Jim Farley mówi otwarcie, ¿e legenda nie mo¿e ¿yæ przesz³o¶ci±. Harley-Davidson stoi przed wyborem, który zadecyduje o jego kolejnym stuleciu
Harley-Davidson znów trafia na czołówki branżowych serwisów, ale tym razem powód jest znacznie poważniejszy niż premiera kolejnej wersji cruisera.
Jim Farley, prezes Forda i jednocześnie członek rady nadzorczej Harley-Davidson, otwarcie mówi o tym, że legenda z Milwaukee nie może dalej funkcjonować tak jak dotychczas. Jego zdaniem marka musi wybiec w przyszłość, jeśli naprawdę chce przetrwać kolejne 100 lat, a nie tylko pielęgnować wspomnienia z dawnych dekad.
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Problem Harley-Davidson nie wziął się znikąd. Od lat widać systematyczne osłabienie wyników finansowych, a jednym z głównych powodów jest uporczywe trzymanie się tej samej wizji motocykla i tego samego stylu życia, który najmocniej rezonował z pokoleniem Baby Boomers. Ciężkie cruisery, wielkie baggery i kultura drogiej wolności na dwóch kołach przestają być magnesem dla młodszych motocyklistów, którzy patrzą dziś na rynek zupełnie inaczej niż ich ojcowie i dziadkowie.
Oczywiście Harley próbował wyjść poza utarte schematy. Pan America udowodniła, że marka potrafi zbudować nowoczesny i bardzo dobry motocykl, który nie jest kolejną wariacją na temat klasycznego V-twina w chromach. Problem w tym, że jeden udany model, kosztujący tyle co spora część całej oferty baggerów, nie jest receptą na zdrowy biznes. Elektryczne projekty również nie spełniły oczekiwań, bo choć ceny z czasem spadły, to wciąż nie udało się przyciągnąć młodego pokolenia, na którym każda marka musi dziś budować swoją przyszłość.
Farley patrzy na to z perspektywy człowieka, który od lat prowadzi inną ikonę amerykańskiego przemysłu. Ford także jest marką obciążoną historią i legendą, ale w przeciwieństwie do Harleya potrafił regularnie otwierać się na nowych klientów. Fiesta, Focus ST, Bronco Sport czy cała rodzina Raptorów to przykłady, jak można zachować tożsamość, a jednocześnie zaproponować coś świeżego i dostępnego. To doświadczenie sprawia, że jego głos w sprawie motocyklistów z Milwaukee wybrzmiewa wyjątkowo mocno.
W rozmowie z argentyńskim La Nación Farley podkreślił, że globalne ikony nie mogą stać w miejscu. Według niego życie przeszłością prowadzi wyłącznie do stagnacji, a stagnacja w biznesie oznacza powolne obumieranie. Wystarczy spojrzeć na obecną ofertę Harley-Davidson, gdzie dominują bardzo podobne konstrukcje różniące się detalami silników i stylistyką nadwozia, by zrozumieć, o czym mówi. Konkurencja w postaci BMW czy Hondy oferuje dziś wszystko, od motocykli sportowych, przez turystyczne, aż po maszyny terenowe, a do tego coraz mocniej inwestuje w modele wejściowe.
Nie jest to przypadek. Rynek wyraźnie pokazuje, że klienci nie chcą już wyłącznie wielkich i ciężkich motocykli o ogromnych pojemnościach, zwłaszcza gdy ceny sięgają 30,000 lub 40,000. Przy rosnących kosztach życia, wysokiej inflacji i realnym spadku siły nabywczej, takie maszyny stają się luksusem dostępnym dla nielicznych.
Cruisery wciąż mają swoje miejsce i nikt rozsądny nie postuluje ich zniknięcia z oferty. Harley-Davidson potrzebuje jednak prawdziwej dywersyfikacji. Zapowiedź motocykla klasy entry level, ogłoszona jeszcze przed odejściem Jochen Zeitza i przejęciem sterów przez nowego prezesa Artiego Starrsa, daje pewną nadzieję. Ten segment jest dziś jednym z najgorętszych na rynku i może stać się realnym ratunkiem dla marki. Pomysł mniejszej pojemności Pan Ameriki, opartej na kompaktowych V-twinach Harleya, również wydaje się naturalnym krokiem, który mógłby otworzyć firmie drzwi do zupełnie nowej grupy odbiorców.
Na końcu wszystko sprowadza się do jednego słowa. Zmiana. Bez niej nie ma rozwoju, a bez rozwoju nie ma przyszłości. Jeśli Harley-Davidson chce pozostać symbolem amerykańskiego ducha na kolejne 100 lub nawet 200 lat, musi słuchać nie tylko własnej historii, ale przede wszystkim rynku i ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją motocyklową drogę. Świat bez Harleya byłby uboższy, ale świat bez Harleya, który potrafi się zmieniać, byłby po prostu smutny.







Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze