tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Rossi czy Marquez? Kto by najlepszym debiutantem MotoGP, a kto kompletnie zawid?
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
motul belka 950
NAS Analytics TAG
motul belka 420
NAS Analytics TAG

Rossi czy Marquez? Kto by najlepszym debiutantem MotoGP, a kto kompletnie zawid?

Autor: Mick Fiakowski 2022.11.24, 09:45 1 Drukuj

Patrząc na wyniki, punkty i pozycje w tabeli, tegoroczni debiutanci w MotoGP generalnie nie zachwycali, ale czy to oznacza, że mamy do czynienia ze straconym pokoleniem? Mick analizuje sytuację w porównaniu z najnowszą historią i przygląda się perspektywom na przyszłość.

Zdecydowanie najlepszym debiutantem w królewskiej klasie w ostatniej dekadzie był Marc Marquez, który w 2013 roku już w swoim pierwszym wyścigu stanął na podium, drugi wygrał, a sezon zakończył jako mistrz świata.

NAS Analytics TAG

Nie oszukujmy się jednak. Takie debiuty zdarzają się w MotoGP wyjątkowo rzadko. Nawet Valentino Rossi debiutując w królewskiej klasie, wtedy jeszcze 500, potrzebował czterech wyścigów, aby stanąć na podium i dziewięciu, aby wygrać, a sezon 2000 zakończył jako wicemistrz świata.

W 2006 roku debiutujący wówczas w barwach Repsol Hondy, świeżo upieczony mistrz klasy 250, Dani Pedrosa, swój pierwszy wyścig ukończył co prawda na drugiej pozycji, a czwarty wygrał, ale sezon zakończył "dopiero" na piątym miejscu.

Ósmy był wtedy inny debiutant, Casey Stoner, który co prawda w trzecim wyścigu stanął na podium, ale w swoim pierwszym sezonie w MotoGP nie wygrał ani jednego wyścigu.

W 2008 roku w MotoGP debiutował późniejszy trzykrotny mistrz, Jorge Lorenzo, sięgając po pole position i podium w pierwszym wyścigu, zwycięstwo w trzecim (swoje jedyne w tamtym sezonie) i czwarte miejsce w generalce.

Jak widać, największe gwiazdy MotoGP ostatnich lat już w swoich debiutanckich sezonach pokazywały ogromny potencjał i odnosiły sukcesy. Co prawda tylko Marquez sięgnął w swoim pierwszym sezonie po tytuł, ale to tylko pokazuje skalę jego talentu.

Tak czy inaczej na tle tych statystyk wyniki pięciu tegorocznych debiutantów wyglądają mocno mizernie. Zacznijmy od końca.

Para w gwizdek…

Darryn Binder trafił do MotoGP mocno niespodziewanie i bardzo nietypowo, przeskakując do królewskiej klasy prosto z Moto3, co wcześniej zrobił tylko Jack Miller. Australijczyk, w swoim pierwszym sezonie na Hondzie wywalczył wówczas 17 punktów i odległe, 19. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Patrząc na to, że z czasem Miller stał się jednym z czołowych zawodników MotoGP i filarem fabrycznej ekipy Ducati, tegoroczne wyniki młodszego z Binderów wcale nie są złe.

Zawodnik z RPA wywalczył bowiem 12 punktów, w tym połowę z nich w swoim drugim wyścigu, deszczowych zmaganiach w Indonezji, cztery w Barcelonie i dwa w Australii.

Jeśli wgryziemy się w liczby trochę bardziej okaże się, że Binder nie miał za bardzo tempa, ale też trzeba pamiętać, że jako jedyny dosiadał w tym roku Yamahy w starszej specyfikacji, która zostawia bardzo dużo do życzenia.

W przyszłym roku Darryn wystartuje w Moto2. Sezon startów w MotoGP może być dla niego cenną lekcją, która pomoże mu walczyć w czołówce. Nawet jednak, jeśli wywalczy mistrzostwo, będzie mu bardzo trudno wrócić do królewskiej klasy.

Jeśli utknie w środku stawki, nawet pomoc starszego brata, fabrycznego zawodnika KTM-a Brada Bindera, może nie wystarczyć, aby pozwolić mu zagościć w padoku Grand Prix na dłużej.

Czy więc awans z Moto3 do MotoGP był błędem? Absolutnie nie! Nie ma gwarancji, że idąc tradycyjną drogą przez Moto2 Darryn otrzymałby za kilka lata szansę startów w królewskiej klasie. Ta trafiła mu się trochę "na farcie", dzięki ambitnej filozofii jego zespołu, ale powiedzmy sobie szczerze; czy ktoś w jego sytuacji powiedziałby "nie"? Chyba tylko ktoś, kto jest pewien, że awans to MotoGP to i tak tylko formalność, ale o tym za chwilę...

Tak czy inaczej Darryn nie zrobił póki co zbyt wiele, aby zapisać się w pamięci kibiców MotoGP (choć patrząc na jego ostre ataki w Moto3, może to i dobrze?), ale kto wie; może dostanie jeszcze kiedyś drugą szansę.

Zmarnowany potencjał

Trzecie i czwarte miejsce w klasyfikacji debiutantów, odpowiednio z punktem i dwoma więcej niż Binder, sezon zakończyli "koledzy" z ekipy KTM Tech 3, Raul Fernandez i Remy Gardner.

Rok temu ich walka o tytuł elektryzowała kibiców podczas wyścigów Moto2. Obronną ręką wyszedł z niej Australijczyk, syn byłego mistrza klasy 500, Wayne’a Gardnera.

Remy pokazywał spory potencjał już w czasach swoich startów w ekipie SAG, gdzie nie dysponował jednak sprzętem z najwyższej półki. Gdy już trafił do czołowego zespołu, sięgnął po tytuł, ale szansę awansu do MotoGP dostał dość późno.

Było jasne, że Australijczyk musi od razu pokazać coś konkretnego, aby zagrzać w królewskiej klasie miejsce na dłużej. Tym bardziej, że niemal już od początku roku mówiło się o tym, że do KTM-a na sezon 2023 dołączy jego rodak, Jack Miller.

Podobnie jak Fernandez, Gardner punktował w sześciu wyścigach, a jego najlepszym wynikiem było jedenaste miejsce w Grand Prix Katalonii, ale to nie wystarczyło, aby zapewnić sobie przedłużenie umowy.

KTM był niezadowolony nie tylko z jego nieco zbyt wyluzowanego (zdaniem Austriaków "mało profesjonalnego") podejścia, ale i z relacji z jego kontrowersyjnym managerem, Paco Sanchezem.

Ostatecznie więc Remy stracił miejsce w ekipie Herve Poncharala na rzecz wracającego w jej szeregi Pola Espargaro i póki co wygląda na to, że nie pójdzie w ślady ojca. W przyszłym roku zobaczymy go na R1-ce w World Superbike i… to chyba dobre rozwiązanie dla wszystkich.

Gardner przez cały rok nie mógł dogadać się z kapryśnym i szybko zużywającym opony modelem RC16, a jednocześnie nie był też chyba priorytetem dla austriackich inżynierów, więc zmiana otoczenia wszystkim wyjdzie na dobrze.

Nieco więcej szczęścia miał Fernandez, którego jeszcze przed tym sezonem wielu nazywało "nowym Marquezem". Rzeczywiście, rok temu Hiszpan pokazał w Moto2 rewelacyjną jazdę, a przy okazji pazur i charakter poza torem, choć to akurat nie wszystkim przypadło do gustu.

W połowie ubiegłego roku Yamaha była bardzo zdesperowana, aby wykraść Hiszpana z szeregów KTM-a, ale Austriacy zagrali va banque i niemalże siłą zatrzymali Fernandeza w swoich strukturach.

Raul nie był tym faktem zachwycony, ale zacisnął zęby. Niestety, podczas przedsezonowych testów w Indonezji zaliczył potężny wypadek i uderzenie w głowę, po którym długo dochodził do siebie.

Ostatecznie w sezonie 2022 pokazał tyle samo, co Gardner, czyli niewiele i z jednej strony można winić za to pakiet, jakim dysponował. Sęk w tym, że podobnie było podczas oficjalnego dnia testowego we wtorek po Grand Prix Walencji.

Podczas gdy przesiadający się z fabrycznego KTM-a na Aprilię ekipy RNF Portugalczyk Miguel Oliveira przez cały dzień utrzymywał się w ścisłej czołówce, Fernandez, także na RS-GP, zamykał tyły.

Raul będzie w przyszłym roku pod ogromną presją, aby pokazać, że łatka "nowego Marqueza" nie była przyklejona na wyrost. Nie będzie miał jednak zbyt wiele czasu, aby udowodnić swoją wartość.

Tylko trochę lepiej

Tak jak Binder był ostatnim w kolejce w szeregach Yamahy, a Fernandez i Gardner byli na marginesie w KTM-ie, tak podobny status dla Ducati miał Fabio Di Giannantonio.

Młody Włoch trafił do MotoGP dzięki wstawiennictwu zmarłego na początku roku szefa zespołu, Fausto Gresiniego, ale podobniej jak Fabio Quartararo przed nim, przed awansem do królewskiej klasy nie pokazał w Moto2 zbyt wiele. Do swojej dyspozycji dostał także Desmosedici w starszej specyfikacji niż inni zawodnicy Ducati.

Wszystko to sprawiło, że Fabio zaliczył trudny debiut, a pierwsze punkty wywalczył dopiero latem we Francji, zanim zaimponował zarówno w kwalifikacjach, jak i w wyścigu na Mugello. Jego najlepszym rezultatem był ósme miejsce na Sachsenringu, ale chyba najlepszym momentem było sensacyjne pole position przed własnymi kibicami w Toskanii.

Włoch zakończył sezon jako drugi w klasyfikacji debiutantów, z dorobkiem zaledwie 24 punktów - to o 10 więcej niż wynik Fernandeza, ale trzeba pamiętać, że Fabio dosiadał także zdecydowanie lepszego motocykla, niż trójka debiutantów sklasyfikowana za nim.

Po marnej końcówce sezonu Di Giannantonio otwarcie mówił o tym, że był to dla niego najgorszy i najtrudniejszy rok w mistrzostwach świata, ale przesiadka na nowszą specyfikację Desmosedici podczas testów w Walencji okazała się światełkiem w tunelu przed jego drugim sezonem w MotoGP.

Nie będę ukrywał. Póki co trudno dostrzec tutaj materiał na mistrza (nawet mimo przebłysku z Mugello), ale poczekajmy na to, co Fabio pokaże za rok.

Nieoszlifowany diament?

Zdecydowanie najlepszym debiutantem i w pełni zasłużonym zdobywcą tytułu "Rookie of the Year", został podopieczny ekipy Valentino Rossiego, Marco Bezzecchi. Choć dosiadał motocykla w starszej specyfikacji niż kolega z ekipy, Luca Marini, to jednak zakończył sezon tylko dziewięć punktów za nim.

Po drodze wywalczył także pierwsze podium i pole position - nie tylko dla siebie, ale także dla ekipy "Doktora", wyprzedzając pod tym względem Mariniego.

Marco jeździł szybko i powtarzanie, punktując w czternastu z dwudziestu wyścigów. Tak, jak nie przekonywał mnie specjalnie w Moto2, tak w MotoGP naprawdę imponował.

Lepiej niż myślicie…

Pod tym względem Włoch poradził sobie lepiej niż myślicie. Rok wcześniej tytuł Rookie of the Year wywalczył Jorge Martin, który co prawda sięgnął po trzy podia, w tym jedno zwycięstwo, ale zgromadził dokładnie tyle samo punktów, co Bezzecchi, 111.

Marco poradził sobie także lepiej niż Enea Bastianini, który rok temu, jak debiutant, wywalczył 102 oczka. W tym roku Bestia i Martinator regularnie walczyli o zwycięstwa, więc uważajcie na Marco w sezonie 2023!

Warto tutaj wrócić także uwagę na fakt, że Bezzecchi wypadł w debiucie zdecydowanie lepiej niż tegoroczny mistrz MotoGP, Francesco Bagnaia, w 2019 roku.

Pecco w klasyfikacji debiutantów był wtedy dopiero trzeci, za Joanem Mirem i Fabio Quartararo, gromadząc zaledwie 54 oczka i ani razu nie stając na podium. Hiszpan wywalczył 92 punkty, a Francuz 192, jednocześnie siedem razy stając na pudle.

Patrząc na liczby, wszystko wskazuje na to, że Bezzecchi może pójść w ślady kilku swoich starszych kolegów i zostać w najbliższych latach bardzo solidnym zawodnikiem z czołówki MotoGP.

Czy przyszłym mistrzem? Do tego jeszcze długa droga, skoro zaimponował i zaskoczył w tym roku, to dlaczego nie miałby tego zrobić ponownie w kolejnych sezonach. W końcu w sezonie 2019 też nic nie wskazywało na to, że trzy lata później mistrzem zostanie właśnie Pecco.

Następcy nie widać…

Bardziej niż brak wyników czterech z pięciu tegorocznych debiutantów martwi mnie brak perspektyw na "wielką gwiazdę" w kolejnych latach.

Losy tytułu debiutanta roku w MotoGP w sezonie 2023 mamy już praktycznie rozstrzygnięte, bo jedynym pierwszoroczniakiem będzie wówczas tegoroczny mistrz Moto2 Augusto Fernandez.

Hiszpan nie zrobił jednak na mnie specjalnego wrażenia ani podczas tego sezonu, ani podczas testów w Walencji. Mocno obawiam się, że jego debiut może wyglądać bardzo podobnie do historii Gardnera i Fernandeza. Tym bardziej, że zobaczymy go przecież w tym samym zespole.

Dwa czarne konie

Nie mógłbym oczywiście nie wspomnieć o dwóch zawodnikach, którzy słowo MotoGP mają wypisane na czołach już od wielu miesięcy. Swojego awansu do królewskiej klasy są zresztą tak pewni - i słusznie - że obaj odrzucili taką ofertę na sezon 2023.

Chodzi oczywiście o wicemistrza Moto2, Japończyka Ai Ogurę oraz genialnego Hiszpana Pedro Acostę, który rok temu spektakularnie wywalczył w debiucie mistrzostwo Moto3.

Ogura odrzucił propozycję awansu do MotoGP w barwach LCR Hondy, zanim jeszcze przegrał walkę o tytuł w Moto2, bo "nie czuł się gotowy", jednocześnie przedłużając karierę swojego rodaka, Taki Nakagamiego.

Jeśli tylko nie zaliczy w przyszłym roku dołka, awans do MotoGP w barwach ekipy Lucio Cecchinello ma w kieszeni.

Podobnie jest z Acostą, który ofertę awansu do MotoGP odrzucił już w maju, mając za sobą trudny debiut w Moto2. Podobnie jak Ogura, "nie czuł się gotowy".  

Wszystko wskazuje na to, że ta dwójka stoczy w nadchodzącym sezonie zaciętą walkę o mistrzostwo Moto2 i niezależnie od jej wyniku awansuje do MotoGP w 2024 roku.

Jest tutaj tylko jeden problem... Zarówno Honda, jak i KTM, nie radzą sobie obecnie w MotoGP zbyt dobrze. Ogromny talent Acosty i Ogury może więc zostać rozmieniony na drobne z powodu mało konkurencyjnych motocykli i obaj z pewnością doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Czy inżynierom uda się do tego czasu przygotować konkurencyjne maszyny? A może Acosta i Ogura skuteczniej niż Fernandez wymiksują się ze swoich kontraktów i zmienią barwy na sezon 2024?

Zdecydowanie warto będzie przyglądać się ich drodze w najbliższych miesiącach, ale… nie zapominajcie o Bezzecchim, który znów może nas wszystkich zaskoczyć!

NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjcia
NAS Analytics TAG
Komentarze 1
Poka wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s prywatnymi opiniami uytkownikw portalu. cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialnoci za tre opinii. Jeeli ktrykolwiek z komentarzy amie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunity. Uwagi przesyane przez ten formularz s moderowane. Komentarze po dodaniu s widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadajcym tematowi komentowanego artykuu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu cigacz.pl lub Regulaminu Forum cigacz.pl komentarz zostanie usunity.

motul belka 420
NAS Analytics TAG
Zobacz rwnie

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualnoci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep cigacz

    motul belka 950
    NAS Analytics TAG
    na gr