tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 RTW EXPRESS: Pierwszy etap podróży - do Dubaju przez Turcję i Iran

RTW EXPRESS: Pierwszy etap podróży - do Dubaju przez Turcję i Iran

Autor: Janusz Rentflejsz 2016.05.18, 14:41 Drukuj

Od redakcji: RTW Express to jak sam podróżnik mówi "wyścig z czasem". 6 kontynentów w 10 miesięcy to faktycznie ogromne wyzwanie, dlatego mocno kibicujemy Panu Januszowi i mamy nadzieję, że uda mu się osiągnąć cel. Zapraszamy Was do przeczytania pierwszej części relacji z podróży i śledzenia jej dalszych losów.

Podróż rozpoczęła się 29 marca tuż po świętach, chociaż RTW Express tkwiło codziennie w mojej głowie już od bardzo dawna. No cóż, to podróż niezwykła, nieprzewidywalna. Trochę z większą rezerwą i mniejszą pewnością podchodziłem do zadania, kiedy dość surowo zaczęli ocieniać mój ambitny plan inni doświadczeni podróżnicy wypowiadający się w wątku na horizonsunlimited.com  Ale teraz jest już za późno. Wycofać się już nie mogę.

Pierwsze dni to właściwie powtórka i powrót do znajomego mi Debreczyna, Bukaresztu oraz Istambułu. Planowałem zostać w Turcji trochę dłużej i wrócić po latach do poznanych wcześniej miejsc. Ale to Iran mnie strasznie kusił i chciałem jechać dalej przed siebie. Muszę jednak przyznać, że pomimo ekspresowego pobytu na ziemi tureckiej, spotkało mnie wiele niespodzianek. 

Tak jak kiedyś tak i teraz, Stambuł jest cały rozkopany i zakorkowany. Przedarcie się przez wąskie uliczki nie jest łatwe, a co więcej nie zawsze maszyna mogła się przecisnąć w gąszczu aut. Zmęczony staniem w korkach stwierdziłem, że odpuszczam zwiedzanie za dnia na rzecz nocnej przejażdżki pod największe atrakcje i porannej doskonałej kawy nad Bosforem. 

Ankara zaskoczyła mnie swoją nowoczesnością, której nie zastałem podczas poprzednich wizyt. Zachwyciła mnie również starówka i podzamcze. Tutaj też ugościł mnie Murat, właściciel hotelu Murat Bey Konagi Hotel. Pokazał mi zakamarki starówki i prowadził do niezwykłych miejsc. Jednym z nich była restauracja na dachu jego szwagra. Tam dostałem najlepsze miejsce z widokiem na miasto. 

Z Ankary do Erzurum pogoda sprawiła mi niespodziankę. Co prawda spodziewałem się niskich temperatur ale śnieżycy nie przewidziałem.

Irańska granica 

Następnego dnia miałem dojechać do granicy z Iranem. To była pierwsza granica, na której musiałem się zmierzyć z Carnet de Passage (CDP). Z dokumentem  tym obchodziłem się jak ze złotem, podobnie jak z moim GS (no cóż kilkanaście stron warte tyle co mój dwukołowy rumak, które spieniężę po powrocie, pod warunkiem, że wrócą do Polski i motor i dobrze ostemplowane papiery). Na miejscu jednak okazało się, iż to nie CDP a zielona karta przysporzyła mi trochę niespodzianek.  Dlaczego? Mój motocykl był przerejestrowany kilka miesięcy przed wyjazdem. W związku z tym zostały nadane mu nowe numery. Chochlik polegał na  tym, że w zielonym dokumencie widniały nie takie dane jak trzeba. Zamurowało mnie, bo przecież dokładnie były sprawdzane wszystkie dokumenty. A jednak. I co dalej? Pogadanka z funkcjonariuszem o silnym wzroku skończyła się dodatkową opłatą na miejscu w wysokości 150 euro. I to nie koniec niespodzianek w dniu dojazdu. 

Hotel widmo 

 Pierwszy nocleg planowałem w Tebriz. Rezerwacja hotelu w Iranie nie należy do najłatwiejszych. Na dzień dzisiejszy nie ma propozycji noclegowej na najpopularniejszym serwisie booking. Korzystając ze znajomości  swoich koordynatorów w Polsce dowiedziałem się o innych serwisach, z których jeszcze jakiś czas temu korzystali wolno-podróżujący turyści. Niestety część z tych stron już nie istniała. Musieli szukać na własną rękę, chociaż nie było to łatwe. Po perturbacjach wysłali mi namiar hotelu.  

Gdy zajechałem na miejsce, bardzo  mocno się zdziwiłem. Hotel Park w Tebriz owszem jest, ale z zaryglowaną bramą i zamknięty. Dopytywałem na ulicy czy jest może jakiś inny Park, ale pojawił się kolejny problem, przechodnie nie mówią tu po angielsku. Postanowiłem zadzwonić do Polski, by mnie zlokalizowano na mapie i skorelowano z lokalizacją  hotelu. Byłem w dobrym miejscu. Na szczęście, niedaleko znajdował się inny obiekt, gdzie mogłem pozostać na noc. A wiecie jaki numer? Ów hotel, w którym się zdecydowałem pozostać również znajduje się w serwisie, gdzie wykonano pierwszą rezerwację. Różnica cen była olbrzymia. Na miejscu koszt to 17 $, a w serwisie 89$.  Ustaliliśmy ostatecznie z Ewą, koordynatorką, że będzie mi wyszukiwać adresy i je przesyłać. 

Iran (nie) rozpieszcza  

Obudziłem się rano i spojrzałem za okno. A tam niespodzianka: mój GS w śniegu. Mokre siedzenie to właściwie żaden problem, ale warunki jazdy do najniebezpieczniejszych nie należały. Nie jest przyjemnie wywrócić się z maszyną ważącą ponad 300kg z bagażem. Postanowiłem zaczekać, aż chociaż trochę podniesie się temperatura i zacznie świecić słońce. O 12 wyruszyłem do Teheranu.  Niestety doświadczyłem też mgły niepozwalającej bezpiecznie jechać. Takiej gęstej, że widoczność była ograniczona do zaledwie kilku metrów.  Co więcej powyżej 2000 m n.p.m wśród wzniesień potrafi porządnie zmrozić. Na zewnątrz było wówczas 0°C  ale dopiero po 70 km zrobiło się 6°C.

To co pojawiało się na moim horyzoncie przebiło wiele kolorowych pejzaży. Pojawiające się wzniesienia mieniły się wieloma kolorami: czerwonym, pomarańczowym, żółtym, zielonym, brązowym. Ponadto plenery to kwintesencja pagórkowatości: otwarta przestrzeń z kupkami ziemi, a za nimi w oddali te pagórki były większe i większe. 

Główna trasa to autostrada, ale nie byłbym sobą gdybym nie zjechał gdzieś w mniej znane odcinki, myśląc, że zobaczę coś ciekawego. Mocno się zdziwiłem kiedy owe krajobrazy porównałem. To autostrada właśnie gwarantowała niezapomniane widoki, dużo mniej interesująco  prezentowały się boczne odcinki. 

Ponadto jest ciekawostka związana z irańskimi autostradami. Podjeżdżając do bramki pracownik otwierał szlaban bez pobrania jakiejkolwiek opłaty. I teraz uwaga. Bo nie mają taryfy dla motocyklistów.  A jaki jest powód dowiedziałem się kilkadziesiąt kilometrów dalej zauważając pewien znak - zakaz poruszania się traktorom  (pojazdom rolnym) i motocyklom. Zatem dlaczego w ogóle mnie tam wpuszczono?  Może mój urok osobisty? Może mojego urokliwego GS o zaskakujących dla nich gabarytach? Nie wiem.

W każdym razie mój pojazd niejednokrotnie wzbudzał zainteresowanie. Wielokrotnie Irańczycy podjeżdżali i jechali równolegle, by mi się przyjrzeć. Wtedy przyjacielsko machałem i pokazywałem kciuki do góry. Zdarzali się i tacy, którzy dawali do zrozumienia, że chcą zacząć wyścig. W takie zabawy się już nie wdawałem. 

Ich piękne autostrady wręcz zapraszały do uruchomienia wszystkich koni mechanicznych i sprawdzenia, ile siły fabryka mojej dwukołowej maszynie dała. Jak łatwo się domyślić, czym to się skończyło: zatrzymaniem przez policję. Pierwsza w ostatniej chwili machnęła do mnie lizakiem. Właściwie to nie miałem pewności, czy to do mnie i jechałem cały czas do przodu. Spoglądałem tylko przez kilka kilometrów, czy czasem nie zechcą mnie gonić. Po jakimś czasie kolejna grupa umundurowanych postanowiła przywołać mnie do porządku. Teraz już nie miałem wyjścia i musiałem się zatrzymać. 

Kontrola przebiegła sprawnie i bardzo na wesoło, ponieważ nawzajem się nie zrozumieliśmy. Zamiast pokazać mi zdjęcia z mojego wybryku, skończyło się na wspólnej fotografii. 

Hotelowych przygód ciąg dalszy 

- Słuchaj Ewa, znowu jakiś numer. Moja nawigacji nie prowadzi trasy po drogach miasta 
- Jak to ? 
- No normalnie. Wskazuje mi punkt docelowy, owszem, ale sam muszę tam trafić, nie prowadzi mnie po drodze. 
- Ok, to znajdę ci coś w pobliżu Twojej aktualnej lokalizacji 
- Nie ma potrzeby, tu mapy GARMINA mają jakąś propozycję zakwaterowania, więc sobie poradzę. 

Wyszukałem dumnie brzmiącego nazwę hotelu Taj Mahal i ruszyłem tak jak mnie nawigacja prowadziła. Trafiłem w jakiś ciemne zakamarki, gdzie zamieszkiwali ludzie raczej przez Boga opuszczeni. Przede mną zobaczyłem auto i dwóch Irańczyków. Liczyłem, że chociaż trochę mówią po angielsku. Podjechałem i zapytałem, czy wiedzą, gdzie jest hotel Taj Mahal. Otrzymałem wiadomość negatywną. 

Było już ciemno i późno. Przemarznięty podczas podróży tak naprawdę chciałem już gdziekolwiek się umyć i odpocząć. Miejscowi powiedzieli, że znajdę hotel tu w pobliżu, ale jak sami przyznali, do najtańszych nie należał: 110$ za nocleg. Przyjacielsko eskortowali mnie do samych drzwi hotelu, gdzie zrobiliśmy sobie pamiątkowa fotografię. 

Teheran 

Następnego dnia planowałem zwiedzanie Teheranu. Pamiętając, że moje GPS okaże się zupełnie bezużyteczny w mieście, pozostało mi przemieszczanie się metrem i taksówkami. Od samego początku Iran był bardzo wysoko na liście krajów, które chciałem odwiedzić podczas mojej podróży RTW Express. Słyszałem wiele o starych bogatych bazarach oraz pałacach ogromnych i dekorowanych meczetach. Chciałem to wszystko zobaczyć na własne oczy. 

Na Teheran przeznaczyłem jeden dzień. Wytrawni podróżnicy stwierdzili, że to za mało. Dla mnie absolutnie wystarczająco. Pogoda była piękna, aż chciało się spacerować. Zaraz obok Pałacu Golestan zlokalizowane jest Muzeum Klejnotów z największym diamentem świata o nazwie "Morze Świata". Niestety nie było mi dane go oglądać, obiekt był zamknięty. Z niezaplanowanych atrakcji trafiłem na lokalny bazar, gdzie byłem jednym "obcym", czym wzbudzałem dość duże zainteresowanie. Na miejscu sprzedawano wszystko! Od ubrań, po garnki, czy dywany oraz smakołyki. Oczywiście nie mogłem sobie odmówić kilku Irańskich smakołyków. 

Na mojej liście z Teheranu pozostała jeszcze wieża Bodż e milad. Trudno się tam dostać i wydostać, bo lokalizacja jest mało szczęśliwa: wśród wiaduktów i autostrad. Nie można się tu dostać metrem ani na piechotę. Turystom pozostaje jedynie taksówka.  Chcąc zamówić taksówkę postanowiłem zadzwonić do hotelu. Stwierdziłem, że jest to najlepsze  rozwiązanie, chcąc uniknąć bezsensownego kręcenia się po mieście. W ustalone miejsce podjechało auto z rozgadanym kierowcą. Opowiedział  mi wiele ciekawostek o mieście, o historii Iranu. Ja odwdzięczyłem się opisem pomysłu o RTW Express i zaprosiłem do podglądania podróży na Facebooku i stronie internetowej. Na koniec nie wziął ode mnie pieniędzy za kurs, mimo że bardzo nalegałem.

Qom, Isfahan, Persepolis i Shiraz 

Kolejny dzień to podróż do Isfahan. Nauczony doświadczeniami z innych podróży jazda motocyklem to nie tylko patrzenie przed siebie, by dostać się do kolejnego miasta. Nierozglądanie się to niestety sposób, aby wiele atrakcji uciekło nam z przed nosa. 

Ja staram się mieć oczy szeroko otwarte. W taki sposób przypadkiem dotarłem do bardzo starego meczetu w Qom, będącego jednym z najważniejszych w Iranie. Pokierowały mnie tam tabliczki. Gdy dotarłem na miejsce, na parkingu wielu zainteresował mój GS. Skromni pielgrzymi chcąc się przyjrzeć motorowi sami zaoferowali, że popilnują sprzęt, bym mógł spokojnie zwiedzać meczet. Tutaj nie byłem jedynym turystą. Przyłączyłem się do grupy Francuzów, których oprowadzał lokalny mułła. Kiedy już skończyli, duchowny sam podszedł i zaoferował mi indywidualne oprowadzanie. W ten sposób dokładnie poznałem obiekt, dowiedziałem się o religijnych tradycjach tu panujących oraz Islamie. W świetle aktualnych wydarzeń mułła sam powiedział jaki ma do nich stosunek. W skrócie, tak, Islam ma problem z ekstremistami, ale my przecież tak nie nauczamy. Islam nie karze się źle zachowywać wobec swojego bliźniego. 

Dotarłem do Isfahan. A tam wielkie zaskoczenie. W porównaniu z tym, jak prezentowało się te miasto, Teheran naprawdę wypadł blado. Isfahan jest czysty, uporządkowany, z nastrojowymi uliczkami, to wręcz klejnot! Samą przyjemnością jest spacerowanie, próbowanie lokalnych specjałów.  

W Isfahanie doświadczyłem również czegoś zaskakującego. Po raz pierwszy na ulicach spotkałem kobiety, które nie tylko ubierały się bardziej po europejsku, ale również udawały się  na spacery bez męskiego towarzystwa (z resztą nigdy nie próbowałem samodzielnie rozpoczynać rozmowy z kobietą, gdyż w ich kulturze mógłbym sobie naprawdę narobić problemów). Żeby tego był mało, przez jedną panią zostałem wręcz "zaatakowany" rzuceniem się na szyje z prośbą o zdjęcie. Kobieta i jej koleżanki dobrze posługiwały się językiem angielskim, ale mój kontakt był sprowadzony jednak do minimum, by przypadkiem ktoś nie dokolorował tego co widział. 

Podczas mojej wizyty wiele ciekawych miejsc była częściowo zamknięta z powodu remontów, ale to co zasługiwało na największą uwagę zobaczyłem: Most Khaju, Meczet Vakil, Holly Shrine of Sahecherak oraz bazar Vakil. 

Podążałem dalej na południe w kierunku Persepolis oraz Shiraz, by zobaczyć prawdziwe skarby historii. Nie zbaczałem specjalnie z głównej trasy wiedząc już, że oferuje najciekawsze krajobrazy. Tym razem nie pagórkami a pustkowiem zaskoczył mnie Iran. Łyse, gładkie wniesienia gdzie trudno się doszukać chociaż jednego drzewa, a na niższych partiach pokruszone kamienie z ostrymi krawędziami. I wszystko to w kolorze rudoczerwonym, pomarańczowym oraz szarym. Zdecydowałem, że tym razem mój motocykl zasługuje na pamiątkowe zdjęcie.

Serdecznie zapraszam do podglądania mojej podróży na: Facebooku oraz obserwowania mojej lokalizacji 

http://rtwexpress.pl/

PARTNERZY:

Zdjęcia
Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę