Dlaczego motocykliści nienawidzą motocykli elektrycznych?
Nie wiem, co sprawia mi mniej przyjemności - czytanie o postępującej czwartej fali pandemii czy czytanie o tym, czego rządy na świecie planują zakazać albo nakazać. Ten brytyjski na przykład planuje zakazać jakichkolwiek modyfikacji motocykli, dzięki czemu powiemy wieczne "Do Widzenia" akcesoryjnym układom wydechowym. Ten słowacki z kolei planuje uczynić Tatry strefą całkowicie zieloną i bezemisyjną, zakazując używania w nich czegokolwiek innego, jak prąd lub własne nogi. A co planuje polski Rząd? Bóg jeden raczy wiedzieć. Prawdopodobnie zwiększyć odległość dystansu społecznego do jednego metra i 75 centymetrów, o czym premier nas pewnie powiadomi przy pomocy konferencji i prezentacji, za której stworzenie zapłaci podatnik, czyli ja i Ty.
Ponad ten cały legislacyjny bałagan próbują się wznieść wszyscy producenci samochodów i motocykli, którzy zapewniają nas (również przy pomocy prezentacji), że ich oferta do 2030 roku będzie wyłącznie elektryczna. Nic dziwnego, że do tego czasu Elon Musk chce spakować walizki i uciec na Marsa. W samochodach sprawa jest prosta, bo jak już ustaliliśmy, ich użytkownikom w większości nie robi znaczenia, czym jest napędzany kierowany przez nich pojazd, mogą to być nawet własne nogi, wystawione przez dziurę w podłodze, jak Fred Flinstone. Ale motocykliści to grupa ekstremalnie ortodoksyjna, która wyznaje tylko jedną zasadę - zasadę wewnętrznego spalania. Ekstremalnie ortodoksyjna do tego stopnia, że jeśli wynaleziono by sposób na teleportację, co rozwiązałoby dosłownie wszystkie problemy, motocykliści i tak prawdopodobnie woleliby, żeby ruchowi prawego nadgarstka towarzyszyła seria wybuchów mieszanki paliwa i powietrza w silniku.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSYŁKA GRATIS »
Prąd nie pochodzi z gniazdka, a baterie (póki co) są ciężkie. To fakty niepodważalne, ale tak samo niepodważalne jest, że silnik elektryczny jest o wiele prostszy i o wiele efektywniejszy, a jego cechą główną i asem z rękawa jest natychmiastowe uwalnianie całego momentu obrotowego, w przeciwieństwie do spalinowego, który potrzebuje trochę czasu, żeby zbudować obroty i moc. I znowu, powiedzieliśmy już sobie, że motocykliści kochają to, co dzieje się od chwili, kiedy odkręcisz gaz, aż do chwili, kiedy moc osiągnie swoje maksimum i trzeba zmienić bieg. Te wszystkie eksplozje, wibracje i towarzyszący im dźwięk. Kochamy to. Motocykliści nie są zainteresowani samym przybyciem na miejsce, ale tym, co dzieje się po drodze, a samo przyspieszenie to - niestety - za mało.
Kolejną łyżką dziegciu w beczce prądu jest brak możliwości zmiany biegów, których możliwość zmieniania osobiście motocykliści bardzo cenią. Tu nawet nie trzeba odwoływać się do pojazdów elektrycznych. Przykład: Kiedyś mój znajomy zapytał mnie, jakie duże, turystyczne enduro powinien kupić. Odpowiedziałem, że Hondę Crosstourer V4, ale koniecznie z dwusprzegłową skrzynią DCT, która od manualnej jest lepsza pod każdym względem. Podobnie jak ta w nowej Afryce Twin. Pracuje błyskawicznie i uwalnia Cię od problemu gaśnięcia silnika w terenie, poza tym możesz biegi zmieniać sam za pomocą kciuka i palca wskazującego. To wszystko na nic, bo znajomy od razu zaznaczył, że chce manual, bo w samochodzie ma automat, a tutaj chce mieć radochę z mielenia przełożeniami. Podobnie chyba uważa rynek, bo wspomniane Crosstourer oraz Africa sprzedawały się lepiej w wersjach z manualem.
Koncerny pracują już nad silnikami elektrycznymi, współpracującymi z manualną skrzynią biegów (patrz: Kawasaki albo futurystyczna interpretacja Opla Manty w wersji "e"), ale nie do końca pojmuję, w jaki sposób miałoby to działać i przede wszystkim, co by to miało dać. Z punktu widzenia dynamiki i z punktu widzenia momentu obrotowego, który w silniku elektrycznym jest dostępny cały od razu, przerywanie tego ciągu tylko po to, żeby powachlować sobie dźwignią, wydaje się jak przerywanie stosunku. Oczywiście ktoś już na bank pomyślał, że chodzi o sensacyjne uczucie nie tylko własnoręcznego i własnonożnego zmieniania biegów, ale też o przyjemne uczucia dźwiękowe zmianie biegów towarzyszące i wymyśla, albo wymyśli, jakiś rodzaj systemu audio, który to będzie udawać, a technologia przecież już jest. Miejmy nadzieję, że prezes żadnego zarządu tego pomysłu nie zaakceptuje. Napęd elektryczny wydaje się mieć najwięcej sensu w skuterach, np. NIU, które przede wszystkim mają być praktycznym narzędziem, dopiero później odpowiadać na potrzebę generowania frajdy z jazdy. Niepisany bonus - uwalniamy się od konieczności jeżdżenia na stację benzynową i bycia przesłuchiwanym w sprawie karty lojalnościowej, promocji na batony i wyboru sosu do hotdoga.
Producenci motocykli będą motocyklistów przekonywać przede wszystkim w jednej kwestii, czyli kwestii przyspieszenia, ale - znowu - nie tylko o to nam chodzi. Jaki jest najszybszy Harley-Davidson? Elektryczny LiveWire, który pogoniony w szczodry sposób robi wszystko, co napotka na drodze. A teraz niech sprzedawca spróbuje przekonać wieloletniego klienta, żeby wydał masywną premię na motocykl elektryczny, a nie coś z 2,2 litrowym silnikiem ScreamingEagle. Kiedy ostatnio widzieliście LiveWire na drodze, którym nie jechał pracownik salonu albo dziennikarz? Tutaj sytuacja wygląda tak samo jak z wymianą pieca w domu i próbą przekonania starszej pani, która mieszka sama, ma deputat węglowy po mężu i pali kopciuchem. Po co, skoro dotychczasowe rozwiązanie działa? A teraz spróbujmy odpowiedzieć sobie na początkowe pytanie dlaczego motocykliści nienawidzą motocykli elektrycznych? Mówiąc krótko - bo dotychczasowe rozwiązanie praktykujące zasadę wewnętrznego spalania jest dla nich po prostu przyjemne. Ale co wtedy, kiedy do motocykli elektrycznych zostaniemy przymuszeni, albo paliwa w końcu braknie?







Komentarze 1
Pokaż wszystkie komentarzePaliwa nie braknie; a dyby jednak to pojeździmy na ekologicznym holcgazie.
Odpowiedz