tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Magadan na motocyklu - w Azji Triumph Tlo premium Tiger prawdziwa przygoda 08-03
NAS Analytics TAG

Magadan na motocyklu - w Azji

Autor: Mariusz Antonik 2010.09.17, 13:03 4 Drukuj

Miejsce na pierwszy syberyjski biwak znajdujemy na niewielkiej polanie. Rozpalamy ognisko, otwieramy piwko i pieczemy kiełbaski, rozmawiając o urokach Syberii

Zapraszamy do lektury drugiej części relacji z wyprawy Roberta Sirka i Mariusza Antonika do Magadanu na Hondach XRV 750 Africa Twin.

Pierwszy dzień w Azji i zachwyt bezkresnymi syberyjskimi przestrzeniami. Mijamy jeziora, maleńkie i wielkie, ogromne lasy, które są niemal wyłącznie brzozowe, co zresztą wielce nas zaskakuje, bo Syberia (nie wiedzieć czemu) kojarzyła nam się głównie z lasami iglastymi.

Miejsce na pierwszy syberyjski biwak znajdujemy na niewielkiej polanie, w takim właśnie ogromnym brzozowym lesie. Rozpalamy ognisko, otwieramy piwko i pieczemy kiełbaski, rozmawiając o urokach Syberii. Czegóż można chcieć więcej? Ano można! Niech znikną komary, które tną bezlitośnie, a są trzy razy większe od polskich. To one będą od teraz nieodłączną częścią prawie każdego biwaku.

Rano, jak zawsze, szybkie pakowanie i zasuwamy. Po 100 km okazuje się, iż – zachwyceni biwakiem – zapomnieliśmy pompki do kół i paru jeszcze mniej istotnych rzeczy. Postanawiamy jednak po zostawione rzeczy zawinąć w drodze powrotnej. Pomykamy sobie więc dalej, podziwiając piękno przepastnej Syberii, z szerokimi uśmiechami na twarzach, aż tu nagle moja Afryka postanawia odpocząć i gaśnie w najlepsze na środku 200-kilometrowej prostki... Szybkie spojrzenie na licznik uświadamia mi, że od domu dzieli mnie niecałe 5 tys. km, ale myślę sobie: spokojnie to na pewno jakaś pierdoła. Kontrolki świecą, rozrusznik nie działa. Po godzince szukania znajdujemy bezpiecznik, który tkwi w miejscu, którego nie można od razu dostrzec. Po założeniu nowego, Afra chętnie odpala, stwierdzając, że już odpoczęła. Możemy jechać dalej.

Następne dni to zasuwanie od rana do późnego popołudnia, z kilkoma przerwami na tankowanie, jedzenie itd. Dziesiątego dnia podróży w małym miasteczku Jurga, jakieś 300 km za Nowosybirskiem, postanawiamy po raz pierwszy przenocować w motelu, który pomagają nam znaleźć dwaj sympatyczni Rosjanie ze złotej łady. Nie będę się rozpisywał, jak miło wykąpać się po dziesięciu dniach jazdy motocyklem - każdy niech spróbuje. Czyści i pachnący, rano zwijamy się i jedziemy dalej w kierunku Krasnojarska.

Rosja może się pochwalić niezłymi drogami i pięknymi obwodnicami wokół niemal każdego miasta przy głównej trasie. Są one zbudowane z ogromnym rozmachem, np. obwodnica Czelabińska ma około 140 km, a Nowosybirska – 100 km. Toż to prawie jak M25 wokół Londynu! Może i my się jeszcze dobrych dróg doczekamy? Milicja, której jest tu mnóstwo, nie urządza polowań na motocyklistów z Europy Zachodniej co jest normą na Ukrainie. Nawet jeśli panowie z „DPS" (skrót od Darożnaja Patrolowa Służba) złapią motocyklistę z Zachodu za jakieś niewielkie przewinienie, to po sprawdzeniu dokumentów i zapytaniu "odkuda i kuda wy jedietie", przeważnie puszczają wolno bez mandatu. A mandaty ponoć są w Rosji dosyć wysokie. Przy okazji przestrzegam wszystkich przed wyprzedzaniem na zakazie i ciągłej linii - takie przewinienie jest w Rosji karane utratą prawa jazdy na trzy miesiące. To zapewne jeden z powodów, dla których Rosjanie jeżdżą naprawdę bardzo przepisowo i bezpiecznie, czego my w Polsce możemy im tylko pozazdrościć.

Trzynastego dnia podróży spotykamy się przed zamkniętym przejazdem kolejowym z Monahem na R1150GS, miejscowym motocyklistą, z którym Robert nawiązał kontakt jeszcze przed wyjazdem. Już razem pokonujemy ostatnie 300 km do Irkucka. Na miejscu Monah zaprasza nas do siebie i spędzamy miły wieczór przy piwku, dyskutując o motocyklach i podróżowaniu. Nazajutrz rano szybkie pakowanie, serdeczne pożegnanie z bratem motocyklistą i ruszamy w kierunku Bajkału. Po kilku godzinach 200 km za nami. Nareszcie jest Bajkał! Piękny i ogromny robi niesamowite wrażenie. W dużej części otaczają go góry, stąd po przejechaniu przez przełęcz i zjechaniu w dół nad samą wodę temperatura spada o około 15 stopni, z 25°C do 10°C. Stajemy nad brzegiem i wnet podjeżdża do nas wstawiony Buriat ogromnym Land Cruiserem, od którego dowiadujemy się, że nad Bajkałem tak chłodno jest przez całe lato. To jezioro jest ogromnym akumulatorem energii cieplnej i pomimo ponad 40-stopniowych mrozów już od początku grudnia, zamarza dopiero z początkiem lutego, a topnieje z końcem kwietnia i przez całe lato oddaje nagromadzony przez zimę chłód.

Po 2-godzinnej drzemce na plaży stwierdzamy zgodnie z Robertem, że trochę tu dla nas za chłodno i jedziemy do Ułan-Ude, gdzie temperatura znów skacze o 15°C, tym razem do góry. Za miastem znajdujemy świetne miejsce na biwak: górę, z której rozciąga się piękny widok na potężny dopływ Bajkału, rzekę Selenga i całe miasto Ułan-Ude.

Następnego dnia dojeżdżamy aż za Czitę i postanawiamy zrobić sobie przerwę po piętnastu dniach w siodle. Mamy taki głód jazdy, że następnego dnia robimy ponad 1000 km w 13 godzin, w tym więcej niż 100 km szutrów, które co jakiś czas pojawiają się już od Krasnojarska. Na jednym z takich odcinków, podczas wyprzedzania jednej z ciężarówek, które wzniecają tumany pyłu, Robert łapie kapcia w przednim kole (jego licznik wskazywał wtedy 100 km/h). Nie wiem jak, ale opanował obładowaną Afrykę i zatrzymał się bez gleby.

Robert - wielki szacun dla Ciebie, przyjacielu! Ucierpiał jedynie duży palec u nogi Roberta, który najpierw spuchnął dosyć mocno, a później zmienił kolor na czerwono-siny. Szczęśliwie, nie było to nic groźnego. Wymiana dętki zajmuje nam godzinkę i ruszamy w dalszą drogę. Obiecujemy sobie nie przekraczać na szutrach 80 km/h.

Przed Skorowodino spotykamy Krisa z Kalifornii na R1150GS Adventure. Chwilę później podjeżdża trzech Rosjan z Władywostoku na TDM 900 i dwóch Africach. Rosjanie proponują nam żebyśmy wybrali się do Władywostoku, a oni pomogą nam załatwić statek do Magadanu i tym sposobem upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu, a poza tym nie będziemy musieli wracać tą samą drogą. Nie trzeba nas dwa razy na takie rozwiązanie namawiać. Wymieniamy spojrzenia i decyzja podjęta. Wymieniamy z Rosjanami numery telefonów i jedziemy dalej. Trzy dni później jesteśmy już we Władywostoku. Z Bielska-Białej do rogatek Władywostoku stuknęło 11 500 km. Robimy kilka fotek przy wylocie z tego ogromnego i zatłoczonego miasta i jedziemy 150 km na wschód, w okolice miasta Nahodka, żeby popływać w ciepłym Morzu Japońskim i odpocząć kilka dni w oczekiwaniu na telefon od rosyjskich bikersów w sprawie naszego statku do Magadanu.

Już niedługo na stronach Ścigacz.pl pojawi się trzeci i niestety ostatni epizod relacji z Motocyklowej Wyprawy do Magadanu. Czekajcie!

  NAS Analytics TAG

Zdjęcia
rock wyprawa motocyklem do Magadanu
spotkanie Szweda na rowerze wyprawa motocyklem do Magadanu
stacja benz wyprawa motocyklem do Magadanu
meszki i komary wyprawa motocyklem do Magadanu
motyl na afryce wyprawa motocyklem do Magadanu
nocleg 2 wyprawa motocyklem do Magadanu
nocleg wyprawa motocyklem do Magadanu
obozowisko 2 wyprawa motocyklem do Magadanu
obozowisko wyprawa motocyklem do Magadanu
postoj wyprawa motocyklem do Magadanu
Tajga wyprawa motocyklem do Magadanu
Wladywostok wyprawa motocyklem do Magadanu
w drodze wyprawa motocyklem do Magadanu
Komentarze 4
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę