Zestaw z Aliexpress, silnik dwusuwowy i pomys³ rodem z gara¿u
Przez media społecznościowe i portale informacyjne przetacza się właśnie historia, która jest ciekawa również dla nas. Chodzi o 53-letniego mężczyznę, który postanowił znaleźć sposób na poruszanie się po drogach mimo dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Pomysł był prosty i jednocześnie odrobinę ryzykowny. Wsiąść na rower i dołożyć do niego silnik licząc, że do roweru nikt się przecież nie przyczepi. Oczywiście rzeczywistość szybko zweryfikowała ten plan.
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Pomysłodawca tego rozwiązania natkną się na policjantów z komisariatu w Żukowie, którzy zwrócili uwagę na nietypowy jednoślad poruszający się po Małkowie. Funkcjonariusze zatrzymali pojazd do kontroli i wtedy zaczęły wychodzić na jaw kolejne elementy układanki. Kierujący miał aktywny, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Sam jednoślad nie był dopuszczony do ruchu i nie posiadał obowiązkowego ubezpieczenia OC. Do tego, jak informuje policja, całość była efektem amatorskiej przeróbki, która nie spełniała żadnych norm technicznych ani zasad bezpieczeństwa. Brak homologacji, brak badań, brak zabezpieczeń i konstrukcja, która podobno "w każdej chwili mogła się rozlecieć". Sprawa trafi teraz do sądu i to tam zapadnie decyzja, jak poważnie zostanie potraktowane to zdarzenie.
Zdaniem policji
Oczywiście policja przy okazji tej interwencji przypomina, że każda ingerencja w pojazd musi być zgodna z przepisami i normami technicznymi. Jazda czymś, co nie jest dopuszczone do ruchu, nie ma ubezpieczenia i jest prowadzone bez uprawnień, kończy się sankcjami.
W całej tej historii pojawił się jednak jeden istotny szczegół, który w części medialnych przekazów został przekłamany. 53-latek nie zbudował tego pojazdu od podstaw własnymi rękami. Nie było tu budowy silnika, czy jego adaptacji z motoroweru, ani tym bardziej rzeźbienia cylindra na tokarce. W rzeczywistości mówimy o gotowym zestawie do samodzielnego montażu, który każdy może kupić bez większego problemu. W polskich serwisach aukcyjnych kosztuje on około 619 zł, a zamawiając bezpośrednio z Chin, na przykład z Aliexpress, da się zejść do około 430 zł. W praktyce oznacza to, że za nieco ponad cztery stówki niemal każdy może poczuć się jak domorosły konstruktor i odpalić Rometa Mistrala, który pozostał w spadku po dziadku, w wersji spalinowej.
Co kryje się w takim zestawie?
Najczęściej jest to dwusuwowy silnik spalinowy o deklarowanej pojemności 80 centymetrów sześciennych. Jednocylindrowa jednostka chłodzona powietrzem, zapłon elektroniczny CDI, smarowanie mieszankowe i masa około 7 kilogramów. Producent chwali się mocą rzędu 3 do 4 koni mechanicznych, choć w praktyce bywa różnie, a po drobnych modyfikacjach niektórzy wyciągają jeszcze więcej. Silnik pasuje do większości ram rowerowych z kołami 24 lub 26 cali, najlepiej takich z poziomą górną rurą i okrągłym przekrojem. Cały zestaw po zamontowaniu waży około 10 kilogramów i napędza tylne koło za pomocą łańcucha oraz zębatki, bez jakiejkolwiek skrzyni biegów.
Rower z doczepionym silnikiem spalinowym nie jest wcale nowym wynalazkiem. Już w Polsce lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych sprzedawano napędy montowane pod kierownicą, gdzie rolka dociskała się bezpośrednio do opony. Dzisiejsze rozwiązania są bardziej zwarte, silnik ląduje w ramie, zbiornik paliwa na górnej rurze, a manetka na kierownicy. Idea pozostaje jednak ta sama. Zamienić rower w coś na pograniczu motoroweru, co będzie "samo jechało".
Do tego to porównać?
Dla nas prawdopodobnie najbardziej obrazowe będzie porównanie takich chińskich zestawów z klasycznymi polskimi silnikami motorowerowymi z czasów PRL. Jednostki produkowane w Nowej Dębie przez Dezamet, montowane w Komarach, Ogarach czy Pony, miały niemal zawsze 49,8 centymetra sześciennego pojemności. Wynikało to z przepisów i pozwalało jeździć bez prawa jazdy. Oferowały od 1,4 do około 2,5 konia mechanicznego, miały mechaniczną iskrę i zintegrowaną skrzynię biegów. Były cięższe, ale projektowane z myślą o długiej, często brutalnej eksploatacji - i to akurat mówię również z własnego doświadczenia. Było bardzo brutalnie.
Oczywiście współczesny chiński silnik 80 cm3 daje wyraźnie lepsze osiągi. Większa pojemność oznacza więcej mocy i lepszą elastyczność. Rower z takim napędem bez większego problemu osiąga 40 do 50 km na godzinę. Elektroniczny zapłon działa stabilniej, a niski stopień sprężania ułatwia rozruch. Z drugiej strony pojawiają się wibracje, hałas, no i pytania o trwałość. To konstrukcje tanie, proste i masowe, ale powiedziałbym, że jednak dalekie od solidności dawnych polskich silników, nawet jeśli weźmiemy poprawkę nas specyfikę okresu PRL. Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa. Rama rowerowa nie jest projektowana do takich obciążeń, środek ciężkości się zmienia, opony i hamulce pracują w zupełnie innych warunkach niż przewidział producent.
To można jeździć, czy nie?
No i wreszcie dochodzi też kwestia prawa. Trzeba powiedzieć jasno, że przepisy nie mówią wprost o rowerach z silnikiem spalinowym. Jest za to definicja motoroweru, który może mieć silnik spalinowy do 50 cm3 i konstrukcyjnie ograniczoną prędkość do 45 km na godzinę. Gdyby uznać taki rower za motorower, pojawia się obowiązek rejestracji, OC, kasku i zakaz jazdy po drogach rowerowych. Problem w tym, że brakuje homologacji i numerów identyfikacyjnych, więc rejestracja w praktyce jest nierealna.
Pewną furtką bywa wyrok Sądu Najwyższego z 2007 roku, który stwierdza, że rower wyposażony w silnik pomocniczy o pojemności do 50 cm3, zachowujący cechy roweru i umożliwiający normalną jazdę na pedałach, nie jest pojazdem mechanicznym. W teorii oznacza to legalność takiego rozwiązania. W praktyce może skończyć się dyskusją na poboczu z policją, dlatego niektórzy radzą wozić przy sobie wydruk tego orzeczenia.
Silnik w rowerze może kusić niskim spalaniem i prostą budową, ale jest głośny, ciężki i problematyczny. No i nie możesz jeździć nim po ścieżkach rowerowych, a po drogach właściwe też nie. Innymi słowy, w naszych warunkach, to proszenie się o kłopoty.







Komentarze 4
Poka¿ wszystkie komentarze"Pomys³odawca tego rozwi±zania natkn± siê " Pisownia !
OdpowiedzTe mendy strac± pracê
OdpowiedzJu¿ interweniujemy ci policjanci strac± pracê takie rowery spalinowe s± legalne w stanach zjednoczonych
OdpowiedzCi policjanci strac± pracê
Odpowiedz