Polak w historycznej "10" Dakaru. Pustynia nie odpuszcza, nasi walcz±
Rajd Dakar potrafi w jednej chwili nagrodzić, a w następnej bezlitośnie zweryfikować ambicje i właśnie tak wyglądał kolejny dzień zmagań dla Polaków.
Po bardzo udanej środzie, kiedy dwudniowy etap maratoński zaczął się dla załóg Energylandii niemal idealnie, czwartkowy odcinek do Hail okazał się znacznie trudniejszy. Najwyżej z jadących Toyotami Goczałów uplasował się Eryk, kończąc etap na 15. pozycji, ale prawdziwe powody do dumy dał kibicom startujący na motocyklu Konrad Dąbrowski, który zapisał na swoim koncie wynik, jakiego w Dakarze jeszcze nigdy nie osiągnął.
Pierwsza część maratonu przyniosła polskim załogom świetne czasy i wysokie miejsca, co przełożyło się na start niemal na czele stawki następnego dnia. To, co na papierze wyglądało jak przywilej, w praktyce stało się sporym problemem. Brak wyjeżdżonych śladów, kamieniste fragmenty i konieczność jazdy "na czysto" zmuszały do większej ostrożności i odbierały tempo. Eryk Goczał i Szymon Gospodarczyk stracili 11.59 do zwycięzcy etapu, Amerykanina Mitcha Guthriego jadącego Fordem, a czołowe lokaty ponownie zgarnęły załogi najlepiej czujące się na szybkich partiach trasy. Drugi finiszował Nani Roma, a trzeci był Martin Prokop, sponsorowany przez Orlen, który już po raz trzeci w tym rajdzie zameldował się w ścisłej czołówce.
W klasyfikacji generalnej samochodów układ sił pozostał bez zmian. Na prowadzeniu utrzymał się Hank Lategan, który ma 3.17 przewagi nad Nasserem Al Attiyahem i 5.38 nad Mattiasem Ekstroemem. Eryk Goczał po czwartkowych zmaganiach spadł z dziewiątej na 11. pozycję, a jego strata do lidera wynosi 20.38. Sam kierowca nie ukrywał na mecie, że etap był wyjątkowo wymagający, zwłaszcza ze względu na jazdę bez jakichkolwiek odniesień w terenie i konieczność unikania przebicia opon na kamieniach.
Marek Goczał i Maciej Marton uzyskali 25. czas dnia. Początek mieli bardzo obiecujący, jadąc tuż za Lateganem i Al Attiyahem, jednak kurz, chwilowe zagubienie i brak wyraźnych śladów kosztowały ich sporo minut. W generalce zajmują 16. miejsce ze stratą 41.18. Jeszcze więcej problemów spotkało Michała Goczała i Diego Ortegę. Uszkodzony amortyzator wymusił długą naprawę na trasie, a dodatkowo załoga otrzymała 15 minut kary. Efekt to strata ponad 46 minut na etapie i 1:14.13 do lidera rajdu.
Największe emocje z polskiej perspektywy przyniosła jednak rywalizacja motocyklistów. Konrad Dąbrowski po raz pierwszy w swojej dakarowej karierze wdarł się do etapowej "10" klasyfikacji łącznej razem z zawodnikami fabrycznych zespołów. Czwartkowy etap wygrał Luciano Benavides, a Polak stracił do Argentyńczyka 13.57. Początkowo sklasyfikowany na dziewiątym miejscu, awansował o jedną pozycję po karze 10 minut nałożonej na Toshę Schareinę za opuszczenie biwaku poza wyznaczonymi flagami. W klasyfikacji generalnej Dąbrowski przesunął się na 11. miejsce i również jest to jego najlepszy wynik w historii startów w Dakarze. Do nowego lidera, którym został Daniel Sanders, traci 1:36.21.
Równie imponująco wygląda sytuacja Polaka w Rally 2. Na czwartkowym etapie był drugi i po pięciu dniach rywalizacji także zajmuje drugą lokatę, ustępując jedynie Prestonowi Campbellowi, do którego traci 20.18. Tymczasem z walką o wysokie miejsca pożegnał się Edgar Canet. Zwycięzca prologu i pierwszego etapu zmagał się z problemami technicznymi i nie dotarł do mety.
Przed uczestnikami Dakaru kolejny potężny test. Dzisiejszy, szósty etap poprowadzi z Hail do Rijadu, licząc 920 km, z czego 331 km stanowi odcinek specjalny. To dystans, który ponownie może przetasować stawkę i sprawić, że dakarowe historie napiszą się od nowa.


Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze