Pijani kierowcy przed komputerem? Grunt, ¿e WORD-y licz± miliony
Każdy, kto stracił prawo jazdy za alkohol lub substancje psychoaktywne, nie odzyska dokumentu zanim nie zaliczy obowiązkowego kursu reedukacyjnego. Tyle, że z tego dobrego pomysłu zrobił się biznes.
Dotyczy to zarówno tych, którzy przekroczyli granicę 0,5 promila i popełnili przestępstwo, jak i kierowców z wynikiem między 0,2 a 0,5 promila, czyli wykroczeniem. Procedura jest prosta. Starosta kieruje na kurs, dokument potwierdzający udział wraca do urzędu i dopiero wtedy można myśleć o odzyskaniu uprawnień.
Ten system działa w Polsce od 2015 r. i przez lata urósł do formy biznesu dla wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Każdy uczestnik płaci dziś 500 zł, wcześniej było to 400 zł, a rząd właśnie szykuje zmianę, która wywróci cennik do góry nogami.
Po nowelizacji opłata ma wynosić 2,5 tys. zł! Skąd taka podwyżka? O tym za chwilę, ale wpierw warto przypomnieć, że według danych NIK, tylko w latach 2016-2019 na kursy skierowano blisko 133 tys. kierowców, co dało WORD-om ponad 50 mln zł przychodu. Jeśli liczby utrzymały się na podobnym poziomie, to do 2025 r. suma mogła urosnąć o kolejne blisko 100 mln zł.
W teorii wszystko wygląda wzorcowo. Kurs trwa 16 godzin lekcyjnych i ma uderzać w samo sedno problemu. Analiza stylu picia, mechanizmy racjonalizacji, poziom samokontroli, statystyki wypadków i brutalna prawda o skutkach jazdy po alkoholu. Tyle papier, natomiast w praktyce nikt w Polsce nie potrafi dziś odpowiedzieć na pytanie, czy te zajęcia w ogóle działają!
Przez dekadę nie przeprowadzono żadnych badań skuteczności. Jedyną instytucją, która zajrzała za kulisy, była Najwyższa Izba Kontroli. Jej raport z 2021 r. nie pozostawił złudzeń. W czterech województwach marszałkowie nawet nie sprawdzali, jak kursy są prowadzone ani kto faktycznie staje przed kursantami jako wykładowca.
Najbardziej kontrowersyjny element tego systemu działa jednak całkowicie legalnie. Otóż część WORD-ów prowadzi kursy reedukacyjne online. Oznacza to, że osoba zatrzymana za jazdę po alkoholu może zaliczać obowiązkowe zajęcia sprzed własnego komputera. Bez realnej kontroli i bez możliwości sprawdzenia, czy uczestnik jest trzeźwy. Ministerstwo Infrastruktury wprost przyznaje, że takie przypadki się zdarzają. Na zajęciach pojawiają się osoby pod wpływem alkoholu. W wersji zdalnej weryfikacja stanu uczestnika staje się w zasadzie fikcją. Mimo to ośrodki w Białymstoku, Suwałkach, Olsztynie czy Łomży normalnie oferują taką formę kursu.
W tle tej dyskusji rząd przygotował zmianę przepisów. Ale tylko jedną. Wspomnianą na wstępie podwyżkę ceny! 5 grudnia 2025 r. Ministerstwo Zdrowia opublikowało projekt rozporządzenia, który podnosi opłatę za kurs z 500 zł do 2500 zł. Oficjalne uzasadnienie mówi wprost o prewencji i odstraszaniu finansowym. Wysoki koszt ma zniechęcać do jazdy po alkoholu i narkotykach. Przy okazji tematyka zajęć ma zostać poszerzona o wpływ używek na choroby serca i nowotwory.
W projekcie próżno jednak szukać zapisu, który zamykałby furtkę dla kursów online. Dopiero po pytaniach mediów Ministerstwo Infrastruktury przyznało, że zgłosiło poprawkę postulującą obowiązek osobistego udziału w zajęciach. Argument jest prosty. Większy nadzór i koniec z fikcją reedukacji przed ekranem. Na razie jednak uwagi te nie pojawiły się w dokumentach Rządowego Centrum Legislacji, a system działa tak jak dotąd. Drożej i realnej kontroli.


Komentarze 1
Poka¿ wszystkie komentarzePrzecie¿ projekt nowelizacji, w którym jest napisane ¿e kursy reedukacyjne nie mog± byæ online zosta³ przyjêty przez sejm. Nikt nie by³ przeciw. Teraz jest procedowany przez senat. Ostatni akapit ...
Odpowiedz