E-XF, czyli powrót króla piêædziesi±tek. Najrozs±dniejszy elektryk 2026?
Portugalska legenda, która w latach 70. opanowała ulice Lizbony, Porto i całej reszty kraju tanimi, wesołymi pięćdziesiątkami, wraca po ponad trzydziestu latach niebytu.
Famel zbankrutował w latach 90. pod naporem japońskiej i europejskiej konkurencji, ale właśnie został wskrzeszony, i to od razu w elektrycznej odsłonie. Nowy model E-XF zadebiutował dyskretnie jeszcze na tegorocznych targach EICMA 2025.
Z wyglądu to klasyczny cafe racer, tyle że na prąd. Prezentuje się tak, jakby ktoś wziął kultowy spalinowy XF-17 z epoki i przeniósł go w czasy zerowej emisji, nie tracąc przy tym ani grama uroku. Okazuje się, że można.
Serce maszyny stanowi akumulator 72 V i 40 Ah z możliwością wyjęcia w kilka sekund oraz silnik o mocy szczytowej 5,5 kW przekazujący napęd paskiem. Według producenta zasięg wynosi do 120 kilometrów na jednym ładowaniu, prędkość maksymalna oscyluje wokół setki, a charakterystyka jazdy odpowiada klasycznej 125-piątce na benzynę. Pełne naładowanie od zera trwa od czterech do pięciu godzin, czyli dość długo, ale dzięki wymiennej baterii można po prostu wpiąć drugą i jechać dalej. Całość waży zaledwie 120 kilogramów, ma stalową ramę rurową, pełne oświetlenie LED, prosty cyfrowy zegar i długą, płaską kanapę w stylu oldschoolowego cafe racera.
Famel nie próbuje rewolucji. Nie ma tu ani kosmicznych osiągów, ani ekranów dotykowych wielkości tabletu, ani systemów poziomowania czy adaptacyjnych zawieszeń. To prosta, lekka i czytelna konstrukcja, która ma po prostu działać w mieście i dawać frajdę na lokalnych drogach poza nim. Wszystko powstaje w Portugalii albo u europejskich dostawców, co podnosi cenę do 7000 euro, ale jednocześnie gwarantuje, że pieniądze zostają blisko domu. W obecnych czasach wspieranie własnego przemysłu, produkcji, a zatem i ludzi, zdaje się nabierać znaczenia jak nigdy dotąd, a Famel uderza właśnie w te nuty.
Co dalej? Wiemy już, że sprzedaż w Europie rusza w pierwszej połowie 2026 roku. Na razie nie ma informacji, czy motocykl kiedykolwiek wyjedzie poza Stary Kontynent. Jeśli tak się stanie, stanie do walki z dużo droższymi Zero SR/F czy brytyjskim Maevingiem RM1S, i wtedy dopiero zobaczymy, czy rozsądek i nostalgia są w stanie pokonać surowe cyferki na tabliczce z ceną.


Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze