Verge TS Pro może wywrócić stolik, przy którym siedzą producenci spalinówek
Można śmiało powiedzieć, że rynek kółek zasilanych prądem dawno nie dostał takiego impulsu jak teraz, wraz z prezentacją Verge TS Pro na CES 2026. Chodzi o zasilanie i sprawa jest naprawdę ciekawa.
Producent mówi wprost o pierwszym na świecie seryjnym, drogowym pojeździe elektrycznym z prawdziwym akumulatorem typu solid state. Na dodatek technologia nie podbija ceny motocykla. To rozwiązanie rzeczywiście jest mocne.
Elektryczny impuls, jakiego rynek nie widział
Sercem nowego TS Pro jest pakiet baterii opracowany przez Donut Lab. Gęstość energii na poziomie 400 Wh na kilogram ogniwa może jest mało jasna, więc najlepiej przełożyć ją na realne parametry. W wersji z akumulatorem 33.3 kWh motocykl ma pokonać do 595 kilometrów na jednym ładowaniu, a uzupełnienie energii do 80 procent przy mocy 200 kW ma zająć zaledwie 10 minut. Do tego całość zamknięto w masie 235 kilogramów, a energia trafia do tylnego koła przez bezpiastowy silnik Donut, który generuje kosmiczne 1000 Nm momentu obrotowego. Efekt jest brutalny i natychmiastowy, bo sprint od 0 do 100 km/h trwa tylko 3,5 sekundy.
Niestety na razie Donut Lab bardzo oszczędnie dawkuje informacje o chemii ogniw. Wiadomo jedynie, że elektrolit jest suchy, a materiały mają być łatwo dostępne, tanie i wolne od geopolitycznych komplikacji. Brzmi to nieco zbyt optymistyczne, bo tak wysoka gęstość energii zwykle wymaga kosztownych rozwiązań, i do tego trudnych w produkcji. Jeśli nastawić ucha plotkom, mówi się o polimerowych lub kompozytowych elektrolitach z dodatkiem ceramiki, co pozwalałoby zachować rozsądne koszty i wykorzystać istniejące linie produkcyjne. Przy deklarowanej zdolności produkcyjnej rzędu 1 GWh rocznie brzmi to bardziej realistycznie niż egzotyczne ceramiki wymagające ekstremalnych warunków wytwarzania.
Jak upakowano prąd w TS Pro?
Same ogniwa mają formę pryzmatycznych pakietów o pojemności 125 Wh, a pokazany moduł 5 kWh to raczej demonstrator technologii niż finalna konfiguracja montowana w motocyklu. Verge oferuje bowiem dwa warianty pojemności, 20.2 kWh oraz 33.3 kWh, i nie zdradza dokładnie, jak energia jest rozmieszczona w ramie. Wiadomo natomiast, że przy poziomie modułu gęstość spada do 350 Wh na kilogram, co i tak robi wrażenie.
Osobny rozdział to wspomniany już silnik Donut, który od początku był znakiem rozpoznawczym marki. Odwrócona konstrukcja, z wirnikiem na zewnątrz i stojanem w środku, pozwala maksymalnie wykorzystać ramię działania magnesów. Dzięki temu moment obrotowy trafia bezpośrednio do koła, a wahacz może być połączony ze stojanem. W przypadku TS Pro 17 calowy silnik w otwartej wersji generuje 137 KM, a jego moment obrotowy odpowiada mniej więcej 77 Nm na wale korbowym klasycznego motocykla spalinowego, po uwzględnieniu typowego przełożenia rzędu 13 do 1. Donut Lab pokazuje też mniejsze jednostki 12 calowe o mocy od 4 do 30 kW i momencie od 80 do 350 Nm oraz większe 17 calowe o mocy sięgającej 150 kW i momencie nawet 1200 Nm!
Moment przełomu dla elektrycznych motocykli?
Wszystko to byłoby tylko technologiczną ciekawostką, gdyby nie ceny. Verge TS Pro z baterią 20.2 kWh, ładowaniem 100 kW i zasięgiem 349 kilometrów kosztuje 30 tys. dolarów, czyli może i niemało, ale jednocześnie dokładnie tyle samo, ile wcześniejsze wersje z klasycznym akumulatorem litowo-jonowym. Dla chętnych na maksimum możliwości przygotowano wariant z baterią 33.3 kWh, ładowaniem 200 kW i zasięgiem 595 kilometrów wyceniony na blisko 35 tys. dolarów. Obie wersje korzystają ze standardu NACS i potrafią w 10 minut doładować energię wystarczającą na przejechanie 299 kilometrów. Na horyzoncie majaczy jeszcze TS Ultra za prawie 45 tys. dolarów, z najmocniejszym silnikiem 201 KM i 1200 Nm, jeszcze lepszym przyspieszeniem oraz rozbudowanymi systemami wsparcia opartymi o sześć kamer i radary.
Jeśli deklaracje Donut Lab znajdą potwierdzenie w testach, to prawdopodobnie będziemy świadkami momentu, gdy elektryczne motocykle zaczną realnie konkurować z maszynami spalinowymi pod względem osiągów i użyteczności. Oczywiście o ile wyobrazimy sobie świat, w którym stacji ładowania jest również dużo, jak klasycznych stacji benzynowych, a ceny elektrycznych wynalazków na dwóch kołach nie będą wołać o pomstę do nieba.


Komentarze 2
Pokaż wszystkie komentarzeChyba jest dużo więcej lepszych opcji... I nie martw się, jeżeli to ogarnęli to i stacje ładowania i energię do nich w sensowny sposób znajdą. Kwestia czasu. Na pewno nie za rok czy dwa, ale w ...
OdpowiedzJeszcze tylko pytanie skadbrać energię aby powstalo tyle stacji ladowania co obecnie jest bezynowych. Moze z generatorow diesla
Odpowiedz