Ta witryna używa plików cookie. Więcej informacji o używanych przez nas plikach cookie, ich zastosowaniu
i sposobie modyfikacji akceptacji plików cookie, można znaleźć
tutaj
oraz w stopce na naszej stronie internetowej (Polityka plików cookie).
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.
Komentarze 79
Pokaż wszystkie komentarzeNie da sie ukryć, że tak jest ale na widok rozbitego ścigacza jedna z pierwszych myśli to bynajmniej u mnie, że jednego mniej..., już gdzieś tak mam w podświadomości... ale też nikt inny tego u mnie nie wyrobił jak sami kolesie na ścigaczach, 150 lub więcej po mieście, omijanie wysepek na jezdni z drugiej strony, brak szacunku dla innych i nieliczenie sie z dyskomfortem jaki powoduja u innych swoim szaleństwem, mnie reakcja tamtych kierowców na rozbity ścigacz jakoś nie dziwi i bardziej podpiąłbym to pod "co wysyłasz to wraca", to co piszę tyczy się głównie tych kolesi na ścigaczach i ich szaleństw, dlaczego użytkownicy innych typów motocykli nie szaleja i nie są co chwilę głównymi bohaterami makabrycznych wypadków...?
Odpowiedz"Jednego mniej"-tak faktycznie ludzie myślą w takich przypadkach,ludzie którzy nigdy nie jeździli motocyklem ale też trzeba pomyśleć skąd u nich takie myśli i dzięki komu?,odpowiedź jest prosta dzięki małolatom którzy świeżo odebrali prawko lub wcale owego nie mają,kupią sobie 250"czy większy motocykl i jazda na ulicę.Ja jeżdżę codziennie przez W-wę i widzę jak tacy się zachowują,stałem ostatnio na światłach i widzę w lusterku jak zbliża się Ninja,po czym zapala się zielone a małolat w gaz i pojechał na tylnym kole rozglądając się ilu ma widzów.Wierzcie mi miałem ochotę go zdjąć z tego motocykla i nakopać mu do d.....za takie zachowanie,ubrany w krótkie spodenki,koszulka i kask na głowie tworzy takie rzeczy nie myśląc o bezpieczeństwie innych uczestników drogi czy też swoim ,jego mają oglądać inni a nie on ma zwracać uwagę na to co się dzieje przed nim,on nie kupił motocykla po to by polatać z kolegami tylko po to żeby pokazać na osiedlu panienkom jaki to on kozak.
Odpowiedzotóż to... całe szczęście, że Matka Natura utrzymuje plagę komarów i tych szaleńców na niskim poziomie, czasem brutalnie ale cóż...
OdpowiedzPrzecież to nawet ścigacz nie był...
OdpowiedzJako że byłem świadkiem tego wypadku to powiem Ci, że Twój komentarz jest tutaj zupełnie nie pasujący. Za kierownicą siedział około 35 letni stateczny człowiek, jechał powoli (dlatego skutki są relatywnie niegroźne). Po prostu ktoś się zagapił i doszło do kolizji. Bardziej krwawił kierowca samochodu, ale nim też nikt się nie zainteresował. Nikt się niczym nie zainteresował i o to najbardziej chodzi w tym felietonie. Gdyby zderzyły się dwa samochody to zainteresowanie gapiów byłoby z pewnością podobne, czyli zerowe.
Odpowiedzzaznaczyłem, że ja akurat mam takie odczucie na widok rozbitego ścigacza, takie ogólne... nie mówiłem o tym konkretnym przypadku... ogólnie moja empatia jest skrajnie różna jezeli chodzi o wypadek kolesia na ścigaczu a inny wypadek, co skutecznie wyrobili we mnie kolesie na scigaczach..., koło nie w ostatnich 2 m-ch jeden grzał dwieście w mieście zawinał się na latarni, drugi wpakowł się w market przelatując przedtem przez skrzyzowanie i chodnik, trzeci rozwalił się masakrujac przy tym dziewczynę, ja po prostu postrzegam ich jako potencjalnych morderców i jak widzę rozwalony ścigacz to moje odczucie jest takie, że morderca morduje właśnie sam siebie..., i gdzie tu miejsce na empatię...
OdpowiedzStary, mówisz o jakiś przypadkach jednostkowych! Skąd Ty wiesz ile oni jechali? Dresiarze w BMW to mniejsze zagrożenie na ulicy? My tutaj rozmawiamy o postawie obywateli, a nie jakimś matole który zawinął się na latarni. A nawet jak się zawinął, to i tak trzeba podejść i mu pomóc. To taki detal który odróżnia nas od zwierząt, jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś.
Odpowiedz