Szczupak po fińsku, czyli motocyklem do Finlandii z wędk± i Kaczorem
Finlandia to raj dla wędkarzy. Dla motocyklistów także, ale wył±cznie wówczas, kiedy szukaj± doznań odmiennych od ciasnych agrafek i wysokich prędko¶ci. W zamian dostan± pod dostatkiem ciszy, spokoju i piękna.
Zażyłem rok temu nieprzeciętnych, letnich upałów nad Zatok± Persk±, a tej wiosny burz i słońca południa Europy. Czas spróbować się z jesienn± pogod± na północ od naszej krainy. Zostały cztery dni do wyjazdu, do krainy tysi±ca jezior. Tysi±c to zbyt trywialna liczba, bo jest ich podobno ponad 187 tysięcy!
No to już chyba nie muszę pisać gdzie leży i jak się nazywa ta prawdopodobnie piękna, dzika i zalesiona ziemia.
Nie będzie mi łatwo. Nie dlatego że być może będzie zimno. Nie dlatego że deszczowo. Nie dlatego że zabieram namiot. Nie będzie łatwo, bo zrobię do¶wiadczenie. Pojedzie ze mn± Kaczor.
Kaczor mimo wszystko jest z rodzaju Homo Sapiens. Chude to to, drży jak osika przy najmniejszych oznakach chłodu. 20 st C to już delirium i hibernacja. Samo nie podniesie motocykla kiedy mi upadnie. Brakuje temu do¶wiadczenia w motocyklowaniu, więc prowadzić będę musiał sam. Na wyjazdy zabiera wielk± torbę pełn± chemii do podtrzymywania życia i urody. ٱcznie z lakierem do paznokci i specyfikami na... migreny. Na szczę¶cie fatałaszków mniej, bo cóż innego od smukłej sukienki na ten zbiór ko¶ci wejdzie.
Za to Kaczor posiada pewne cechy, które wprawdzie nie zapewni± przetrwania, ale przynajmniej mog± spowodować że nie skoczę załamany z pierwszego napotkanego mostu. Zawzięte to jak potrzask w lesie, podobno potrafi zmywać, udaje że jest nie do ubicia i nie d±sa się (tu mam pewne w±tpliwo¶ci). Poza tym niewiele je i długo wytrzymuje bez picia.
Do¶wiadczenie które planuję jest absurdalnie proste a metodologia absolutnie niezawodna. Sprawdzę jak długo ten żywy twór przetrwa z dala od cywilizacji, wygód, ciepła i mydła. No i w moim towarzystwie. Wyznaczę zadania do wykonania i popatrzę ile zniesie i kiedy zejdzie.
Kiedy zejdzie albo kiedy ja zejdę... Wszak to i dla mnie wielkie wyzwanie, otwierać gębę czę¶ciej niż przy ziewaniu. W razie potrzeby humanitarnej pomocy której¶ ze stron, mam siekierkę z obuchem.
Motocykl już prawie gotowy. Opony nowe, klocki też. Jeszcze jedna operacja poważna, ale napisze o niej za chwilę. Mieszkanie "wypożyczone" zaufańcowi na czas wyjazdu. Nóż naostrzony, zapas trytytek i srebrna ta¶ma czekaj± do spakowania.
1 dzień do wyjazdu
Od kilku tysięcy kilometrów, motocykl nie trzyma obrotów na biegu jałowym. Co za tym idzie, komfort jazdy zmniejszył się do minimum, bo nie ma hamowania silnikiem. Czasem wyje kiedy zatrzymuję się a ostatnio pracuje na biegu jałowym jakby chciał zgasn±ć. Sprawa nasila się i słabnie. Poszukałem rozwi±zania tak jak potrafiłem najlepiej a najlepiej rozwi±zuje mi się takie sprawy w serwisie.
Tam zdiagnozowano usterkę. Silnik krokowy. Ponieważ nie da się go kupić osobno, trzeba wymienić przepustnice. W ASO koszt przepustnic to ponad 4 ty¶ zł. Oczywistym jest, że kupiłem czę¶ć na rynku wtórnym, za ułamek tej ceny. Czas zapętla już postronek na szyi i rzutem na ta¶mę, dzi¶ wła¶nie, odebrałem motocykl. Pojadę i to pojadę sprawnym jedno¶ladem.
1 dzień podróży. Warszawa – Suwałki
Nie jest łatwo usiedzieć w pracy, choćby była najlepsza, kiedy głowa już w trasie. Resztk± siły woli doczekuję. Sprawdzam mocowanie bagażu, sadzam Kaczora z tyłu i co?! Kaczor zabrał jabłka, czekoladę, laptop, inne niezmieszczalne w bagażu bibeloty i spinacze do bielizny, ale nie zabrał kominiarki. Po drodze jest sklep na szczę¶cie, więc jak się wzruszyłem, tak w tej samej chwili schowałem nóż na miejsce.
Trasa na Białystok zakitrana kilometrami. Buduje się. Zupełnie wypadło mi to z głowy. W Łomży tankowanie i obiad z hot-dogów. Na Mazurach pola namiotowe pozamykane albo w nieprzystępnych cenach. Tak dojeżdżam do Suwałk. Tutaj znalazł się jaki¶ domek. Co¶ tam majstruję przy GPS na jutro, prysznic, kolacja z kubków zalewanych wrz±tkiem i spać.
2 dzień podróży. Suwałki – Ryga
Pobudka o 7:00. Wyjazd 2 godziny póĽniej. A to kawa a to co¶ tam i co¶ tam. Wła¶ciciel tego miejsca odmawia ¶niadania bo nie ma kto zrobić. Jemy jajecznicę w zajeĽdzie dla TIRów za Suwałkami.
Litwa to nudna, szybka i prosta droga, czasem remontowana z ruchem naprzemiennym. Łotwa w sumie też na drodze tranzytowej nie wyróżnia się czymkolwiek. Z nudów, na postoju, chcę zamkn±ć Kaczora w chłodni TIRa, ale stawia potężny opór i muszę zrezygnować.
W Rydze przypadkowy hostel. Rozładowany motocykl zostawiam na parkingu strzeżonym i w miasto.
Nie lubię miast za bardzo, ale to jest wyj±tkowe pod jednym względem. Przez 5 kilometrów piechurowania nie zauważam ani jednego papierka, peta, gumy ani nawet li¶cia z drzewa na chodniku czy ulicy. Poza tym jest tu dużo parków, s± ciche tramwaje i rzeka po której można pływać łódkami. To tyle z Rygo-niusów.
3 dzień podróży. Ryga – Tallin
Do Tallina blisko. Ta sama droga, te same widoki i tak samo prosto. Jedynym urozmaiceniem jest parking z którego widać Morze Bałtyckie. No nie jedynym. Na chwilę rozpadało się a temperatura spada do 11 st.C. Za 10 km padać przestaje. Zatrzymuję się na stacji benzynowej a tam motocykli¶ci z Finlandii… zajadaj± lody porozbierani prawie jak na plażę.
Nocleg w piwnicy w Tallinie. Kupujemy w porcie bilety na prom Stenaline i zajadamy pizzę przy starówce. I jak tak zajadamy t± pizzę, jaka¶ estońska pani, cofaj±c samochodem, tryka motocykl aż ten się kołysze. Widzi że widzę. W milczeniu, po estońsku, odjeżdża nawet ¶rodkowego palca nie pokazuj±c na zgodę. Brrrr.
Prom jutro o 12:30. Można się wyspać do woli. 4 dzień podróży. Tallin - Helsinki
Ostatni krok do celu. Jest około 18 stopni, słonecznie. Pogoda oszczędza.
Jeszcze w Tallinie, Kaczor idzie do marketu po przyprawy do ryb. Kupuje plastikowe talerze, batony, wodę mineraln±, słodkie bułki i bagietkę. Czego nie kupuje?
Żeby nie dopu¶cić do pojedynku, partyzantki i agresywnych zachowań, przed l±dowaniem na promie, odwiedzamy sklep wędkarski. Tu kupuję jeszcze jedn± wędkę i kołowrotek. Będzie łowienie ryby na dwie wędki.
Teraz na prom. Jest jeszcze dużo czasu. Motocykl stop i kawa. Ogl±damy mapę, grzebię w GPS, obgadujemy murzynki przy stoliku obok i natrętnego gołębia bez krzty strachu wędruj±cego między ludĽmi po talerzach ze słodkimi bułkami.
Po uprzejmym good morning, zagaduje nas Fin. Ma na imię Antti. Jest fotografem i przyjechał do Tallina na sesję jakiego¶ miejsca czy budynku. Rozumiem tylko rdzeń wypowiedzi ale to wystarczy żeby zagaić o dobre miejsce na nocleg po tamtej stronie Zatoki Fińskiej. Tak zagaiłem, że dostałem namiar na kemping na obrzeżach Helsinek. Antti nawet uprzejmie zadzwonił w tej sprawie do swojego kolegi upewniaj±c się, że mówi prawdę i że kemping jest czynny. Rozstajemy się podyktowaniem numeru telefonu w razie potrzeby i u¶ciskiem dłoni.
Jest 11:50, więc dużo czasu jeszcze. Za 10 minut Antti znowu pojawia się w kawiarni, bo zapomniał ostrzec nas, że powinni¶my już dawno być na odprawie, przed wjechaniem na prom. No tak. Nie chciało się poczytać, to się nie wie że jak się chce promem do innego kraju, to trzeba być godzinę wcze¶niej tu gdzie trzeba być i nie jest to kawiarnia portowa. Rachunek, Kaczor na kanapę, silnik start i już jeste¶my…
Jeste¶my w labiryncie dróg i nie wiadomo która dobra. Jako¶ trafiam do bramek wjazdowych. Pusto i cicho. Wszyscy już przy statku.
W jednej bramce człowiek. Chce paszporty, bilety. Pokazuje żeby jechać inn± bramk±. Nawet jaki¶ numer podaje, ale kto by tam odgadł jaki. Kr±żę i kr±żę. Tu TIRy, a tu zamknięte. Tu zupełnie zamknięte a tu ¶ciana. Wracam do bramek a ten macha zniecierpliwiony że to tu, dwie bramki obok.
Wjeżdżam. I znów linie, ¶cieżki, drogi pooznaczane numerami nad głow±. Jadę na azymut. Jest. Jest kolejka samochodów i obok tej kolejki motocyklista. Jestem w punkcie.
Motocyklista wjeżdża w gardziel olbrzymiego promu, to ja za nim. Jestem w ¶rodku. Nerw puszcza. Człowiek z obsługi już mocuje pasami motocykl, już podkłada kliny pod koła ale to nie koniec nagonki. Bardzo ważny pan wpada jak pocisk do ładowni i do mnie co¶ podniesionym głosem. Na dodatek po fińsku.
Jak widzi moje zdziwienie, to przeszedł na angielski. Co¶ o bilecie, kontroli i co ja sobie my¶lę. Chyba powinienem pokazać bilet zanim tu zakotwiczę motocykl. Krótkie, bełkotliwe I`m sorry i zdenerwowanie ustępuje z twarzy biletera. Odpuszcza całkowicie a napięte mię¶nia twarzy wiotczej±. Zna się te zaklęcia…
Prom ma ze 12 pięter a na każdym co¶ innego. Baseny, sauny, siłownie, restauracje, bary, puby, perfumerie, sklepy bezcłowe, pewnie też ko¶ciół i kasyno. Pierwszy raz płynę takim wieżowcem. Płynę ale wcale się nie kołyszę. Nawet nie słychać silników. Czuć tylko lekkie mrowienie i to tylko kiedy monstrum się rozpędza.
3,5 godziny. Tyle czasu trzeba sobie zagospodarować, żeby się nie nudzić płyn±c do Finlandii. Z gospodarno¶ci takiej jestem znany i… idę podrzemać. Kaczor z reszt± też osłabł na ławce przy lewej burcie.
To szare na zdjęciu poniżej to wła¶nie Kaczor. Wbrew pozorom oddycha jeszcze.
Finlandia.
Z promu wyjeżdżam w słoneczne popołudnie. Jest wielki jak wieżowiec i trudno trafić nawet do odpowiedniej ładowni, gdzie zostawiłem motocykl.
Helsinki. Pierwsza rzecz na tej ziemi, to pozwolenie na połów ryb. 15 E za 7 dni za osobę. Człowiek w sklepie z artykułami do produkcji much wędkarskich pokazuje gdzie jest R kiosk. Można kupić pozwolenie wła¶nie w R kiosku. Z łatwo¶ci± dojeżdżam w odpowiednie miejsce, gubi±c się tylko trzy razy. To przy stacji metra. Sprawę załatwia Kaczor. Ja lenię się przy motocyklu.
Kemping jest tak dobrze oznaczony już od centrum, że mógłbym uczyć GPS drogi tam. Nazywa się Rastila Camping. Drogo, czysto, cicho, pusto i coraz ciemniej. Bleh... Trawa przystrzyżona. Namiot trzeba rozbić minimum 4 metry od innego namiotu. Cóż… Jest tylko jeden, bardzo daleko st±d.
Kuchnie, prysznice i wszystko inne w nienagannym stanie. Namiot stoi. Teraz trzeba nawin±ć żyłkę na nowy kołowrotek. Kaczor oddala się na długo¶ć żyłki. Mały ten Kaczor się wydaje ze 150 metrów. Zwijam wszystko na kołowrotek. Załatwione. Na kolację jabłka, czekolada i bagietka czosnkowa.
4.09.2018
5 dzień podróży. Helsinki – Wschodni brzeg jez. Nasijarvi.
Z Helsinek na północ.
W rze¶ki poranek popijaj±c gor±c± kawę w GPS wystukuję współrzędne, które zapewni± dostęp do wody pełnej ryb, miejsce na biwak, ognisko i ciszę w¶ród dzikiej przyrody. Miejsc takich pełno w Finlandii. W tym czasie obóz sam pakuje się do wyjazdu.
Skorzystałem ze strony www.tulikartta.fi (nie wiem czemu teraz, kiedy pisze te słowa, strona nie działa). W każdym razie droga na północny brzeg jeziora Pukala to 190 kilometrów nieskomplikowanej asfaltówki z odcinkami „specjalnymi” po szutrach w lesie. Tyle mówi± GPS i GoogleMaps.
Już mam odjeżdżać ale nie ma Kaczora. Z patrolow± prędko¶ci± przemierzam przestrzeń kempingu. Namierzony. Kaczor jest w trakcie robienia prawa jazdy na jedno¶lady. Znalazł okazję do ćwiczeń z przeci±żeń i pokonywania zakrętów na symulatorze.
Cóż. Jaki jest koń każdy widzi. Póki co za dużo mocy.
Po szkoleniu na przód. W rzeczywisto¶ci jest jak ma być, z tym że po zjechaniu z asfaltu okazuje się, że niektóre drogi zablokowane s± pręż±cymi się znakami zakazu wjazdu albo znikaj±, zamieniaj±c się w w±tły szlak pieszy między gęsto rosn±cymi drzewami. Poza tym jest do¶ć urokliwie. Szeroka na pięć metrów mocno ubita szutrowa droga, faluje w górę i w dół.
Łagodnie skręca nad małe oczka wodne, żeby za chwilę oddalić się w cień lasu. Jest do¶ć chłodno i takie wpadanie w nasłonecznion± drogę jest bardzo odprężaj±ce. W cieniu wszystko wraca do normy i znowu czuję dygot za sob±. Ale ani znaku, słowa, gestu czy nawet szturchnięcia. W my¶lach przyznaję Kaczorowi punkt za wytrwało¶ć w znoszeniu swoich biologicznych słabo¶ci.
Ignoruję jeden z zakazów, który okazuje się zwykłym skrótem le¶nym od asfaltu do asfaltu. Zaraz wjeżdżam w inn± boczn± drogę. Już blisko nad Pukala. Cóż z tego, skoro jedno rozwidlenie prowadzi do szlabanu a drugie do prywatnej posiadło¶ci. To może Neejarvi? To jezioro jest blisko. Pojadę kawałek.
Tutaj to samo. Obiecuj±ca droga kończy się na kilku niezamieszkałych teraz domkach letniskowych. Jest też szlaban. Oczywi¶cie zamknięty. Chwila namysłu, dumania nad map± i innymi punktami ze strony tulikartta. Osobi¶cie już dawno odpu¶ciłbym sobie ale Kaczor zawzięcie kombinuje, jakby tu na dziko i na dziko. Nad jeziorem i z ogniskiem.
W swoim postanowieniu jest tak zdeterminowany, że chce spacyfikować jeden z domków nad jeziorem. Kiedy wybijam z gor±cej głowy ten mętny pomysł, przyznaj±c mi rację, Kaczor zamierza się kopniakiem w stary i pokryty już ple¶ni± grzyb. Wła¶ciwie to markuje kopnięcie gło¶no oznajmiaj±c, że mimo wszystko daruje, wybacza i niech sobie tu starzeje się do końca.
Cóż… Z jednej strony charrrakterek niczego sobie, z drugiej za¶ niepokoj±ce sygnały poci±gu do destrukcji otoczenia. Muszę przemy¶leć czy nie wozić na wierzchu sznura i nie zatrzymywać się „przypadkiem” przy mocno zakorzenionych drzewach. Wiem, że ogólnie potępiane jest wi±zanie zwierzaków w lesie ale o ludziach tego nie słyszałem.
Wracaj±c do tematu. W krainie tej, można spać wszędzie pod warunkiem, że zachowa się odległo¶ć 150 metrów od zabudowań. Nie ma. No nie znalazłem. Czy to szutrowa droga czy asfaltowa, zawsze prowadzi na miejsce piękne acz zastawione domkami. W desperacji szukam coraz gorszych dróg. Skręcam w każd± i każda na swoim końcu zniechęca… domkami. S± wszędzie.
Efekt jest zawsze taki wła¶nie albo trafiam na koniec drogi w lesie. Jeden z takich końców prowadzi motocykl na polanę. Otoczona szczelnie lasem, wypełniona wysokimi trawami, może pozwolić ostygn±ć silnikowi i przez chwilę wsłuchać się w tutejsz± przyrodę.
Sielanka trwa bardzo krótko. Tuż po zdjęciu kasku, atakuj± mnie czarne mucho-paj±ki! Bezczelnie przysiadaj± na ubraniu, dłoniach i na twarzy. Czuję jak łaż± po głowie. Zapach sprowadza je do zdjętych rękawic. L±duj± na kasku i wszystkim co miało kontakt ze skór±. S± ciche. Te potworki nie boj± się machania rękoma, nie s± im straszne żadne sposoby odganiania działaj±ce na komary. Siadaj± na skórę i właż± pod włosy. Na dodatek nie sposób żadnego zaklaskać na ¶mierć. Nawet jak zbyt lekko się takiego zgniecie, tuż po upadku maszeruje jakby nigdy nic.
Kaczor oddalił się nieco i tańczy. Pierwsza my¶l to że nie trzeba. Umawiali¶my się przecież. Żadnych takich. Jednak jako¶ tak nieskoordynowanie się rusza. No można nie umieć a mimo to nadrabiać pewno¶ci± siebie ale aż tak…? To nie taniec. To zmasowany atak stworów poruszył zmarznięte członki. Dociera do mnie, że i dĽwięki które słyszę od pewnego czasu, nie pochodz± od dzikiej natury.
U¶wiadamiam sobie też, że Kaczor biegnie w moj± stronę wymachuj±c rękoma ale ta agresja nie jest skierowana przeciwko mnie. Uff. Natychmiastowa ucieczka. Wyłuskuję z włosów Kaczora pobieżnie co tam łazi i na motocykl. Las bez jeziora też się nie nadaje do zamieszkania. To znaczy już jest zamieszkały.
Kemping. Szukam kempingu.
W małym, sennym miasteczku zatrzymuję się po chleb. Kaczor idzie po jeden bochenek a ja rozgrzewam się na nasłonecznionym parkingu. Kaczor wraca. Taszczy nigdzie niezmieszczalny gabaryt: dwie paczki bułek, przyprawę do ryb i wodę w butelce. Jej poprzedniczka odpadła na wybojach, Ľle przymocowana do bagażu. Z tym punktem za wytrwało¶ć w znoszeniu słabo¶ci to się pospieszyłem. Siadam na motocykl, za mn± reklamówka i za reklamówk± Kaczor.
GPS pokazuje niedaleko kemping. Skręcam w boczn± drogę. Kilkaset metrów i zatrzymuję się na wzgórzu z którego spomiędzy drzew przeziera tafla wody a na niej przystań dla jachtów. Ani ¶ladu miejsca na obóz.
Pekka
Pojawił się znik±d na swoim nowym, wielkim GS1200ADV. Siwy, nie za krótki włos, ruchliwe oczy, pewny krok. Kilka zdań w suomi, kilka po angielsku i niezbyt rozumiej±c intencje, jadę drogami szutrowymi za nowym znajomym. Za kilka kilometrów zatrzymujemy się na małej le¶nej polanie, nad wielkim jeziorem. Jest pomost, łódĽ wiosłowa, łódĽ motorowa. W oddali duży, drewniany dom i kilka mniejszych. Wszystko to w zatoce z widokiem na wyspę z głazów. Osłonięta przed wiatrem ziemia przyjmuje swoich go¶ci stygn±cym już słońcem i brakiem nawet jednego komara. To ziemia Pekki.
Pierwsz± czynno¶ci± po zdjęciu kasków jest wiskanie Kaczora z reszty mucho-paj±ków. No w lesie widocznie nie byłem za dokładny i co¶ tam wybrałem dla ¶więtego spokoju ale nie wszystko.
Pekka jest podróżnikiem. Na różnych motocyklach objechał wszystkie kontynenty. W 2009r. przyjechał do domu na kupionym w Indiach, nowym Royal Enfield. W 2012r. przejechał z przyjaciółmi od Alaski do Patagonii. Wydał swój album z tej podróży. Przejechał Afrykę, Australię i oczywi¶cie Europę. Teraz jest na emeryturze.
Rozbijam z Kaczorem obóz przy domku go¶cinnym (chyba). Teraz jest zamknięty. Nowy kolega odjeżdża, bo wcze¶niej umówił się na cotygodniowy zlot po drugiej stronie jeziora. Jezioro nazywa się Nasijarvi.
Wygl±da na obiecuj±co rybne. Idziemy na wędkowanie. Nie będę dokładnie opisywał tej żałosnej próby sił z płytk±, pełn± kamieni zatoczk±. Niech będzie do¶ć, że Kaczorowi idzie lepiej bo zrywa gumę z przyponem, woblera z przyponem i pl±cze żyłkę tak, że węzeł gordyjski to przy tym supełek z kokardk±.
Wła¶ciciel tego urokliwego miejsca wraca za dwie albo trzy godziny ze swoj± przyjaciółk±. Wsiadam z Pekk± do jego łodzi wiosłowej i płyniemy daleko w jezioro.
Tu, na wodzie niechronionej już przed wiatrem, podryguje mała bojka. Podnoszę j± z powierzchni wody i ci±gnę. Przyczepiony do bojki sznur z trudem wyrywam z toni. Ci±gnę tak i ci±gnę i wyci±gam na moje oko jakie¶ 15 może 20 metrów. Na jego końcu metalowa pułapka a w niej pełno okoni i raków. Cał± zdobycz, już na łodzi przerzucamy do wiadra. Wracamy, a ja po drodze wyrzucam za burtę najmniejsze ryby. Przy pomo¶cie raki wędruj± do metalowego sadzyka zanurzonego w wodzie. Okonie id± na ruszt. Tak się łowi ryby tutaj. Skutecznie.
Pekka rozpala ogień. Trochę kory z brzozy, trochę batonowanych nożem szczap i gotowe. Od jednej zapałki. Patroszy ryby. Żadnej przyprawy specjalnej. Tylko sól. W życiu nie jadłem tak smacznych okoni.
Sauna
Noszę wodę z jeziora, Pekka rozpala w piecu. Piec jak piec. Palenisko na dole ale na piecu sterta kamieni. No i obok tej sterty pojemnik na wodę wpuszczony do wnętrza. No i rura kominowa. Za godzinę wszystko gotowe. Dziewczyny id± pierwsze. Kaczor wstydliwie zdezorientowany ale opór mija po piwku.
Kiedy obie panie smaż± się i otwieraj± pory w ukropie oddychaj±c wrz±c± par±, idę za Finem do innej, nieczynnej teraz sauny (s± trzy). To chyba zimowa wersja.
Uboższa, bo domek skromny ale w ¶rodku… Dookoła siedzisko z desek a na samym ¶rodku słup kominowy a na nim skóry reniferów. Na tych skórach siada się zim±, żeby było miękko. Dach schodzi się do ¶rodka od samego wej¶cia w odwrócony lejek. Tuż przy wej¶ciu, u podstawy daszku skrytka.
Podnosi się jedn± z desek i wkłada głęboko rękę. Ze skrytki Pekka wyjmuje butelkę pełn± fińskiej wódki i dwie małe, drewniane chochle. Zalewa jedn± odrobin± alkoholu, kręci energicznie i wylewa na zewn±trz. Cóż mi pozostało - robię to samo. Teraz wła¶ciwa porcja l±duje w „naczyniu” i w ustach. Wcale nie drapie. Repeta. Z nieczynnej sauny wychodzę jakby weselszy a i krew czuję, że rzadsza.
Nie będę opisywał wrażeń z sauny. Niech będzie do¶ć, że wchodziłem tam dwa razy. W międzyczasie, w zimn± noc, wskakuję na golasa do czarnego jak smoła i zimnego jak samo Zimno jeziora. Młodo¶ć się przypomniała. Nadmienię jeszcze, że wywin±łem potężnego orła na ¶liskiej, terakotowej podłodze. Strat zero.
Pierwszy kontakt z Finami to zaskoczenie. Zawsze miałem przed sob± obraz ludzi zamkniętych w sobie, zdystansowanych. To nieprawda. Kończymy ten dzień w nocy. Jest 1:30 miejscowego czasu.
|
|
































































































































Komentarze 8
Pokaż wszystkie komentarzeOpis rewelacyjny - cenię sobie ten typ humoru :) Pozdrawiam i powodzenia życzę
OdpowiedzKaczor to, Kaczor tamto, aż odechciało się czytać
OdpowiedzZ przyjemno¶ci± przeczytałem. Po¶miałem się też, masz poczucie humoru :). Może też za jaki¶ czas czas też się wybiorę, na razie wracam do moto po bardzo długiej przerwie. A opisy s± fajne wła¶nie...
OdpowiedzOpis super.Podoba mi się to ,,rozwleczenie"Coraz bardziej przekonuję się do zrobienia kat.A i kupna motocykla.Dzięki.
OdpowiedzGratuluję przygody i wytrwałej partnerki.
OdpowiedzOpis jest tak rozwleczony, że niestety nie da się tego czytać. Brakuje tylko opisów wyj¶cia do toalety...
OdpowiedzJedni sa ciekawi zycia i ludzi, lubia wiedziec cos wiecej niz przeczytac tylko ze " bylo zajebiscie", inni ograniczaja sie tylko do zdjec i to im wystarcza zeby sobie wyrobic zdanie lub nawet podjac na ich podstawie decyzje czy ewentualnie tam jechac czy nie. Jeszcze sie taki nie narodzil ktory by wszystkim dogodzil. I dobrze :) Jestesmy tak rozni ze nie sposob trafic do wszystkich ale czy na pewno o to tutaj chodzi? ;)
Odpowiedz