Piraci drogowi z elektronicznym ogranicznikiem prędkości. Silnikowy kaganiec zamiast odbierania uprawnień
Politycy z całego świata dwoją się i troją, by wymyślić coraz ciekawsze sposoby karania kierowców przekraczających prędkość. Tym razem pojawił się pomysł wykorzystania nowoczesnych technologii, który umożliwi karanym kierowcom dalszą jazdę, ale już z ograniczoną prędkością. Takie rozwiązanie ma się pojawić w amerykańskim stanie Arizona.
Ustawdawcy ze stanu Arizona pracują nad ustawą, która sprawi, że recydywiści przekraczający prędkość nie będą tracić uprawnień do kierowania pojazdami. Zamiast tego rządzący chcą montować w ich pojazdach inteligentne ograniczniki prędkości, które mają działać w oparciu o GPS i sieć telefonii komórkowej. Korzystanie z systemu nie będzie obowiązkowe.
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Pomysłodawcy chcą, by korzystanie z takiego systemu było dobrowolne. To oznacza, że kierowca będzie mógł pogodzić się z utratą uprawnień lub dalej cieszyć się jazdą, ale z elektronicznym ogranicznikiem. Ten miałby pobierać dane dotyczące limitów prędkości na drodze, którą porusza się auto i nie pozwalać kierowcy na jej przekroczenie. Moduł byłby połączony z komputerem sterującym pracą silnika. Jednocześnie system pozwalałby na przekroczenie tej prędkości do 10 mil na godzinę, 3 razy w miesiącu na wypadek wystąpienia sytuacji awaryjnej, w której złamanie przepisów będzie konieczne, by nie doszło do zdarzenia drogowego.
Same koszty takiego rozwiązania nie są wysokie. Jego pomysłodawca - Quang Nguyen - tłumaczy, że instalacja urządzenia miałaby kosztować 250 dolarów, a następnie kierowca płaciłby 4 dolarów za dzień jazdy. Pomysł budzi jednak sporo kontrowersji. Nguyen wcześniej chciał, by taki system był obowiązkowy, ale takie rozwiązanie zostało kategorycznie odrzucone. Teraz powraca z nim jako z rozwiązaniem, które będzie dobrowolne.
Krytycy tego rozwiązania atakują je z dwóch stron. Jedni uważają, że to tylko pozorna wolność, ponieważ nie wiadomo, co będzie działo się z danymi zbieranymi podczas jazdy. Ta kwestia nie została uregulowana w propozycji ustawy. Tym samym firma produkująca urządzenia i obsługująca system mogłaby sprzedawać dane np. producentom nawigacji. Drudzy próbują się doszukać związków polityka z producentem urządzeń, bo uważają, że skoro tak walczy o ich wprowadzenie, to musi w tym mieć jakiś interes.
Stan Arizona nie jest jednak pierwszym i jedynym, który rozważa wprowadzenie takich ograniczników. Są one już stosowane w Virginii i Waszyngtonie. Kierowca może tam stracić prawo jazdy lub zamontować urządzenie ograniczające prędkość zgodnie z ograniczeniami. Nad wprowadzeniem podobnego prawa zastanawiają się również politycy stanu Wisconsin.
W Polsce niedawno pojawiła się dyskusja dotycząca tego, jak namierzać kierowców, którzy łamią sądowe zakazy prowadzenia pojazdów. Pojawiły się pomysły, by m.in. używać zaawansowanych kamer monitoringu miejskiego, które wyłapywałyby takie osoby na podstawie technologii rozpoznawania twarzy. Wśród rozważanych opcji jest też udostępnienie rejestru osób z zakazem prowadzenia pojazdów instytucjom finansowym. Dzięki temu piraci drogowi nie będą mogli zakupić samochodu lub motocykla i sfinansować go leasingiem albo kredytem.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze