tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Szczupak po fińsku, czyli motocyklem do Finlandii z wędką i Kaczorem NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Szczupak po fińsku, czyli motocyklem do Finlandii z wędką i Kaczorem

Autor: Artur Rusek 2018.12.10, 11:31 7 Drukuj

Finlandia to raj dla wędkarzy. Dla motocyklistów także, ale wyłącznie wówczas, kiedy szukają doznań odmiennych od ciasnych agrafek i wysokich prędkości. W zamian dostaną pod dostatkiem ciszy, spokoju i piękna.

Zażyłem rok temu nieprzeciętnych, letnich upałów nad Zatoką Perską, a tej wiosny burz i słońca południa Europy. Czas spróbować się z jesienną pogodą na północ od naszej krainy. Zostały cztery dni do wyjazdu, do krainy tysiąca jezior. Tysiąc to zbyt trywialna liczba, bo jest ich podobno ponad 187 tysięcy!

No to już chyba nie muszę pisać gdzie leży i jak się nazywa ta prawdopodobnie piękna, dzika i zalesiona ziemia.

Nie będzie mi łatwo. Nie dlatego że być może będzie zimno. Nie dlatego że deszczowo. Nie dlatego że zabieram namiot. Nie będzie łatwo, bo zrobię doświadczenie. Pojedzie ze mną Kaczor. 

Kaczor mimo wszystko jest z rodzaju Homo Sapiens. Chude to to, drży jak osika przy najmniejszych oznakach chłodu. 20 st C to już delirium i hibernacja. Samo nie podniesie motocykla kiedy mi upadnie. Brakuje temu doświadczenia w motocyklowaniu, więc prowadzić będę musiał sam. Na wyjazdy zabiera wielką torbę pełną chemii do podtrzymywania życia i urody. Łącznie z lakierem do paznokci i specyfikami na... migreny. Na szczęście fatałaszków mniej, bo cóż innego od smukłej sukienki na ten zbiór kości wejdzie. 

Za to Kaczor posiada pewne cechy, które wprawdzie nie zapewnią przetrwania, ale przynajmniej mogą spowodować że nie skoczę załamany z pierwszego napotkanego mostu. Zawzięte to jak potrzask w lesie, podobno potrafi zmywać, udaje że jest nie do ubicia i nie dąsa się (tu mam pewne wątpliwości). Poza tym niewiele je i długo wytrzymuje bez picia. 

Doświadczenie które planuję jest absurdalnie proste a metodologia absolutnie niezawodna. Sprawdzę jak długo ten żywy twór przetrwa z dala od cywilizacji, wygód, ciepła i mydła. No i w moim towarzystwie. Wyznaczę zadania do wykonania i popatrzę ile zniesie i kiedy zejdzie.

Kiedy zejdzie albo kiedy ja zejdę... Wszak to i dla mnie wielkie wyzwanie, otwierać gębę częściej niż przy ziewaniu. W razie potrzeby humanitarnej pomocy którejś ze stron, mam siekierkę z obuchem.

Motocykl już prawie gotowy. Opony nowe, klocki też. Jeszcze jedna operacja poważna, ale napisze o niej za chwilę. Mieszkanie "wypożyczone" zaufańcowi na czas wyjazdu. Nóż naostrzony, zapas trytytek i srebrna taśma czekają do spakowania.

1ok

1 dzień do wyjazdu

Od kilku tysięcy kilometrów, motocykl nie trzyma obrotów na biegu jałowym. Co za tym idzie, komfort jazdy zmniejszył się do minimum, bo nie ma hamowania silnikiem. Czasem wyje kiedy zatrzymuję się a ostatnio pracuje na biegu jałowym jakby chciał zgasnąć. Sprawa nasila się i słabnie. Poszukałem rozwiązania tak jak potrafiłem najlepiej a najlepiej rozwiązuje mi się takie sprawy w serwisie.

Tam zdiagnozowano usterkę. Silnik krokowy. Ponieważ nie da się go kupić osobno, trzeba wymienić przepustnice. W ASO koszt przepustnic to ponad 4 tyś zł. Oczywistym jest, że kupiłem część na rynku wtórnym, za ułamek tej ceny. Czas zapętla już postronek na szyi i rzutem na taśmę, dziś właśnie, odebrałem motocykl. Pojadę i to pojadę sprawnym jednośladem.

