tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Motorismo Siberia Challenge - ojciec, syn, Suzuki Hayabusa i podróż życia
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Motorismo Siberia Challenge - ojciec, syn, Suzuki Hayabusa i podróż życia

Autor: Piotr Wierciński 2012.10.16, 11:56 26 Drukuj

Od redakcji: Sezon motocyklowy powoli się kończy. Mamy jednak dla was potężną dawkę inspirującej motocyklowej turystyki. Piotr Wierciński wraz ze swoim synem udał się na wschód. Nie GSem, nie Goldwingiem, ale Hayabusą. Spotkali na swojej drodze mnóstwo ludzkiej życzliwości, przyjaźni, przygód, nerwów, strachu i doładowali swoje konto wspomnień ogromną dawką turystycznych wrażeń. Miłej lektury!

Przygotowania

Wyobrażanie sobie, co może pójść źle jest przed wyjazdem niezbędne dla właściwego przygotowania się, ale dostarcza tylu nerwów, że ciężko z tym doczekać do dnia wyjazdu. Myśl o wyjeździe zrodziła się zaraz po powrocie z Maroka w 2011 r. kiedy promieniem o długości 10 000 km (długość trasy tam i z powrotem) narysowaliśmy okrąg na globusie, aby zobaczyć co nam daje taki zasięg. Kiedy okazało się, że prawie sięgamy Japonii zaczęliśmy myśleć o możliwości powrotu inaczej niż na motocyklu, aby można było zajechać dalej, nie trzeba było wracać tą samą drogą i każdy kilometr oznaczał nieznane, przygodę. Przez zupełny przypadek natrafiliśmy na artykuł w Internecie o tym, że Putin otworzył odcinek autostrady transsyberyjskiej, co oznaczać miało, że zwykłym samochodem można przejechać od Władywostoku do Moskwy. Oczywiście braliśmy pod uwagę, że nie jest to autostrada w rozumieniu europejskim. Przygotowania ruszyły w grudniu 2011. Trzeba było zrobić listę potrzebnego sprzętu, opracować budżet i … pierwsza przymiarka rzuciła nas na kolana. Proces kontaktów i rozmów z potencjalnymi sponsorami rozpoczął się w grudniu 2011 po to, aby zakończyć się kilka dni przed wyjazdem odbiorem opon. Nasz główny sponsor Motorismo zainteresował się naszą wyprawą jako pierwszy i dzięki wspólnym pasjom motocyklowym postanowiliśmy razem zrealizować to przedsięwzięcie. Gdy obliczyliśmy, że 95 % sprzętu potrzebnego do wyjazdu mieliśmy otrzymać od partnerów wyprawy kolejna przymiarka budżetu wyglądała zdecydowanie lepiej. Oczywiście przerażały nas pozycje: noclegi, 2 osoby, 60 nocy, oraz transport motocykla drogą morską jako plan awaryjny. Okazało się, że te dwie pozycje były tak drogie, że w praktyce nie opłacało się jechać bez większej grupy. Problemem było to, że agenci oferujący bilety na kolej transsyberyjską mówili, że w 2011 roku był zakaz przewożenia motocykli koleją transsyberyjską, a jeszcze dodatkowo, gdy zakaz nie obowiązywał, dopuszczalny ciężar motocykla był mniejszy niż ciężar Hayabusy. Bardzo długo nie mieliśmy możliwości, aby skontaktować się z nikim kto transportował motocykl na naszej trasie pociągiem. Gdy jednak nam się to udało, bardzo dużą pozycję w budżecie można było wykreślić. Zostały jeszcze noclegi … Myśleliśmy z jednej strony o namiocie, z drugiej o doniesieniach o bandytach czających się wzdłuż drogi, o doniesieniach prasowych jak niedźwiedzie w Rosji zjadają ludzi, tygrysy potrafią wyjść z lasu na naszą drogę, że grasuje Yeti lub notorycznie ląduje na Syberii UFO. Ostatecznie postanowiliśmy zaryzykować.

2012-06-02 Nie udało nam się załatwić wiz białoruskich na czas więc postanowiliśmy jechać przez Łotwę. Wyjeżdżamy przed południem, prognoza pogody jest zła, doniesienia od naszych fanów na Facebooku mówią, że na naszej trasie na mazurach leje jak z cebra. Od samego początku wyprawy dopisywało nam wielkie szczęście. Patrzyliśmy po drodze na ulewy to po lewej to po prawej stronie, a ciemne chmury przed nami się rozstępowały w ostatniej chwili. Droga przez Litwę jest idealnej jakości, na Łotwie jest gorzej, ale znośnie. Przez oba kraje przejechaliśmy nie mając lokalnych walut, jedynie kartę kredytową. Gdy opadliśmy z sił na Litwie zjechaliśmy do wsi i znaleźliśmy nocleg u ludzi przy domu w namiocie, w stodole. Kontakty z ludnością miejscową są niesamowite. Gdy się rusza dalej zostawia się za plecami dobrych znajomych lub przyjaciół.

2012-06-03 Do Rosji wjechaliśmy nie mając ani jednego rubla w kieszeni. Nie mieliśmy przygotowanych punktów na trasie do których mamy dojechać ponieważ uznaliśmy, że droga i zmęczenie jest dla nas nieprzewidywalne. Dodatkowo odstaliśmy na granicy 3 godziny mimo, że byliśmy poza kolejką samochodów. W tym czasie może ze 2-3 samochody przekroczyły granicę. Biegaliśmy od okienka do okienka.  Zrobił się wieczór i ze zmęczenia i zdenerwowania postanowiliśmy przenocować blisko za granicą zjeżdżając do wsi. Ta wieś to kilka domów ukrytych w lesie. Spaliśmy w namiocie przy domu w którym w ścianach poddasza były dziury po pociskach z czasów wojny o średnicy kilkunastu centymetrów, przez które wlatywały ptaki.

2012-06-04 Droga w Rosji M9 od granicy z Łotwą jest fatalnej jakości. Dziury, spękania lub roboty na drodze, co oznacza brak asfaltu, wymagają jazdy z małą prędkością, aby motocykl zaraz na początku wyprawy się nie rozpadł ze względu na drgania. Okazuje się, że nie byliśmy w stanie dojechać do Moskwy. Znowu ze zmęczenia zjeżdżamy wieczorem do wsi i nocujemy w namiocie przy domu. Odcinek drogi, którym jechaliśmy był jednym z najgorszych i jednocześnie najdłuższy pod względem złej jakości jak się potem okazało w całej naszej wyprawie. Miał również swój klimat, mały ruch pojazdów, gęsty las, prawie brak cywilizacji po drodze za wyjątkiem stacji benzynowych i barów dawał posmak Syberii.

2012-06-05 100 km przed Moskwą droga jest bardzo dobrej jakości, wreszcie można odpocząć. A w Moskwie na drogach panuje inna logika. Kierowcy się przeciskają, nie zwracają zupełnie uwagi na motocyklistów, ciężko się przepchnąć między samochodami. Nie wyobrażam sobie jeżdżenia w takim ruchu inaczej niż na motocyklu. W Moskwie próbujemy kupić kartę SIM aby mieć dostęp do Internetu. Po długich godzinach w salonach operatorów udaje się uruchomić Internet na tablecie. Z tego powodu wyjeżdżamy z Moskwy w godzinach szczytu przebijając się przez potworne korki. Walka na drodze jest wycieńczająca, wyjazd z Moskwy zajmuje kilka godzin.

2012-06-06 Na rosyjskich drogach panuje duży ruch ciężarówek. Najgorsze są miejsca, gdzie z powodu robót na drodze jest ruch wahadłowy. Setki TIRów tworzą gigantyczne korki o długości dziesiątków kilometrów. Nieustannie doceniamy wyższość motocykla. Nie chcielibyśmy tam stać w samochodzie. Wieczorem znowu zatrzymujemy się w wiosce po drodze. Zagadujemy o możliwość przenocowania przy drodze, ale babcia się nas boi. Akurat wyładowują byka z samochodu, który się wyrywa i kilku facetów zaczyna go gonić i potem ciągnąć za sznur przywiązany do pyska.  Stoimy tak i rozmawiając z babcią obserwujemy rodeo. W końcu przełamujemy lody i idziemy rozstawić namiot. Gospodarze są bardzo biedni. Zabudowania z innej epoki. Wodę pitną zbierają do butelek gdy spływa po deszczu z dachu. Gdy nie ma deszczu muszą przywozić wodę na wózku. Są jednak serdeczni i gościnni. Zapraszają nas w drodze powrotnej.

2012-06-07 Droga jest bardzo męcząca. Przepiękna przyroda dostarcza wrażeń. Zatrzymaliśmy się przed mostem, gdzie był ruch wahadłowy. Długie kilometry korka po obu stronach. Objeżdżamy to wszystko. Na moście jednak zaskoczyli nas Rosjanie, którzy próbowali objechać stojących w korku wieloma samochodami i nie zdążyli, bo z przeciwka ruszyła fala. W efekcie ci co chcieli przejechać nie mogli przejechać, a ci co zablokowali ruch nie mogli się wycofać. Przejechaliśmy przez to naprawdę zadowoleni, ciesząc się, że mamy motocykl. Za mostem odpoczywamy i spotykamy moskiewskich motocyklistów, którzy jadą na zlot w Tjumeniu i zatrzymują się obok nas. Jak mówią chcą popić, pogadać i dobrze się bawić. Wyobraźmy sobie, że w Rosji motocykliści jeżdżą na zloty mając do przejechania często grubo ponad tysiąc kilometrów, Moskwa-Tjumeń to 2150 km. Zapisujemy kontakty, choć nie mamy nadziei na spotkanie.

2012-06-08 Jedziemy piękną drogą w idealnych warunkach co daje niewysłowiona przyjemność. Odwiedzamy muzeum Kałasznikowa w Iżewsku. Wieczorem spotykamy się koło Permu z członkiem klubu Hayabusa Club Russia i wspólnie przed zachodem słońca w cudownej scenerii masakrujemy komary na drodze do miejscowości Czusowoj.

2012-06-09 Nasz gospodarz, u którego się zatrzymaliśmy jest człowiekiem sukcesu w biznesie i jego historia podboju rynku powinien dla wielu być studium przypadku, na którym można się uczyć. Wspólnie zwiedzamy okolice, podziwiamy architekturę i rozmawiamy o życiu i polityce. Niewiarygodne jak przypomina się nauka rosyjskiego ze szkoły podstawowej i jak dobrze było być dobrym uczniem.

2012-06-10 Przejeżdżamy przez granicę Azji i Europy. Dzięki ostatniej znajomości wyjeżdżamy na na Irbit nowo zbudowanymi drogami o super jakości, których nie ma jeszcze na mapach. Po drodze wyciągamy z głębokiego rowu kierowcę skutera zepchniętego z drogi przez pirata. Dojeżdżamy do Irbitu, gdzie spotykamy się z motocyklistami. Nocujemy u niezwykłego podróżnika, wieczorem rozmawiamy o podróżach, o jego wyprawie do Mongolii, o awariach i ich przyczynach w podróży, podziwiamy mapę Europy i Azji z zaznaczonymi licznymi trasami.

2012-06-11 Z rana odwiedzamy muzeum, głównie motocykli Ural. Dyrektor przyjeżdża specjalnie dla nas abyśmy  mimo dnia wolnego mogli obejrzeć niesamowitą kolekcję, którą jeszcze jako konstruktor upadających zakładów uratował przed wyprzedażą do USA. Dyrektor jest jednocześnie motocyklistą, który ma rekord Guinessa w długości jazdy Uralem z podniesionym wózkiem bocznym, ponad 24 godziny, jest również zwycięzcą motocyklowych zawodów Rosji. Z motocyklistami z Irbitu wspólnie jedziemy do Tjumenia, który znalazł się na naszej trasie i to w okresie, gdy jest tam zlot. Przejeżdżamy Ural, od którego zaczyna się Syberia! Spotykamy ponownie motocyklistów z Moskwy, mimo, że nie mieliśmy pojęcia, że damy radę dojechać na czas. Wychodzimy na scenę, aby odebrać nagrodę na najdłuższy przelot. Poznajemy wielu motocyklistów i kilku prezydentów klubów motocyklowych, i jak to na zlocie, w świetnej atmosferze spędzamy wieczór.

2012-06-12 W drodze do Omska w pewnym momencie zajeżdża nam drogę Honda Goldwing i nas zatrzymuje. Kierowca zaprasza nas na imprezę w Omsku. Zapisujemy namiary i jedziemy własnym tempem. W Omsku ostatnie 3 kilometry dopada nas burza z ulewnym deszczem, spotykamy się z nowopoznanym motocyklistą i jedziemy wspólnie do klubu motocyklowego w większej grupie motocyklistów. W nocy mamy obejrzeć razem mecz Polska Rosja, bikerzy zapowiadają, że nie wyjdziemy z tego żywo jeśli Rosja przegra. Niesamowity klub, rewelacyjna atmosfera w środku i koncert na żywo. Nasz nieznajomy okazuje się bardzo zamożnym człowiekiem, zabiera potem całe towarzystwo taksówkami do klubu, gdzie jest dyskoteka, oglądamy na żywo walki bokserskie i mecz Polska Rosja. Jest remis, będziemy żyć!

2012-06-13 Po ciężko spędzonej nocy i męczącej drodze robimy całodniową przerwę w podróży. Poznaliśmy motocyklistów z różnych rejonów Rosji, Mołdawii i Ukrainy. Wynajęci kucharze przygotowują posiłek. Spędzamy dzień na rozmowach, jedzeniu i planowaniu. To jest trudne do uwierzenia, że w tej grupie znajdują się motocykliści, których poznaliśmy po drodze, potem spotkaliśmy na zlocie w Tjumeniu, a teraz trzeci raz jesteśmy razem !

2012-06-14 Rano my wyjeżdżamy do Nowosybirska, a nasi przyjaciele kierują się w góry Ałtaj. Kilkaset kilometrów jedziemy razem. W Nowosybirsku dzwonimy do motocyklistów z prośbą o przenocowanie. Telefon odbiera Polak. Okazuje się, że nocować będziemy z Polakiem, który wraca z Magadanu i Ukraińcem, który wybawił Polaka z opresji po drodze i odtąd podróżują razem. Polak w okolicach Czity, najbardziej bandyckiej drodze na naszej trasie, gdzie zdarzyły się dwa morderstwa motocyklistów przebił dętkę, a potem przy wymianie nową uszkodził łyżką z nerwów przy zakładaniu, bo bardzo się bał tkwić w tym miejscu, o którym wszyscy opowiadają koszmary. Cały wieczór jeździliśmy po mieście i okolicach, przepiękny zachód słońca oglądaliśmy nad ogromnym sztucznym jeziorem elektrowni wodnej. Poznaliśmy prezydenta i innych motocyklistów z klubu motocyklowego. Wieczorem wspólna kolacja i rozmowy do późna. Uzyskaliśmy cenne informacje i kontakty.

2012-06-15 - 2012-06-20 Z rana z wielkim trudem i opóźnieniem pakujemy się w drogę do Aczyńska, gdzie czeka na nas poznany przez Internet jeszcze przed wyjazdem bardzo przyjacielski motocyklista. Po drodze mijamy Niemców, z których jeden jedzie na motocyklu z silnikiem diesla. W Aczyńsku jesteśmy bardzo późno, przed północą. Gdy jest już w miarę blisko z przeciwka mijają nas motocykliści, którzy niespodziewanie zawracają i zaczynają nas asystować do miasta. Okazuje się, że nasz przyjaciel ich wysłał nam na spotkanie i czeka na nas przy drodze. Po spotkaniu jedziemy na miejsce zlotu motocyklowego, gdzie wszyscy wiwatują i nas witają. To jest tak niesamowite spotykać się po drodze z życzliwością i przyjaźnią. W trakcie pobytu w Aczyńsku byliśmy Krasnojarsku, w Chakasji nad ogromnym jeziorem pośród stepów, i mieliśmy tyle atrakcji, że było to wprost nie do ogarnięcia.


2012-06-21 Jedziemy do Abanu. Nocujemy u oficera policji. Na pytanie przy kolacji z jaką prędkością podróżujemy, zapada na chwilę cisza. Piotrek spędził jak sam powiedział jeden z najfajniejszych wieczorów w życiu z młodzieżą z Abanu. Gospodarz opowiadał jakich sposobów używają bandyci na drodze od Czity do Chabarowska. Udzielił nam wskazówek jak najbezpieczniej tam postępować. Powiedział, że ma nawet film opublikowany przez bandytów z napaści na samochód, ale nie dał rady go znaleźć. Plus jest taki, że najgorsza fala przestępczości za Bajkałem miała miejsce wg niego kilka lat temu.

2012-06-22 Droga do Irkucka to po prostu masakra. Nie wyjaśniliśmy do końca na facebooku dlaczego. Otóż najgorsze odcinki zaczynają się za Krasnojarskiem. Są dwa, długości po kilkanaście kilometrów. Nie ma asfaltu. Nie tak jak w innych miejscach robót drogowych, gdzie podłoże pod asfalt jest utwardzone w miarę równo. Tam jest koszmarnie nierówno. Z ziemi wystają fragmenty starego podłoża, asfalt, duże kamienie. Jazda z niewielką prędkością to takie drgania motocykla, że wydaje się, że zaraz się połamie. Każda ciężarówka, która nas mija zostawia chmurę pyłu, że nic nie widać. Dlaczego masakra ? Dlatego, że zanim dojechaliśmy do pierwszego odcinka zaczęliśmy oglądać pojazdy z przeciwka, które zmieniają na poboczu koła, nieważne czy samochód osobowy czy TIR. Koła zmieniali chyba wszyscy. A naprawa opony na Syberii będzie nie lada wyzwaniem. Ostatecznie udało się przejechać. Jedyne wytłumaczenie jakie przychodzi mi do głowy jest takie, że nam się udało ponieważ jechaliśmy wolno. Rosjanie jechali bardzo szybko, jak szaleni, więc koła uderzały o ostre kamienie w nierównościach podłoża, wcześniej czy później niszcząc oponę. Wieczorem strasznie zmęczeni nocujemy w Bracku u księdza, gdzie spotykamy się z wielką serdecznością i gościnnością. Droga przed Brackiem to też atrakcja, kilkadziesiąt kilometrów asfaltu harmonijki. Jazda powyżej  45 km/h to nieprawdopodobne drgania motocykla.

mapa przejazdu
przebieg
na odludziu
tankowanie na pustkowiu
big city life
biker boy
blekitne niebo
enduro wheelie
folklor
GS z przodu
hayabusa boczne drogi
hayabusa na postoju
hayabusa na wojskowo
japonskie klimaty
japonskie klimaty 2
moto ekipa
na brzegu
pejzaze
przystanek
pyl po ciezarowce
rozmyslanie nad brzegiem
Suzuki Hayabusa podroz tama
wspolne foto wspolne zdjecie
wymiar sprawiedliwosci w trasie
zabytkowa chata z wielbladem
kamienna glowa znak krzyza

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę