Motocykl elektryczny dla Kowalskiego?
Od redakcji: Po naszym ubiegłotygodniowym artykule dotycz±cym przeciętnego zainteresowania europejskich motocyklistów elektrycznymi jedno¶ladami dostali¶my od Was sporo maili i komentarzy. W czę¶ci z nich zarzucali¶cie nam rzekomy brak przychylno¶ci do napędów elektrycznych i pominięcie zalet pojazdów na pr±d. Trudno nam się z tym zgodzić, jako że oryginalny tekst odnosił się do wielko¶ci sprzedaży tychże pojazdów. Z liczbami trudno polemizować. Zapewniamy także, że jeste¶my ¶wiadomi zalet elektrycznych pojazdów i potencjału kryj±cego się w nich. ¦cigacz.pl to miejsce wymiany pogl±dów. Każdy kto się z nami nie zgadza może przygotować własny tekst i przedstawić swój pogl±d na dany temat. Także tym razem otrzymali¶my pytanie, czy nie chcieliby¶my opublikować fajnego tekstu pokazuj±cego elektryczn± motoryzację z nieco innego punkt widzenia. Oczywi¶cie że chcieli¶my to zrobić. A zatem życzymy ciekawej lektury i zapewniamy, że większo¶ć z Was dowie się z niej rzeczy o których wcze¶niej nie mieli¶cie (tak jak my) pojęcia.
Na pocz±tku chciałem ten wpis zatytułować „Motocykl elektryczny dla Kowalskiego”, więc zacz±łem kombinować nad takim „przeciętnym Kowalskim”. I wiecie co? Za cholerę nie mogłem doj¶ć sam ze sob± do porozumienia, czym dokładnie miałby się ten Kowalski charakteryzować poza tym, że zgodnie z danymi statystycznymi nie chce on słyszeć o motocyklach pędzonych pr±dem. Dlatego za przykład motocyklisty z elektrycznymi ci±gotami posłużę ja.
Czyli, spróbuję Wam tu naszkicować, jak powinien wygl±dać motocykl elektryczny dla EasyXJRidera.
Sprawa zasadnicza, to sposób wykorzystania maszyny. W moim przypadku zdecydowanie przeważaj± dojazdy do pracy. Jeżeli skojarzymy to z faktem, że najsłabszym z użytkowego punktu widzenia ogniwem w motocyklu elektrycznym, s± (nomen omen) ogniwa, czyli akumulatory wymagaj±ce długiego ładowania(**)… To jasnym stanie się, że taki motocykl elektryczny powinien być z założenia drug± maszyn± w garażu, głównie do dojazdów do pracy, w której nie zależy nam na szybko¶ci ładowania baterii, bo mamy na to cały czas pomiędzy powrotem do domu a wyjazdem następnego dnia do roboty.
Z mojego garażu do parkingu pod biurem mam 56 kilometrów w jedn± stronę. Po drodze dróżki wokołowiejskie, przelotówki, obwodnica Trójmiasta i wreszcie samo miasto. Czyli, pełen przekrój.
Obecno¶ć obwodnicy w rozkładzie jazdy implikuje nam konieczno¶ć jazdy z prędko¶ciami co najmniej 120 km/h. W praktyce, rzadko przekraczam 150. A to z kolei oznacza, że maszyna powinna mieć około 50 „kucyków elektronowych”. Mocy znamionowej – to ważne.
W tym miejscu zaoszczędzę Wam wyliczeń energii pochłoniętej przez motocykl w trakcie dziennej szychty. Będziecie musieli uwierzyć mi na słowo, że do przejechania 112 kilometrów, gdzie na drogach lokalnych nie przekracza się setki, na przelotówkach 120, na obwodnicy 150, a w ruchu miejskim siedemdziesi±tki (tzw „ekwiwalenty ¶redniego zużycia energii), bateria akumulatorów musi mieć pojemno¶ć 17 kilowatogodzin (kWh). Uwzględniaj±c zasilanie o¶wietlenia, zegarów, no i licz±c z pewnym „zapasem bezpieczeństwa”. W końcu tuż przed wyj¶ciem z pracy zawsze może się zdarzyć telefon z domu, ze zleceniem kupienia czego¶ „po drodze”. ¦lubnej się nie odmawia…
Szukałem, co z takimi parametrami (ok. 50KM mocy znamionowej, 17kWh dostępnej energii) ma nam do zaoferowania rynek i doszedłem do wniosku, że nic. Przynajmniej dla mnie. Ceny s± takie, że za te pieni±dze kupiłbym sobie salonow± Haykę, a różnicę w cenie przepalałbym kilkana¶cie lat. Cóż, podoba mi się koncept motocykla zasilanego pr±dem, ale nie aż tak. Kupowanie gotowca, przynajmniej z mojego punktu widzenia, najzwyczajniej w ¶wiecie nie opłaca się!
No, ale przecież od tego się jest majsterkowiczem, żeby pewne rzeczy sobie „wymajsterkować”! Czyli, czy motocyklista maj±cy dostęp do podstawowych narzędzi i kawałka powierzchni na robótki ręczne, będzie w stanie zmajstrować sobie za wyobrażalne pieni±dze to, na co normalnie go nie stać?
Aby to sprawdzić, należy przede wszystkim założyć, że nie mamy (bo nie mamy) dostępu do kosmiczno-militarnych technologii, a maszynę możemy sobie poskładać jedynie z tego, co oferuje ogólny, cywilny rynek.
Zaczynamy od silnika
Przede wszystkim, chciałbym silnik bez-szczotkowy, coby pozbyć się potencjalnie najbardziej zawodnego i zarazem jedynego wymagaj±cego serwisowania elementu motoru. Szybko jednak odpadaj± silniki BLDC (bez-szczotkowe pr±du stałego). Wprawdzie s± lekkie i małe, ale przy zakładanej mocy koszmarnie drogie.
Pozostaje przyjrzeć się silnikom indukcyjnym asynchronicznym. I tutaj miła niespodzianka, gdyż całkiem przyzwoita konstrukcja (do 60kW mocy ci±głej) jest produkowana w Polsce! Nie wiem (nie wnikałem), czy ta polska produkcja jest typu „Czystej”, czy typu „rometowego”, ale zakładam, że jednak możemy być z niej dumni.
Sterownik silnika
Tak, gdyż sam silnik spięty na krótko z bateri± za bardzo się nie przyda. Zwłaszcza, że mój silnik wymaga pr±du przemiennego, a w bateriach będzie magazynowany pr±d stały. Generalnie, sterownik w znacznej mierze decyduje o mocy i momencie obrotowym uzyskiwanych przez silnik i jest konstrukcj± na tyle skomplikowan±, że jego cena jest porównywalna z cen± samego silnika…
Silnik, który sobie upatrzyłem, jest oferowany przez producenta w pakiecie ze sterownikiem umożliwiaj±cym rozwijanie przez zestaw napędowy mocy znamionowej 37kW – czyli spełnia moje oczekiwania, ledwo…
A jakby było mi mało, to mogę zrezygnować z tego zestawu, kupić sam silnik i spi±ć go z kompatybilnym sterownikiem pewnej amerykańskiej firmy, w duecie z którym ten silnik będzie generował 60kW mocy ci±głej. Już jest bardzo nieĽle, jak na maszynę do codziennych dojazdów do pracy. No, ale to „bardzo nieĽle” kosztuje kilka tysięcy więcej…
Inverter DC/DC
Niestety, sterownik to nie jedyne kosztowne ustrojstwo, jakie musiałbym zakupić. Jak zapewne się orientujecie (a może i nie), napięcie uzyskiwane z baterii akumulatorów jest „trochę” większe, niż 12 volt potrzebnych do zasilania o¶wietlenia i zegarów. W moim projekcie, w zależno¶ci od sterownika, bateria podawałaby 72, lub 144 volty. Tak czy inaczej, do takiego „paluszka” instalację dwunasto-voltow± można podł±czyć, ale tylko raz…
Żeby nie zamienić własnego o¶wietlenia w spawarkę, stosuje się pudełka umożliwiaj±ce przełożenie stosunkowo wysokiego napięcia stałego, na takie bezpiecznie niskie. A że jest to proces bardziej skomplikowany, niż przy napięciach przemiennych, to i pudełko jest znacznie droższe niż zwykły transformator prostowniczy.
Bateria
Czyli, najbardziej drażliwy temat – ze względu na koszty. Siedemna¶cie kilowatogodzin, to sporo. Przy czym „sporo” odnosi się zarówno do ceny, jak i masy pakietu. Ale i tak jest znacznie lepiej, niż jeszcze 5 lat temu. Postęp w tej dziedzinie jest niesamowity.
Na rynku mamy całkiem sensowny wybór, nawet w Polsce. Oczywi¶cie, również tutaj występuje dosyć proste przełożenie jako¶ci (przydatno¶ci) i ceny. Czyli, im bardziej co¶ pasuje do mojego motocykla, tym jest droższe. Ja przyj±łem proste założenie: Nie chcę, aby moja bateria ważyła więcej, niż 110 kilogramów, bo to pozwoli mi na utrzymanie masy całego motocykla na akceptowalnym poziomie. Stosuj±c takie kryterium, wytypowałem kilka ogniw różnych producentów spełniaj±cych oczekiwania, a spo¶ród nich najtańsze. Okazało się, że to niemal te same ogniwa, które siedz± w Teslach S.
No i jeszcze sama ładowarka…
Niestety, też znacznie droższa, niż te do akumulatorów rozruchowych.
Pozostałe bambetle
Tutaj w zasadzie kończy się czę¶ć elektryczna dywagacji. Pozostaj± kwestie czysto motocyklowe, jak zawieszenia, owiewki, rama, o¶wietlenie, hamulce, koła… Tutaj każdy może sobie dobierać wedle uznania.
Je¶li chodzi o mnie, to sam± ramę wzi±łbym od poprzedniej generacji DL1000 (bo jest prosta i w±ska), któr± bym w tylnej czę¶ci mocno zmodyfikował. Z kolei wahacz musiałbym zmajstrować samodzielnie, coby pasował do przerobionego silnika. Wszystko to po to, aby spasować cało¶ć w sposób umożliwiaj±cy urwanie kilkunastu kilogramów z wagi cało¶ci.
Cała reszta, to byłaby słodka improwizacja.
Niemałe koszty.
Bez zbędnego przedłużania, cało¶ć wyniosłaby 55 – 60 tysięcy złotych dla wersji z 60 kilowatowym napędem. Sporo.
Jednak z drugiej strony, kiedy wezmę pod uwagę, że przy obecnych cenach pr±du koszt dotarcia do pracy wraz z powrotem wyniósłby 5,2 złotego, kiedy dzisiaj (oszczędna jazda Dziadkiem Gixem) moja kieszeń robi się lżejsza o 38,6 złotego dziennie, różnica na korzy¶ć elektrowozu wyniesie 33,4 złotego. Czyli ponad 6 tysięcy złotych rocznie na samych dojazdach do pracy, a co¶ mi mówi, że przy 60kW silniku i znacznie ponad 100km zasięgu, mógłbym t± maszyn± obskoczyć większo¶ć moich lokalnych pojeżdżawek weekendowych. Jak nic, wyjdzie 10 tysi rocznie na plusie. I to bez uwzględnienia wymian filtrów, oleju czy sprzęgła, których tutaj po prostu by nie było.
Nie trudno policzyć, że w tym układzie „zwrot z inwestycji” wyniesie sze¶ć lat. Jeżeli jednak porównamy to do zakupu spalinówki o zbliżonej mocy (licz±c „na kole”), szala na stronę pr±du przechyli się już po niecałych trzech latach.
Oczywi¶cie, kto¶ może uznać, że porównanie nowoczesnej spalinówki z salonu, do czego¶ składanego z czę¶ci w garażu to z du..y porównanie i pewnie będzie miał rację. Ale ja jestem dziwny i jazda własnoręcznie zbudowan± maszyn± ma dla mnie nieodparty urok. Krótko, jakbym miał te 60 tysi, to już bym sobie „elektrowozika” dziergał.
I to by było na tyle. Oto mamy mój motocykl elektryczny. Niczego nim nigdzie nie wygram, ale w roli osiołka sprawdzi się znakomicie.
Na sam koniec kilka elektrycznych mitów (**) do obalenia.
1. Największym minusem napędu elektrycznego s± akumulatory, które trzeba długo ładować.
Nieprawda. Niedawno w Szwecji przeprowadzono test szybkiego ładowania baterii autobusu, która miała pojemno¶ć 150kWh. Naładowano tego kloca w 6 minut! Czyli mój pakiecik można by naładować (teoretycznie) w 41 sekund…
Problem leży gdzie indziej. Przy tak intensywnym ładowaniu dostarczana chwilowa moc dochodziła do JEDNEGO MEGAWATA. Po prostu dzisiaj szybko¶ć ładowania akumulatorów jest ograniczona przewodno¶ci± przewodów w ogólnodostępnej sieci i wymaganymi pikami mocy, a nie możliwo¶ciami akumulatorów!
2. Akumulatory, zwłaszcza przy częstym „szybkim” ładowaniu maja mał± trwało¶ć, a ich wymiana to praktycznie koszt nowego pojazdu.
Nieprawda i nieprawda. Ogniwa, które rozważam w moich spekulacjach, nawet przy cyklach szybkiego ładowania maj± trwało¶ć 1200 cykli, zanim nast±pi odczuwalny spadek pojemno¶ci. Przy wolnych (nocnych – tak jak zakładam) ładowaniach to będzie ok 1800 cykli. Czyli zanim pomy¶lałbym o wymianie ogniw, przejechałbym moj± elektryczn± dwukółk± 180 tysięcy kilometrów. Znacie kogo¶, kto zrobił tyle jednym motocyklem, jeżdż±c nim gównie do pracy?
A koszt ogniw to w moim „projekcie” niecała połowa.
3. Przy niskich temperaturach (zim±) akumulatory trac± znacznie na pojemno¶ci, a więc cały pojazd traci na zasięgu.
Prawda. Tylko co z tego? Ja nie jeżdżę zim±.
LwG. Pr±d może mieć sens.
(*) Tak było, jak napisałem zajawkę.
P.S. Tekst powstał już jaki¶ czas temu i mog± się zdarzyć minimalne różnice w wyliczeniach.
Od redakcji: Artykuł został pierwotnie opublikowany na stronie stowarzyszenia Kaskiem w Mur i na stronie ¦cigacz.pl znalazł się za wiedz± i zgod± autora.












Komentarze 14
Pokaż wszystkie komentarzeZa t± cenę to można kupić BMW eVolution. Zasięg 100km a przyspieszenie że głowa mała. Masz go od ręki a nie dziergasz rok w warsztacie.
OdpowiedzWitam wszystkich, szczególnie za¶ komentuj±cych. Dziękuję za wszystkie komentarze do mojego tekstu. Mam nadzieję, że nikt z Was nie obrazi się za zbiorcz± odpowiedĽ: → Jasnoksiężnik: ...
OdpowiedzJeżeli mamy być precyzyjni, akumulator gromadzi ładunek elektryczny (w kulombach) albo energię (w watach), a nie różnicę potencjałów nazywan± też napięciem (w woltach). A naładowanie akumulatora 4MWh w 9 minut to w Erze, albo Wojnach Gwiezdnych energi± Mocy, nawet tego swojego małego akumulatorka 15kWh nie naładujesz łatwo w 9 minut, ponieważ potrzeba do tego 700A i 100 kW mocy, czego się nawet z gniazda trójfazowego nie uzyska.
Odpowiedz@Autorze Jednak nadal co¶ mi się nie zgadza. Uwzględniasz, że nie będziesz jeĽdził w czasie 10 dniowego urlopu, a nie uwzględniach sobót i niedziel? Codziennie jeĽdzisz do pracy? :P 33, 4 * 6* 24 = niecałe 5 000, a nie ponad 6, nawet nie odejmuj±c tych 10 dni urlopu i nawet pracuj±c nieco więcej niż 5 dni w tyg. Wiem, że bardzo się czepiam, ale miło, że odpisałe¶, nie spodziewałem się :) Pozdrawiam i powodzenia ;)
OdpowiedzA co z Empulse R ale z tego co pamietam Victory nie ma homologacji jeszcze na Europę, ale bez problemu można Brammo dostać, a to samo co Empulse Victory, nawet s± Brammowe wersje mocniejsze. Na Twoje wymagania Empulse dałby radę tylko je¶li by¶ go w pracy doladowywal, mowię ze swojego do¶wiadczenia bo sam poruszam się elektrykiem (Empulse R). Je¶li by za¶ chciało się większych osi±gów to Energica Ego ale tu już walizka kasy ale niszczy umysł... To tesla wsród motocykli
OdpowiedzI bym zapomniał Ego ma szybkie ładowanie 30 min i 85% baterii naładowane, pewnie potem musi sie balans aktu zrobić ale i tak mega szybko, Empulse potrzebuje 3,5 h od 0 do 100% to nie tragedia rownież ale wielu widzi w tym problem
Odpowiedz@Autorze, piszesz, że nie jeĽdzisz zim±, a oszczędno¶ci na paliwie wyliczasz za 12 miesięcy w ci±gu roku :)
OdpowiedzjeĽdziłem i Victorem i Zero. Jeżeli z czasem obniż± masę akumulatorów i motocykla to będzie to dobra propozycja. Moment jaki ma ten motocykl i sposób oddawania jest fajny.. My¶lę że na miasto na ...
OdpowiedzEmpulse z porownaniem do Zero bije go:)
Odpowiedz"Naładowano tego kloca w 6 minut! Czyli mój pakiecik można by naładować (teoretycznie) w 41 sekund" no chyba nie koniecznie, raczej nie ma jeszcze w sprzedaży baterii zdolnych wytrzymać pr±d ...
OdpowiedzNie 100C tylko 15 kA. To nie jest duży pr±d, tyle, co 15 lokomotyw elektrycznych na raz.
OdpowiedzAutorze i ekipo ¶cigacz.pl - dziękuję za artykuł. Ja jestem wszystkimi kończynami za pojazdami elektrycznymi, ale nie za wszelk± cenę (podobnie jak Autor). Przede wszystkim: cieszy mnie ...
Odpowiedz