2ok

1 dzień podróży. Warszawa – Suwałki

Nie jest łatwo usiedzieć w pracy, choćby była najlepsza, kiedy głowa już w trasie. Resztką siły woli doczekuję. Sprawdzam mocowanie bagażu, sadzam Kaczora z tyłu i co?! Kaczor zabrał jabłka, czekoladę, laptop, inne niezmieszczalne w bagażu bibeloty i spinacze do bielizny, ale nie zabrał kominiarki. Po drodze jest sklep na szczęście, więc jak się wzruszyłem, tak w tej samej chwili schowałem nóż na miejsce.

Trasa na Białystok zakitrana kilometrami. Buduje się. Zupełnie wypadło mi to z głowy. W Łomży tankowanie i obiad z hot-dogów. Na Mazurach pola namiotowe pozamykane albo w nieprzystępnych cenach. Tak dojeżdżam do Suwałk. Tutaj znalazł się jakiś domek. Coś tam majstruję przy GPS na jutro, prysznic, kolacja z kubków zalewanych wrzątkiem i spać.   

2 dzień podróży. Suwałki – Ryga

6

Pobudka o 7:00. Wyjazd 2 godziny później. A to kawa a to coś tam i coś tam. Właściciel tego miejsca odmawia śniadania bo nie ma kto zrobić. Jemy jajecznicę w zajeździe dla TIRów za Suwałkami. 

Litwa to nudna, szybka i prosta droga, czasem remontowana z ruchem naprzemiennym. Łotwa w sumie też na drodze tranzytowej nie wyróżnia się czymkolwiek. Z nudów, na postoju, chcę zamknąć Kaczora w chłodni TIRa, ale stawia potężny opór i muszę zrezygnować. 

W Rydze przypadkowy hostel. Rozładowany motocykl zostawiam na parkingu strzeżonym i w miasto. 

Nie lubię miast za bardzo, ale to jest wyjątkowe pod jednym względem. Przez 5 kilometrów piechurowania nie zauważam ani jednego papierka, peta, gumy ani nawet liścia z drzewa na chodniku czy ulicy. Poza tym jest tu dużo parków, są ciche tramwaje i rzeka po której można pływać łódkami. To tyle z Rygo-niusów. 

9 2

3 dzień podróży. Ryga – Tallin

10

Do Tallina blisko. Ta sama droga, te same widoki i tak samo prosto. Jedynym urozmaiceniem jest parking z którego widać Morze Bałtyckie. No nie jedynym. Na chwilę rozpadało się a temperatura spada do 11 st.C. Za 10 km padać przestaje. Zatrzymuję się na stacji benzynowej a tam motocykliści z Finlandii… zajadają lody porozbierani prawie jak na plażę.

Nocleg w piwnicy w Tallinie. Kupujemy w porcie bilety na prom Stenaline i zajadamy pizzę przy starówce. I jak tak zajadamy tą pizzę, jakaś estońska pani, cofając samochodem, tryka motocykl aż ten się kołysze. Widzi że widzę. W milczeniu, po estońsku, odjeżdża nawet środkowego palca nie pokazując na zgodę. Brrrr.

Prom jutro o 12:30. Można się wyspać do woli.  4 dzień podróży. Tallin - Helsinki

12 2

Ostatni krok do celu. Jest około 18 stopni, słonecznie. Pogoda oszczędza. 

Jeszcze w Tallinie, Kaczor idzie do marketu po przyprawy do ryb. Kupuje plastikowe talerze, batony, wodę mineralną, słodkie bułki i bagietkę. Czego nie kupuje?

Żeby nie dopuścić do pojedynku, partyzantki i agresywnych zachowań, przed lądowaniem na promie, odwiedzamy sklep wędkarski. Tu kupuję jeszcze jedną wędkę i kołowrotek. Będzie łowienie ryby na dwie wędki. 

Teraz na prom. Jest jeszcze dużo czasu. Motocykl stop i kawa. Oglądamy mapę, grzebię w GPS, obgadujemy murzynki przy stoliku obok i natrętnego gołębia bez krzty strachu wędrującego między ludźmi po talerzach ze słodkimi bułkami. 

Po uprzejmym good morning, zagaduje nas Fin. Ma na imię Antti. Jest fotografem i przyjechał do Tallina na sesję jakiegoś miejsca czy budynku. Rozumiem tylko rdzeń wypowiedzi ale to wystarczy żeby zagaić o dobre miejsce na nocleg po tamtej stronie Zatoki Fińskiej. Tak zagaiłem, że dostałem namiar na kemping na obrzeżach Helsinek. Antti nawet uprzejmie zadzwonił w tej sprawie do swojego kolegi upewniając się, że mówi prawdę i że kemping jest czynny. Rozstajemy się podyktowaniem numeru telefonu w razie potrzeby i uściskiem dłoni. 

Jest 11:50, więc dużo czasu jeszcze. Za 10 minut Antti znowu pojawia się w kawiarni, bo zapomniał ostrzec nas, że powinniśmy już dawno być na odprawie, przed wjechaniem na prom. No tak. Nie chciało się poczytać, to się nie wie że jak się chce promem do innego kraju, to trzeba być godzinę wcześniej tu gdzie trzeba być i nie jest to kawiarnia portowa. Rachunek, Kaczor na kanapę, silnik start i już jesteśmy…

Jesteśmy w labiryncie dróg i nie wiadomo która dobra. Jakoś trafiam do bramek wjazdowych. Pusto i cicho. Wszyscy już przy statku.

W jednej bramce człowiek. Chce paszporty, bilety. Pokazuje żeby jechać inną bramką. Nawet jakiś numer podaje, ale kto by tam odgadł jaki. Krążę i krążę. Tu TIRy, a tu zamknięte. Tu zupełnie zamknięte a tu ściana. Wracam do bramek a ten macha zniecierpliwiony że to tu, dwie bramki obok.

Wjeżdżam. I znów linie, ścieżki, drogi pooznaczane numerami nad głową. Jadę na azymut. Jest. Jest kolejka samochodów i obok tej kolejki motocyklista. Jestem w punkcie. 

Motocyklista wjeżdża w gardziel olbrzymiego promu, to ja za nim. Jestem w środku. Nerw puszcza. Człowiek z obsługi już mocuje pasami motocykl, już podkłada kliny pod koła ale to nie koniec nagonki. Bardzo ważny pan wpada jak pocisk do ładowni i do mnie coś podniesionym głosem. Na dodatek po fińsku.

Jak widzi moje zdziwienie, to przeszedł na angielski. Coś o bilecie, kontroli i co ja sobie myślę. Chyba powinienem pokazać bilet zanim tu zakotwiczę motocykl. Krótkie, bełkotliwe I`m sorry i zdenerwowanie ustępuje z twarzy biletera. Odpuszcza całkowicie a napięte mięśnia twarzy wiotczeją. Zna się te zaklęcia…

Prom ma ze 12 pięter a na każdym coś innego. Baseny, sauny, siłownie, restauracje, bary, puby, perfumerie, sklepy bezcłowe, pewnie też kościół i kasyno. Pierwszy raz płynę takim wieżowcem. Płynę ale wcale się nie kołyszę. Nawet nie słychać silników. Czuć tylko lekkie mrowienie i to tylko kiedy monstrum się rozpędza. 

3,5 godziny. Tyle czasu trzeba sobie zagospodarować, żeby się nie nudzić płynąc do Finlandii. Z gospodarności takiej jestem znany i… idę podrzemać. Kaczor z resztą też osłabł na ławce przy lewej burcie.

13 2

To szare na zdjęciu poniżej to właśnie Kaczor. Wbrew pozorom oddycha jeszcze.

14ok

Finlandia.

Z promu wyjeżdżam w słoneczne popołudnie. Jest wielki jak wieżowiec i trudno trafić nawet do odpowiedniej ładowni, gdzie zostawiłem motocykl. 

17

Helsinki. Pierwsza rzecz na tej ziemi, to pozwolenie na połów ryb. 15 E za 7 dni za osobę. Człowiek w sklepie z artykułami do produkcji much wędkarskich pokazuje gdzie jest R kiosk. Można kupić pozwolenie właśnie w R kiosku. Z łatwością dojeżdżam w odpowiednie miejsce, gubiąc się tylko trzy razy. To przy stacji metra. Sprawę załatwia Kaczor. Ja lenię się przy motocyklu. 

Kemping jest tak dobrze oznaczony już od centrum, że mógłbym uczyć GPS drogi tam. Nazywa się Rastila Camping. Drogo, czysto, cicho, pusto i coraz ciemniej. Bleh... Trawa przystrzyżona. Namiot trzeba rozbić minimum 4 metry od innego namiotu. Cóż… Jest tylko jeden, bardzo daleko stąd. 

18

Kuchnie, prysznice i wszystko inne w nienagannym stanie. Namiot stoi. Teraz trzeba nawinąć żyłkę na nowy kołowrotek. Kaczor oddala się na długość żyłki. Mały ten Kaczor się wydaje ze 150 metrów. Zwijam wszystko na kołowrotek. Załatwione. Na kolację jabłka, czekolada i bagietka czosnkowa.

19

4.09.2018

5 dzień podróży. Helsinki – Wschodni brzeg jez. Nasijarvi.

20

Z Helsinek na północ. 

W rześki poranek popijając gorącą kawę w GPS wystukuję współrzędne, które zapewnią dostęp do wody pełnej ryb, miejsce na biwak, ognisko i ciszę wśród dzikiej przyrody. Miejsc takich pełno w Finlandii. W tym czasie obóz sam pakuje się do wyjazdu.

20a

Skorzystałem ze strony www.tulikartta.fi (nie wiem czemu teraz, kiedy pisze te słowa, strona nie działa). W każdym razie droga na północny brzeg jeziora Pukala to 190 kilometrów nieskomplikowanej asfaltówki z odcinkami „specjalnymi” po szutrach w lesie. Tyle mówią GPS i GoogleMaps. 


Już mam odjeżdżać ale nie ma Kaczora. Z patrolową prędkością przemierzam przestrzeń kempingu. Namierzony. Kaczor jest w trakcie robienia prawa jazdy na jednoślady. Znalazł okazję do ćwiczeń z przeciążeń i pokonywania zakrętów na symulatorze.

20c

Cóż. Jaki jest koń każdy widzi. Póki co za dużo mocy. 

Po szkoleniu na przód. W rzeczywistości jest jak ma być, z tym że po zjechaniu z asfaltu okazuje się, że niektóre drogi zablokowane są prężącymi się znakami zakazu wjazdu albo znikają, zamieniając się w wątły szlak pieszy między gęsto rosnącymi drzewami. Poza tym jest dość urokliwie. Szeroka na pięć metrów mocno ubita szutrowa droga, faluje w górę i w dół.

Łagodnie skręca nad małe oczka wodne, żeby za chwilę oddalić się w cień lasu. Jest dość chłodno i takie wpadanie w nasłonecznioną drogę jest bardzo odprężające. W cieniu wszystko wraca do normy i znowu czuję dygot za sobą. Ale ani znaku, słowa, gestu czy nawet szturchnięcia. W myślach przyznaję Kaczorowi punkt za wytrwałość w znoszeniu swoich biologicznych słabości. 

Ignoruję jeden z zakazów, który okazuje się zwykłym skrótem leśnym od asfaltu do asfaltu. Zaraz wjeżdżam w inną boczną drogę. Już blisko nad Pukala. Cóż z tego, skoro jedno rozwidlenie prowadzi do szlabanu a drugie do prywatnej posiadłości. To może Neejarvi? To jezioro jest blisko. Pojadę kawałek. 

20f

Tutaj to samo. Obiecująca droga kończy się na kilku niezamieszkałych teraz domkach letniskowych. Jest też szlaban. Oczywiście zamknięty. Chwila namysłu, dumania nad mapą i innymi punktami ze strony tulikartta. Osobiście już dawno odpuściłbym sobie ale Kaczor zawzięcie kombinuje, jakby tu na dziko i na dziko. Nad jeziorem i z ogniskiem.

W swoim postanowieniu jest tak zdeterminowany, że chce spacyfikować jeden z domków nad jeziorem. Kiedy wybijam z gorącej głowy ten mętny pomysł, przyznając mi rację, Kaczor zamierza się kopniakiem w stary i pokryty już pleśnią grzyb. Właściwie to markuje kopnięcie głośno oznajmiając, że mimo wszystko daruje, wybacza i niech sobie tu starzeje się do końca.

Cóż… Z jednej strony charrrakterek niczego sobie, z drugiej zaś niepokojące sygnały pociągu do destrukcji otoczenia. Muszę przemyśleć czy nie wozić na wierzchu sznura i nie zatrzymywać się „przypadkiem” przy mocno zakorzenionych drzewach. Wiem, że ogólnie potępiane jest wiązanie zwierzaków w lesie ale o ludziach tego nie słyszałem.

Wracając do tematu. W krainie tej, można spać wszędzie pod warunkiem, że zachowa się odległość 150 metrów od zabudowań. Nie ma. No nie znalazłem. Czy to szutrowa droga czy asfaltowa, zawsze prowadzi na miejsce piękne acz zastawione domkami. W desperacji szukam coraz gorszych dróg. Skręcam w każdą i każda na swoim końcu zniechęca… domkami. Są wszędzie.

Efekt jest zawsze taki właśnie albo trafiam na koniec drogi w lesie. Jeden z takich końców prowadzi motocykl na polanę. Otoczona szczelnie lasem, wypełniona wysokimi trawami, może pozwolić ostygnąć silnikowi i przez chwilę wsłuchać się w tutejszą przyrodę. 

Sielanka trwa bardzo krótko. Tuż po zdjęciu kasku, atakują mnie czarne mucho-pająki! Bezczelnie przysiadają na ubraniu, dłoniach i na twarzy. Czuję jak łażą po głowie. Zapach sprowadza je do zdjętych rękawic. Lądują na kasku i wszystkim co miało kontakt ze skórą. Są ciche. Te potworki nie boją się machania rękoma, nie są im straszne żadne sposoby odganiania działające na komary. Siadają na skórę i włażą pod włosy. Na dodatek nie sposób żadnego zaklaskać na śmierć. Nawet jak zbyt lekko się takiego zgniecie, tuż po upadku maszeruje jakby nigdy nic.

Kaczor oddalił się nieco i tańczy.  Pierwsza myśl to że nie trzeba. Umawialiśmy się przecież. Żadnych takich. Jednak jakoś tak nieskoordynowanie się rusza. No można nie umieć a mimo to nadrabiać pewnością siebie ale aż tak…? To nie taniec. To zmasowany atak stworów poruszył zmarznięte członki. Dociera do mnie, że i dźwięki które słyszę od pewnego czasu, nie pochodzą od dzikiej natury.

Uświadamiam sobie też, że Kaczor biegnie w moją stronę wymachując rękoma ale ta agresja nie jest skierowana przeciwko mnie. Uff. Natychmiastowa ucieczka. Wyłuskuję z włosów Kaczora pobieżnie co tam łazi i na motocykl. Las bez jeziora też się nie nadaje do zamieszkania. To znaczy już jest zamieszkały.

Kemping. Szukam kempingu.

W małym, sennym miasteczku zatrzymuję się po chleb. Kaczor idzie po jeden bochenek a ja rozgrzewam się na nasłonecznionym parkingu. Kaczor wraca. Taszczy nigdzie niezmieszczalny gabaryt: dwie paczki bułek, przyprawę do ryb i wodę w butelce. Jej poprzedniczka odpadła na wybojach, źle przymocowana do bagażu. Z tym punktem za wytrwałość w znoszeniu słabości to się pospieszyłem. Siadam na motocykl, za mną reklamówka i za reklamówką Kaczor. 

GPS pokazuje niedaleko kemping. Skręcam w boczną drogę. Kilkaset metrów i zatrzymuję się na wzgórzu z którego spomiędzy drzew przeziera tafla wody a na niej przystań dla jachtów. Ani śladu miejsca na obóz. 

21 1

Pekka 

Pojawił się znikąd na swoim nowym, wielkim GS1200ADV. Siwy, nie za krótki włos, ruchliwe oczy, pewny krok. Kilka zdań w suomi, kilka po angielsku i niezbyt rozumiejąc intencje, jadę drogami szutrowymi za nowym znajomym.  Za kilka kilometrów zatrzymujemy się na małej leśnej polanie, nad wielkim jeziorem. Jest pomost, łódź wiosłowa, łódź motorowa. W oddali duży, drewniany dom i kilka mniejszych. Wszystko to w zatoce z widokiem na wyspę z głazów. Osłonięta przed wiatrem ziemia przyjmuje swoich gości stygnącym już słońcem i brakiem nawet jednego komara. To ziemia Pekki. 

32

Pierwszą czynnością po zdjęciu kasków jest wiskanie Kaczora z reszty mucho-pająków. No w lesie widocznie nie byłem za dokładny i coś tam wybrałem dla świętego spokoju ale nie wszystko.

Pekka jest podróżnikiem. Na różnych motocyklach objechał wszystkie kontynenty. W 2009r. przyjechał do domu na kupionym w Indiach, nowym Royal Enfield. W 2012r. przejechał z przyjaciółmi od Alaski do Patagonii. Wydał swój album z tej podróży. Przejechał Afrykę, Australię i oczywiście Europę. Teraz jest na emeryturze.

Rozbijam z Kaczorem obóz przy domku gościnnym (chyba). Teraz jest zamknięty. Nowy kolega odjeżdża, bo wcześniej umówił się na cotygodniowy zlot po drugiej stronie jeziora. Jezioro nazywa się Nasijarvi.

22

Wygląda na obiecująco rybne. Idziemy na wędkowanie. Nie będę dokładnie opisywał tej żałosnej próby sił z płytką, pełną kamieni zatoczką. Niech będzie dość, że Kaczorowi idzie lepiej bo zrywa gumę z przyponem, woblera z przyponem i plącze żyłkę tak, że węzeł gordyjski to przy tym supełek z kokardką. 

26

Właściciel tego urokliwego miejsca wraca za dwie albo trzy godziny ze swoją przyjaciółką. Wsiadam z Pekką do jego łodzi wiosłowej i płyniemy daleko w jezioro. 

26a

Tu, na wodzie niechronionej już przed wiatrem, podryguje mała bojka. Podnoszę ją z powierzchni wody i ciągnę. Przyczepiony do bojki sznur z trudem wyrywam z toni. Ciągnę tak i ciągnę i wyciągam na moje oko jakieś 15 może 20 metrów. Na jego końcu metalowa pułapka a w niej pełno okoni i raków. Całą zdobycz, już na łodzi przerzucamy do wiadra. Wracamy, a ja po drodze wyrzucam za burtę najmniejsze ryby. Przy pomoście raki wędrują do metalowego sadzyka zanurzonego w wodzie. Okonie idą na ruszt. Tak się łowi ryby tutaj. Skutecznie. 

Pekka rozpala ogień. Trochę kory z brzozy, trochę batonowanych nożem szczap i gotowe. Od jednej zapałki. Patroszy ryby. Żadnej przyprawy specjalnej. Tylko sól. W życiu nie jadłem tak smacznych okoni. 

28

Sauna 

Noszę wodę z jeziora, Pekka rozpala w piecu. Piec jak piec. Palenisko na dole ale na piecu sterta kamieni. No i obok tej sterty pojemnik na wodę wpuszczony do wnętrza. No i rura kominowa. Za godzinę wszystko gotowe. Dziewczyny idą pierwsze. Kaczor wstydliwie zdezorientowany ale opór mija po piwku.

Kiedy obie panie smażą się i otwierają pory w ukropie oddychając wrzącą parą, idę za Finem do innej, nieczynnej teraz sauny (są trzy). To chyba zimowa wersja.

Uboższa, bo domek skromny ale w środku… Dookoła siedzisko z desek a na samym środku słup kominowy a na nim skóry reniferów. Na tych skórach siada się zimą, żeby było miękko. Dach schodzi się do środka od samego wejścia w odwrócony lejek. Tuż przy wejściu, u podstawy daszku skrytka.

Podnosi się jedną z desek i wkłada głęboko rękę. Ze skrytki Pekka wyjmuje butelkę pełną fińskiej wódki i dwie małe, drewniane chochle. Zalewa jedną odrobiną alkoholu, kręci energicznie i wylewa na zewnątrz. Cóż mi pozostało - robię to samo. Teraz właściwa porcja ląduje w „naczyniu” i w ustach. Wcale nie drapie. Repeta. Z nieczynnej sauny wychodzę jakby weselszy a i krew czuję, że rzadsza. 

30

Nie będę opisywał wrażeń z sauny. Niech będzie dość, że wchodziłem tam dwa razy. W międzyczasie, w zimną noc, wskakuję na golasa do czarnego jak smoła i zimnego jak samo Zimno jeziora. Młodość się przypomniała. Nadmienię jeszcze, że wywinąłem potężnego orła na śliskiej, terakotowej podłodze. Strat zero.

31

Pierwszy kontakt z Finami to zaskoczenie. Zawsze miałem przed sobą obraz ludzi zamkniętych w sobie, zdystansowanych. To nieprawda. Kończymy ten dzień w nocy. Jest 1:30 miejscowego czasu.

NAS Analytics TAG

Zdjęcia
100ok101ok
10102
20e103ok
105ok1ok
12 213 2
14ok15ok
1819
2320
20a20b
20c20d
29ok20f
20g21
21 122
25ok26
26a27
2826b
1042ok
3031
3233
33 134
3536
3738
45ok3ok
4041
4243
43 144
3960
4748
49ok51a
5051
54 1ok55ok
5354
5ok6
4661
997ok
6665 1ok
6467
6869
7071
7273
7475
7677
7879
638
8081
8282a
8384
8 286
8788
89ok85
9091
9293
9495
9697
5257
4ok98
5662
5859
1124
16ok17
 9 2
Komentarze 6
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę