tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Samotna podró¿ Patrycji do Omalo w Gruzji. Jak to siê skoñczy³o?
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Samotna podró¿ Patrycji do Omalo w Gruzji. Jak to siê skoñczy³o?

Autor: Andrzej Sitek 2025.11.05, 14:38 Drukuj

Kilka tygodni temu pisaliśmy na naszych łamach o planach Patrycji Chodorowskiej, znanej jako "ready4ride", dotyczących wyprawy do Omalo w Gruzji. Po tym, jak motocyklistka przekroczyła granicę w Terespolu, praktycznie straciliśmy z nią kontakt. Teraz wróciła i postanowiła opowiedzieć nam o swojej wyprawie.

Zanim oddamy głos Patrycji, przypomnijmy jeszcze o politycznych perturbacjach za naszą wschodnią granicą, co mogło skomplikować lub uniemożliwić Patrycji dotarcie do celu. A przy tym oznaczało pewne, trudne do oszacowania ryzyko. Druga sprawa, która wymaga krótkiego komentarza, to cel wyprawy. Cóż takiego niezwykłego jest w Omalo?

NAS Analytics TAG

Kiedy mówi się o trasie prowadzącej do tego miejsca, zazwyczaj chodzi o fragment między Kvemo Alvani a Omalo. Choć na mapie ten odcinek wygląda niewinnie - niecałe 80 kilometrów - w praktyce pokonanie tego dystansu zajmuje od czterech do pięciu godzin, a w przypadku złej pogody może potrwać znacznie dłużej. Droga wspina się na Przełęcz Abano na wysokość 2826 metrów, by potem opaść do 1900 metrów, gdzie położone jest Omalo. Początkowo prowadzi szerokim szutrem, na którym mijają się auta terenowe jadące w przeciwnych kierunkach. Z czasem dolina i potok w oddali zostają w tyle, a po prawej stronie zaczynają pojawiać się kilkunastometrowe przepaście…

To wtedy zaczyna się prawdziwa jazda w terenie. Droga zwęża się do szerokości jednego pojazdu, a wyminięcie się z kimś możliwe jest tylko w sporadycznie występujących zatoczkach. Podłoże jest luźne, ma tendencję do obsuwania się w dół, a świadomość, że od krawędzi dzieli cię bardzo mało niepewnej drogi, na pewno nie należy do najprzyjemniejszych - tym bardziej na jednośladzie. Jeden fałszywy ruch kierownicą może skończyć się dramatycznym upadkiem w stronę rwącego potoku. Ale wróćmy do wrażeń samej motocyklistki. Zacznijmy w miejscu, w którym postanowiła się z Wami spotkać, czyli już na granicy...

"Mama mi mówiła"

Mama ostrzegała mnie, że w Rosji można dostać dronem. Na szczęście udało mi się przekroczyć granicę polsko-białoruską kilka dni przed jej czasowym zamknięciem, czyli 12 września. Dzięki temu plan, a właściwie misja "Gruzja-Omalo", wystartowała. Kiedy dotarłam na granicę z Białorusią było już późno, natomiast celnicy bardzo skrupulatni. Myślę, że nikt nie lubi, gdy przeszukuje mu się telefon, a tam trzeba być na to przygotowanym. Po trzech, może czterech godzinach, w końcu mnie puścili. Ale pozostała jeszcze kwestia noclegu. Uratował mnie mój "nadbagaż" - namiot i cały sprzęt, który zawsze wożę ze sobą na wypadek, gdybym nie miała gdzie spać. Dostać nocleg na Białorusi, w okolicach Terespola czy Mińska, to prawdziwy cud, zwłaszcza w ostatniej chwili, dlatego wyprawa zaczęła się noclegiem gdzieś w lesie. Jakoś trzeba było przetrwać.

Kolejna granica. Z Rosją

Kolejna granica, tym razem z Rosją, poszła szybciej. O dziwo, czekałam tylko dwie godziny, więc chyba można to uznać za sukces? Potem była droga do Smoleńska. Okazało się, że to miejsce, gdzie przysłowiowo "psy dupami szczekają", a hotel, który wyszukałam na rosyjskim odpowiedniku Booking.com, okazał się nie do odnalezienia. Internet padł, GPS zwariował, nawet mapy offline nie działały. Zdesperowana zatrzymałam więc młodych ludzi, którzy na moje pytanie o drogę odpowiedzieli tylko: "I love you". Tłumaczyli, że nie mają telefonów, bo wszędzie latają drony, a Internetu i tak nie ma. Ciekawy początek podróży….

Na szczęście w końcu jakoś się dogadaliśmy i pojechałam w stronę "centrum", czyli "prosto i w lewo". Dobrze, że trochę znam rosyjski, więc mogłam popytać przygodnych ludzi o dalsze wskazówki. W końcu zatrzymałam pewną kobietę na skrzyżowaniu. Okazało się, że Rosjanka pracuje w hotelu, którego szukałam. Szczęśliwy zbieg okoliczności. Byłam uratowana. Dopiero później miało się okazać, że w zasadzie cała moja przeprawa przez Rosję to jedna wielka lekcja orientacji w terenie.

Moskwa i dalej na południe

Kolejnym przystankiem była Moskwa, gdzie zostałam zresztą nieco dłużej, żeby pozwiedzać. Zapomniałam tylko uwzględnić w planie koniecznego na wszystko czasu, który traciłam, bo ciągle się gubiłam. GPS wariował, Internet działał sporadycznie. Doceniłam zalety klasycznych, papierowych map. Ale w końcu odhaczyłam wybrane atrakcje i nawet zrobiłam parę zdjęć na słynnym Placu Czerwonym. Dalej ruszyłam na południe, w stronę Woroneża i niedaleko Doniecka, czyli przez strefę wojenną.

Od Woroneża byłam już praktycznie kompletnie odcięta od świata. Bez GPS-u, bez dostępu do sieci, jak w wehikule czasu, przeniesiona do okresu przed erą Internetu. Nocleg znalazłam niedaleko Doniecka jadąc po prostu za ciężarówkami, które zjeżdżały z autostrady. Oczywiście mówię o zwykłych ciężarówkach, bo wojskowych pojazdów, których było dwa razy więcej, unikałam jak ognia. Hotel znalazłam bez problemu i - co najważniejsze - nikt mnie po drodze nie odstrzelił. Bliżej granicy zrobiło się lżej i wreszcie wrócił zasięg.

Granica z Gruzją

Rosjanie wypuścili mnie z kraju szybko, ale Gruzini nie byli tacy chętni, by mnie z kolei wpuścić. Czekałam pięć godzin. Nie wiem co sprawdzali, bo o niczym mnie nie informowali. Poznałam za to dwóch rosyjskich motocyklistów, którzy podobnie jak ja utknęli na tym przejściu. To oczekiwanie bardzo mi się dłużyło, więc postanowiłam być upierdliwa i co godzinę chodziłam pytać, co z nami. Niestety celnicy nie byli przychylni i mówili jedynie, że "centrala nie pozwala" i "czekamy na szefa". W końcu, już w desperacji, zaczęłam rozkładać namiot. Strażnicy zaczęli się śmiać, ale miny im zrzedły, gdy zobaczyli, że mówię serio. Wybrałam sobie skwerek na przejściu granicznym i zaczęłam rozkładać majdan. O dziwo - to zadziałało. Około północy nas przepuścili.

Te niepotrzebne przepychanki trwały zdecydowanie za długo, ale na szczęście miałam umówiony nocleg z chłopakiem z Couchsurfingu, zaledwie około trzydzieści minut drogi od granicy. Co ciekawe, poza bezproduktywnym czekaniem nie byłam jakoś specjalnie sprawdzana, natomiast kontrola celna nie ominęła wspomnianych motocyklistów - dlatego czekałam jeszcze godzinę dłużej, żeby im pomóc. Wiedziałam, że o pierwszej w nocy będą mieli problem z noclegiem. W końcu trzeba sobie nawzajem pomagać - staram się realizować tę zasadę. Dzięki uprzejmości lokalsa o 1:30 byliśmy już w ciepłym i bezpiecznym miejscu, z dachem nad głową.

Droga do Omalo

Teraz moim celem było dotarcie do Omalo. Z pięknego Tbilisi pojechałam do wioski Kvemo Alvani, czyli jakieś trzy godziny drogi od stolicy Gruzji. Na miejscu wypożyczyłam motocykl GS650 na trzy dni i po prostu ruszyłam w góry. Trasa z Kvemo Alvani do Omalo zajęła mi około sześciu godzin, z licznymi przerwami - na odpoczynek, zdjęcia, przepuszczanie krów i owiec, albo roboty drogowe. Uwaga: starają się tę drogę poprawiać, ale idzie im to bardzo powoli. Jak było? Otóż… koszmarnie. Po zaledwie czterech kilometrach offroadu chciałam po prostu zawrócić. Tym bardziej, że przede mną było jeszcze siedemdziesiąt sześć! Najtrudniejszy był - jak zwykle - sam początek...

Na tej trasie są strome zakręty o 180 stopni, śliskie kamienie, woda - właściwie strumień przecinający drogę. Musiałam się zatrzymać, odpocząć od ciągłego napięcia i jakoś poukładać to sobie w głowie. Na szczęście mój wrodzony upór nie pozwolił mi zawrócić. Wiedziałam, że ta trasa to coś więcej niż tylko droga w góry. Oczywiście to nadal było wyzwanie dla maszyny i dla mnie, czyli wyzwanie fizyczne, ale przecież też symboliczne zamknięcie starego rozdziału i początek nowego, po rozstaniu z facetem. Nie mogłam się wycofać. Nie wiedziałam, co mnie czeka dalej, a przecież moje doświadczenie jeśli chodzi o offroad w górach, to łącznie jeden dzień takich wyzwań. Ale pojechałam i tak.

Okazało się, że dostałam wszystko o czym marzą offroadowcy i zwolennicy przygody. Była mgła, przepaście, wielkie głazy, śliska glina kryjąca się pod piaskiem, głębokie kałuże, wodospady, do których nawet nie trzeba się specjalnie zbliżać, żeby zbierać wodę z szyby kasku. I napięcie, ciągle napięcie. Chyba nikt o zdrowych zmysłach, z takim doświadczeniem jak moje, nie porwałby się na tę trasę. Mój były facet przygotowywał się do niej rok, a po przejechaniu powiedział, że to była jego najcięższa przeprawa w życiu. A ja po prostu wsiadłam i pojechałam. Czy to było mądre? Nie wszystko można ocenić z punktu, w którym jesteś w tej chwili - najczęściej wygodnego fotela lub kanapy przed monitorem komputera, czy ekranu telefonu.

Wjazd do Omalo i powrót

Moment, w którym wjechałam do Omalo, był nie do opisania. Wszystkie negatywne emocje odeszły. Strach, złość, zmęczenie - wszystko. Poczułam, że odzyskałam siebie. Reszta jest milczeniem, bo to przeżycia, których słowa nie mogą oddać i chyba nawet tego nie chcę. Zostałam tam chwilę, ale trzeba było wracać.

Powrót był krótszy. Zajął mi około czterech godzin. Trasa była już znajoma i wiedziałam, gdzie można jechać szybciej. Mokre, gliniaste odcinki akurat przeschły, więc było trochę łatwiej. Choć zjazd po śliskich kamieniach okazał się trudniejszy niż myślałam i fizycznie dał mi w kość. Łatwiej jest dodawać gazu, niż cały czas trzymać hamulec. Ostatecznie w życiu też lepiej iść naprzód, niż się zatrzymywać i kalkulować, kiedy hamować. Nagrodą za wszystko był brak upadku i zwrot całego depozytu za motocykl. W sensie materialnym - sukces. W sensie mentalnym - zwycięstwo.

Gruzja i krowy wszędzie

Zobaczyłam Gruzję, przejechałam niesamowitą drogą do Omalo. Osiągnęłam swój cel. Gruzję będą odtąd nazywać krajem krówek, które były dosłownie wszędzie! Nawet na autostradzie, pomiędzy przeciwnymi kierunkami ruchu, gdzie znajdował się wąski pas trawy, natknęłam się na to przemiłe zwierzę. W Polsce byłby to przyczynek do niekończącej się dyskusji o niebezpiecznym incydencie, w Gruzji to była zwykła krowa na zwykłej autostradzie. Nic się nie dzieje, można się rozejść. Zresztą na tamtejszych wsiach krowy i stada owiec to typowy widok, ale kiedy jedziesz po zmroku i natrafiasz na taką bezpańską łaciatkę, to można się przestraszyć. Do tego nawierzchnia dróg jest jak szwajcarski ser, co może i nie jest do końca takie złe, bo nie można jechać szybko. Trzeba też oddać, że główne arterie były raczej przyzwoite, ale gdy tylko wjeżdżało się w mniejsze miejscowości, to trzeba było uważać.

Misja zakończona

Dalsza część podróży to już odpoczynek i powrót do Polski, dookoła Morza Czarnego. Misja zakończona. Zrobiłam to w miesiąc i… to było dobre, bardzo dobre. Przez trzy lata zrezygnowałam z podróży solo na rzecz relacji i zrozumiałam, jak bardzo brakowało tej części mnie. Zatraciłam się gdzieś, miałam ciężki okres, a dzięki tej podróży ponownie się odnalazłam. Brzmi może nadto poetycko, ale ciężko opisać to, co czułam podróżując w kierunku Gruzji, potem przez ten niezaprzeczalnie piękny kraj i wreszcie pokonując przełęcz Abano. Przede wszystkim mentalnie otworzyłam głowę i nowy rozdział w swoim życiu. Czułam się, i wciąż czuję, jak zwycięzca, który odzyskał swoje życie. Dzięki temu mogłam wrócić do domu niby wciąż taka sama, a jednak inna. Za pośrednictwem Ścigacza.pl Wam również polecam taką, lub inną wyprawę. Bo żyje się tu i teraz.

Patrycja Chodorowska 

 

NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjêcia
NAS Analytics TAG
Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s± prywatnymi opiniami u¿ytkowników portalu. ¦cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialno¶ci za tre¶æ opinii. Je¿eli którykolwiek z komentarzy ³amie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usuniêty. Uwagi przesy³ane przez ten formularz s± moderowane. Komentarze po dodaniu s± widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadaj±cym tematowi komentowanego artyku³u. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu ¦cigacz.pl lub Regulaminu Forum ¦cigacz.pl komentarz zostanie usuniêty.

NAS Analytics TAG

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualno¶ci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep ¦cigacz

    NAS Analytics TAG
    na górê