3,7 promila w L-ce. Nauka jazdy na gazie
Sieradz. Poniedziałkowy poranek. Z pozoru zwykła lekcja jazdy, ale finał bardzo przykry. Smutny podwójnie, bo chodzi nie tylko o osobę, ale i funkcję.
Instruktor odpowiada nie tylko za siebie, ale i za kursanta. Gdyby nie szybka interwencja drogówki, mogło dojść do tragedii z udziałem nieświadomego zagrożenia klienta. A wszystko przez instruktora, który zamiast trzeźwej głowy i zdrowego rozsądku, postawił na… solidne promile. I to nie jakieś tam "wczorajsze piwko". Gość miał w organizmie aż 3,7 promila alkoholu! Cud, że wsiadł do samochodu o własnych siłach.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »
Jednak ktoś zauważył na ulicy Armii Krajowej w Sieradzu, że coś z tym autem nauki jazdy jest nie tak. Zgłoszenie trafiło do policji, a funkcjonariusze natychmiast ruszyli w teren. Efekt? Szybko zlokalizowali charakterystyczne auto z dużym "L" na dachu i zatrzymali je do kontroli. Za kółkiem siedział 29-latek z Pabianic, który miał przed sobą ważny dzień - za dwie godziny egzamin. Szkoda, że jego "przewodnik po przepisach ruchu drogowego" ledwo trzymał się rzeczywistości.
Policjanci nie musieli długo zgadywać. Od 55-letniego instruktora ciągnęła się chmura oparów alkoholu. Alkomat wskazał bardzo wysoką wartość, aż 3,7 promila. Facet w tym stanie nie powinien prowadzić nawet wózka sklepowego, a co dopiero odpowiadać za życie kursanta i innych uczestników ruchu.
Instruktor próbował się tłumaczyć, że to nie była zaplanowana lekcja, że to kursant go rano poprosił o dodatkową jazdę. Naprawdę? Tłumaczenie rodem z kiepskiej komedii. Policjanci odebrali mu uprawnienia, a mężczyzna będzie teraz tłumaczył się przed sądem. Grożą mu nawet 3 lata odsiadki, wysoka kara finansowa, zakaz prowadzenia pojazdów i dożywotnie pożegnanie z zawodem instruktora.
Warto przypomnieć: w świetle prawa, podczas jazdy szkoleniowej to instruktor jest osobą kierującą pojazdem. On ma mieć oczy dookoła głowy, nerwy ze stali i przede wszystkim trzeźwy umysł. W tym przypadku zawiódł każdy z tych elementów. A co, gdyby kursant spanikował? Gdyby doszło do kolizji? Kto wtedy ponosi odpowiedzialność? Tak między nami mówiąc, kursant też się nie popisał. Nie zorientował się w stanie instruktora? Być może. Czekał go jeszcze egzamin, był w stresie.
Na portalu motocyklowym nie możemy przejść obojętnie obok takich spaw. Szkolenie młodych kierowców - czy to motocykli, czy aut - to odpowiedzialność, która wymaga stuprocentowego zaangażowania i świadomości. Tacy ludzie jak ten instruktor nie mają prawa zbliżać się do placu manewrowego, a tym bardziej do przyszłych kierowców. Od ich postawy zależy bezpieczeństwo nas wszystkich. I to wcale nie jest przesadzone stwierdzenie.







Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze