tr?id=1223146534440221&ev=PageView&noscript=1

Sportowe sześćsetki za 10 tys. zł - da się kupić?

2010.09.10 Łukasz „Boczo” Tomanek

strony: 1 2 3 4 5 6 7 8

Do znudzenia

Powtórzę się, ale to konieczne. Fundamentalną zasadą przy kupowaniu sportowej sześćsetki za 10 tysięcy powinno być uświadomienie sobie, że tego typu motocykle za takie pieniądze w większość przypadków są u kresu swojego żywota. Nie istnieje takie zjawisko, jako kupno sportowej, wyżyłowanej sześćsetki w celu jeżdżenia nią 50 km/h. Jeśli ktoś ze sprzedających twierdzi, że jego Gixxer czy Yamaha R6 to tak naprawdę drugi motocykl na weekendowe wypady z żoną do Spa, kłamie. Kropka. Sześcsetki traktuje się ostro. One po to powstały. Zaprojektowano je w taki sposób, aby oddawały cały swój sportowy potencjał w okolicach czerwonego pola na obrotomierzu. Nie będziemy mydlić wam oczu, mówiąc, że kilkunastoletnia sześćsetka z przebiegiem 40-50 tys. kilometrów to wspaniała inwestycja na najbliższych kilkanaście sezonów. Spory przebieg wyzwala swoistą reakcję łańcuchową. Zużywają się łożyska w główce ramy, łożyska kół i wahacza, tylne amortyzatory (im bardziej skomplikowany układ, tym większe narastanie luzu w tulejkach), olej zmienia się w bezużyteczną lurę, pojawia się luz na nitach mocujących tarcze hamulcowe do wieńców przytwierdzonych do piast, twarde zawieszenia sprawiają, że na nierównościach urywają się uchwyty owiewek (czaszy), osprzętu. Aby taki motocykl doprowadzić do bezpiecznego stanu używalności, trzeba poświęcić trochę dodatkowej kasy. To przykre i brutalne informacje, ale trzeba być ich świadomym. Nie tylko, aby uniknąć nabycia ledwo jeżdżącego trupa, ale aby samemu uniknąć stania się jednym.

prawy przod Suzuki GSXR600
Ninja Kawasaki ZX6R
model 1998 Honda CBR 600 F3

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę