tr?id=1223146534440221&ev=PageView&noscript=1

Miłość od drugiego wejrzenia. Pięć bardzo przyjemnych niespodzianek

Autor: Konrad Bartnik 2018.01.20, 20:29 1 Drukuj

Motocykle to pojazdy, które na dzień dobry konsumujemy oczami, później zerkamy w dane techniczne i dopiero wtedy budzi się chęć wypróbowania na drodze. Często pozornie idealna maszyna okazuje się prawdziwym dramatem, lecz równie często bywamy bardzo przyjemnie zaskoczeni przez motocykle, których nigdy byśmy o to nie podejrzewali. Miałem kilka takich przypadków.

Dopasowanie motocykla do gabarytów, preferencji i osobowości kierowcy to kluczowy czynnik powodujący zadowolenie z zakupu lub jego totalny brak. Nie znam drugiego środowiska tak bardzo podzielonego w kwestii ocen pojazdów, jak motocykliści. Wystarczy zerknąć do komentarzy pod moim ostatnim artykułem o wizualnych ulubieńcach. Maszyny kochane przez jednych, są lekceważone lub wyśmiewane przez innych. Są też takie, które przechodzą kompletnie niezauważone, bo nie miały tego "pazura", o który mógłby zahaczyć potencjalny klient. Typowe motocyklowe "szare myszki". Nie wzbudzają większej ciekawości z powodu nijakiej stylistyki, kiepskich osiągów (na papierze) lub teoretycznie niskiej użyteczności na co dzień. A jednak kiedy już jakimś cudem na nie wsiądziemy, nie chcemy schodzić. Okazują się poręczne, szybsze niż myśleliśmy, zaskakująco wygodne - po prostu fajne. Taka niespodzianka jest bardzo przyjemna zwłaszcza dla dziennikarzy, którzy w sezonie objeżdżają kilkanaście-kilkadziesiąt maszyn i konieczność przetestowania "kolejnej 125-tki" nie zawsze budzi entuzjazm. Dzisiejsze zestawienie nie jest długie, ale wybrałem do niego tylko te motocykle, które osobiście odrzuciłem w "pierwszym czytaniu" i niechętnie jechałem po ich odbiór. A później z wielkim żalem musiałem oddawać. Z tego powodu do motocyklowych dziesięciu przykazań dodałbym jeszcze jedno: nie będziesz odmawiał jazdy próbnej nadaremno!

Barton Blade 125 PRO

Ten dziwacznie wystylizowany Chińczyk to na ten moment mój ulubiony motocykl (nie skuter) klasy 125 cm3, choć miałem przyjemność jeździć też tzw. markowymi. Przede wszystkim jest zaskakująco duży i spokojnie mógłby pojawić się na rynku z większym silnikiem. Dla wysokiego kierowcy przekłada się to na sporą wygodę. Również jego wyposażenie w wersji PRO - 17-calowe aluminiowe felgi, złoty widelec USD i oświetlenie LED robią bardzo dobre wrażenie. Najważniejszą jednak zaletą Bartona jest to, że mimo mizernego silnika, bardzo dobrze jeździ. Żwawo przyspiesza na każdym biegu, a moc nie kończy się po dwóch sekundach. Świetnie radzi sobie między autami w mieście, a na trasie daje więcej pewności siebie, niż jakikolwiek inny motocykl w tej klasie. Do tego największe zaskoczenie - bardzo rasowy, nisko brzmiący wydech. I zasięg ponad 500 km na 18-litrowym zbiorniku. Są w tym motocyklu oczywiście drobne, ale denerwujące niedoróbki, wynikające z budżetu. Jeśli jednak miałbym jeździć takim maluchem do końca życia, to byłby to mocny kandydat. Zwłaszcza w cenie poniżej 8 tysięcy zł.

Harley-Davidson Softail Slim S

Ktoś mógłby zapytać, dlaczego nie leciałem jak na skrzydłach do rasowego motocykla z Milwaukee w bardzo bojowym malowaniu, kosztującego w dodatku ponad 90 tysięcy zł? Z kilku powodów. Po pierwsze lubię maszyny, w których za urodą idą walory praktyczne. Nawet największy motocyklowy przystojniak traci urok, kiedy zachodzi konieczność przetransportowania się na drugi koniec Polski z jakimś bagażem. Po drugie, nie wzbudziło mojego zachwytu jego ostentacyjne wykończenie, z tą charakterystyczną gwiazdą na zbiorniku i matowymi tłumikami. Nie mój przelot. I po trzecie, byłem wtedy świeżo po traumie, jaką zgotował mi inny motocykl ze stajni Harleya - efektowny, ale piekielnie niewygodny Street Bob.

Na Softail Slimie S miałem okazję pojeździć w szwajcarskich Alpach i od pierwszego zakrętu totalnie wsiąkłem w ten motocykl. Okazał się idealnie dobrany do moich gabarytów - ilość miejsca na nogi i kąt ich zgięcia plus kształt kierownicy dały efekt szycia na miarę. Wzmocniony silnik Twin Cam robi znakomitą robotę - dodatkowy kop w plecy jest bardzo odczuwalny. Motocykl do tego świetnie się prowadzi, chętnie kładzie się w zakręty i daje potężną dawkę radości z jazdy. Przycieranie jego podestów na ośnieżonych przełęczach było fantastycznym doświadczeniem. Gdyby było mnie stać na posiadanie motocykla tylko dla przyjemności, Softail Slim S już dawno stałby w garażu. Co nie znaczy, że polubiłem również jego wygląd.

Honda CTX700

Jakiś czas temu Honda wypuściła bestsellerową serię NC, opartą na bardzo potulnym, dwucylindrowym silniku, pochodzącym w prostej linii z auta miejskiego. O ile byłem w stanie zaakceptować, a nawet bardzo podobały mi się miejsko-turystyczno-skuterowe wcielenia tych maszyn, to bardzo sceptycznie podszedłem do nowoczesnego baggera, jakim miał być CTX700. Kiedy tylko zobaczyłem go na zdjęciu, odwróciłem się z niesmakiem. Powiedzieć, że wizualnie mi nie podszedł, to nic nie powiedzieć. Niechętnie pojechałem do siedziby polskiego oddziału Hondy, by stanąć oko w oko z tym kukułczym jajem. Na żywo motocykl wygląda dużo lepiej, ale najważniejsze jest to, jak jeździ. CTX700 okazał się jednym z najlepszych motocykli miejsko-turystycznych, jakimi dane mi było jeździć. Lekki, zwrotny, z bardzo nisko położonym środkiem ciężkości i świetnie pracującą skrzynią DCT. Moim zdaniem to znakomity wybór, jeśli chodzi o motocykl dla początkujących, a także dla Pań i drobniejszych Panów, którzy czują miętę do tej stylistyki, ale nie mają ochoty użerać się z nieporęcznym kolosem.

Honda PCX125

Po PCX-a 125 również jechałem wyłącznie ze służbowego obowiązku - w końcu czym mógł mnie ująć mały Japończyk z mikrosilnikiem? Był ciepły, wiosenny poranek, a miasto stołeczne Warszawa, tak jak co dzień, radośnie pogrążyło się w koszmarnych korkach. Usiadłem na skuter i okazało się, że jego gięta, zupełnie nieskuterowa kierownica nie wbija mi się w uda, pozwalając na w pełni swobodne manewry. Już dawno się z tym nie spotkałem, zazwyczaj moje długie odnóża są wyzwaniem dla kubatury tego typu pojazdów. W dodatku miejsca na nogi też jest sporo. I skuter ten nic nie waży. W rezultacie mamy coś o poręczności roweru, potrafiące jechać ponad 100 km/h. W warunkach miejskich PCX125 bez trudu wyczynia prawdziwe cuda, dosłownie ośmieszając innych uczestników ruchu. Całości zalet dopełniają schowek pod kanapą, w który wszedł mój szczękowy kask XXL oraz kabaretowo niskie spalanie na poziomie 2-2,5 litra na 100 km. Honda PCX125 tak dobrze spełniała moje codzienne potrzeby, że postanowiłem sobie ją kupić w tym właśnie celu - jako codzienny, tani środek transportu. Była w tym znakomita.

Suzuki GSX-S1000

Power naked od Suzuki to motocykl marzeń wielu z nas,więc znów pojawia się pytanie, dlaczego Bartnik jechał po niego z niechęcią? No cóż, nigdy nie byłem typem sportowca, posiadam nawet nieoficjalny rekord mojej podstawówki w chodzie spacerowym na 1000 metrów, który ktoś uparł się oceniać w kategoriach biegu. Tak samo nigdy nie interesowały mnie tematy typu miejski terror, gumowanie i wieczne tłumaczenie się patrolom w nieoznakowanym. Wszystko to połączone oczywiście z przymusowym gięciem się na małej beczce prochu. I rzeczywiście - pierwsze kilometry na GSX-S1000 były koszmarem. Charakterystyka napędu, do której nie byłem kompletnie przyzwyczajony i bardzo krótki przód, pozbawiony owiewek, dawały wrażenie totalnego braku kontroli i jazdy bez przedniego koła. Z czasem jednak zacząłem "przyrastać" do tego motocykla i jego 145 KM zaczęło sprawiać mi dziką przyjemność, zwłaszcza że związane z nią wrażenia mogły być brane bezpośrednio na klatę. W mocno obudowanych motocyklach doznania kosmicznych przyśpieszeń i stałych wysokich prędkości nie różnią się zbytnio od tych przeżywanych w szybkich autach. Litrowy power naked daje uczucie obcowania z jakąś pierwotną siłą, wobec której człowiek robi się bezradny. GSX-S1000 nie zmienił moich motocyklowych preferencji i raczej nigdy nie znajdzie się w moim posiadaniu. Zapamiętałem go jednak jako jednorazowy, bardzo trafiony prezent.

Zdjęcia
Komentarze 1
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę