tr?id=1223146534440221&ev=PageView&noscript=1

Suzuki Banditem do Rumunii - wyprawa za 900 zł

Autor: Michał Niesiobędzki 2017.07.05, 13:54 6 Drukuj

Relacji z wyjazdów do Rumunii było już wiele, więc tym razem będzie to bardziej garść porad i praktycznych informacji wyjazdowych, niż sam opis podróży.

Mój wyjazd do Rumunii odbył się w drugiej połowie czerwca. U nas początek lata, tam obawiałem się śniegu na górskiej trasie. Moim celem były głównie trasy Transfogarska (7C) oraz Transalpina (67C).

Namiot, śpiwór i karimata

Zakładałem, że wyjazd ma być niskobudżetowy, więc wziąłem ze sobą namiot, śpiwór i karimatę. Do granicy Rumunii dotarłem późnym popołudniem. Należy pamiętać, że tam czas letni to +1 godzina względem naszego. Cena noclegu przy granicy rumuńsko węgierskie to koszt 100 lei czyli ok. 100 zł. Jak już wspomniałem, żeby ciąć koszty, próbowałem znaleźć miejsce na rozbicie namiotu. Niestety, trzy napotkane osoby nie chciały przyjąć mnie na swoją posesję. Ponieważ zaczynało się ściemniać, pojechałem szutrową drogą poza miasteczko Sintion i już prawie po ciemku rozłożyłem namiot na małej, zarośniętej trawą, nieużywanej drodze obok pola kukurydzy.

Do Jaskini Niedźwiedzia

Noc minęła spokojnie, a wczesnym rankiem zacząłem się pakować. Pierwszym punktem mojej podróży miała być Jaskinia Niedźwiedzia (Pestera Ursilor). Ruszyłem drogą E79 z Oradea w kierunku Beius. Znaki same poprowadziły mnie na parking w okolicach jaskini. Bilet wstępu do jaskini - 20 lei. Jaskinia bardzo ładna, stalaktyty i stalagmity robią wrażenie. Czas zwiedzania jaskini z przewodnikiem mówiącym tylko po rumuńsku to ok. 30-40 minut. Większość trasy przygotowana dla turystów - jest równa ścieżka i oświetlenie. Ale latarkę warto mieć ze sobą.

Trasa urocza, ale nawierzchnia słaba

Po skończeniu spaceru po jaskini wybrałem się drogami nr 75, 74A oraz 74 w kierunku miejscowości Alba Iulia. Część drogi 75 to ładna trasa wijąca się tuż przy parku narodowym Apuseni. Trasa urocza, bardzo kręta, ale miejscami ze słabą nawierzchnią. Kolejny przystanek to okolice miejscowości Sebes. Tam chciałem znaleźć nocleg, żeby następnego dnia rano szybko rozpocząć Transalpinę. Kwater i pensjonatów po drodze mijałem sporo. Ostatecznie zacząłem pytać o nocleg w okolicach miejscowości Petresti. W moim przypadku akurat wyszło tak, że dwa pierwsze pensjonaty nie miały wolnych miejsc. Sympatyczna właścicielka drugiego pensjonatu zadzwoniła do koleżanki, która po chwili przyjechała i poprowadziła do siebie. Przenocowałem u niej w domu (to raczej nie był pensjonat, bo miałem pokój niewyglądający na przygotowany pod turystów, ale nie było to dla mnie problemem). Początkowa cena to 20 Euro. Wynegocjowałem do 15 Euro.

Transalpina robi wrażenie

Następnego dnia kontynuowałem jazdę trasą 67C aż do skrzyżowania z trasą 67, a następnie w lewo do Curtea de Arges. Musze przyznać że Transalpina robi wrażenie. Jest to trasa zupełnie inna niż Transfogarska. Z najwyższego miejsca nie widać wielkiej doliny z wijącą się nitką tak, jak to jest na 7C. Za to jedzie się szczytami lub zboczami gór, a widoki powodują chęć zatrzymania się na każdym zakręcie i podziwiania panoramy. Nawierzchnia jest bardzo dobra. Trzeba jedynie uważać na pojawiające się gdzieniegdzie ubytki asfaltu. Jadąc Transalpiną raz spotkałem się twarzą w twarz z osiołkami. Poza tym nie odnotowałem żadnych niespodzianek za zakrętem. Zjeżdżając z Transalpiny, gdzieś w okolicach miejscowości Ranca, jest mała stacja benzynowa. Nie musiałem się tam zatrzymywać, ale wydaje mi się, że w takich miejscach płatność tylko gotówką. Z Transalpiny kierowałem się do Curtea de Arges trasą 67 i 73C. Przyjemnie jechało się szczególnie tym drugim odcinkiem. Wąska szosa z łagodnymi łukami i przyzwoitym asfaltem. Dojechałem do kempingu obok miejscowości Curtea de Arges. To dobre miejsce na start na Transfogarską jadąc od południa.  Z czystym sumieniem mogę polecić  - jest kilka małych domków do wynajęcia, miejsce na części zadrzewionej  (niskie drzewa owocowe) na 10-15 małych namiotów i drugie tyle w części bez drzew (właściciel mówił, że to miejsce dla kamperów, ale namioty też tam stały). Są łazienki i prysznice z ciepłą wodą, jest prąd żeby naładować telefon. Jest sympatyczny właściciel - motocyklista, mówiący po angielsku.

Transfogarska - lepiej przejechać ją od północy

Następnego dnia kierowałem się na Transfogarską - tym razem miałem ją przejechać od południa. Pamiętam wrażenie jakie, wywarła na mnie ta droga kilka lat temu - wtedy jechaliśmy od północy. Obawiałem się że w drugiej połowie czerwca na trasie będzie jeszcze śnieg. Tymczasem wszystko było całkowicie przejezdne, a śnieg tuż obok szosy był tylko przed tunelem na przełęczy. Transfogarska - zapiera dech w piersiach. Kto był, ten wie. Kto widział tylko zdjęcia - będzie w szoku. Zdjęcia nie pokazują jak tam naprawdę jest niesamowicie. Pogoda sprzyjała mi cały czas - na przełęczy nieco się zachmurzyło, ale po odpoczynku i zdjęciach na spokojnie rozpocząłem zjazd. Niestety, mając w pamięci poprzedni dzień, Transfogarska zraziła mnie do siebie jakością asfaltu. Wyglądał, jakby był sfrezowany i wypłukany. Jest zniszczony warunkami atmosferycznymi. Na każdym zakręcie miałem wrażenie, że zaraz złapię uślizg przodu i wyląduję w rowie lub polecę w przepaść. Dopiero w dolnej części asfalt zdecydowanie się poprawił, a ponieważ to była już jazda przez las, można było też sporo przyspieszyć. Wrażenia z Transfogarskiej - chyba jednak lepiej przejechać ją od północy, i lepiej przejechać najpierw 7C a później 67C - żeby na początek mieć gorszy asfalt. Tym, którzy lubią sprawdzić swoje motocyklowe umiejętności, raczej polecam Transalpinę.

Basen jest, ale nieczynny

Po zjechaniu z 7C skierowałem się na zachód - za Sebes. Wiedziałem że tam jest jakiś przyjemny kemping. Z trasy A1 zjechałem do Aurel Vlaicu i tam drogowskazy pokierowały mnie na pole namiotowe. Miał tu być basen. Okazało się ze basen jest, ale chwilowo nieczynny (właściciel wypompowywał wodę - pewnie w celu wyczyszczenia basenu). Przez całe popołudnie hałasował agregat i pompa, a za płotem po polu jeździł traktor. W nocy ciągle szczekały psy z gospodarstwa obok. Ciepłej wody w godzinach porannych nie było. Ciszy, spokoju i basenu nie zaznałem, więc miejsca nie polecam. Atutem tej lokalizacji jest fakt, że to miejsce przy trasie prowadzącej do E79, którą to trasą można dojechać do Oradea - czyli do granicy z Węgrami.

Rumunia szybko się zmienia

Jadąc trasą E79 byłem pod wrażeniem jak ładnie rozwija się sieć dróg w Rumunii. Miejscami trasa była stara, ale jeszcze w dobrym stanie, długi odcinek to piękna, nowa, z wyprofilowanymi zakrętami droga, ale niestety część jest dopiero w budowie. I tam też utknąłem - jazda na jedynce po tłuczniu, kamieniach, żwirze, piasku i frezach… Dla mnie i mojego Bandita to był koszmar. Tam straciłem pewnie z godzinę, a może i dwie. Budowany odcinek jest gdzieś między miejscowościami Halmagiu i Stei. Oczywiście sytuacja z budową się zmienia, więc za 2 miesiące na pewno będzie tam już zdecydowanie lepiej. Myślę że w przyszłym roku E79 będzie świetną przelotową trasą. Później to już mało ciekawa droga od Oradea przez Węgry i Słowację oraz przyjemna trasa przez polskie góry.

Koszty wyjazdu do Rumunii:

Paliwo w ok. 4,30 - 4,60 lea za litr (czyli 4,30 - 4,60 zł)

Winieta na Węgrzech - 7 Euro (kilka dni przed wyjazdem sprawdzałem w Internecie - miało być 5 Euro, ale pani w okienku zarzekała się, że koszt to 7 Euro)

Nocleg u sympatycznej rodziny koło Sebes - 15 Euro, ale w motelach/pensjonatach koszt pokoju jednoosobowego to przeważnie 22 - 25 i więcej Euro

Kemping - 6-7 Euro/jedna noc (1 osoba, motocykl, namiot, prąd)

Jedzenie w barach - smaczny obiad można zjeść ze 15-25 Lei

Całkowity koszt wyjazdu wyniósł mnie niewiele ponad 900 zł (trasa, którą przejechałem, to niecałe 3000 km)

Inne informacje:

Euro zamieniłem na Lea w kantorze tuż przed Oradea. Kurs tam i w samym mieście bardzo podobny.

Ze znalezieniem stacji benzynowych nie ma problemów - ja tankowałem na większych - typu Lukoil, RomPetrol. Tam płaciłem kartą. Na stacjach "no name" nie byłem, ale podejrzewam że tam raczej płatność tylko gotówką.

Temperatury, jakie miałem codziennie - było bardzo ciepło/gorąco. Myślę, że powyżej 25 oC.

Tym, którzy nie byli - mocno polecam Rumunię. Nawet na tak krótki wypad. To piękny kraj, ludzie sympatyczni, ceny w sklepach nieco niższe niż w Polsce. No i te góry….

Zdjęcia
Komentarze 4
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę