tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Valentino Rossi zdradza, czy to bdzie jego ostatni sezon w MotoGP. Morbidelli gotowy na walk o tytu
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
motul belka 950
NAS Analytics TAG
motul belka 420
NAS Analytics TAG

Valentino Rossi zdradza, czy to bdzie jego ostatni sezon w MotoGP. Morbidelli gotowy na walk o tytu

Autor: Mick Fiakowski 2021.03.03, 19:41 Drukuj

Po 19 latach w fabrycznych ekipach, Valentino Rossi w tym sezonie znów wystartuje w barwach prywatnego zespołu. Czy jednak będzie to jego ostatni rok w MotoGP? Jak do rywalizacji z nim podchodzi nowy team-partner i stary przyjaciel Franco Morbidelli?

Poprzedni sezon był dla 42-letniego dziś "Doktora" najgorszym w trwającej od 1996 roku karierze w mistrzostwach świata. Włoch tylko raz stanął na podium, a zmagania zakończył na odległym, 15. miejscu w tabeli, pierwszy raz w życiu wypadając poza pierwszą dziesiątkę generalki. 

NAS Analytics TAG

Co prawda Vale nie wystartował w dwóch wyścigach z powodu zarażenia koronawirusem, ale nawet to niewiele zmienia, bo tylko cztery z dwunastu wyścigów kończył w pierwszej piątce, a aż pięć razy nie dojeżdżał do mety, choć nie zawsze z własnej winy.

Nie to sprawiło jednak, że Yamaha postanowiła wydelegować swoją legendę do satelickiego zespołu Petronasa. Ta decyzja zapadła jeszcze przed startem sezonu 2020, a sezon 2019 wcale nie był o wiele lepszy. Vale tylko dwukrotnie stanął wówczas na pudle, kończąc zmagania na siódmym miejscu w tabeli. Na szczycie podium nie stał z kolei aż od 2017 roku.

Łatwo jest sugerować, że dziewięciokrotny mistrz świata najlepsze lata ma już za sobą, ale mimo wszystko "Doktor" nadal jest wystarczająco szybki, aby rywalizować w czołówce MotoGP. Na dodatek, mimo coraz mniejszych sukcesów, nadal przyciąga przed telewizory, na tory i do swoich fan-sklepów miliony kibiców.

Co prawda widzimy, że w jego relacjach z Yamahą coraz mocniej karty rozdaje japońska marka, ale Rossi nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, a swojego rodzaju "degradacja" z fabrycznej ekipy do prywatnego zespołu Petronasa to dla niego także w pewnym sensie nowa szansa.

"Byłem fabrycznym zawodnikiem przez 19 lat, ale moje dwa pierwsze sezony w klasie 500 spędziłem w zespole prywatnym - powiedział nam dzisiaj podczas specjalnej sesji zoom z dziennikarzami MotoGP. - Oczywiście to było 20 lat temu i w zupełnie innych realiach, ale czułem się wtedy bardzo komfortowo. W tym roku przy moich motocyklach będzie mniej ludzi, ale sposób pracy prywatnej ekipy jest nieco inny. Nie musimy poświęcać czasu na rozwój motocykla. Możemy skupić się na pracy wyłącznie pod kątem wyścigu. Nadal będę dysponował pełnym wsparciem Yamahy, a zespół Petronasa pokazał przez ostatnie dwa lata, że potrafi walczyć o zwycięstwa, więc nie mogę się doczekać sezonu".

Mniejsza presja wcale nie oznacza jednak mniejszych oczekiwań. "Ścigam się od dawna, ale nie robię tego po to, aby po prostu spędzać czas. To dla mnie bardzo ważny sezon. Dwa ostatnie były poniżej moich oczekiwań. Szczególnie jeśli chodzi o wyniki, dlatego to właśnie wyniki będą w tym roku kluczem. Chcę walczyć o podia i zwycięstwa, i być konkurencyjny przez cały rok. Nawet jeśli z uwagi na covid sytuacja nie wróci do normy, mam nadzieję, że to będzie normalny sezon, a by będziemy ścigać się na normalnych torach o normalnych porach".

Szef zespołu Petronasa, Razlan Razali, zdradził, że w kontrakcie z Yamahą zapisane są klauzule dotyczące wyników, choć ani on, ani manager ekipy, Johan Stigefelt, nie chcieli powiedzieć dokładnie jakie. Zazwyczaj takie klauzule oznaczają, że aby mieć możliwość negocjacji nowej umowy, do danego momentu sezonu zawodnik musi być np. na danej pozycji w klasyfikacji generalnej.

Kontrakty kontraktami, ale Valentino sam nałożył na siebie deadline. "Chcę najpierw przejechać połowę sezonu, a później, podczas wakacyjnej przerwy, zdecyduję, czy przedłużyć umowę na kolejny rok. Chciałbym to zrobić, ale decyzja będzie uzależniona od wyników. Jeśli będę szybki i będę w stanie walczyć o podia oraz o zwycięstwa to zostanę na kolejny rok, a jeśli nie, to nie. To jednak tylko moja wizja. Nie rozmawiałem jeszcze o tym z Yamahą i zespołem. Może powiedzą mi, że nie mam wyboru" - zażartował na koniec, ale w jego słowach - z uwagi na wspomniane klauzule, jest nieco prawdy.

Drugi z managerów zespołu Petronasa, Wilco Zeelenberg, zdradził dzień wcześniej, że jego zdaniem Rossi spędza zbyt dużo czasu analizując dane i najdrobniejsze detale, przez co marnuje energię zamiast skupić się na szerszym obrazie sytuacji. Wygląda więc na to, że Włocha czeka w tym roku zmiana stylu pracy, ale on sam nie ma z tym problemu. "Jestem otwarty - mówi zapytany o słowa Holendra. - Tak czy inaczej w zespole prywatnym nad motocyklem pracuje mniej ludzi, więc możesz się skupić na pracy pod kątem wyniku w wyścigu i nie musisz martwić się pracami rozwojowymi, które są bardzo czasochłonne".

Z biegiem lat zmienia się także trening Rossiego. "Im jesteś starszy, tym ciężej musisz pracować. Szczególnie jeśli chodzi o wydolność, dlatego trenuję więcej, zarówno na motocyklu, jak i np. jeśli chodzi o bieganie. Czuję się dobrze, ale lepszy obraz sytuacji dadzą dopiero pierwsze testy. Co ważne, w tym sezonie przygotowania były znów normalne. Rok temu o tej porze, na początku marca, wszystko stanęło na trzy miesiące i nie wiedzieliśmy kiedy i czy w ogóle sezon ruszy".

Rok temu start sezonu opóźniła pierwsza fala koronawirusa i choć ostatecznie udało się ruszyć i z powodzeniem przeprowadzić skrócone do 14 rund zmagania, to jednak niedawno padok MotoGP stracił jedną z kluczowych postaci, właśnie przez covid.

Pod koniec lutego po dwumiesięcznej walce z koronawirusem zmarł były mistrz świata i manager jednego z największych zespołów w padoku, Fausto Gresini. "To bardzo smutne. Fausto był w dobrej formie, miał 60 lat, a mimo wszystko zmarł na covid, a to pokazuje, że zakażenie może skończyć się w najgorszy możliwy sposób nawet gdy jesteś zdrowy. Znałem Fausto osobiście od dziecka, bo mój ojciec był zawodnikiem. Pamiętam jego pojedynki na torze, a później sam walczyłem z jego zawodnikami w MotoGP. Fausto był bardzo ważny dla wszystkich Włochów w padoku. Jego zespół ma siedzibę zaledwie 15 km od naszego, więc często rozmawialiśmy. To wielka strata".

Mistrz i uczeń

Po kilku latach dzielenia garażu Yamahy z szybkimi Hiszpanami, najpierw Jorge Lorenzo, a następnie Maverickiem Vinalesem, w tym roku Vale dołączy do swojego rodaka i wielkiego przyjaciela, Franco Morbidelliego. 

Były mistrz świata klasy Moto2 dzień wcześniej opowiadał nam, że utrzymanie dobrych relacji nigdy nie jest łatwe gdy jest się bezpośrednimi rywalami, ale wygląda na to, że dla obu zawodników jest to priorytetem. "Jesteśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi i pracowaliśmy razem nad tym, aby trafił do MotoGP, więc cieszę się, że będziemy teraz ścigać się w jednym zespole - mówi Vale. - Nie będzie to łatwe, ale mamy naprawdę bliską relację i postaramy się, żeby było dobrze. Najważniejsze, abyśmy obaj byli konkurencyjni".

Morbidelli podchodzi do sytuacji podobnie, choć nieco bardziej filozoficznie. "Nic się nie zmieni. Oczywiście walczymy o wysoką stawkę, ale wyścigi to nadal tylko gra. Gra w którą gramy od dziecka, ale nadal tylko gra, a ludzki aspekt, przyjaźń i miłość są ważniejsze niż gry. Poza tym Vale zawsze we mnie wierzył. Zarówno wtedy, gdy nie było ze mną nikogo w 2012 roku, jak i wtedy gdy miałem trudny sezon w MotoGP w 2018 roku".

Choć Rossi będzie miał do dyspozycji motocykl w najnowszej specyfikacji, a Morbidelli tę samą maszynę w wersji 2019 co rok temu, to jednak względem niego oczekiwania zespołu są wyraźnie wyższe.

"To prawda - mówi Zeelenberg. - Rok temu Franko było trzeci, a Vale? Szczerze mówiąc nawet nie pamiętam który, chyba 15? To mówi wszystko. Z drugiej strony rok temu sezon był tak zacięty, że Fabio w dwie rundy spadł z drugiego na ósme miejsce, więc wszystko jest możliwe. Rok temu zaczęliśmy sezon przykładając więcej wagi do Fabio, ale Franco podkręcił tempo".

Morbidelli: Artysta gotowy na dzieło życia

Franco także zdaje sobie sprawę z nowych okoliczności w jakich się znalazł. "Nie będę się ukrywał za wyuczonymi formułkami. Rok temu miałem mocny sezon, czułem się dobrze na motocyklu i byłem gotowy wycisnąć z niego wszystko na poziomie, jakiego nikt się nie spodziewał. To mój obowiązek, aby w tym roku to powtórzyć i walczyć tytuł". 

Morbidelli odrobił pracę domową już dwa lata temu. "Od 2019 roku podchodzę do swojej pracy dużo bardziej poważnie. Więcej trenuję i lubię to. Musiałem spoważnieć i miało to odbicie w wynikach. To nie jest łatwe, ale dobrze się bawiłem przechodząc przez te trudne chwile podczas przygotowań i przyniosło to efekty".

Nad czym jednak pracował tej zimy? "Starałem się poprawić jazdę na jedno okrążenie. Rok temu wywalczyłem dwa pole position, ale na pewno mogę poprawić ten aspekt. Trenowałem na siłowni i na motocyklu. Starałem się skupić na byciu mocniejszym na jednym okrążeniu".

Rzeczywiście trudno nie zauważyć kroku, jaki rok temu Franco zrobił po tym, jak sezon wcześniej został mocno w cieniu debiutującego Quartararo. "Po sezonie 2019 byłem mocno sfrustrowany i ta frustracja sprawiła, że wyciągnąłem z siebie coś, czego się nie spodziewałem. Wykorzystam to uczucie także w tym oku i mam nadzieję, że również zadziała".

Powodem do dalszej frustracji może być niestety motocykl. Nie chodzi tylko o problemy z silnikiem, które udało się już co prawda rozwiązać, ale o specyfikację maszyny.

Z uwagi na ograniczenia budżetowe, jeszcze przed startem sezonu 2020 Petronas na ten rok zamówił dla Morbidelliego taką samą maszynę, jak ta z poprzedniego sezonu. Co prawda nikt nie spodziewał się, że w końcówce sezonu Włoch nagle zacznie walczyć o tytuł, ale wtedy było już za późno, aby zmienić zamówienie czy nawet znaleźć dodatkowy budżet.

Teoretycznie może to więc być frustrujące, ale z drugiej strony ma to swoje zalety, bowiem rok temu wiele razy maszyna 2019 była lepsza niż dość mocno zmieniona wersja 2020. Ważniejsze od części, dla zawodnika jest coś innego. "Rok temu zepsuliśmy kilka wyścigów z powodu małych technicznych detali, dlatego w tym roku musimy o nie bardziej zadbać aby nie marnować punktów" - powiedział bez wchodzenia w szczegóły.

Wiele osób porównuje Morbidelliego do artysty. Czy Frankie w tym sezonie stworzy swoje dzieło życia? Mimo starszego motocykla walka o tytuł wcale nie jest wykluczona.

"To prawda, jest jak artysta, ale jest też gotowy do walki o tytuł - podkreśla Razali. - Był już w tej sytuacji gdy walczył o mistrzostwo w Moto2. Jest bardziej dojrzały niż Fabio. Gdy ten przyćmił go na początku jako debiutant, później Franco podkręcił tempo. Wie, że znów może to zrobić, a my wierzymy, że ma szansę na walkę o tytuł".

Co dalej z Petronasem?

Dla całej ekipy sezon 2020 będzie wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. To trzeci i ostatni rok jej aktualnego kontraktu z Yamahą.

Z jednej strony już rok temu słychać było głosy, że zespół nie jest zadowolony z roli jedynie klienta, a nie partnera Yamahy. Takie same uwagi miał wcześniej Herve Poncharal, stąd odejście Tech 3 z Yamahy pod skrzydła KTM-a.

W ostatnich miesiącach dużo mówiło się o tym, że Petronas może połączyć siły z Suzuki, zakończyć współpracę z Yamahą i wystawić druga ekipę marki z Hamamatsu. Wygląda na to, że tak się jednak nie stanie.

"Rozpoczęliśmy rozmowy o przedłużeniu umowy z Yamahą na kolejne pięć lat już w grudniu i mamy już pierwszą wersję umowy. Mam nadzieję, że do czerwca wszystko będzie jasne. Naszą intencją jest kontynuowanie współpracy z Yamahą" - mówi Razali.

Malezyjczyk przyznał także wprost, że taka decyzja uzależniona jest całkowicie od intencji głównego sponsora, Petronasa, a ten chce kontynuować współpracę z Yamahą nawet mimo różnicy zdań wewnątrz teamu. 

Razali zdradził również, że Yamaha zamierza zwiększyć zaangażowanie w projekt Petronasa i wspólnie przyjrzeć się także zawodnikom z mniejszych klas. "Mam nadzieję, że dopniemy wszystko do czerwca, bo nienawidzę gdy mówią o nas "zespół kliencki". - podkreślił.

Jak na ironię największa konkurencja jeśli chodzi o rolę drugiego zespołu Yamahy może nadejść dla Petronasa ze środka ich własnego boksu. W końcu w tym roku w MotoGP debiutuje ekipa Valentino Rossiego. Co prawda póki co z jednym motocyklem Ducati dla Luki Mariniego, ale z uwagi na wspólną historię Yamaha z pewnością chętnie usiądzie z Rossim do stołu. Razali zdaje sobie sprawę z delikatności sytuacji i nie wyklucza połączenia sił, choć sytuacja jest także uzależniona od Petronasa.

Z jednej strony jest tutaj duży potencjał do współpracy, z drugiej obszar potencjalnych tarć. O ile nie ma się co martwić o relacje Rossiego z team-partnerem, o tyle pytanie brzmi jak jego własne ambicje i plany na przyszłość wpłyną na tegoroczne relacje z ekipą.

 

Czy sezon 2021 będzie łabędzim śpiewem Doktora? Napisz w komentarzu, co sądzisz?

NAS Analytics TAG

NAS Analytics TAG
Zdjcia
NAS Analytics TAG
Komentarze
Poka wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s prywatnymi opiniami uytkownikw portalu. cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialnoci za tre opinii. Jeeli ktrykolwiek z komentarzy amie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunity. Uwagi przesyane przez ten formularz s moderowane. Komentarze po dodaniu s widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadajcym tematowi komentowanego artykuu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu cigacz.pl lub Regulaminu Forum cigacz.pl komentarz zostanie usunity.

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualnoci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep cigacz

    motul belka 950
    NAS Analytics TAG
    na gr