tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Kornwalia na motocyklu - trasa, koszty i porady. Wyprawa do egzotycznej Anglii
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Kornwalia na motocyklu - trasa, koszty i porady. Wyprawa do egzotycznej Anglii

Autor: Micha³ Micha³ek 2026.02.24, 10:23 Drukuj

Mając do dyspozycji tydzień urlopu planuję wyjazd w trasę moim Kawasaki Versys 1000. Patrząc na mapę moich podróży dostrzegam, że nigdy nie byłem w rejonie Beneluxu i Wielkiej Brytanii. Myślę, że można by objechać Kornwalię. Pakuję bagaż, puszki z jedzeniem na Versysa i wyruszam w drogę.

Droga na prom w Calais

Pierwszego dnia ruszam autostradą A1 z Żor do Czech. Jadę przez Brno i kieruję się na Pragę. Planuję dojechać do miasta Merzig aby na drugi dzień mieć blisko do Luksemburga. Droga mija szybko, pogoda jest dobra (deszcz pada 2 minuty w okolicach Pragi). Nocleg mam już wcześniej zarezerwowany. Śpię w małym pokoju nad barem. Największy plus to, to że motocykl mogę zaparkować w garażu. W garażu stoi już nowe BMW R 1300 GS z brytyjską rejestracją. Rano spotykam jego właściciela. Kolega z Anglii jedzie w Dolomity, życzymy sobie udanej drogi i każdy rusza w swoją stronę. Pierwszy dzień jazdy upłynął spokojnie, bez problemu przejechałem 1100 km.


Reklama


NAS Analytics TAG

Na drugi dzień plan jest skromniejszy ale zakładam, że odwiedzę po drodze pierwszy raz w życiu Luksemburg i Belgię więc jest entuzjazm. Po godzinie jazdy dojeżdżam do stolicy Luksemburga. Dzień jest pochmurny ale to dobrze bo nie będę musiał chodzić w ciuchach motocyklowych w upale. W stolicy trafiam na paradę zabytkowych pojazdów służb państwowych takich jak policja czy straż pożarna. Mogę zobaczyć policyjne Audi 100, Volkswagena T3 z żandarmerii a także motocykle takie jak BMW K100. Następnie idę przez centrum na "najpiękniejszy balkon Europy" - Le Chemin de la Corniche - ścieżkę spacerową wzdłuż starych murów miasta. Widok faktycznie ładny, ładniejszy niż na zdjęciach. Jednak nie zamierzam zostawać tam cały dzień. Wracam do motocykla i ruszam dalej. Po drodze rzut oka na zamek Grand-Chateau d’Anssembourg. Kilkanaście kilometrów dalej wjeżdżam do Belgii. W Belgii przejeżdżam przez Dinant. Ładne miasto nad rzeką Moza wzdłuż, której rozciągają się klify. Na rzece panuje spory ruch. W centrum miasta nad rzeką znajduje się Kościół Najświętszej Marii Panny z cebulastą kopułą, a nad nim, na klifie cytadela z XI wieku. Wszystko tworzy ładny widok. Ja jednak jadę dalej z postanowieniem, że kiedyś tu wrócę.

W Calais jestem po godzinie 19:00 pole namiotowe, które sobie upatrzyłem wcześniej jest zamknięte. Recepcja do 18:00, szlaban opuszczony i kampery wśród których próżno szukać życia. Jadę kilka kilometrów dalej i znajduje inne pole. Miejsce na polu namiotowym przy plaży kosztuje mnie 10 euro więc jest dobrze. Na kolację jem pulpety z puszki. Wieczorem wypijam belgijskie piwo i oglądam mijające się promy, które co chwilę przepływają przede mną. 1600 km za mną. Jutro rano prom do Dover.

Wstaję rano, składam namiot i z odrobiną stresu jadę do portu. Po pokonaniu plątaniny skrzyżowań i rond jestem w porcie. Kontrola graniczna Francuzów: brak pytań i w zasadzie bez kontroli. Brytyjski pogranicznik sprawdził mój dowód osobisty, bilety i zadał pytania gdzie jadę, czy mam jakąś rodzinę w Anglii i gdzie będę spał. Nie był zbytnio dociekliwy i z uśmiechem życzył udanych wakacji. Na promie było około 12 motocykli. Start o 9:50.

Pierwsze kilometry po lewej stronie

Półtora godziny podróży promem i jestem u podnóża angielskich klifów. Zjeżdżam z promu razem z innymi motocyklistami. Pierwsze rondo z lewej strony na spokojnie. Później patrzę na znaki z ograniczeniem prędkości… coś mało… po trzech sekundach myśl… przecież to są mile, mogę trochę szybciej. W domu zastanawiałem się jak to będzie z lewostronnym ruchem okazuje się, że jest całkiem dobrze. Najlepiej jak na skrzyżowaniu są też inne pojazdy wtedy się pilnuje. Najgorzej jak jest pusto wtedy może przyjść chwila zawahania gdzie tu jechać.

Z Dover jadę od razu do pierwszego punktu na mojej trasie Beachy Head Cliffs. Te klify w okolicach Eastbourne osiągają ponad 160 m nad poziom morza. Gdy oglądam klify i morze wokół nich to mam wrażenie że jest tu jakby egzotycznie. Białe klify i błękitna woda stanowią przeciwieństwo tego co miałem w głowie odnośnie Anglii - deszczowej i pochmurnej krainy. Jadę dalej. Po zobaczeniu klifów i plaż w Seaford oraz Rottingdean utwierdzam się w przekonaniu, że jest tu po prostu ładnie. Jako, że jest późne popołudnie staram się jak najszybciej ominąć Portsmouth i znaleźć pole namiotowe bliżej Kornwalii. Pole namiotowe znajduje w okolicach Lymington. Pierwszy dzień na angielskiej ziemi kończę po przejechaniu 320 km.

Widoki jak z pocztówki

Następnego dnia rano po przejechaniu około godziny drogi dojeżdżam na plażę Man Of War Beach i wapienny łuk skalny Durdle Door. Jest to bardzo popularne miejsce o czym świadczy spory, płatny parking, sklep z pamiątkami i bar z przekąskami. Parkuję motocykl i rozpoczynam śniadanie. No bo przecież trzeba mieć siłę do chodzenia. Z kufra wyciągam konserwę… gulasz angielski. To takie moje angielskie śniadanie. Idę na plażę, a właściwie podziwiam ją z góry, ze szlaku. Trzeba przyznać, że jest to piękny widok. Być może najpiękniejsze miejsce, jakie widziałem podczas mojej podróży. Plaże jak na Karaibach i skały powodują, że zaczynam się zastanawiać czy to Wielka Brytania. Gdy już napatrzę się na piękne widoki jadę dalej.

Po około 100 kilometrach wjeżdżam do Parku Narodowego Dartmoor. W końcu wjeżdżam do Anglii jaką pamiętam z wyścigów na komputerze Rally Championship 2000. Zielone pola, kamienne płoty, wysokie żywopłoty, drewniane bramy i metalowe kraty w przejazdach pod bramami. Brakuje tylko aby z nawigacji mówił do mnie pilot Maciej Wisławski lub Martyna Wojciechowska. Park Narodowy Dartmoor ma wiele szlaków spacerowych pomiędzy pastwiskami, łąkami i lasami gdzie można znaleźć ciekawe formacje skalne. Po drodze mijam wiele owiec i kuców. Występuje tu miejscowa rasa kuca o nazwie Dartmoor. Charakteryzuje się bujną grzywą i grzywką. Ich stada pasą się swobodnie na wrzosowiskach Parku Narodowego Dartmoor. Obecnie jest ich około 1500 osobników. W XIX wieku kuce Dartmoor były wykorzystywane do transportu granitu z okolicznych kamieniołomów. Jeden z takich kamieniołomów planuję odwiedzić. Foggintor Quarry to właściwie ruiny kamieniołomu, ale na jego terenie powstał piękny staw. Po terenie kamieniołomu chodzą owce i biegają konie. Naprawdę miejsce warte uwagi. Z dala od tłumów ludzi. Niestety robi się pochmurno, więc wracam do motocykla i ruszam przed siebie w poszukiwaniu miejsca na noc. Po godzinie jazdy dojeżdżam do Trewall Farm Campsite  nieopodal miejscowości Downderry. Jest to najpiękniejsze pole namiotowe na całej mojej trasie. Na kempingu jest kilka osób, a widok jest przepiękny. Zielone pola z każdej strony zachodzą na siebie i opadają w stronę morza. W dole widać miasteczko, a dokąd sięga wzrok morze.

Kolejnego dnia jadę do miejscowości Polperro. Polperro było wsią rybacką, utrzymującą się z połowu sardynek. W XVIII w. wieś była głównym miejscem przemytu gdzie na masową skalę rozładowywano statki z kontrabandą z wyspy Guernsey. Obecnie głównym źródłem dochodu mieszkańców jest turystyka. W Polperro szukam czegoś na śniadanie. W małej piekarni ze starym wyposażeniem kupuję pieróg kornwalisjki - Cornish pasty. Tradycyjny, miejscowy wyrób, który wypełniony jest farszem z mięsa wołowego, brukwi, marchwi, ziemniaków i cebuli. Widać, że ma duże znaczenie w tych rejonach bo można go kupić także jaką pamiątkę. Breloczek, pluszak czy inna zabawka w formie pieroga jest dostępna wszędzie gdzie pojawiają się turyści.

Mój następny cel to Lizard Point czyli najbardziej na południe wysunięty punkt Wielkiej Brytanii. Jest to przylądek na południowym końcu kornwalijskiego półwyspu Lizard. Na miejscu można wypić kawę, zjeść coś i kupić pamiątki. Ja schodzę w dół, na plażę żeby przyjrzeć się starej stacji łodzi ratunkowych. Ostre i wysokie skały robią wrażenie. Nic dziwnego, że pływanie po tych wodach było niebezpieczne. Z Lizard Point jadę do St Michael's Mount zobaczyć wyspę, na której zbudowano imponujący zamek. Jest to wyspa pływowa u wybrzeży w zatoce Mount's Bay połączona ze stałym lądem przesmykiem o długości 366 m, który można przejść podczas odpływu. Gdy  jest przypływ jedyną opcją pozostaje płynięcie łódką. Zamek oraz kościół na wyspie są odpowiednikiem Mont Saint-Michel w Normandii. Jako, że nie koniecznie chce mi się chodzić w gorący dzień po starych zamkach jadę dalej, aż do… końca Anglii.

Dojeżdżam do Land’s End - najbardziej na zachód wysunięty punkt Anglii. Jest to bardzo ładne miejsce. Niestety jest też bardzo gwarno bo jest tu wybudowany park rozrywki. Na szczęście można odejść dalej od hałasu i pooglądać "koniec". 1,5 mili od brzegu znajduje się latarnia morska, której budowa rozpoczęła się w 1870 roku. Można też zrobić zdjęcie "pierwszemu i ostatniemu" domowi w Anglii. Domek wybudowany przy stromych klifach jest jednym z najczęściej fotografowanych budynków w Kornwalii. Pora na zwrot na mojej trasie. Tego dnia dojeżdżam jeszcze do zatoki St Ives na północnym wybrzeżu Kornwalii. Zachód słońca na plaży z widokiem na latarnię morską jest bajeczny. Chyba najmocniejszym punktem Kornwalii są właśnie te zatoczki i plaże.

Zwrot na wschód, w kierunku domu

Rankiem ruszam na wschód. Pierwszy przystanek robię w Perranporth. Jem kornwalijskie lody i oglądam plażę. Szybko postanawiam ruszać dalej. Dojeżdżam do Port Isaac i tu zatrzymuję się na dłużej, bo warto. Port Isaac jest znany z serialu "Doc Martin", emitowanego także w Polsce. Dziś mieszkańcy tej wsi utrzymują się z rybołówstwa i turystyki. Turystów jest bardzo dużo, co nie dziwi, bo wioska wygląda jak z pocztówki. Niestety widać to też po cenach. Cena lokalnej kanapki, na którą się skusiłem trochę mnie zaskoczyła - 8 funtów, ale cóż, była smaczna.

Od Dover dzieli mnie lekko licząc ponad 300 mil. Biorąc pod uwagę tempo na tutejszych drogach, omijam kilka zaplanowanych miejsc na mapie i jadę do Cheddar. Miejsca, gdzie wytwarza się słynny ser. Wchodzę do firmowego sklepu i rozczarowanie. Trzy małe kawałki sera zapakowane jak na prezent w cenie od 20 do 30 funtów. Chyba to nie miejsce dla mnie. Jeszcze muszę zapłacić za parking 4 funty bo jestem straszony kamerami (jak w wielu miejscach) i karami za brak biletu parkingowego. Sytuację ratuję pobliski wąwóz Cheddar. To miejsce, które może spodobać się motocyklistom. Aczkolwiek po przejechaniu Alp czy Rumunii nie robi on aż takiego wrażenia. Jednak gdy jest na naszej trasie to warto przejechać. Wpisuję w nawigację Dover i jadę przed siebie. Jadąc drogą A303 mijam Stonehenge. Zwalniam, żeby sobie pooglądać. Jednak nie zatrzymuję się tam bo nigdy mnie to miejsce nie interesowało ani nie fascynowało. Szukam noclegu. Odnoszę wrażenie, że im bliżej Londynu, tym drożej i jakoś tak mniej ciekawie. Po odwiedzeniu kilku pól, które okazują się zamknięte, w końcu znajduję pole namiotowe za miastem Winchester. Na polu namiotowym jednak nie ma nikogo z obsługi. Jest za to numer telefonu do kontaktu. Dzwonię i umawiam się, że rozbiję namiot, a jutro, następnego dnia o 9:00 zapłacę. Rankiem myślę, że to jednak trochę późno, ponieważ lubię wcześnie ruszyć na trasę. Chcę zostawić odliczone pieniądze, jednak nikt z sąsiadów nie ma rozmienić gotówki. Postanawiam podjechać na oddaloną o kilka kilometrów pobliską stację benzynową. Niestety, kiedy na nią przyjeżdżam, okazuje się, że jest w remoncie i jest nieczynna. Jadę znowu kilka kilometrów dalej do następnej. Tankuję i płacę. Mam w końcu gotówkę. Wracam z powrotem na pole namiotowe, żeby zapłacić. I w sumie nic nie zyskuje tą operacją, bo jest już minuta przed 9:00. Także płacę i jadę do Dover.

Po drodze nie ma żadnych ciekawych widoków, więc jest nudno. Zbliżam się do Dover i widzę ogromną kolejkę tirów do Eurotunelu. Na szczęście mój prom jest dwa razy tańszy. Przed promem zagaduje do mnie Anglik, który jedzie na tydzień do Francji na Hondzie o pojemności 125 cm3 i 12-calowych kółkach. Wtedy sobie myślę, po cóż w zasadzie coś większego? Około 16 jestem w Calais. Na noc szukam miejsca w Holandii, aby wieczór spędzić na plaży. Jest długi czerwcowy weekend, więc jest ciężko ze znalezieniem jakiegoś wolnego miejsca. Jak widzę Holendrzy uwielbiają rowery i kempingi. W końcu znajduję miejsce na kempingu i idę na plażę obejrzeć ostatni zachód słońca podczas mojej podróży. Następny dzień to powrót autostradami do domu, czyli 1285 km na raz.

Podsumowanie

Kornwalia ma bardzo piękne zakątki. Niepowtarzalny charakter angielskiej wsi sprawia, że to był wyjazd, jakiego wcześniej nie doświadczyłem. Niestety z Polski jest to dość daleka droga, nudnymi autostradami, ale piękne miejsca w Kornwalii wynagradzają to. Finansowo nie była to aż tak kosztowna wyprawa jak zakładałem, oczywiście przy założeniu, że prowiant mamy swój. Pola namiotowe to koszt 10 funtów, tylko raz zapłaciłem 20 funtów. Koszty paliwa średnio 1,30 funta, najtaniej 1,22 funta. Drogi bezpłatne, prom Dover - Calais w obie strony kosztował około 400 zł. W podróży byłem przez 8 dni, w tym 5 dni w Anglii. Przejechałem 4600 km z czego 1500 km w Anglii. Każdemu kto szuka inspiracji na trasę polecam Kornwalię. Ja następny kierunek obiorę inny ale na Wyspy Brytyjskie wrócę.

NAS Analytics TAG


Reklama


NAS Analytics TAG
Zdjêcia
NAS Analytics TAG
Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s± prywatnymi opiniami u¿ytkowników portalu. ¦cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialno¶ci za tre¶æ opinii. Je¿eli którykolwiek z komentarzy ³amie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usuniêty. Uwagi przesy³ane przez ten formularz s± moderowane. Komentarze po dodaniu s± widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadaj±cym tematowi komentowanego artyku³u. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu ¦cigacz.pl lub Regulaminu Forum ¦cigacz.pl komentarz zostanie usuniêty.

NAS Analytics TAG

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualno¶ci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep ¦cigacz

    NAS Analytics TAG
    na górê