tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 "Easy Rider" vs. "Harley Davidson and the Marlboro Man"
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

"Easy Rider" vs. "Harley Davidson and the Marlboro Man"

Autor: Łukasz „Boczo” Tomanek 2011.03.30, 10:22 20 Drukuj

Postanowiliśmy przeprowadzić zamach na króla i tym razem nie porównywać motocykli, ale dwa najpopularniejsze filmy motocyklowe wszechczasów.

UWAGA OD REDAKCJI: Wszyscy, którzy nie widzieli opisywanych filmów, niechaj będą ostrzeżeni - dalsza lektura może wszystko zepsuć.

Każdy, kto choć śladowo jest związany z motocyklami, mam tu na myśli nawet dziecko, które zostało poczęte w momencie, kiedy motocykl taty stał na zewnątrz, kojarzy film „Easy Rider”. Ta produkcja została wzniesiona przez ludzkość na piedestał kultu i znajduje się tam po dziś dzień. Legendarny „Swobodny jeździec” odcisnął na historii środowiska motocyklowego bardzo głębokie piętno. To właśnie po tym filmie na świecie zapanowała moda na choppery. Ludzie obdzierali swoje motocykle z wszystkiego, co zbędne, dawali im długaśne widelce i fikuśne malowania. Rozpętał się chopperowy boom i pogoń za wolnością. Wielu jednak wypracowało sobie pewien rodzaj obłędu na temat tego filmu i patrzy na niego zupełnie bezkrytycznie, darząc bezwarunkowym uwielbieniem. Postanowiliśmy przeprowadzić zamach na króla i tym razem nie porównywać motocykli, ale dwa najpopularniejsze filmy motocyklowe wszechczasów – „Easy Rider” i „Harley Davidson and the Marlboro Man”.

Geneza pojedynku

„Easy Rider” jest legendarny, to już ustaliliśmy. Znaleźć mu jednak właściwą, dokładną konkurencję wcale nie jest tak łatwo. Przecież jest kilka dobrych filmów motocyklowych. Dlaczego akurat „Harley Davidson and the Malrboro Man”? Po pierwsze, to cholernie dobra produkcja, której w przeciwieństwie do „Easy Ridera” nie trzeba oglądać w stanie odurzenia narkotykowego, aby zrozumieć z niej cokolwiek. Po drugie, schemat filmów jest bardzo podobny – dwóch kumpli załatwia jakąś sprawę, a motocykle są nie tylko tłem, ale meritum obydwu produkcji. Czas strącić króla z tronu.

Obsada

Dla Dennisa Hoppera i Petera Fondy (którego siostra w tym czasie była obiektem mokrych snów męskiej, heteroseksualnej części planety) „Easy Rider” był potężnym kopniakiem wymierzonym w drzwi Hollywood. Udało się. Ich nazwiska były rozpoznawane wszędzie. Do tego dochodzi jak zawsze psychopatyczno-charyzmatyczny Jack Nicholson, czyli mamy całkiem fajne trio. Jeśli jednak chodzi o „jasność osobowości” i grę aktorską, „Harley Davidson and the Marlboro Man” miażdży konkurenta. Don Johnson jest w tym filmie bezbłędny. Jestem wielkim fanem Micky’ego Rourke’a i uważam, że skradł on ten film zupełnie i bezczelnie. Jego kreacja, image i styl są zwyczajnie epickie i kropka. Gra tu także jeden z braci Baldwin, ale nikt tak naprawdę nie wie, który. Zawodnik wrestlingowy Big John Studd wciela się w gościa, który nazywa się, uwaga, Jack Daniels. Jak można nie uznać tego za zaletę?

Początek

Pierwsze 10 minut filmu zwykle mówi nam, czy będzie on warty dalszego oglądania, czy też nie. „Easy Rider” ma tutaj mocną pozycję, możliwe nawet, że jedną z mocniejszych wśród wszystkich filmów. Prawdę mówiąc, początek mógłbym oglądać bez końca, Najpierw zdjęcia amerykańskiej pustyni skąpanej zachodzącym słońcem przy akompaniamencie Steppenwolf – The Pusher, a później scena, która zrobiła ten film – jazda dwoma motocyklami po drogach z żółtymi liniami i „Born to be Wild” w tle. W „Harley Davidson…” początek także zagnieżdża się w świadomości już za zawsze. Motel, naga kobieta w łóżku, Mickey Rourke narzuca na siebie skórę, odpala swoją „Czarną Śmierć” i rusza w krajobraz nieco bardziej industrialny. „Easy Rider” pod względem początku jednak króluje.

Laski

„Easy Rider” jest w tej kwestii dosyć ubogi, co jest trochę dziwne, skoro powstał w czasach ekspansji hipisów i wolności duchowej, a przede wszystkim cielesnej. Owszem, jest scena kąpieli w jeziorze pośród skał, ale po filmie, który powstał w tym samym roku, co Woodstock, człowiek spodziewa się więcej. „Harley Davidson and the Marlboro Man” już zaczyna się od ukazania nagich kobiecych piersi. Do tego dochodzi, ekhm, przepraszam, do tego mamy piękną Vanessę Williams. Nie udawajcie, że nie słuchaliście „Save the best for Last” ze szklanymi oczami! Jedziemy dalej – Chelsea Field, zadziorna policjantka, była Marlboro Mana, którą również mamy okazję oglądać w stroju Ewy z raju. Jako absolutną wisienkę (dosłownie) można uznać Theresę San-Nicholas ze sceny końcowej, o której później. Wypowiada tylko jedno zdanie, ale mój Boże! Być może takie generalizowanie tematu jest seksistowskie, ale przecież nie mówimy tutaj o programie Ewy Drzyzgi, ale o filmach motocyklowych.

Ścieżka dźwiękowa

Obydwa filmy są naszpikowane kawałkami, które u każdego fana rocka wywołają drżenie pleców. W „Easy Rider” mamy oczywiście dwa rewelacyjne kawałki Steppenwolfa, czyli „The Pusher” i „Born to be Wild”, Jimmiego Hendrixa i kilku innych rockowych dinozaurów. W „Harley Davidson and the Marlboro Man” mamy szczyt twórczości Bon Jovi w postaci „Wanted dead or alive” i rewelacyjny kawałek Blackeyed Susan – Ride with me. Spór, kto jest lepszy pod względem muzyki kończy się remisem.

Sceny kultowe i smakowite drobiazgi

Praktycznie cała sekwencja początkowa „Easy Ridera” jest kultowa i chyba nie ma na świecie motocyklisty, który się z tym nie zgodzi. Choppery, którymi Wyatt i Billy przemierzają Stany także są kultowe, szczególnie patriotyczny „Kapitan Ameryka”, którego repliki osiągają dziś na aukcjach olbrzymie kwoty. Nikt też nie zapomni rozmowy przy ognisku, przy której podobno bohaterowie palili prawdziwą marihuanę. Na tym filmie można uśmiechać się cały czas, ale śmiać tylko w jednym momencie. Kiedy George grany przez Jacka Nicholsona ubiera swój złoty kask. „Harley Davidson and the Marlboro Man” ma w sumie jedną kultową scenę, o której za chwilę, ale za to znajduje się tutaj także swoisty żarcik i protest. Otóż, jak zapewne większość starych motocyklowych wyjadaczy wie, Kawasaki z lat 80-tych (film powstał w 1991 roku) były dosyć kiepskimi konstrukcjami (doskonale za to traciły witalne płyny i dymiły). Don Johnson na początku filmu jeździ sprzętem tej marki, aby w końcu go rozstrzelać i powiedzieć zdanie zawierające w sobie „piece of shit!”.

Zakończenia

Finał „Easy Ridera” jest z wszech miar beznadziejny. Mało tego, jest po prostu niesmaczny. Scenarzyści prawdopodobnie chcieli skończyć robotę wcześniej, aby iść na grilla więc na szybko napisali w skrypcie, aby dwóch wieśniaków zastrzeliło głównych bohaterów z shotguna. Koniec. Tutaj „Swobodny Jeździec” przegrywa sromotnie, ponieważ zakończenie „Harley Davidson and the Marlboro Man” jest najlepszym zakończeniem filmu motocyklowego, a prawdopodobnie także filmu ogólnie. Anielska Theresa San-Nicholas oplata nogami Harleya, który wcześniej użył najlepszego tekstu na podryw w historii i obydwoje odjeżdżają w rytmie V2 i „Ride with me” Blackeyed Susan. Poezja oglądana. Po różnych zakończeniach filmów występują różne emocje. Po „Fight Club” przez 10 minunt nie wiemy, co powiedzieć. Po „Jak zostać królem” budzimy się ze snu. Po wszystkim, do czego obsady zatrudniono Joannę Liszowską jest nam niedobrze. Po zakończeniu „Harley and Marlboro” chcemy to po prostu przeżyć sami. Osobiście chciałbym, aby w chwili śmierci, przed oczami nie wyświetliło mi się całe życie, ale zakończenie tego filmu.

And the oscar goes to…

Ten artykuł jest tak naprawdę porównaniem. Aby porównanie było rzetelne, wieńczyć musi je jasna konkluzja, co w tym przypadku oznacza wyłonienie zwycięzcy. Dzisiaj, w tym momencie, tu i teraz „Easy Rider” musi oddać koronę. To film, do którego trzeba się przygotować (np. poprzez kupno czegoś, co stanowczo odradzamy wam kupować i nie mówimy o piwie). Jest raczej trudny w odbiorze i w zrozumieniu, choć można to po prostu zignorować i cieszyć się motocyklami na amerykańskich trasach i świetną muzyką. „Harley Davidson and the Marlboro Man” jest przyjemniej przyswajalny i mógłby być fajniejszy tylko i wyłącznie w przypadku, gdyby grał w nim Slash. Wyobraź sobie, że jesteś w popularnej wśród snobów restauracji. Wszystko jest ekskluzywne, drogie i w mikroskopijnych porcjach. Kelner przynosi ci kawior, małże i przepiórcze jaja. Wolałbyś hamburgera, prawda?

Filmy:
Easy Rider - Born To Be Wild - trailer
Harley-Davidson and the Marlboro Man - Intro
Chelsea Field - Harley Davidson And The Marlboro Man
Easy rider - strzelanina
Easy Rider Marijuana and UFO s
Harley Davidson and the Hitchin Hottie
NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjęcia
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
Zobacz również
Komentarze 15
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama

sklep Ścigacz

    NAS Analytics TAG
    na górę