Kawasaki Ninja ZX-4RR Test. Torowa 80-konna R4 z czerwonym polem przy 16000
Dwa "R" w nazwie motocykla zwykle znaczy, że będzie jeździł jak dzik, drogi i miał tablicę rejestracyjną tylko dlatego, żeby firma, która go zbudowała spełniła wymagania homologacyjne. Ma to sens, bo dzięki temu koncerny mogą się ścigać, a my, konsumenci możemy kupować sobie wyścigówki na ulice i wmawiać sobie, że będziemy ich używać codziennie. Tak, jest to tak samo bezsensowne, jak trzy dekady temu, ale kiedy ktoś w 2024 roku robi czterocylindrową czterysetę, należy się uwaga.
To nie będzie skrupulatny raport z jazdy po torze, a być może powinien, bo przecież to motocykl tak sportowy, jak się da i winien być upalany co najmniej na Misano, ale ja po prosto go wypożyczyłem i pojechałem nim do centrum Katowic w godzinach szczytu Będzie to więc sprawozdanie motocyklisty, zbliżającego się do wieku średniego, który jest zbudowany raczej pod Goldwinga z lisią kitą. No dobrze, jest to konstrukcja dopracowana ergonomicznie, ale Kawasaki odrobiło tą lekcję już przy aktualnej i przed-aktualnej generacji ZX-6R. Ktoś w centrali zrozumiał, że nie wszyscy ludzie mają siłowniki hydrauliczne zamiast kolan i zapomnieli, z łona swojej matki przychodząc na świat, zabrać swój kręgosłup. Poza tym nic tak nie popsuje doświadczenia radości z jazdy motocyklem, jak ekstremalny dyskomfort, a wszystkie sportowe motocykle do pewnego momentu były zaprojektowane dla czterdziestokilogramowych scyzoryków. Niestety, niektórzy oszukiwali, czyli inicjacyjne zajęcie miejsca za sterami było w porządku i nic nie bolało, ale po 20 minutach okazywało się, że kąty są tak agresywne, że tracisz czucie w dłoniach, nadgarstkach, kroczu i kolanach. Całe szczęście, ZX-4RR jest po prostu wygodne i ergonomicznie dopracowane i jeśli naprawdę chcesz nim jeździć do i z roboty, dobrze mieć świadomość, że jest to wykonalne bez uszczerbków na zdrowiu i godności.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »
Pierwsze, co mnie uderzyło zaraz po wyjechaniu na drogę, to sposób, w jaki pracuje zawieszenie. Mam wrażenie, że naprawdę sporo pracy i czasu było poświęcone na to, jak ten motocykl skręca. Nie chodzi o to, że skręca dobrze, bo oczywiste, że będzie skręcał doskonale, przecież to wyścigowy skalpel. Kawasaki się po prostu bardzo precyzyjnie "kładzie", natychmiast wyczujesz gdzie jest środek ciężkości i jak progresywnie się przemieszcza, kiedy skręcasz. To niezwykle przyjemne i satysfakcjonujące, dlatego zawodnicy SBK na każdym zdjęciu są uśmiechnięci. Doświadczyłem tego na rondzie przy Spodku, w drodze do Starbucksa. Ten sprzęt ukrywa swoją prawdziwa tożsamość pod faktem, że można go zarejestrować, ale to nic innego jak wyścigówka. Czy prawdziwa wyścigowa czteryseta powinna z płynami ważyć 189 kilogramów? Z loży eksperckiej na Facebooku aż się dymi. ZXR400, bezpośredni przodek "RR" ważył tylko 10 kilogramów mniej, był słabszy o 20 KM, a gotował na torze wszystko w swojej klasie. Naturalnie, że ZX-4RR mogło ważyć mniej, ale wtedy trzeba by zastosować drogie materiały z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, a cena by się podwoiła i nikt przy zdrowych zmysłach nie kupiłby 400-tki za sto koła, jakkolwiek zaawansowana technologicznie by ona nie była. Nikt nie byłby nawet na tyle szalony, żeby robić jakiekolwiek ambitne plany sprzedażowe, a wiadomo, że te działy wykazują się czasami nadzwyczajnym optymizmem.
Silnik jest zgodnie z przewidywaniami wspaniały. To na bank przyszły klasyk i fakt, że udało się go wyprodukować i wsadzić do motocykla drogowego w 2024, czasie panowania ekoczubków, jest zdumiewający. Tym bardziej, że zwykle wiąże się z tym układ wydechowy wielkości komina elektrociepłowni Warszawa-Kawęczyn. Co tu dużo mówić - 80-konna, rzędowa czwórka z redline’m zaczynającym się przy 16000 obr./min. To poezja i ja co prawda jechałem na sprzęcie z fabrycznym układem wydechowym, ale wsadź tu Leo Vince, a mijane kobiety na ulicy będą automatycznie zachodzić w ciążę. Jest jednak problem i to spory, mianowicie bardzo ciężko jest wykorzystać te obroty na ulicy. Mało odkrywcze, ale chodzi o to, że cały średni zakres jest tak zaskakująco "mięsisty", że do naprawdę dynamicznej jazdy wystarczy ci przedział 6-8 tysięcy obrotów, a przecież masz do dyspozycji drugie tyle. Powyżej 12K to będzie już tylko sprawdzanie jak wysoko można wkręcić ten silnik. W granicach rozsądku i długoterminowego związku ze swoim prawem jazdy wykorzystanie w cywilnych warunkach całego potencjału jaki tutaj kryje się pod manetką jest praktycznie niemożliwe. Prawda jest taka, że żaden inny motocykl nie będzie się tak dusił w mieście jak ten. Wypuść ten motocykl na tor, a ty i on poczujecie się jak labrador na mokrej łące.







Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze