3 silniki i ponad 160 km/h. Najbardziej niebezpieczna hulajnoga ¶wiata
Maszyna zbudowana przez ekipę President Chay wygląda trochę jak eksperyment, który wymknął się spod kontroli. No bo kto przy zdrowych zmysłach chciałby rozpędzić się do 160 km/h na hulajnodze? Może brzmi to jak żart, ale w tym projekcie wszystko jest jak najbardziej realne.
Twórcy nie poszli na skróty. Zamiast lekkiej, miejskiej konstrukcji mamy ciężki sprzęt oparty na solidnej aluminiowej ramie i wyposażony w zaawansowane zawieszenie. Sercem tej konstrukcji są trzy silniki elektryczne, z których każdy generuje 40 KM. Do tego dochodzi ogromny zestaw baterii zbudowanych prze autorów tego trzykołowca własnymi siłami. Jeśli ktoś myślał, że osiągnięcie 160 km/h na hulajnodze da się zrobić półśrodkami, ten projekt brutalnie weryfikuje takie podejście. W pewnym sensie to współczesna interpretacja tego, co robili brytyjscy pasjonaci motocykli w latach 50. ubiegłego wieku, kiedy liczyło się tylko, żeby przekroczyć magiczną barierę prędkości. Dziś zamiast klasycznych jednośladów mamy elektryczny eksperyment, ale filozofia pozostaje w zasadzie taka sama.
Reklama
Najczęściej kupowane w Polsce motocykle dostają teraz aż 6 LAT GWARANCJI »
Japońskie motocykle, które polscy motocykliści kupowali w ubiegłym roku najczęściej, są teraz do kupienia z 6-letnią opieką gwarancyjną. Kupujesz nowy i przez 6 lat nie martwisz się już o naprawy.
ZOBACZ MOTOCYKLE I SZCZEGÓŁY »
Popatrzmy jeszcze ile kosztuje takie cudo w wersji President Chay. Każdy z trzech zestawów baterii to wydatek przekraczający 1 000 dolarów, a same szprychy do kół kosztowały 500 dolarów. Łączny rachunek nie został ujawniony, ale trudno uwierzyć, żeby zamknął się poniżej 10 000 dolarów, czyli nasze ponad 40 000 zł. To już kasa, za którą można myśleć o dość solidnym motocyklu, a nie o hulajnodze z ambicjami na rekordy prędkości. Co ciekawe, mimo ekstremalnego charakteru, konstrukcja została przygotowana tak, by mogła legalnie poruszać się po drogach. W ramie wykorzystano fragment motocykla marki Honda z zachowanym numerem VIN, a do tego dodano pełne oświetlenie, kierunkowskazy i klakson. Formalnie wszystko się zgadza, choć trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś traktował tę maszynę jako codzienny środek transportu.
Testy wykazały, że ta dziwaczna hulajnoga faktycznie przekracza 160 km/h, co przy tej formie pojazdu brzmi jak kompletnie szalona opcja jazdy. Nawet przy pełnym wyposażeniu ochronnym trudno mówić o komforcie psychicznym w razie gleby. Moc zbliżona do małego auta miejskiego w połączeniu z platformą do stania szerokości deski, wymaga ogromnej odwagi albo kompletnego braku instynktu samozachowawczego.
Najbardziej niepokojące są jednak momenty, gdy testy odbywają się bez podstawowego zabezpieczenia. Jazda do 100 km/h bez kasku to raczej proszenie się o kłopoty, a eksperymenty warsztatowe, które możecie obejrzeć w tym filmie, tylko utwierdzają mnie, że granica ryzyka tutaj została przekroczona. Z drugiej strony brawa za niesamowitą kreatywność i determinację w budowaniu czegoś unikalnego. No dobra, to kto by wsiadł na tego trójkołowego dziwaka?







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze