Początek sezonu 2026. Dlaczego marzec jest niebezpieczny dla motocyklistów?
Poniższe nagranie opublikowane przez policję finalnie skończyły się 37 punktami karnymi i kwotą 4700 zł mandatów, ale przecież to nic w porównaniu do tego, co działo się na drogach…
Wielokrotnie widziałem od zeszłego piątku chłopaków, dla których podwójna ciągła to tylko jakieś przypadkowe malunki na asfalcie. Podobnie rzecz miała się z ograniczeniami prędkości, jazdą na zderzaku, i tak dalej, i tak dalej. Nie mam zamiaru szerzej pisać o przypadkach śmiertelnych na przedwiośniu sezonu, bo przecież wiele razy tłumaczyliśmy choćby to, że ucieczka przed policją to system zerojedynkowy. Ale coś napisać jednak trzeba.
Cena brawury
Zero wypadło w sobotę 28 lutego na 21-latka z Wałbrzycha, który na crossie bez tablic postanowił zignorować wezwanie do zatrzymania. Krew zalewa, że nie wrócił do domu i ktoś będzie teraz urządzał kolejne pożegnanie z łubudubu pod cmentarzem. Tych pożegnań będzie po weekendzie niestety więcej.
Początek sezonu to moment, w którym nasze emocje jeżdżą i rozpędzają się szybciej niż motocykl. Nie można zapominać, że przez te kilka miesięcy maszyna stała w garażu, a ręka odzwyczaiła się od precyzji, oczy od czytania drogi, głowa od kalkulowania ryzyka. Jasne, wydaje się, że wszystko jest zapamiętane, a po minucie w siodle dawne nawyki wracają. A jednak nie. Reakcje są wolniejsze, ocena odległości mniej pewna, nadgarstek bardziej nerwowy. Nie mamy jeszcze tego!
Emocje szybsze nić maszyna
Do tego dochodzi asfalt. Przecież dopiero skończył się luty. W marcu i na początku kwietnia droga nie jest tym samym, czym była w sierpniu. Zalega na niej piach po zimowym posypywaniu, sól, drobny żwir wypchnięty z poboczy. Opony, nawet nowe, potrzebują czasu i temperatury, żeby złapać właściwą przyczepność. A tej temperatury często jeszcze nie ma. Poranne kilka stopni powyżej zera oznacza, że guma jest twarda jak plastik. Wystarczy odrobina gazu za dużo przy wyjściu z zakrętu i tylne koło przypomina, kto tu rządzi.
Kierowcy samochodów też nie są "rozjeżdżeni" z motocyklistami. Właściciele aut przez zimę odzwyczaili się patrzeć w lusterka pod kątem jednośladu. Nie spodziewają się go. Nie kalkulują, że coś małego i szybciej przyspieszającego może wyskoczyć zza kolumny aut. A my zakładamy, że przecież nas widać. Nie, nie zawsze widać. Szczególnie gdy w głowie mamy tylko jedno: "W końcu sezon! Jest petarda!".
Zimny asfalt, ślepe lusterka
Jest jeszcze psychologia stada. Pierwsze ciepłe dni wyciągają wszystkich naraz. Spotkania pod stacjami, szybkie przeloty "na miasto", pokazówki spod świateł. Ktoś odkręci, drugi nie chce zostać z tyłu. Ktoś przetnie podwójną ciągłą, bo "przecież się zmieszczę". W grupach, często przypadkowych, granica rozsądku przesuwa się szybciej niż wskazówka obrotomierza. A wystarczy jeden błąd, jeden kamień na wyjściu z łuku, jedno auto wyjeżdżające z podporządkowanej. Nie dajcie się gorącej głowie, bo to prosta droga do nieszczęścia!
Do tego czujemy się nieśmiertelni. Zima była długa, więc trzeba nadrobić. Trzeba "przedmuchać wydech". Trzeba pokazać, że forma jest. Tyle że fizyki nie da się nadrobić entuzjazmem. Jeżeli przez kilka miesięcy nie trenowałeś, nie jeździłeś, nie ćwiczyłeś awaryjnego hamowania, to pierwsza sytuacja kryzysowa nie będzie pokazem techniki, tylko gleby i modlitwy o to, żeby o coś nie przywalić, a jedynie zedrzeć kombi i kask.
Iluzja… nieśmiertelności
Tym sposobem w tym newralgicznym czasie nakładają się na siebie wszystkie czynniki: brak praktyki, zimny asfalt, brudne drogi, zaskoczeni kierowcy i nasze rozpalone głowy. To ta mieszanka, która co roku zbiera swoje ponure żniwo. Nie dlatego, że motocykle są złe, bo one są wspaniałe, niezwykłe i rzeczywiście dają to niewymowne poczucie wolności. To my zachłystujemy się tą wolnością, pędem powietrza, słońce odbijającym w chromowanych elementach naszych jednośladów. Wtedy pojawia się myśl: "Życie jest jedno! Lecimy!". Rzeczywiście tak jest. Życie jest tylko jedno. Nie dajcie się tak łatwo załatwić!
Policja nie daje nam żyć?
Policja ma za zadanie chronić wszystkich uczestników drogi, a jazda na jednym kole, slalom z nadmierną prędkością między samochodami, to przypadki, które zagrażają innym uczestnikom ruchu drogowego, pieszym, rowerzystom. Nie jesteśmy samotnymi wyspami. O tym też trzeba pamiętać. Nasze działania mogą mieć konsekwencje nie tylko dla nas, ale również osób postronnych. Nagranie, które stała się przyczynkiem do tego felietonu, zostało wykonane przez policję z Piły. 20-letni kierujący Suzuki przekroczył prędkość w terenie zabudowanym o 56 km/h. W konsekwencji stracił prawo jazdy, otrzymał 1500 złotych mandatu i 13 punktów karnych. Dodatkowo został ukarany kolejnym mandatem w wysokości 1500 złotych oraz 10 punktami za jazdę na jednym kole.
Drugi z motocyklistów, czyli 21-letni kierowca Hondy, również został przyłapany na jeździe na jednym kole - za to wykroczenie otrzymał 1500 złotych mandatu i 10 punktów karnych. Kolejne 200 złotych i 4 punkty przyznano mu za niesygnalizowanie zmiany pasa ruchu.
Kto tu kogo ściga?
Nie, policja nie "uwzięła się" na motocyklistów. Większość z nas jeździ normalnie, odpowiedzialnie, często z większą wyobraźnią niż kierowcy samochodów. Wielu inwestuje nie tylko w sprzęt, ale też szkolenia z techniki jazdy. Wielu naprawdę myśli - za siebie i za innych.
Motocykle nie są problemem. Problemem bywa ego. I przekonanie, że skoro maszyna potrafi więcej, to my też musimy. Nie musimy. Sezon dopiero się zaczyna. Lepiej, żeby skończył się planowanym wyjazdem na wakacje niż nekrologiem. Szanujmy siebie nawzajem; na dwóch kołach i na czterech. Wtedy naprawdę będzie można powiedzieć, że wolność, którą daje motocykl, to coś więcej niż chwilowy zryw adrenaliny.


Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze