Unia szykuje porz±dki w ³adowarkach. Co to oznacza?
Europa znów zagląda w przewody i gniazda, tym razem jednak nie chodzi o kolejne regulacje dotyczące elektroniki użytkowej. Na celowniku pojawiły się rowery elektryczne oraz cała rodzina lekkich pojazdów wspomaganych prądem.
Organizacje środowiskowe z Niemiec, z Deutsche Umwelthilfe na czele, zwróciły uwagę Komisji Europejskiej, że rynek e-rowerów i lekkich, dwukołowych elektryków, coraz bardziej przypomina dawne czasy chaosu kabli od telefonów, gdzie każdy producent miał własny standard, a użytkownik musiał nosić ze sobą kilka ładowarek.
W ocenie Deutsche Umwelthilfe doprowadziło to już do sytuacji, w której swobodne korzystanie z tego rodzaju transportu zaczyna być ograniczane przez zwykłą niekompatybilność sprzętu. Rower elektryczny turysty nie zawsze da się naładować w pensjonacie, właściciel kilku e-pojazdów musi trzymać w szafie cały zestaw przewodów, a plany budowania publicznych stacji ładowania praktycznie stoją w miejscu, bo nie da się oprzeć infrastruktury na dziesiątkach różnych złączy.
Dlatego powrócił pomysł, aby Unia Europejska zrobiła w tym segmencie dokładnie to samo, co wcześniej wymusiła na producentach telefonów. Chodzi o jeden, wspólny standard ładowania, który mógłby objąć rowery elektryczne, rowery cargo oraz inne lekkie pojazdy na prąd poruszające się w miastach. Zwolennicy twierdzą, że ułatwiłoby to życie użytkownikom, zmniejszyło ilość elektrośmieci i otworzyło możliwość realnego rozwoju punktów ładowania, także w miejscach odwiedzanych przez motocyklistów czy rowerowych podróżników. To właśnie motoryzacyjne środowisko coraz częściej styka się z elektryczną mobilnością, choćby podczas wspólnych wypraw i w czasie rozbudowy infrastruktury w regionach turystycznych.
Od propozycji do obowiązującego prawa droga wydaje się daleka, ale zmiana może zostać wdrożona poprzez aktualizację unijnego rozporządzenia dotyczącego baterii, a także poprzez modyfikacje w przepisach związanych z ekoprojektem. W praktyce oznaczałoby to, że producenci e-rowerów musieliby przestawić się na uniwersalne złącze, podobnie jak firma elektroniki użytkowej musi stosować USB C w smartfonach. To rozwiązanie uprościłoby codzienne korzystanie ze sprzętu i pozwoliło zapomnieć o adapterach oraz o tym, czy w danym miejscu uda się w ogóle podpiąć elektryczny jednoślad do prądu. Przede wszystkim jednak stworzyłoby fundament pod spójną sieć ładowarek, która mogłaby z czasem stać się równie oczywista, jak stojaki rowerowe pod sklepami i restauracjami.
Być może to wszystko może brzmieć jak drobna zmiana, ale w skali europejskiej rynek rowerów elektrycznych rośnie szybciej niż jakikolwiek inny segment lekkiej mobilności. Wprowadzenie jednego standardu nie tylko uporządkowałoby bałagan, lecz także pozwoliłoby na rozwój usług towarzyszących, w tym punktów ładowania przy trasach popularnych wśród motocyklistów. Wzorem smartfonów, jeden kabel mógłby wreszcie wystarczyć do wszystkiego. A o to właśnie apelują organizacje, które od lat zajmują się tematem zrównoważonego transportu i widzą, jak szybkie tempo elektryfikacji zaczyna zderzać się z chaosem technicznym.


Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze