tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Niezniszczalny Bagnaia i opętany Bastianini. Co właściwe się stało w GP Katalonii?
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
motul belka 950
NAS Analytics TAG
motul belka 420
NAS Analytics TAG

Niezniszczalny Bagnaia i opętany Bastianini. Co właściwe się stało w GP Katalonii?

Autor: Mick Fiałkowski 2023.09.04, 18:31 Drukuj

Grand Prix Katalonii upłynęło pod znakiem całkowitej dominacji Aleixa Espargaro i włoskiej Aprilii, a także groźnych wypadków i wielkiego dramatu lidera tabeli, Pecco Bagnaii. Mick analizuje najważniejsza wydarzenia z Barcelony.

Zacznijmy od wielkiego zwycięzcy. Po trudnym początku sezonu i zwycięstwie na Silverstone Aleix Espargaro przyznał, że w kalendarzu są trzy tory, które idealnie odpowiadają charakterystyce Aprilii. Sęk w tym, że na liście tej nie było obiektu w Barcelonie, tymczasem w trakcie weekendu okazało się, że hiszpańska trasa idealnie pasuje do modelu RS-GP.

NAS Analytics TAG

Do tego stopnia, że Aleix w niedzielę przyznał nawet, że Barcelona dla Aprilii jest jak Red Bull Ring dla Ducati; zawodnik tej marki po prostu musi tutaj wygrać. W sumie mogliśmy się tego spodziewać, bo rok temu Hiszpanowi zabrakło jednego okrążenia.

Aby znów się nie pomylić, Aleix startował nawet w specjalnym kasku z napisem "Jeszcze jedno okrążenie". Żartował sobie także, że właściciele toru wymienili nawet wieżę z pozycjami zawodników na taką, którą widać z perspektywy motocykla.

Mówiąc już jednak zupełnie poważnie, długie wyjścia z szybkich łuków idealnie odpowiadają charakterystyce dysponującego świetną trakcją modelu RS-GP. Do tego stopnia, że Espargaro zyskiwał na wyjściu z ostatniego zakrętu tak dużo, że nawet słynący z ekstremalnie późnego hamowania Pecco Bagnaia nie był w stanie wybronić się podczas sobotniego sprintu w pierwszym zakręcie.

Co prawda Włoch wywalczył w sobotę rano pole position, czym mocno poirytował swojego hiszpańskiego rywala, ale w wyścigu za mocno zużył opony próbując uciec po starcie i w drugiej połowie sprintu nie miał już szans na obronę.

Niedziela pokazała, jak bardzo Barcelona dopasowana jest do motocykla z Noale. W pewnym momencie na pierwszych trzech pozycjach jechało trzech zawodników na RS-GP, choć Miguel Oliveira - który zaliczył jedne z najlepszych kwalifikacji w swojej karierze w MotoGP - ostatecznie nie był w stanie wybronić się przed atakami zawodników Pramac Ducati.

Grand Prix Katalonii pokazało także, że Aprilia ma coraz większy apetyt na walkę o mistrzostwo. Co prawda włoska marka nadal będzie miała lepsze i gorsze weekendy, ale tendencja zwyżkowa jest widoczna gołym okiem.

Bagnaia o włos od tragedii

Nagle okazało się także - choć chyba tylko na chwilę - że walka o tytuł możliwa jest jeszcze w tym roku. Lider tabeli i zdobywca pole position wystrzelił się bowiem przez kierownicę na wyjściu z drugiego zakrętu tuż po starcie wyścigu głównego.

Pecco Bagnaia boleśnie huknął o asfalt, a następnie z potężnym impetem został trafiony w prawą nogę przez jadącego za nim Brada Bindera. Choć wyglądało to piekielnie niebezpiecznie, na szczęście rozeszło się po kościach. Pecco nie doznał żadnych złamań i za kilka dni powinien być gotowy do walki w domowym wyścigu o Grand Prix San Marino.

Mniej szczęścia miał jego zespołowy kolega, Enea Bastianini, który chwilę wcześniej storpedował kilku innych zawodników Ducati w pierwszym zakręcie, fundując sobie nie tylko karę na kolejny wyścig, ale także kontuzje kostki i dłoni, które będą wymagały operacji. A przecież Bestia dopiero co wrócił do walki po kontuzji łopatki z Portugalii.


 

Chaos na starcie MotoGP w Katalonii. Jak to wyglądało?


 

Zatrzymajmy się na chwilę przy Bastianinim, który popełnił ewidentny - klasyczny wręcz - błąd, za bardzo opóźnił hamowanie i stracił przyczepność jeszcze zanim storpedował Johanna Zarco. Jak pamiętacie, rok temu to samo zrobił Taka Nakagami, który wtedy uniknął kary. "To był żart" - komentował w niedzielę Espargaro, domagając się jednocześnie surowszych kar za doprowadzenie do wypadku w pierwszym zakręcie.

Inni sugerowali nawet, że linię startu powinno się przesunąć bliżej pierwszego łuku, ale Hiszpan podkreślał, że na tym poziomie zawodnicy powinni po prostu trochę lepiej się ogarniać. Trudno się z nim nie zgodzić, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że Bastianini opuścił praktycznie połowę sezonu i jego szybkość reakcji z pewnością jest z tego powodu nieco zakurzona.

Wróćmy jednak do Pecco. Kibice i eksperci natychmiast podzielili się na dwa obozy, jeśli chodzi o szukanie przyczyn wywrotki Włocha. Jedna strona podkreśla, że to już kolejny raz, kiedy Bagnaia nie trzyma presji i popełnia błąd jadąc na prowadzeniu (i nie tylko). W końcu pamiętamy, co wydarzyło się chociażby na początku sezonu w Austin.

Z drugiej strony były wicemistrz świata MotoGP, Hiszpan Sete Gibernau (który sam zasmakował żwiru w pierwszym zakręcie w 2006 roku), zwrócił uwagę na fakt, że dźwięk silnika zarejestrowany przez kamerę onboard na Ducati mistrza świata nie brzmiał prawidłowo, sugerując możliwe problemy techniczne.

Sam Pecco po wyjściu ze szpitala także przyznał, że nie była to "normalna" wywrotka, a już od okrążenia rozgrzewkowego mocno brakowało mu przyczepności.

Czyżby problemem były nowe przepisy dotyczące minimalnego ciśnienia w oponach Michelin? Od jakiegoś czasu zawodnicy podkreślają, że muszą zaczynać wyścig z ciśnieniami dużo niższymi, niż optymalne i bezpieczne (w przeciwnym razie rosną one za bardzo i zamiast bezpieczniej, robi się niebezpiecznie). Niektórzy mówią wprost, że po starcie czują się, jakby jechali "na kapciu".

Miało być bezpieczniej, bo jednolite dla całej stawki opony Michelin zwyczajnie nie radzą sobie z napakowanymi aerodynamiką maszynami MotoGP, ale okazało się, że poszliśmy ze skrajności w skrajność. Miejmy nadzieję, że problem rozwiążą w przyszłym roku nowe wersje opon, bo sytuacja w tej chwili jest trochę niepoważna.

Drugi na mecie niedzielnego wyścigu Maverick Vinales został pierwszym w tym roku kierowcą, który przekroczył minimalny limit ciśnienia przez ponad 50% wyścigu, za co otrzymał pierwsze upomnienie. Co ciekawe, ujęcia slow-motion podczas wyścigu pokazały wyraźnie, że Hiszpan całkowicie postrzępił prawą stronę przedniej opony. "Przekroczenie limitu nic mi więc nie dało" - lekko irytował się były mistrz świata klasy Moto3.

Na osłodę pozostało mu podium oraz fakt, że długo jechał na prowadzeniu. Gdyby je dowiózł do mety, zostałby pierwszym zawodnikiem w historii MotoGP, który wygrał wyścigi na motocyklach trzech różnych producentów (sztuki tej może w tym roku dokonać także Jack Miller, ale Australijczyk kompletnie nie może dogadać się z motocyklem KTM).

Co ciekawe, na mecie Vinales mógł przynajmniej przejechać się zwycięskim motocyklem, bo na okrążeniu zjazdowym Espargaro spontanicznie zaproponował mu zamianę maszyn. Ten gest miał podkreślić, jaką drogę Aprilia przeszła w ostatnich latach. Jeszcze do niedawna kończyła wyścigi minutę za zwycięzcą, a dzisiaj sama jest zdolna do wygrywania. Aleix jest w ten projekt zaangażowany niemal od początku i to także on zainicjował ściągnięcie do zespołu Vinalesa, z którym wcześniej dzielił garaż w Suzuki. "Nie we wszystkich zespołach dobrze mnie trakowano" - mówił Hiszpan nawiązując do swojego czasu w ekipie Yamahy.

Japonia coraz dalej

W Barcelonie sporo działo się nie tylko w czołówce. Kwalifikacje na końcu stawki w komplecie zakończyli zawodnicy Hondy i Yamahy. W sobotę Marc Marquez jako jedyny nieco się wybił, widowiskowo przebijając się do pierwszej ósemki. Aby tego dokonać, musiał jednak znów pojechać na absolutnym limicie, ale po kilku kółkach zdał sobie sprawę, że nie ma to sensu i wrócił do szeregu.

Cała ta sytuacja pokazała nie tylko jakim fenomenem jest Marquez, bo pozostali zawodnicy Hondy jechali prawie że tempem Moto2, ale także to, w jak potężnym kryzysie pozostają japońskie marki.

W Barcelonie organizatorzy MotoGP zapowiedzieli, że w przyszłym roku wprowadzą dla Japończyków ułatwienia, czy to się podoba rywalom czy nie, ale szef Ducati zapowiedział, że nie ma z tym problemu. Czy więc jest jeszcze dla Hondy i Yamahy jakaś szansa? Oby.

Frustrujący weekend ma za sobą także Fabio Quartararo, który przecież w przeszłości wygrywał w Barcelonie. Francuz na niedzielę wrócił nawet do części i setupu z 2022 roku, w tym mniejszego pakietu aero, ale na niewiele się to zdało.

Marquez i Quartararo z pewnością czekają już na wyjazd do Misano, ale nie chodzi wcale o walkę w kolejnym wyścigu, a testy, które czekają ich tam po Grand Prix San Marino. To mogą być dwa najważniejsze dni w tym roku.

Tymczasem Aprilię i Ducati czeka za kilka dni wielkie starcie na własnej ziemi. Kto wyjdzie z niego obronną ręką?

 

NAS Analytics TAG

NAS Analytics TAG
Zdjęcia
NAS Analytics TAG
Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    motul belka 950
    NAS Analytics TAG
    na górę