Kup Teraz!

Autor: Lovtza 2005.03.02, 01:10 53 Drukuj

Zakup używanego motocykla zimą ma bardzo wiele zalet. Czemu warto zainteresować się taką możliwością? Jak się za to zabrać?

Dlaczego zimą?

Do napisania tego artykułu skłoniły mnie poszukiwania używanego motocykla, jakie w tej chwili prowadzi jeden z moich przyjaciół. Okazuje się bowiem, że zakup motocykla z drugiej ręki w czasie zimy może być bardzo dobrym posunięciem. Co prawda niska temperatura i śnieg za oknem nastrajają bardziej do myślenia o nartach, niż o motocyklach, ale prawdziwi zapaleńcy nawet w czasie zimowego zastoju pozostają myślami przy swoich ulubionych zakrętach gdzie można by wiosną przetestować nowy sprzęt.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że różnica między cenami w sezonie i w czasie zimy jest spora. Co ważniejsze, zupełnie inaczej negocjuje się cenę w lutym, a inaczej w maju. Kilka dni temu mój inny kolega kupił za 17500 zł bardzo fajną Yamahę Thundercat, której cena wywoławcza wynosiła blisko 20000 zł. Dodam, że nie targował się zbyt agresywnie, po prostu w lutym nie jest łatwo znaleźć kupca gotowego wyłożyć od ręki takie pieniądze na motocykl. Latem sytuacja wygląda zgoła inaczej.

Bardzo dużą zaletą nabywania motocykla zimą jest znacznie większa ilość czasu na dokonanie wyboru i wybrzydzanie w ofertach. Gdy w maju sprzedawałem swój poprzedni motocykl odebrałem łączenie kilkadziesiąt telefonów w ciągu zaledwie kilku dni z pytaniem, czy oferta jest wciąż aktualna. Sprzęt sprzedał się 3 dni po ukazaniu się ogłoszenia w Internecie, a w trakcie samego podpisywania umowy odebrałem dwa kolejne telefony. W momencie gdy moje ogłoszenie ukazało się w prasie, już od kilku dni było nieaktualne. Od maja 2004 import motocykli wzrósł na tyle, że nie ma już takiego tłoku przy każdej przekonującej ofercie, ale nie zmienia to faktu, że znalezienie dobrej sztuki w Polsce to nie lada wyczyn i latem dobry motocykl znajduje nabywcę w ciągu kilku dni. Zimą, całe to zamieszanie i pośpiech są nam oszczędzone.

Z mniejszego ruchu w interesie wynika kolejny plus zakupów zimą. Mamy mianowicie większy wybór. Firmy handlujące motocyklami już powoli zaopatrują się za naszą zachodnią granicą z myślą o wiosennym boomie na jednoślady, a jeszcze teraz są ciągle bardziej elastyczne w kwestii cen. Wielu właścicieli chcących zmienić pojazd zaczyna pozbywać się starych maszyn właśnie teraz, aby zrobić w garażu miejsce na nowy motocykl, którego zakup planowany jest na wiosnę.

Niejednokrotnie kupujący świadomie decydują się na nabycie pojazdu, który wymaga mniejszych lub większych napraw. Koniec zimy i początek wiosny to idealny okres na doprowadzenie nowego nabytku do pełni sił i skupienie się w trakcie lata na jeździe, a nie poszukiwaniach części. Życie uczy też, że w wielu wypadkach kupujący zupełnie nieświadomie staną się właścicielami maszyn wymagających naprawy i im też potrzebny będzie czas na doprowadzenie motocykla do ładu.

Motocykliści o wyraźnie sprecyzowanych planach na nadchodzący sezon, kupując motocykl odpowiednio wcześniej będą mieli więcej czasu na zakupienie, instalację wszelkich akcesoriów i dokonanie wszystkich niezbędnych przeróbek, jakie wymagał będzie określony sposób wykorzystania motocykla.

Choć mowa tutaj o poszukiwaniach motocykla używanego, to nie sposób nie wspomnieć, że początek marca to także ostania szansa na zakup nowego motocykla z rocznika 2004. Większość importerów ma jeszcze w ofercie takie maszyny, a w wielu wypadkach oferowane rabaty są bardzo zachęcające.

Gdzie zatem rozejrzeć się z używanym motocyklem?

No dobrze, zdecydowaliśmy się na zakup sprzętu jeszcze przed sezonem. Gdzie go zatem poszukać? Najbardziej oczywistą odpowiedzią dla czytelników serwisu internetowego jest wykorzystanie do tego celu Internetu. W Polsce mamy do dyspozycji kilka serwisów gdzie można zamieścić i znaleźć ogłoszenia o sprzedaży lub kupnie motocykla. Ich zaletą jest w miarę duża aktualność ogłoszeń oraz najczęściej także dostęp do fotografii sprzedawanego pojazdu.

Druga możliwość to wyspecjalizowana prasa zajmująca się publikacją ogłoszeń o tematyce motocyklowej. Ilość ogłoszeń, jakie tam możemy znaleźć co miesiąc, potrafi przyprawić o zawrót głowy ... póki nie zaczniemy szukać czegoś konkretnego. Niestety wiele ogłoszeń już w chwili publikacji jest nieaktualna, a wymiary i jakość zamieszczanych tam zdjęć pozostawiają często wiele do życzenia.

Tym, którzy lubią kupować na giełdach pozostają imprezy, takie jak opisywany przez nas niedawno Mototarg, ale wybór jest tam raczej ograniczony, a większość maszyn jest „przygotowana” specjalnie na sprzedaż.

Dobrym sposobem na kupienie używanego jednośladu, jest nabycie go od osoby będącej aktywną jednostką społeczności motocyklowej. Plusy kupowania od osoby, która nie jest anonimowa i nie jest handlarzem są oczywiste. Takie ogłoszenia niestety pojawiają się na motocyklowych forach, grupach dyskusyjnych oraz w miejscach spotkań raczej rzadko, przez co należy je rozpatrywać jedynie w charakterze wariantu pomocniczego.

Jak czytać ogłoszenia?

Bogate doświadczenia wyniesione z poszukiwań używanych motocykli, tak dla siebie, jak i przyjaciół, w moim odczuciu upoważniają mnie do pewnego subiektywizmu w tej materii. Może moje poglądy wypacza trochę fakt, że jestem upierdliwym pedantem jeśli chodzi o stan techniczny pojazdu jakim się poruszam, ale cóż, nikt nie jest idealny.

Czytając ogłoszenie należy być ostrożniejszym niż saper. On myli się raz i ma święty spokój, natomiast my, motocykliści, przy zakupie używanego sprzętu w Polsce nie doświadczamy niestety takiej łaski. Wiem, że to niesprawiedliwe, ale najbezpieczniej jest od razu założyć, że sprzedający chce nas z premedytacją wysadzić w powietrze. Jeśli jakimś trafem motocykl w czasie oględzin będzie rzeczywiście odpowiadał swoim stanem opisowi, to będzie to tylko miłe zaskoczenie. Jednak w większości wypadków ... jest inaczej. Zawsze zastawiała mnie bezczelność i tupet sprzedających którzy bez żadnych skrupułów okłamują zainteresowanych, doskonale zdając sobie sprawę z agonalnego stanu technicznego oferowanego pojazdu. Wielu z nas zapewne miało okazję odbyć kilkusetkilometrowe „wycieczki” za używanym motocyklem, który na miejscu, wbrew opisowi właściciela, okazywał się kupą złomu. Takie określenia jak „gleba parkingowa”, „używany turystycznie”, „nie katowany”, „bardzo zadbany”, „sprzedaję z powodu wyjazdu”, „100% prosty”, „igła” wywołują u wielu niekoniecznie najweselsze wspomnienia.

Dobrze, bierzemy ogłoszenia do ręki. Czy wy też zauważyliście, że u nas w ogłoszeniach nie ma maszyn w złym stanie technicznym? Może zauważyliście też, że niezależnie od wieku ich przebieg rzadko przekracza 30 tyś km? Najgorszy stan jaki mi udaje się znaleźć to „dobry”. Zazwyczaj stan „dobry” oznacza, że motocykl tak naprawdę nie nadaje się do jazdy i pewnie już nigdy się nie będzie nadawał, a „dobrze” może w przypływie fantazji właściciela ozdabiać ogródek. Doświadczenie podpowiada, że motocykle w „dobrym” stanie, albo są już tak sponiewierane, albo wyeksploatowane, że doprowadzenie ich do stanu używalności zapewniającego minimalne bezpieczeństwo kierującemu zazwyczaj przekracza koszt zakupu sprzętu.

Motocykle w „bardzo dobrym” stanie czasem rokują jeszcze jakieś nadzieje na przyszłość, ale tutaj też nie należy być przesadnym optymistą. W przytłaczającej większości są to maszyny po większych lub mniejszych glebach i dzwonach, a „bardzo dobrze” najczęściej prezentuje się na nich świeżo położony lakier, choć czasem nie ma nawet i tego. Stan „bardzo dobry” najczęściej dotyczy w miarę nowych, kilkuletnich maszyn z kraju kwitnącej wiśni.

Stan „idealny” mógłby naiwnemu kupującemu sugerować, że ma do czynienia z praktycznie funkiel nówką – nieśmiganą. Wiadomo, idealny, to idealny. Nie ma się do czego przyczepić. Nic bardziej mylnego. Definicji „ideału”, jak uczy życie, jest bardzo wiele i mogą one odbiegać od siebie w sposób co najmniej znaczący. Moim skromnym zdaniem zaklasyfikowanie motocykla gdzie spawane są owiewki, lutowana chłodnica, lakier jest nieoryginalny, a lagi są wymienione jako pojazd w stanie „idealnym” jest w najlepszym wypadku sporym naciągnięciem. Wyciągnięty jak guma od majtek łańcuch, brak klocków hamulcowych i zaniedbanie podstawowych czynności serwisowych też w moim odczuciu nie upoważnia do nazywania motocykla „idealnym”.

„Bezwypadkowy”. To jest informacja, której w miarę możliwości powinniśmy szukać jako pierwszej. W czasie wielu oględzin używanych motocykli spotkałem się niejednokrotnie z absurdalnymi stwierdzeniami, że bezwypadkowe motocykle stoją tylko w salonach. To nie jest prawda, choć faktycznie miażdżąca większość poruszających się po naszych drogach motocykli ma za sobą większe lub mniejsze przygody drogowe. Często motocykle sprzedawane jako „bezwypadkowe” są w rzeczywistości po wypadku, ale właściciel 100 metrowego szlifa po kocich łbach nie zalicza do wypadków. Centralne trafienie w samochód tak, że pęka rama i wał korbowy – to jest wypadek. A szlif, to szlif...

Wiem, że moje generalizowanie może być niesprawiedliwe. Wiem tez jednak, że prawda broni się sama, przez co moje krytyczne słowa nie dotkną rzetelnych sprzedających. Są bowiem tacy, którzy faktycznie oferują do sprzedaży pojazdy, do których nie można się przyczepić, bądź tacy, którzy uczciwie informują o usterkach, tym co należy w motocyklu wymienić, czy też innych problemach z pojazdem. Są to niemniej jednak wyjątki, rzadkie wyjątki. Jeśli zatem zależy nam na maszynie w dobrym stanie technicznym, należy szukać ogłoszeń gdzie oferowany jest bezwypadkowy pojazd w idealnym stanie. Wtedy jest szansa trafić na pojazd nadający się do jazdy. Mylą się mocno Ci, który sądzą, że prawdopodobieństwo wpłynięcia na minę jest bardzo znikome w przypadku poszukiwań prawie nowych 1-2 letnich motocykli. Wielu sportowym maszynom na Zachodzie nie było dane przejechać więcej niż kilka tysięcy kilometrów. Szkoda jest całkowita, a kupka złomu za grosze trafia do kraju nad Wisłą w ręce kreatywnych mechaników. Kreatywnych do tego stopnia, że przy nich księgowi Enronu, to banda nieudaczników. Szybkie spawanie ramy wprawną ręką pana Zdzisia, szpachla, nowy czarny lakier i sprzęt jest jak z salonu. Wizualnie.

To samo, tylko że w przeciwną stronę, dotyczy starszych maszyn. Wielokrotnie na zlotach czy też imprezach motocyklowych, spotyka się starszawe japończyki oraz demoludy utrzymane w doskonałym stanie technicznym. Wiek motocykla nie decyduje o jego kondycji i często zakup starszego, ale sprawnego pojazdu jest lepszą decyzja, niż wydawanie pieniędzy na nowszy, ale posklejany taśmą i poowijany drutem w „100%” prosty sprzęt.

Mów do mnie

Bardzo wiele informacji na temat motocykla da się ustalić w czasie rozmowy telefonicznej z jego właścicielem. Zadając odpowiednie pytania można dowiedzieć się dużo na temat historii motocykla, poprzednich właścicieli, obsługi serwisowej i bardziej barwnych epizodów z życia jednośladu. Nie wolno zadowalać się wymijającymi odpowiedziami typu „Wszystko jest spoko”, tylko metodycznie należy zapytać o każdy podzespół i element oddzielnie, nawet jeśli oznaczałoby to pytanie z osobna o każdy klocek hamulcowy. Interesować nas powinno wszystko, wszelkie uszkodzenia, wszelkie rzeczy do poprawki, każdy detal. Opony, klocki, łańcuch, lakier, akumulator, co nam tylko przyjdzie na myśl. Można zrobić wtedy notatki tak, aby w czasie oględzin móc odświeżyć pamięć właścicielowi.

Wielu sprzedających wykręca się od odpowiedzi zasłaniając się brakiem znajomości motocykla od strony technicznej. „Ja się nie znam, ja tylko jeżdżę”. To bardzo niepokojąca oznaka. Przede wszystkim dlatego, że może być wymówką przed przyznaniem się do prawdziwego stanu maszyny. Jest to niepokojące po drugie dlatego, że takiemu technicznemu ignorantowi mogło nie przyjść do głowy że motocykl, nawet japoński, to nie perpetum mobile i co jakiś czas należy w nim wymienić choćby olej. Ktoś powie, że przesadzam. Nie tak dawno oglądaliśmy śliczną niebieską ER5 dla koleżanki. Właściciel ze stoickim spokojem stwierdził, że od strony serwisowej NIC przy niej nie robił, niczego się nie dotykał. A przejechał nią 16 tyś km. Sądzicie, ze poprzedni właściciel zrobił pełny serwis tuż przed sprzedażą? W czasie jazdy testowej okazało się, że motocykl jest rozpaczliwie krzywy ... i ledwo potrafi rozpędzić się do prędkości 140 km/h, a po numerach ramy sprawdziliśmy wcześniej, że była to wersja 50-konna (Vmax. ok. 180km/h).

Oględziny

Często już pierwszy rzut oka pozwala ocenić stan maszyny. Jednak dla wydania rzeczowej opinii należy przejrzeć wiele punktów motocykla, często pod kątem potencjalnych słabych punktów konkretnego modelu. Jest to zagadnienie na tyle obszerne, że nie będę rozwijał go w tym artykule, bo samo w sobie wymaga ono oddzielnego opracowania. Ci którzy wiedzą na co patrzeć w przypadku oceny stanu używanego motocykla, myślę, że zgodzą się z tezą, iż czasem oprócz wiedzy czysto technicznej potrzeba swoistej intuicji i detektywistycznego podejścia. Czasem małe otarcia, lekkie wgniecenia lub inny odcień lakieru mogą doprowadzić nas do sensacyjnych odkryć.

Niestety osobie, która nie jest biegła w oględzinach używanego motocykla, nie pomoże nawet najbardziej precyzyjny opis tego co należy sprawdzić. W takim wypadku mogę polecić zabranie ze sobą na spotkanie kogoś znającego temat, bądź wykonanie ekspertyzy w dobrym serwisie. Koszt takiej usługi to naprawdę dobrze zainwestowane pieniądze. W zależności od zakresu dokonanego przeglądu jego cena wahać się może od 100 do 500 zł. Koszt pomiaru ramy, jeśli mamy wątpliwości co do jej geometrii, to kolejne 500 zł. Wiele warsztatów wysyła swoich pracowników „w teren” do oceny wstępnej motocykla u sprzedającego. Koszt takiej operacji to minimum 100 zł i to w przypadku, kiedy bierzemy na siebie transport mechanika. Wiele serwisów oferuje również transport motocykli. Stawki oscylują wokół 1 zł/km i przy niesprzyjającej pogodzie końca zimy i początku wiosny transport motocykla na przyczepie może być jedynym rozsądnym rozwiązaniem

A jednak mina

Jeśli kupujemy motocykl w złym stanie technicznym i jesteśmy tego w pełni świadomi, to zdawać sobie powinniśmy też sprawę z konsekwencji ich eksploatacji. Tutaj temat jest zamknięty. Wiele osób celowo jednak kupuje uszkodzone motocykle traktując je jako bazy do przeróbek, bądź też wykorzystuje w charakterze dawców części do innych maszyn, z tym, że to jest zupełnie inna kategoria użytkowników, świadomych tego co robią.

Jeśli kupimy jednak motocykl, który po jakimś czasie okaże się bardzo felerny, to znajdujemy się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Naturalny pierwszy odruch to próba szybkiej odsprzedaży go, ale ponieważ w życiu nieszczęścia lubią chodzić parami, to zapewne na oględziny z potencjalnymi kupującymi przyjedzie ktoś jeszcze bardziej czepialski ode mnie i wtedy sprzedaż motocykla, przynajmniej po cenie jego zakupu, może stanąć pod dużym znakiem zapytania. Na zakupiony motocykl niejednokrotnie wydajemy ostatnie pieniądze, często zbierane przez lata kosztem wielu wyrzeczeń i nie za bardzo jest z czego dołożyć na naprawę. 

Jeśli kupiliśmy motocykl od firmy handlującej używanymi motocyklami, to teoretycznie sprawę możemy skierować do sądu konsumenckiego argumentując, iż sprzedano nam produkt z wadami ukrytymi. Sprawę prowadzi wtedy bezpłatnie rzecznik konsumencki, a wszelkie koszty ekspertyz ponosi przegrywająca strona. Trudno jednak przewidzieć ile potrwa rozprawa i tak naprawdę, nawet jeśli racja jest po naszej stronie, to nie mamy żadnej gwarancji, że przełoży się to na korzystny dla nas werdykt sądu.

Kupując minę od osoby prywatnej mamy dosyć ograniczone pole manewru, ale zapis iż stan pojazdu jest znany kupującemu, nie zwalnia sprzedającego z wszelkiej odpowiedzialności za sprzedawany pojazd. Dochodzenie jednak swoich praw przed sądem może być w tym przypadku bardzo karkołomne i czasochłonne.

Tak naprawdę jedynym sposobem na rozwiązanie problemu z nabytym motocyklem, który okazał się rupieciem jest ... nie kupowanie go.

Uszy do góry!

Nie chciałem dawać tutaj recepty na to, jak kupić zdrowy sprzęt z drugiej ręki, bo takiej nie ma. Moim zamierzeniem było jedynie podzielenie się swoimi spostrzeżeniami, jak nastawić się mentalnie do kupowania używanego motocykla w Polsce, oraz wskazanie na fakt, że koniec zimy to dobry moment na zakupy. Atrakcyjniejsza cena, lepsze możliwości jej negocjacji, większa ilość czasu na oględziny motocykla to czynniki których nie da się nie zauważyć. Podchodząc wtedy do zakupu z odpowiednią rezerwą, mamy większą szansę na dokonanie właściwego wyboru i dobre zainwestowanie naszych ciężko zapracowanych pieniędzy.

Zdjęcia
Komentarze 34
Pokaż wszystkie komentarze
Autor: szczery 03/11/2012 22:16

gs500

Odpowiedz
Autor: Krystian2259 08/10/2014 18:09

Gs-y są spoko:)

Odpowiedz
Autor: GH12 13/02/2011 11:02

Nie ma takiej szansy.

Odpowiedz
Autor: seba 19/03/2012 22:33

Dobry mechanik :)

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę