być, bo nie było żadnego opisu takiej relacji w programie telewizyjnym! Ale to jest coś co można pominąć (jak również brak bieżącej wody...), a i tak, czy inaczej się ścigać, bo po to tam wszyscy przyjechali. Na miejscu okazało się, że organizator kompletnie zignorował bezpieczeństwo zawodników wytaczając nitkę toru krawężnikami o wysokości 20cm które stosuje się do zwalniania prędkości! Pomijam fakt, że były one czarne, co zdecydowanie utrudnia wizję gdyż asfalt jest również czarny. Na siedem wywrotek pierwszego dnia treningu, było pięć złamań ( udo, miednica, obojczyki, ręce), dlatego, że zawodnicy uderzali w te przeklęte krawężniki! Nie chciałbym zanudzać kibiców długim opisem, ale trzeba wyciągnąć pełne konsekwencję prawne w stosunku do organizatorów, tym bardziej, że wszystkie zespoły poniosły nakłady finansowe, aby startować w Modlinie, ale niestety z winy organizatora, który zaniedbał obiekt pod względem bezpieczeństwa jak i infrastruktury. Nie zapominajmy o zawodnikach, którzy przez niedbalstwo są teraz w szpitalach i czeka ich długa rehabilitacja.

Wszystko przez butę i pychę organizatorów! Tu chciałbym zdecydowanie podziękować Arturowi Wajdzie, który udowodnił że dla niego najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo zawodników, a nie komercyjna strona! Jego osoba bardzo nam zaimponowała i wiemy już z całą stanowczością, że jest to osoba godna zaufania i powierzenia tak odpowiedzialnej funkcji jaką jest Prezes SWM. Jednocześnie chciałbym wytłumaczyć mój stanowczy ton: wzięło się to stąd że najwyższy czas, abyśmy przestali być oszukiwani przez jednostki, które niestety często powtarzają te błędy i należy ukrócić fałszowanie rzeczywistości. Szkopek Team już dziękujemy za organizację jakichkolwiek zawodów! Gdy pojawił się oficjalny komunikat na stronie organizatorów, z ich opisu wynika, iż tacy zawodnicy jak Meklau, Giabbani, Oskaldowicz, Sikora, Wiczyński są zwykłymi tchórzami, bo nie stanęli na starcie! Przecież to jest haniebne i pozbawione jakiegokolwiek wstydu obrażanie zawodników oraz wciskanie ludziom farmazonów. Dlaczego prezes SWM nie został wpuszczony na obiekt tydzień wcześniej? Dlaczego wizytację dopuścili dopiero dzień przed zawodami? Bo myśleli, że jakoś będzie? Na szczęście Oskaldowicz, Sikora, Wiczyński, Górka, mieli odwagę powiedzieć stanowczo nie dla bezczelnej amatorki! A teraz dwa pozytywne aspekty: 1. Cieszę się że Świderek namówił mnie, aby dzieciaki z sierocińców zaprosić w czwartek, a nie w sobotę jak planowałem, dzięki temu były szczęśliwe na widok motocykli i miały przyjemność raczyć się potrawami z grilla w wykonaniu Kropy, były wręcz zachwycone. 2. Wreszcie mamy jedność wśród zawodników, która się okazała przełomowa i jednocześnie nikt nie będzie nas więcej otumaniał. Jestem dumny że mówimy jednym głosem.

  NAS Analytics TAG

Zdjęcia
Komentarze 14
Pokaż wszystkie komentarze
Autor: ciekawniś 05/05/2010 01:27

a gdzie? daj linka!

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę