Zwolnienia bez hamulców. Europa traci fabryki
Europejski przemysł motoryzacyjny znalazł się w momencie, który jeszcze kilka lat temu wydawał się niemożliwy. Skala problemów zaczęła przekraczać wszystko to, co branża pamięta z czasów pandemii i kryzysu półprzewodników.
Jak donosi Interia, w ciągu zaledwie 2 lat sami dostawcy części ogłosili plany likwidacji ponad 100 tys. miejsc pracy na terenie Europy, a mówimy tu wyłącznie o zapleczu produkcyjnym, bez uwzględniania producentów gotowych pojazdów. Tak gwałtownego odpływu ludzi z sektora motoryzacyjnego Stary Kontynent nie widział nigdy wcześniej.
Dane Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych CLEPA nie pozostawiają złudzeń. W latach 2024 i 2025 zapowiedziano redukcję zatrudnienia obejmującą ponad 100 tys. osób. To liczba, która sama w sobie brzmi abstrakcyjnie, a w zestawieniu z ostatnimi kryzysami wygląda wręcz dramatycznie. Nawet gdy świat stanął w miejscu podczas pandemii, a fabryki zmagały się z brakiem półprzewodników, zwolnienia nie osiągały takiego poziomu.
Eksperci podkreślają, że rzeczywista skala problemu jest jeszcze większa. Redukcje etatów dotknęły również producentów pojazdów, dlatego coraz częściej mówi się o 150 do 200 tys. osób, które już straciły lub wkrótce stracą pracę w całym europejskim sektorze motoryzacyjnym. To tak, jakby z mapy przemysłowej kontynentu zniknęło jednocześnie kilkanaście dużych fabryk. W tym samym czasie tworzenie nowych miejsc pracy praktycznie zamarło, bo przez ostatnie 5 lat ani razu nie udało się przekroczyć progu 10 tys. nowych etatów rocznie w produkcji części.
Tempo zwolnień robi szczególnie ponure wrażenie, gdy spojrzeć na liczby miesiąc po miesiącu. Obecnie średnio 4300 osób traci pracę w europejskim przemyśle motoryzacyjnym każdego miesiąca. Dla porównania w latach 2021 i 2022, czyli w okresie uznawanym za wyjątkowo trudny, redukcje u dostawców części objęły łącznie 53 700 osób. Tymczasem sam 2024 rok przyniósł zapowiedzi zwolnień 54 000 pracowników, a 2025 kolejne 50 000.
Przyczyn tej sytuacji jest kilka i żadna z nich nie daje prostych odpowiedzi. Jednym z głównych problemów okazał się słabszy od oczekiwań popyt na nowe pojazdy elektryczne w Europie. Ambitne plany sprzedażowe rozmijają się z realiami, a korekty strategii producentów uderzają bezpośrednio w firmy dostarczające części i podzespoły. Gdy linie produkcyjne zwalniają, zaplecze technologiczne traci zamówienia niemal natychmiast.
Drugim czynnikiem jest coraz silniejsza ekspansja producentów z Chin. Ich pojazdy wchodzą na europejski rynek nie tylko z agresyjną polityką cenową, ale również z coraz lepszą jakością i wyposażeniem, które jeszcze niedawno były domeną marek z Europy. Choć udział chińskich pojazdów w rynku wciąż można uznać za stosunkowo niewielki, tempo wzrostu zainteresowania jest wyraźne i niepokojące dla lokalnych producentów.
Jeśli chińskie firmy osiągną 10 proc. udziału w europejskim rynku, a taki scenariusz coraz częściej pojawia się w analizach, oznaczałoby to około 1 mln pojazdów, które nie zostaną wyprodukowane w Unii Europejskiej. Za każdą taką liczbą stoją fabryki, łańcuchy dostaw i miejsca pracy, które po prostu znikają. Nie możemy zapominać, że kryzys w motoryzacji zawsze wcześniej czy później odbija się na całym rynku pojazdów, także tych na dwóch kołach.


Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze