tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Magadan na motocyklu - w Azji NAS Analytics TAG
2019 12 04 Mio rejestrator billboard
NAS Analytics TAG

Magadan na motocyklu - w Azji

Autor: Mariusz Antonik 2010.09.17, 13:03 4 Drukuj

Miejsce na pierwszy syberyjski biwak znajdujemy na niewielkiej polanie. Rozpalamy ognisko, otwieramy piwko i pieczemy kiełbaski, rozmawiając o urokach Syberii

Zapraszamy do lektury drugiej części relacji z wyprawy Roberta Sirka i Mariusza Antonika do Magadanu na Hondach XRV 750 Africa Twin.

Pierwszy dzień w Azji i zachwyt bezkresnymi syberyjskimi przestrzeniami. Mijamy jeziora, maleńkie i wielkie, ogromne lasy, które są niemal wyłącznie brzozowe, co zresztą wielce nas zaskakuje, bo Syberia (nie wiedzieć czemu) kojarzyła nam się głównie z lasami iglastymi.

Miejsce na pierwszy syberyjski biwak znajdujemy na niewielkiej polanie, w takim właśnie ogromnym brzozowym lesie. Rozpalamy ognisko, otwieramy piwko i pieczemy kiełbaski, rozmawiając o urokach Syberii. Czegóż można chcieć więcej? Ano można! Niech znikną komary, które tną bezlitośnie, a są trzy razy większe od polskich. To one będą od teraz nieodłączną częścią prawie każdego biwaku.

Rano, jak zawsze, szybkie pakowanie i zasuwamy. Po 100 km okazuje się, iż – zachwyceni biwakiem – zapomnieliśmy pompki do kół i paru jeszcze mniej istotnych rzeczy. Postanawiamy jednak po zostawione rzeczy zawinąć w drodze powrotnej. Pomykamy sobie więc dalej, podziwiając piękno przepastnej Syberii, z szerokimi uśmiechami na twarzach, aż tu nagle moja Afryka postanawia odpocząć i gaśnie w najlepsze na środku 200-kilometrowej prostki... Szybkie spojrzenie na licznik uświadamia mi, że od domu dzieli mnie niecałe 5 tys. km, ale myślę sobie: spokojnie to na pewno jakaś pierdoła. Kontrolki świecą, rozrusznik nie działa. Po godzince szukania znajdujemy bezpiecznik, który tkwi w miejscu, którego nie można od razu dostrzec. Po założeniu nowego, Afra chętnie odpala, stwierdzając, że już odpoczęła. Możemy jechać dalej.

Następne dni to zasuwanie od rana do późnego popołudnia, z kilkoma przerwami na tankowanie, jedzenie itd. Dziesiątego dnia podróży w małym miasteczku Jurga, jakieś 300 km za Nowosybirskiem, postanawiamy po raz pierwszy przenocować w motelu, który pomagają nam znaleźć dwaj sympatyczni Rosjanie ze złotej łady. Nie będę się rozpisywał, jak miło wykąpać się po dziesięciu dniach jazdy motocyklem - każdy niech spróbuje. Czyści i pachnący, rano zwijamy się i jedziemy dalej w kierunku Krasnojarska.

Rosja może się pochwalić niezłymi drogami i pięknymi obwodnicami wokół niemal każdego miasta przy głównej trasie. Są one zbudowane z ogromnym rozmachem, np. obwodnica Czelabińska ma około 140 km, a Nowosybirska – 100 km. Toż to prawie jak M25 wokół Londynu! Może i my się jeszcze dobrych dróg doczekamy? Milicja, której jest tu mnóstwo, nie urządza polowań na motocyklistów z Europy Zachodniej co jest normą na Ukrainie. Nawet jeśli panowie z „DPS" (skrót od Darożnaja Patrolowa Służba) złapią motocyklistę z Zachodu za jakieś niewielkie przewinienie, to po sprawdzeniu dokumentów i zapytaniu "odkuda i kuda wy jedietie", przeważnie puszczają wolno bez mandatu. A mandaty ponoć są w Rosji dosyć wysokie. Przy okazji przestrzegam wszystkich przed wyprzedzaniem na zakazie i ciągłej linii - takie przewinienie jest w Rosji karane utratą prawa jazdy na trzy miesiące. To zapewne jeden z powodów, dla których Rosjanie jeżdżą naprawdę bardzo przepisowo i bezpiecznie, czego my w Polsce możemy im tylko pozazdrościć.

Trzynastego dnia podróży spotykamy się przed zamkniętym przejazdem kolejowym z Monahem na R1150GS, miejscowym motocyklistą, z którym Robert nawiązał kontakt jeszcze przed wyjazdem. Już razem pokonujemy ostatnie 300 km do Irkucka. Na miejscu Monah zaprasza nas do siebie i spędzamy miły wieczór przy piwku, dyskutując o motocyklach i podróżowaniu. Nazajutrz rano szybkie pakowanie, serdeczne pożegnanie z bratem motocyklistą i ruszamy w kierunku Bajkału. Po kilku godzinach 200 km za nami. Nareszcie jest Bajkał! Piękny i ogromny robi niesamowite wrażenie. W dużej części otaczają go góry, stąd po przejechaniu przez przełęcz i zjechaniu w dół nad samą wodę temperatura spada o około 15 stopni, z 25°C do 10°C. Stajemy nad brzegiem i wnet podjeżdża do nas wstawiony Buriat ogromnym Land Cruiserem, od którego dowiadujemy się, że nad Bajkałem tak chłodno jest przez całe lato. To jezioro jest ogromnym akumulatorem energii cieplnej i pomimo ponad 40-stopniowych mrozów już od początku grudnia, zamarza dopiero z początkiem lutego, a topnieje z końcem kwietnia i przez całe lato oddaje nagromadzony przez zimę chłód.

Po 2-godzinnej drzemce na plaży stwierdzamy zgodnie z Robertem, że trochę tu dla nas za chłodno i jedziemy do Ułan-Ude, gdzie temperatura znów skacze o 15°C, tym razem do góry. Za miastem znajdujemy świetne miejsce na biwak: górę, z której rozciąga się piękny widok na potężny dopływ Bajkału, rzekę Selenga i całe miasto Ułan-Ude.

Następnego dnia dojeżdżamy aż za Czitę i postanawiamy zrobić sobie przerwę po piętnastu dniach w siodle. Mamy taki głód jazdy, że następnego dnia robimy ponad 1000 km w 13 godzin, w tym więcej niż 100 km szutrów, które co jakiś czas pojawiają się już od Krasnojarska. Na jednym z takich odcinków, podczas wyprzedzania jednej z ciężarówek, które wzniecają tumany pyłu, Robert łapie kapcia w przednim kole (jego licznik wskazywał wtedy 100 km/h). Nie wiem jak, ale opanował obładowaną Afrykę i zatrzymał się bez gleby.

Robert - wielki szacun dla Ciebie, przyjacielu! Ucierpiał jedynie duży palec u nogi Roberta, który najpierw spuchnął dosyć mocno, a później zmienił kolor na czerwono-siny. Szczęśliwie, nie było to nic groźnego. Wymiana dętki zajmuje nam godzinkę i ruszamy w dalszą drogę. Obiecujemy sobie nie przekraczać na szutrach 80 km/h.

Przed Skorowodino spotykamy Krisa z Kalifornii na R1150GS Adventure. Chwilę później podjeżdża trzech Rosjan z Władywostoku na TDM 900 i dwóch Africach. Rosjanie proponują nam żebyśmy wybrali się do Władywostoku, a oni pomogą nam załatwić statek do Magadanu i tym sposobem upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu, a poza tym nie będziemy musieli wracać tą samą drogą. Nie trzeba nas dwa razy na takie rozwiązanie namawiać. Wymieniamy spojrzenia i decyzja podjęta. Wymieniamy z Rosjanami numery telefonów i jedziemy dalej. Trzy dni później jesteśmy już we Władywostoku. Z Bielska-Białej do rogatek Władywostoku stuknęło 11 500 km. Robimy kilka fotek przy wylocie z tego ogromnego i zatłoczonego miasta i jedziemy 150 km na wschód, w okolice miasta Nahodka, żeby popływać w ciepłym Morzu Japońskim i odpocząć kilka dni w oczekiwaniu na telefon od rosyjskich bikersów w sprawie naszego statku do Magadanu.

Już niedługo na stronach Ścigacz.pl pojawi się trzeci i niestety ostatni epizod relacji z Motocyklowej Wyprawy do Magadanu. Czekajcie!

  NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjęcia
rock wyprawa motocyklem do Magadanu
spotkanie Szweda na rowerze wyprawa motocyklem do Magadanu
stacja benz wyprawa motocyklem do Magadanu
meszki i komary wyprawa motocyklem do Magadanu
motyl na afryce wyprawa motocyklem do Magadanu
nocleg 2 wyprawa motocyklem do Magadanu
nocleg wyprawa motocyklem do Magadanu
obozowisko 2 wyprawa motocyklem do Magadanu
obozowisko wyprawa motocyklem do Magadanu
postoj wyprawa motocyklem do Magadanu
Tajga wyprawa motocyklem do Magadanu
Wladywostok wyprawa motocyklem do Magadanu
w drodze wyprawa motocyklem do Magadanu
Komentarze 4
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę