Mandat za wydech, którego nie by³o
Kierowca czarnego Dodge’a Chargera EV z Minnesoty przeżył sytuację, która spokojnie mogłaby trafić do zestawienia największych motoryzacyjnych absurdów.
Podczas spotkania fanów tuningu w mieście Stilwater jego elektryk zwrócił uwagę lokalnej policji. Funkcjonariusz wskazał auto, zatrzymał je na stacji benzynowej i rozpoczął kontrolę. Zarzut? Zbyt głośny wydech. Patrolowemu nie przeszkodził fakt, że w elektryku nie ma żadnego wydechu.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »
Charger EV faktycznie został wyposażony w system Fratzonic Chambered Exhaust, czyli fabryczną technologię generującą dźwięk przypominający rasowy motor. Ma homologację i działa w różnych trybach jazdy, jednak czy rzeczywiście przekracza dopuszczalne normy hałasu? To mocno wątpliwe. Kierowca próbował to tłumaczyć, ale policjant nie zamierzał zmieniać zdania. Skoro nie udało się z wydechem, mundurowy sprawdził inne elementy, poczynając od przyciemnienia szyb, aż po przód auta. Ponieważ nie znalazł przedniej tablicy rejestracyjnej, a w Minnesocie jest to wykroczeniem, mógł dołożyć właścicielowi pojazdu kolejną cegiełkę mandatową.
Efekt? Mandat za zakłócanie spokoju, hałas i brak tablicy. Policjant przypomniał też, że wcześniej ten sam kierowca miał już problem z głośnym autem, tyle że wtedy rzeczywiście był to spalinowy model. Teraz jednak sytuacja jest kuriozalna. Sprawa będzie miała zresztą dalszy ciąg, bo właściciel elektrycznego Chargera nie zamierza odpuścić i kieruje sprawę do sądu.
Czy ma szansę na wygraną? W Stanach nic nie jest pewne. To kraj, w którym wolność jednostki miesza się z biurokratycznymi paradoksami i absurdalnymi interpretacjami przepisów. Elektrowóz, który opublikował powyższe rewelacje, przypomina również, że podobny przypadek dotknął Teslę, która została ukarana za brak certyfikatu zgodności z kalifornijską ustawą o czystym powietrzu. Elektryków nie da się przecież podłączyć do sondy badającej spaliny, bo spalin nie produkują. Urzędnikom to jednak nie przeszkadzało.
Innymi słowy, trudno przewidzieć, co zdecyduje sędzia z Minnesoty, ale możemy się chyba zgodzić, że przepisy przestają nadążać za postępem w dziedzinie motoryzacji.







Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze