Unia ratuje spalinówki przed zagładą. Szef Fiata wściekły na Brukselę
Unia Europejska wciska hamulec w swojej szalonej gonitwie za całkowitym wyeliminowaniem spalinówek po 2035 roku. Bruksela właśnie ogłosiła, że producenci nie będą musieli osiągnąć absolutnego zera emisji CO2 w nowych pojazdach od tego terminu.
Zamiast tego pozwoli na sprzedaż ograniczonej liczby pojazdów emitujących dwutlenek węgla, pod warunkiem że resztę zrekompensują sprytnymi trikami, takimi jak stosowanie stali o niskiej emisji czy paliw odnawialnych. Oficjalnie cel neutralności klimatycznej pozostaje nietknięty, ale droga do niego staje się trochę mniej stromą autostradą.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSYŁKA GRATIS »
Dla nas, fanów ryczących silników, to brzmi bardzo dobrze, ale nie wszyscy skaczą z radości. Antonio Filosa, który dowodzi europejską częścią koncernu Stellantis, właściciela między innymi Fiata, w szczerej rozmowie z Financial Times nie owijał w bawełnę. Stwierdził wprost, że te nowe pomysły z Brukseli po prostu nie dadzą rady spełnić oczekiwań. Według niego brakuje tam solidnego planu na realny wzrost dla całego sektora motoryzacyjnego na Starym Kontynencie. Bez perspektyw na rozwój trudno pompować kasę w nowe fabryki czy technologie, a to z kolei blokuje tworzenie mocnego łańcucha dostaw, który jest kluczowy nie tylko dla branży, ale też dla etatów, zamożności i nawet bezpieczeństwa całej Europy.
Największy zgrzyt budzą te mechanizmy kompensacyjne. Komisja Europejska chce, żeby firmy odkupowały swoje grzeszki emisjami poprzez inwestycje w zieloną stal czy odnawialne paliwa. Filosa ostrzega, że to drogie zabawy, które na dużą skalę mogą być poza zasięgiem producentów masowych marek. Łatwiej o to premium graczom, którzy sprzedają droższe fury, a nie popularne wozy dla zwykłych ludzi. W praktyce to nie jest wielki powrót klasycznych spalinówek, tylko trochę mniej bolesne administracyjne ich uśmiercanie.
W branży opinie są jak na ostrym zakręcie, mocno podzielone. Francuskie Renault widzi w tych zmianach sensowny krok ku rozwiązaniu części bolączek sektora. Z kolei niemieckie stowarzyszenie VDA narzeka, że wszystko jest zbyt zagmatwane i ciężkie do wprowadzenia w życie. Ten chaos pokazuje, że nawet po tej korekcie producenci nie dostali jasnego, stabilnego kursu, a właśnie przewidywalność przepisów jest paliwem dla wielkich decyzji inwestycyjnych na lata.
Dla zwykłych kierowców i rynku to żadna rewolucja. Firmy nie rzucą nagle swoich planów elektryfikacji, większość świeżych modeli nadal będzie projektowana pod coraz surowsze limity emisji. Ceny nowych samochodów raczej nie polecą w dół, bo koszty tej całej transformacji napędów dalej wjadą w rachunek klienta. Te unijne poprawki to bardziej księgowa gimnastyka niż prawdziwa ulga dla portfela.
Porównując z tym, co dzieje się za oceanem, Europa wygląda na dość sztywną. W Stanach Zjednoczonych naprawdę cofnęli się od agresywnych celów klimatycznych w autach, obcięli dopłaty do elektryków, a producenci znowu ładują pieniądze w hybrydy i tradycyjne silniki. U nas kierunek zasadniczo ten sam, w 2035 roku większość nowych rejestracji i tak ma być elektryczna, a te obecne modyfikacje nie zachęcą nikogo do wielkiej zmiany kursu.
Podsumowując, te zapowiadane złagodzenia nie cofają zakazu spalinówek i nie dają branży nowego, pewnego gruntu pod nogi. To raczej próba schłodzenia gorącej dyskusji, bez zmiany tempa czy kierunku wielkiej zmiany. Dla gigantów jak Stellantis oznacza to dalszą jazdę w regulacyjnej mgle, bez wyraźnych warunków do większych inwestycji. Wychodzi na to, że Europa nadal próbuje żonglować sprzecznymi celami, nie decydując jasno, kto i jak zapłaci za tę zieloną rewolucję. To prawie gotowy przepis na problemy.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze