Mandat albo postój. Estoński reset drogowy
Estończycy postanowili zrobić coś, co u wielu kierowców może wywołać zaskoczenie większe niż widok nieoznakowanego patrolu w lusterku.
Piratów drogowych nie tylko łapią, ale też dają im wybór. I to nietypowy. Mandat albo 45 minut przymusowego postoju. Czas na ochłonięcie, dosłownie i w przenośni.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSYŁKA GRATIS »
To nie żaden nowy żart z policyjnego TikToka, tylko rzeczywista praktyka estońskiej drogówki. Pomysł nie jest zupełnie świeży, bo pierwsze testy przeprowadzono już w 2019 roku. Później metoda zniknęła na chwilę, ale powróciła podczas akcji "Powrót do szkoły", a teraz latem znów ruszyła na dobre. To, że nie każdemu kierowcy spieszy się do wyciągania portfela, pokazuje choćby sytuacja z jednej akcji. Spośród dziewięciu zatrzymanych aż ośmiu wybrało postój. Tylko jeden kierowca wolał zapłacić i jechać dalej.
Estońska policja zaznacza, że nie chodzi tu o masowe stosowanie nowej kary. Na razie to akcje punktowe, wymagające obecności większej liczby patroli w konkretnych rejonach. Przykład? Droga Tartu-Voru, gdzie poza codziennym ruchem trafiają się też kierowcy rozgrzani emocjami po Rajdzie Estonii. To właśnie tam zatrzymywani byli delikwenci, którym wypadło z głowy, że zwykła trasa to nie odcinek specjalny.
Warto dodać, że liczba śmiertelnych wypadków na estońskich drogach spadła nieco w tym roku, ale to nie efekt poprawy stylu jazdy, a raczej... kiepskiej pogody. Kierowcy wciąż mają ciężką nogę, a stosunkowo niedawna zmiana, czyli podwojenie wysokości mandatów, nie przyniosło przełomu. Dlatego teraz, zamiast tylko uderzać po kieszeni, estońskie służby sięgają po psychologię. Zatrzymaj się. Uspokój. Przemyśl. A potem wróć na drogę trochę mniej naładowany adrenaliną. Może warto przetestować to też u nas?
Warto jeszcze dodać, że nie tylko Estonia próbuje nieoczywistych metod, by dotrzeć do wyobraźni kierowców. W różnych częściach świata funkcjonariusze sięgają po nietypowe rozwiązania, które zamiast grzywny, stawiają na refleksję albo... zawstydzenie.
W Finlandii wysokość mandatu jest uzależniona od zarobków, więc przekroczenie prędkości może kosztować tam nawet dziesiątki tysięcy euro. W Wielkiej Brytanii testowano system, w którym zamiast kary można było zapisać się na kurs edukacyjny, uczący odpowiedzialnego zachowania za kierownicą. Z kolei w Hiszpanii zdarzały się akcje z udziałem rodzin ofiar wypadków drogowych, które osobiście rozmawiały z zatrzymanymi piratami. To musiało być trudne…
W Australii kierowców łamiących przepisy zapraszano do obejrzenia autentycznych nagrań z miejsc śmiertelnych zdarzeń drogowych. Nawet we Francji czy Niemczech pojawiają się interwencje psychologiczne i sesje z udziałem ratowników medycznych, które mają nie tyle ukarać, ile otworzyć oczy.
Czego dowiodły te eksperymenty? Okazało się, że nie zawsze grzywna robi największe wrażenie.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze