Egzamin jak ruletka: Nowe statystyki demaskuj± chaos w o¶rodkach
W Polsce system egzaminowania na prawo jazdy przypomina czasem rosyjską ruletkę, gdzie los kandydata zależy nie od jego przygotowania, ale od kaprysu ośrodka czy humoru egzaminatora.
Najnowsze statystyki z 2025 roku, które obiegły sieć, rzucają nowe światło na te dysproporcje i budzą irytację, bo zdają się sugerować, że system działa tak, aby odesłać kwitkiem również tych kandydatów na kierowców, którzy powinni zdać.
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Okazuje się, że w jednych WORD-ach zdawalność jest wysoka, np. w Ostrołęce z imponującymi 55,91 procent, czy w Suwałkach, Lesznie, Tarnobrzegu, Rzeszowie, Poznaniu i Łomży, gdzie przekracza 50 procent. Tymczasem na dole tabeli toną Elbląg z mizernymi 27,55 procent, Kraków z 29,66 procent i Radom z 31,08 procent, co przecież nie dowodzi, że kandydaci na kierowców z tych miast są gorzej przygotowani, lecz budzi podejrzenia, że system działa w jakimś stopniu źle. Dodajmy, że dane, które pozwoliły dostrzec niepokojące tendencje pochodzą z zestawienia za cały 2025 rok, sporządzonego na podstawie wniosków o informację publiczną złożonych przez NSZZ "Solidarność"-80 w WORD.
Średnia dla całego kraju oscyluje wokół 35 procent, ale lokalne anomalie są znaczące. Weźmy Piotrków Trybunalski, gdzie jeden z egzaminatorów poprowadził 891 testów na kategorię B, a tylko 31 śmiałków wyszło z tarczą, dając ekstremalnie niskie 3,5 procent zdawalności. W tym samym mieście inny spec zaliczył zaledwie 50 na 1054 próby, czyli niespełna 5 procent. Łódź jest nie lepsza, z wynikami na poziomie 6-8 procent, a w wielu punktach województwa łódzkiego połowa pretendentów odpada już na wstępie, zanim w ogóle ruszą w trasę.
Takie dane budzą wątpliwości, czy egzaminy są fair, czy może mamy do czynienia z loterią, w której realne umiejętności egzaminowanych mają drugorzędne znaczenie. Co ciekawe krytyka pojawia się nie tylko ze strony mediów. W sieci pojawiła się między innymi wypowiedź Tomasza Matuszewskiego, wicedyrektor WORD w Warszawie, który w Polskim Radiu Kierowców nie owijał w bawełnę, mówiąc wprost o patologiach i nadmiernej dowolności w ocenach. Matuszewski podkreślił, że sztywne trzymanie się litery prawa pozwala oblać nawet za minimalne potknięcie, choć manewr był w porządku.
Kontrowersje wzbudzają też praktyki przerywania egzaminu pod pretekstem "zagrożenia", bez konkretnego wytłumaczenia, o jakie zagrożenie chodzi, co daje egzaminatorom wolną rękę w interpretacjach. Wicedyrektor WORD w Warszawie jest zdania, że to problem może dotyczyć około 10-15 procent egzaminatorów, ale te osoby psują reputację wszystkim, którzy podchodzą do obowiązków uczciwie.
W tle toczy się batalia ekspertów o to, czy ta surowość faktycznie podnosi bezpieczeństwo na asfalcie. Warto zwrócić uwagę, że nasza 35-procentowa średnia zdawalności odbiega od średniej w Europie, która wynosi 50-70 procent. Systemy są tam mniej drakońskie, bo nie mają dowieść kandydatowi, że zdanie egzaminu jest czymś wyjątkowo trudnym, tylko obiektywnie go ocenić. Tylko tyle i aż tyle.
Centralnym punktem zapalnym pozostaje plac manewrowy z jego łukami, parkowaniem i ruszaniem na wzniesieniu, który w wielu krajach UE dawno poszedł w odstawkę jako archaizm mało przydatny w codziennym ruchu. U nas nadal króluje, eliminując według Matuszewskiego około 30 procent na starcie. W Piotrkowie przykładowo 471 osób odpadło na placu, 389 nie dało rady w mieście, a tylko 31 przeszło całość.
Sprawa nabiera rozpędu, bo Ministerstwo Infrastruktury zleciło dogłębną analizę, której wnioski mogą wstrząsnąć WORD-ami, a być może również wpłynąć na zmianę przepisów dotyczących egzaminów.







Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze