tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Wyścigi uliczne - szlachetny sport czy rzymskie igrzyska? [OPINIA]
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Wyścigi uliczne - szlachetny sport czy rzymskie igrzyska? [OPINIA]

Autor: Konrad Bartnik 2018.07.14, 09:21 10 Drukuj

Wyścigi na trasach wytyczonych ulicami miast i wiejskimi drogami uchodzą za ostatni bastion pierwotnego, dzikiego i “czystego” sportu motocyklowego. Ogromne ryzyko, jakie ze sobą niosą i liczne ofiary śmiertelne wśród zawodników każą się jednak zastanowić, czy buzujące emocje i podtrzymywanie legendy są tego warte?

Na samym wstępie chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że poniższa opinia jest wyłącznie moim, prywatnym zdaniem w tej kwestii i w żaden sposób nie mówię tu za innych członków redakcji Ścigacz.pl, ani nie wygłaszam żadnego oficjalnego oświadczenia portalu.

Dotarła wczoraj do nas fatalna wiadomość o kolejnej ofierze śmiertelnej wyścigów ulicznych, tym razem w czasie imprezy Southern 100 na wyspie Man. Zginął 26-letni James Cowton, a drugi uczestnik tego zdarzenia jest w stanie krytycznym. Wcześniej w tym sezonie ginęli inni, w tym doświadczeni i utytułowani kierowcy: William Dunlop, Dan Kneen oraz Adam Lyon. Czterech doskonałych sportowców w przeciągu 1,5 miesiąca, nie licząc tych ciężko  kontuzjowanych. Często - za często, żeby uważać to za coś normalnego.

Dla porównania - ostatnia ofiara na dużej imprezie na zamkniętym torze to Marco Simoncelli, który zginął na Sepang w 2011 roku - siedem lat temu. W tym sezonie tragedia przydarzyła się jeszcze 14-letniemu Andreasowi Perezowi w czasie juniorskich wyścigów w Katalonii. Obaj ci zawodnicy zginęli jednak na skutek najechania na nich przez innych kierowców, totalnie bez związku z infrastrukturą i poziomem zabezpieczeń toru.

W starciach ludzi z tych dwóch światów padają często ciężkie słowa - z jednej strony tych od wyścigów ulicznych określa się mianem szaleńców, a tym startującym na torach zarzuca brak odwagi i często umiejętności.

Hazard ostateczny

Osobiście uważam, że Marquez czy Rea - aktualni mistrzowie MotoGP i WSBK - zdecydowanie mają na tyle talentu, żeby z powodzeniem startować na Man czy w innych imprezach ulicznych, ale nie robią tego świadomie. W tych wyścigach bowiem, do umiejętności czysto sportowych, dochodzi niezbędna doza zwykłego szczęścia. W ciasnych uliczkach, otoczonych krawężnikami, płotami, murkami, znakami drogowymi i drzewami, warunki zmieniają się z godziny na godzinę, jest masa niewiadomych. I choćby ktoś chwalił się wyrobioną przez lata znajomością trasy, zawsze jest to loteria, fart, losowanie.

Veni, Vidi i nie zawsze Vici

Dlatego właśnie motocyklowe wyścigi uliczne są dla mnie bardziej rzymskimi igrzyskami, niż imprezą sportową. Zawodnicy są zresztą często określani mianem gladiatorów, choć pewnie w celu podkreślenia ich hartu i odwagi. Dla mnie to gladiatorstwo to raczej chęć zaspokojenia oczekiwań tłumów, przybywających jak na piknik, poprzez położenie na szali własnego życia. Trasy wyścigów ulicznych już dawno przestały być w rozsądny sposób skorelowane z aktualnymi możliwościami wyczynowych motocykli. Teraz to już tylko dobrowolne wrzucanie się do “bębna maszyny losującej”, o czym świadczą wydarzenia ostatnich tygodni.

Nie nawołuję przy tym do stanowczego odesłania wyścigów ulicznych na śmietnik historii. Dla wielu zawodników to całe życie, nie mówiąc już o rozpędzonej machinie ekonomicznej - zyski z wyścigów i turystyki to znaczna część dochodów mieszkańców wyspy Man. Wierzę, że każdy podejmuje własne decyzje i jest odpowiedzialny za własne życie. Chciałbym też wierzyć, choć nie wydaje mi się, że zawodnicy z Man są w swojej działalności w zgodzie z własnymi rodzinami. Ciągły stres dzieci, partnerek, rodzeństwa i rodziców musi być ogromny.

Fałszywe legendy

Kolejna powtarzająca się opinia trąci tanim romantyzmem - “zginął za to, co kochał”. Ja tego totalnie nie kupuję, w śmierci na motocyklu nie ma dla mnie nic, podkreślam NIC szlachetnego. Zginąć w chwale za coś takiego można na wojnie lub w akcji ratunkowej, jak ostatnio tajski nurek w jaskini, w drodze po uwięzionych chłopców. Po początkowej medialnej burzy, kondolencjach i wspominkach pozostaje tylko pustka i wieloletni ból bliskich. Już dawno stworzyliśmy sposoby na bezpieczne ściganie się przy ogromnych prędkościach, a mimo to wciąż wysyłamy kilku kierowców rocznie na tamten świat. Celowo używam słowa “my”, bo bez zainteresowania mediów i kibiców tych wyścigów już dawno by nie było.

Wierzę w sport, który jest sportem - prezentacją formy i umiejętności, a nie odwagi i gotowości do nadmiernego ryzyka. Podziwiam wybitnych zawodników, którzy otrzepawszy się ze żwiru, są w stanie pogadać z rywalami przy wieczornym piwku o popełnionych błędach. W samym bieżącym sezonie - regularne gleby Rinsa, Crutchlowa, Dovizioso, Pedrosy - na wyspie Man mogłyby się skończyć fatalnie.

Granice prędkości, maksymalnych pochyleń, szczyty rozwiązań technicznych mamy już dawno za sobą - to, co ekscytowało w pionierskich latach wyścigów motocyklowych, dziś jest już dla mnie pozbawionym sensu graniem pod publikę - której zresztą oglądanie tego nic nie kosztuje.

Piknik pod wiszącą skałą

Co roku, patrząc na piknikową atmosferę na Man, zastanawiam się, ile newsów z czarno-białym zdjęciem przyjdzie mi tym razem napisać? Po co pielęgnować mit motocykla jako maszyny śmierci, dawać paliwo przeciwnikom, dobrowolnie spychać się do getta szaleńców? Czy zdajemy sobie sprawę, że żyjąc w świecie bez wojen i względnym dobrobycie, bawi nas oglądanie tego, jak inni wystawiają się na śmiertelne ryzyko? Często tylko po to, by loga sponsorów mignęły nam przed oczami?

Zawodnicy są dorośli, wytrenowani, nabuzowani adrenaliną i decydują za siebie - to fakt. Część ich decyzji jest jednak na kibicowskich barkach. Uważam, że niesienie jej przychodzi nam zbyt łatwo.

NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjęcia
NAS Analytics TAG
Komentarze 6
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    NAS Analytics TAG
    na górę