X-01 to duñski styl i elektryczna moc
Są motocykle, które wyglądają jak manifest. Są też takie, które robią swoje bez krzyku, ale wciąż wywołują opadanie szczęki. I właśnie w tę drugą kategorię celuje X-01, czyli elektryczny koncept ze Skandynawii, który uderza w gusta fanów nowoczesnej inżynierii i czystego designu.
Pierwszy raz pisaliśmy o tym projekcie w czerwcu, natomiast warto o nim przypomnieć, bo zdecydowanie ma potencjał na coś więcej, niż tylko jednosezonową ciekawostkę. X-01 powstał w Danii i został zbudowany przez ludzi, którzy naprawdę wiedzą, co robią. Chodzi o dwie postacie, czyli Daniela Kemnitza i Manvendra Shaktawata, którzy mają w CV współpracę z Red Bull Advanced Technologies, BMW, Tata czy Piaggio. Ale tamte wyzwania to już przeszłość, bo teraz prezentują swój pierwszy motocykl jako marka Diem Motors. I trzeba przyznać, że wyszło im to nad wyraz dobrze.
X-01 to nie kolejna elektryczna maszyna próbująca udawać spalinowego klasyka ani nie cyberpunkowy potwór pełen świecidełek. To minimalistyczna, elegancka bryła z jedną belką w roli ramy, jednostronnym wahaczem i silnikiem montowanym w piaście - dokładnie, axial-flux, czyli coś, czego nie spotyka się codziennie na ulicy. Taka konfiguracja oznacza bezpośrednie przeniesienie napędu na tylne koło, bez łańcucha, bez zębatek, bez przekładni. Tylko czysta moc i zero smaru pod paznokciami. Moc to około 47 koni, czyli więcej niż wystarczająco, by sprawnie śmigać po mieście, a i poza miejskim zgiełkiem.
Niektórzy mogą kręcić nosem na masę nieresorowaną przy piaście, bo wiadomo, że więcej wagi na kole to potencjalne minusy przy ostrzejszej jeździe. Ale to projekt, który i tak już wyprzedza wiele seryjnych maszyn pod względem rozwiązań technicznych i estetyki. Skoro już o estetyce mowa, X-01 przypomina nieco Ultraviolette F99, może nawet coś z Aston Martina AMB 001, ale nie kopiuje. Ma własny styl, swoje linie, swoją dumę.
Do tego, w przeciwieństwie do wielu startupów, które z hukiem zapowiadają elektryczne rewolucje i znikają szybciej niż dym spod opon, Diem działa z klasą. Bez fanfar i bez PR-owej piany. Debiut w Berlinie w czerwcu, wcześniej pokaz w Weronie. Do tego zero nadęcia. Tylko konkret i konsekwencja. Nawet ekran TFT, pełne oświetlenie LED, porządny widelec Showa i hamulce Brembo znalazły się na pokładzie. Żadnego taniego plastiku i ściemy, a jak niestety wiemy, to w świecie EV wcale nie jest takie oczywiste.
Diem sam opracowuje ramę, silnik i baterie, co pozwala trzymać jakość w ryzach i sprawnie połączyć sprzęt z oprogramowaniem. To nie jest projekt z katalogu, tylko coś od A do Z przemyślanego. Co dalej? W chwili obecnej nie wiadomo niestety, czy ten ciekawy jednoślad trafi do produkcji, kiedy i w jakiej formie. Ale już teraz czuć, że to nie jest wydmuszka. Będziemy trzymać kciuki za ten projekt, nawet jeśli nie ma benzyny we krwi.


Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze