Marquez wygrywa w Australii, ale to koniec dobrych dla niego wiadomo¶ci
Co prawda Marc Marquez w niesamowitym stylu wygrał niedzielny wyścig o Grand Prix Australii, ale zwycięstwo na torze Phillip Island ma dla Hiszpana słodko-gorzki smak. Dlaczego było tak wyjątkowe i dlaczego Marc może czuć niedosyt? Mick analizuje sytuację.
To scenariusz jak z filmu. Dojeżdżając na pola startowe po wreszcie udanych kwalifikacjach, Marquez trafia "ogromnego owada", który rozbryzguje się na wizjerze jego kasku.
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Choć zawodnicy umówili się już cztery lata temu, że nie będą odklejać tzw. "zrywek" z wizjerów na polach startowych, Hiszpan nie ma wyjścia. Odkleja folię i wyrzuca ją, ale nie w tę stronę, w którą powinien. Rzucony pod wiatr materiał trafia prosto pod tylne koło Ducati z numerem 93.
Do startu zostają już tylko sekundy. Marquez nerwowo ogląda się na tylne koło, ale wie, że nie może już nic zrobić. Po starcie spektakularnie pali gumę i lekko staje bokiem. Udało mu się opanować sytuację, ale spada z drugiego na trzynaste miejsce.
Ruszający zza jego pleców Pecco Bagnaia przygląda się wszystkiemu z drugiego rzędu i wie, że po starcie musi natychmiast uciekać na prawą stronę, co też robi. Włoch nie spodziewał się jednak, że już w połowie pierwszego kółka Marquez ponownie będzie w czołowej grupie.
Choć startujący z pole position Jorge Martin - podobnie jak dzień wcześniej - dostaje od Marqueza piękny prezent, to jednak tym razem nie jest w stanie go wykorzystać. Na finiszu sześciokrotny mistrz świata dwukrotnie atakuje lidera tabeli i po drugim podejściu nie oddaje już prowadzenia.
W ten sposób Hiszpan sięga po swoją trzecią wygraną w tym sezonie. W przeciwieństwie do rozgrywanych w specyficznych warunkach wyścigów w Aragonii i Misano, tym razem jednak Marc zgarnia 25 punktów w "normalnym" wyścigu, choć w nietypowych - nie na swoją korzyść - okolicznościach.
Dlaczego więc ta wygrana ma słodko-gorzki smak? Wszystko dlatego, że strata zawodnika Gresini Racing do prowadzącego w tabeli Martina wynosi aż 79 punktów na już tylko 111 możliwych do zdobycia.
Owszem, matematycznie Marc nadal ma szansę na walkę o tytuł. Realnie jednak będzie to bardzo, bardzo trudne. Tym bardziej że pomiędzy nim a liderem jest jeszcze Bagnaia, który do Martina traci tylko 20 oczek i to on wydaje się głównym rywalem zawodnika ekipy Pramac Racing.
Ducati zabiera części…
Jakby tego było mało, Marquez może być w trzech ostatnich rundach na straconej pozycji. Pamiętacie, jak jego Ducati stanęło w płomieniach podczas Grand Prix Indonezji?
Teraz już wiemy, co się stało. Ducati przygotowało dla zawodników dosiadających modelu GP23 nowe koło zamachowe, które miało rozwiązać problemy z wibracjami i brakiem trakcji i rozwiązało.
Włosi mogli je wymienić, mimo zamrożenia specyfikacji silników, bo sprytnie zaprojektowali je na zewnątrz, a nie wewnątrz jednostki napędowej. To jednak ten element doprowadził do awarii i finalnie pożaru maszyny Marqueza, dlatego po tamtym weekendzie Ducati zabrało nowe części zawodnikom dosiadającym starego modelu.
W Australii nie miało to znaczenia, bo Phillip Island to płynny tor, na którym liczy się przede wszystkim zawodnik, ale już w Tajlandii i Malezji Marc może mieć dużo trudniejsze zadanie.
Tym bardziej że dwa kolejne tory bardzo leżą Pecco, który w Australii nie trafił z setupem, za mocno zużył opony i odpuścił, ale przed weekendem spodziewał się takiego scenariusza.
Jest więc duża szansa, że losy tytułu rozstrzygną się pomiędzy Martinem i Bagnaią. Pamiętacie moje niedawne rozważania na temat tego, kogo wspierać będzie Ducati?
Bagnaia rozwiał wątpliwości już w czwartek, przyznając przed GP Australii, że włoska marka ma już ramę na sezon 2025, która jest wyraźnym krokiem do przodu, ale nie da jej w tym roku Pecco, aby nie faworyzować żadnego ze swoich zawodników.
To akurat dobra wiadomość dla Marqueza i Martina. Tymczasem do końca tegorocznych zmagań jeszcze trzy wyścigów główne i trzy sprinty. Czy Marc będzie w stanie dokonać niemożliwego i jakoś odrobić stratę, a raczej liczyć na potężne błędy swoich głównych rywali?
Przekonamy się już niedługo, bo karuzela MotoGP z Australii leci prosto do Tajlandii. Niech wygra najszybszy!







Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze