Ta witryna używa plików cookie. Więcej informacji o używanych przez nas plikach cookie, ich zastosowaniu
i sposobie modyfikacji akceptacji plików cookie, można znaleźć
tutaj
oraz w stopce na naszej stronie internetowej (Polityka plików cookie).
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.
Komentarze 44
Pokaż wszystkie komentarzena temat szkolenia kierowców mam swoje zdanie od lat. Najważniejsi są rodzice, począwszy od rowerka trzykołowego, poprzez wszelkiego typu składaki czy górale (żaglówki, narty, sanki, skuterki... i wszystko, co się rusza) CO NAJWAŻNIEJSZE: DAWANIE PRZYKŁADU POPRZEZ CODZIENNĄ JAZDĘ SAMOCHODEM Z MALUCHEM, skończywszy na nauce prowadzenia pojazdów oraz późniejszym udostępnianiu samochodu czy ewentualnie motocykla potomkowi! To rodzice (najczęściej ojciec) mają za zadanie wychować dziecko na mądrego i dojrzałego człowieka, a jedną z istotniejszych rzeczy i umiejętności jaką trzeba przekazać, to prowadzenie pojazdów z całą otoczką. Na kursie owszem, nauczą przepisów, zmiany biegów, operowania hamulcem... ale z kulturą, cechami psychofizycznymi, rozsądkiem (lub jego brakiem), wzorcami, radzeniem sobie z emocjami, koncentracją, elementarną znajomością techniki i fizyki młody człowiek przychodzi do szkoły jazdy i żaden instruktor tych cech już nie wymodeluje.
Odpowiedzświęte słowa. Mam identyczny pogląd na ten temat. Kultura jazdy, rozumiana szeroko, ma swe źródła w domu rodzinnym. Jesteśmy społeczeństwem na dorobku, z małym doświadczeniem motoryzacyjnym. Obecność samochodu i jednośladu w domu rodzinnym, odbywanie podróży itd. daje dziecku możliwośc obserwowania zjawisk, postaw, technik, czego nie zapewni kurs. We Włoszech, Francji i Niemczech dzieci zaczynają obcować z jendośladami wcześnie. U nas często pierwszym motocyklem w rodzinie jest ścigacz kupiony przez 20 -latka zanim pojeździł samochodem. Co ciekawe, w ostatnich latach obserwuję młodych mężczyzn odstawiających za kólkiem numery jak kobiety i emeryci. Może się mylę, ale jeszcze paręnaście lat temu to się nie zdażało. Jeśli jeździł ktoś autem, to lubił to i starał się robić to dobrze. Mam prawko od 20 lat, na moto od 3 sezonów.
Odpowiedzkiedyś w ogóle było inaczej. Ja należę do pokolenia, które prawo jazdy "A" robiło na WSK175 robiąc ósemki na boisku szkolnym. Różnica jest taka, że wówczas ja, jako 17-latek z prawo jazdy w kieszeni miałem pełną świadomość, że nie umiem nic i nawet do ETZ150 podchodziłem z respektem.
Odpowiedz