tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Motocyklem do Rumunii - na spotkanie z Draculą NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Motocyklem do Rumunii - na spotkanie z Draculą

Autor: Artur Mańtok 2015.07.22, 12:29 4 Drukuj

Od redakcji: W poprzednim odcinku (tj. pierwszej części) Artur i Honcia dotarli do uznawanej za jedną z najpiękniejszych tras świata – Transfogarski. Kolejny cel – Rumunia. Jaka jest i czy rzeczywiście jest się czego obawiać, jak sądzą niektórzy? O tym poniżej.

Dzień 7

NAS Analytics TAG

Wypoczęci szybko się pakujemy, żegnamy i lecimy w stronę autostrady. Szybki przelot ok. 150 km i zdobywamy stolicę uważaną za najbrzydszą w Europie. Autostrada wydała się całkiem ok, ruch standardowy, kultura kierowców bez zastrzeżeń, nie wiem o co im wszystkim chodziło. W Rumunii stajemy przed wyzwaniem – jak w dwu milionowym mieście znaleźć camping położony gdzieś w okolicach centrum? Po godzinie szukania i pomocy taksówkarza meldujemy się pod recepcją. Płacimy 60 RON (ok. 60 zł) i już możemy rozbijać nasz domek. Plan jest taki, żeby czym prędzej uderzyć do centrum i trochę pozwiedzać. Jest godzina 12:00, więc czas mamy bardzo dobry.

Po opuszczeniu campingu udajemy się na przystanek komunikacji miejskiej skąd autobusem nr 301 mamy dojechać do centrum. Pytam młodego chłopaka czy u kierowcy mogę kupić bilet, a on odpowiada, że to niemożliwe i generalnie biletów nie ma, są karty które przykłada się do czytnika i działają na zasadzie pre-paid. Cóż, pojedziemy na gapę. Po wejściu do autobusu, nasz rozmówca podchodzi i mówi, że odbił za nas dwa ‘bilety’ i możemy jechać spokojnie. Bardzo miło, a mieli nas wszędzie okradać. Po 40-minutowej jeździe do końca linii wysiadamy i zaczynamy się zastanawiać gdzie iść. Nasze pierwsze kroki kierujemy do Billi, aby kupić coś na ząb i dużo picia bo zrobił się straszny upał. Spacerujemy po betonowej stolicy i focimy różne widoczki. Tutaj jakiś ładny budynek, tutaj kupa poskręcanych w nieładzie przewodów sieci energetycznej wisi i bimba, i tak na zmianę. Docieramy do budynku parlamentu - Pałac Parlamentu to obecnie jeden z największych budynków świata o powierzchni 65 000 m2 i 1100 pomieszczeń. Przytłacza swoim ogromem. Pamiątkowe zdjęcie na tle budynku i powoli czas na drogę powrotną.

Czy rzeczywiście Bukareszt jest taki brzydki? Moim zdaniem nie. Jak każda stolica ma swoje uroki i wady. Na pewno znajdziemy w nim sporo interesujących budynków, a nawet jeśli nie, to warto przyjechać dla samego parlamentu. Droga powrotna to ponad godzina w zatłoczonym autobusie. Miasto jest sparaliżowane korkami. Mimo późnych godzin wieczornych cały ruch stoi w miejscu, wszystkie auta prawie parują spod masek, jeden wielki skwar i chaos. Całe szczęście camping położony jest w dość spokojnej dzielnicy, tuż obok ‘biednego’ osiedla pełnego luksusowych aut. W pewnym momencie mija nas nawet Lamborghini. Po powrocie na camping rozmawiam chwilę z naszymi holenderskimi sąsiadami, a potem kolacja i spacer do pobliskiego parku. W parku chwila relaksu i odpoczynku na ławeczce. Park naprawdę ładny i zadbany, równo cięte żywopłoty, różnokolorowe róże i ochrona w budce. Dobrze nam tu. Rumunia z dnia na dzień coraz bardziej się nam podoba, a do końca naszego pobytu jeszcze daleko. Najlepsze przed nami. Jutro w planach przywitanie Morza Czarnego i oczekiwany już relaks, i odpoczynek, który myślę, że nam się należy.

Dzień 8

Rano chwilę rozmawiam z sąsiadami – motocyklistami z Holandii, starsza już wiekiem para podróżująca na dwóch sprzętach. Potem pakowanie i pora na drugie zmierzenie się z zakorkowanym Bukaresztem. Oczywiście brak jakichkolwiek znaków na autostradę A2. Pytamy lokalesów o drogę i po godzinie udaje nam się wydostać ze stolicy Rumunii. Teraz już prujemy prosto do Konstancy nad Morzem Czarnym. Przejazd trochę się dłuży bo to ponad 300 km, a do tego straszny upał, ale dajemy radę i o 13:00 jesteśmy już na miejscu. Tutaj szukamy oczywiście kasyna. Niegdyś było to najpopularniejsze miejsce hazardowe na wybrzeżu. Secesyjne kasyno z roku 1909 roku powstało z polecenia Karola I. Podobno grali tu gracze z całego świata. Mimo upływu lat i trochę gorszej formy budynek dalej robi wrażenie. Znajduje się przy nadmorskim deptaku, świeżo co wyremontowanym, co dodaje mu również uroku. Piękne miejsce na wieczorny spacer.

Przed nami już ostatnie kilometry do Mangalii, tam zakupy w Lidlu i obładowani reklamówkami, udajemy się pod nasz cel – Hotel Cometa w miejscowości Jupiter. To nasz pierwszy raz kiedy namiot zastąpimy hotelem - podobno to starość... W każdym razie, raz w życiu nam się należy. Oczywiście hotel skromny, bo dwugwiazdkowy, z czasów PRL-u, ale nam to zupełnie wystarczy. Pani w recepcji nie bardzo mówi po angielsku, ale to też nie problem, jakoś się dogadujemy. Rezerwacja jeszcze z kwietnia działa i uwzględniono nawet moją prośbę o zadaszone miejsce pod motocykl. Tak więc Honda ląduje na parkingu strzeżonym pod dachem, a my do naszego pokoiku. Widać, że wzbudzamy niezłe zainteresowanie bo praktycznie nie ma tutaj obcokrajowców, tylko sami swoi.

Picie, dużo picia trafia do lodówki, a my po rozpakowaniu idziemy na rekonesans okolicy. Jest dobrze. Mamy własne zejście na plażę, morze na wyciągnięcie ręki, mamy nawet aptekę pod nosem (która jeszcze się przyda). Teraz z czystym sumieniem można oddać się czystemu lenistwu i „nicnierobieniu”. Przed nami perspektywa 5 takich dni.

Dzień 9,10, 11, 12 i 13

Wolne dni spędzamy bardzo podobnie, śpimy, jemy, pływamy, opalamy się i tak w kółko. W międzyczasie robimy kilka pieszych wycieczek, m.in. do Mangalii w której zwiedzamy port jachtowy oraz kameralne Muzeum Marynarki. Zamawiamy również pizze w lokalnej pizzerii o średnicy 70 cm, czym również wywołujemy niezły ubaw (rzekomo pizza jest na całą rodzinę) – prawie nam się udało, zostały 3 kawałki na wynos. Motocykl przez te dni wypoczywa w cieniu, raz tylko jedziemy na wycieczkę fakultatywną do Bułgarii. Bałczik – nadmorskie miasteczko pełne knajpek i restauracji nagadujących, aby ich odwiedzić (menu również po Polsku) robi na nas pozytywne wrażenie, jednak stwierdzamy, że w Rumunii jest zdecydowanie spokojniej i nikt w nas nie widzi chodzących pieniędzy. W przedostatni dzień naszego pobytu jest ok. 46,5 C (taką temperaturę uwieczniłem na zdjęciu), a generalnie przez wszystkie nasze dni temperatura nie spadała poniżej 30 C, więc musiałem to jeszcze odchorować w ostatni dzień w postaci udaru słonecznego (takie tam – gorączka, biegunka, wymioty itp.). U Kurczaka przybrało to łagodniejszą formę w postaci spuchniętego czoła niczym postacie z filmu Star-Trek. Jak to mówią – „Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni”, wzmocniony nowym doświadczeniem zwlokłem się z łóżka rano 14 dnia, ledwo żywy, aby przejechać raptem 470 km w upale.

Dzień 14

Pobudka o 7:30. Pakowanie, znoszenie rzeczy na dół i czas wracać. Żal opuszczać nasz hotelowy pokoik bo było nam tu dobrze. Ale cóż, życie. Opuszczamy naszą mieścinkę i kolejne 50 km to przeciskanie się przez korki, potem wyjazd na autostradę i trochę lepiej. Na obwodnicy Bukaresztu koszmar, korki, zwężenia, roboty drogowe i upał ponad 30 C. W końcu zostawiamy z tyłu stolicę i lecimy dalej. Po południu pogoda zaczyna się psuć, wjeżdżamy już w górzyste regiony i od razu niebo zasłaniają ciemne chmury. Zaczyna lać. Chowamy się na stacji benzynowej, woda spływa z każdej strony i podtapia już miejscowe podwórka. Lipa. Znów powtórka z Transalpiny. Kilka kilometrów wcześniej widziałem zjazd na jakieś pokoje do wynajęcia. Wracamy to sprawdzić, bo namiotu raczej nie rozłożymy – wszędzie basen. Niewielki domek, a w nim kameralne pokoje, cena to niecałe 80 zł za pokój, więc bierzemy bez mrugnięcia okiem. Jest tylko mały problem – przed chwilą przez miejscowość przeszła potężna burza i nikt nie ma prądu. Pff… co tam prąd, ważne, że nas w nocy nie zaleje (choć nigdy nie wiadomo).

Motocykl trafia pod daszek, a my do pokoiku. Chwila relaksu i odpoczynku po ciężkim dniu i 470 km.

Kiedy przestaje padać idziemy na rekonesans okolicy. Wchodzimy do sklepu, wszędzie ciemno (no tak – nie ma prądu), a za kasę fiskalną robi kartka papieru. Kupujemy picie i wracamy upichcić jakąś kolację. W międzyczasie energetycy uporali się z awarią, więc mamy również prąd. Nic nam już nie trzeba. Zasypiamy jak dwa kurczaki.

Dzień 15

Rano nawet pojawia się słonko, więc w dobrych humorach ruszamy dalej. Główna atrakcja dnia to zwiedzanie Targu Jiu. Miasteczko położone jest u podnóża Karpat Południowych nad rzeką Jiu (lewy dopływ Dunaju). Posiada kilka ciekawych zabytków oraz ładny park. Chodzimy i zwiedzamy w ciepłym słoneczku. Dalsze kilometry to znów kiepskie drogi, zwężenie roboty drogowe, ruch wahadłowy i tak wkoło. Popołudniem niebo znów robi się szare, a potem prawie czarne. Nadciąga burza. Chowamy się na przystanku. Po burzy jedziemy dalej jednak na horyzoncie znów rysują się granatowe chmury. Zaczyna padać, potem lać, w pewnym momencie wjeżdżamy dosłownie w namacalną granatową ścianę. Tutaj nie leje – tutaj woda nas otacza. Dosłownie wisi w powietrzu, a droga wygląda niczym tafla basenu. Widoczność spada do kilku metrów, auta stają na poboczu lub na środku drogi i włączają awaryjne światła, dalej jechać się nie da, nic nie widać. W tej sytuacji jest tylko jedno wyjście – zawracamy. Wyjeżdżamy z granatowej chmury i lecimy powrotem, gdzie widzieliśmy kolejne pokoje do wynajęcia. Tym razem cena spada jeszcze niżej – tylko 60 zł za pokój. Po chwili chowamy się już pod betonowym daszkiem. Wieczorem, kiedy pogoda trochę się poprawia idziemy na spacer do centrum, gdzie robimy zakupy. Ostatni piwko w Rumuni, jutro już opuszczamy ten uroczy kraj.

Dzień 16

Dziś ostatni dzień Rumuńskiego koszmaru – 8h przez korki, dziury, zwężenia, ruch wahadłowy, odcinki w budowie, szutry, piachy i nie wiadomo co jeszcze. Ot – odcinek 180 km do Oradei. W międzyczasie jeszcze górskie serpentyny i morderczy upał. Kiedy opuszczamy granicę jesteśmy szczęśliwi, że mamy to za sobą. Kto by pomyślał, że stan dróg może tak człowieka wymęczyć fizycznie i psychicznie. Na płaskich i równych drogach Węgier mam ochotę się położyć i je przytulić.

Mimo, że mamy już dość, przed nami jeszcze ponad 200 km do Egeru – gdzie zaplanowaliśmy nocleg w znanym już nam campingu Tulipan (polecamy). Dojechaliśmy, choć droga dłużyła się strasznie. Niestety jest już na tyle późno, że z naszych planów wypadu do Doliny Pięknej Pani i do centrum już raczej lipa. Dobrze, że wszystko mieliśmy na majówce. Wybieramy tylko centrum, robimy mały spacer i coś jemy. Wracamy już mocno zmęczeni. Na campingu grupka polskich motocyklistów, chwilę rozmawialiśmy, po czym przyszedł czas na sen. Ostatnia atrakcja to pęknięcie jednej z rurek od namiotowego stelażu. W ruch idą plastikowe opaski tyrtytki i sprawa załatwiona.

Dzień 17

Ostatnie 420 km do domu. Oczywiście na Słowacji łapie nas potężna ulewa, więc schowaliśmy się na stacji. Kiedy jesteśmy już 50 km od domu znów dopadło nas oberwanie chmury, ale nie chce nam się już ubierać w płaszczyki, ani tym bardziej przeczekiwać. Przemoczeni do suchej nitki dolecieliśmy prosto do domku. Tak oto dobiega końca kolejna nasza wyprawa. Szczęśliwi i zadowoleni kończymy wyjazd z łącznym przebiegiem 3 529 km. Z czystym sumieniem polecamy wszystkim Rumunię. Wszystko byłoby bajkowo piękne, gdyby tylko nie te drogi…

Na koniec chcielibyśmy podziękować portalowi Ścigacz.pl oraz Presto.pl, a także firmie AP-Moto za wsparcie w wyprawie. Do następnego razu!

  NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjęcia
gdzies na trasie do Rumuniinasza VFRka
fontanna w Rumuniidrewniany model motocykla
kolejny HarleyKurczaki
lajba w zatoczcemost Rumunia
nad zaporaBMW M5 w macie
na biwakunowoczesne osiedle
okret wojennypod pomnikiem w Rumunii
przyjemny skwerRumunia
Simson Schwalbesliczny HD
takie tam dzialowiadukt na zboczu
widok na hotelwszedzie Dacie
zachod skoncazaglowki w zatoce
zaporaz widokiem na morze
flaga Rumuniigory i doliny
Honcialatarnia morska
molopalma w doniczce
polskie menu w Rumuniirasowe V12
samochody Policjisiedze i mysle
stroczykstylowy budynek
 winogrono biale
Komentarze 4
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę